Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo literackie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 lipca 2014

W szpilkach na tropie - Rebecca Jane - recenzja

Ostatnio oglądając Dzień dobry TVN ujrzałam w programie Rebeccę Jane, po wysłuchaniu wywiadu z nią, zechciałam przeczytać proponowaną przez nią książkę. Tak się akurat złożyło, że listonosz przyniósł mi ją do recenzji, a więc zabrałam się za czytanie. Mogę wspomnieć, iż książka pt. „W szpilkach na tropie” jest to trochę powieść biograficzna autorki, trochę literatura faktu, ale zawiera także na pewno małe elementy zaczerpnięte z literatury obyczajowej. Na pewno to dzieło pisane o kobietach i dla kobiet. Choć mężczyźni pewnie byliby równie zadowoleni z sięgnięcia po tę książkę, jak i ja byłam.

Rebecca Jane jest młodą kobietą (ma zaledwie 30 lat), prowadzi własną agencję detektywistyczną i właśnie zadebiutowała książką, która o niej opowiada. Zazwyczaj jestem bardzo ciekawa twórczości debiutantów, gdyż można odkryć wielu autorów, którzy zachwycają już wraz ze swoją pierwszą książką. W przypadku Pani Jane nie zawiodłam się. Książkę czytało mi się bardzo dobrze i wypełniła ona wszystkie moje wolne chwile.

Historia opowiada o powstaniu agencji. O tym jak Rebecca poznaje niewłaściwego mężczyznę, związuje się z nim, a następnie jej ukochany znika. Kobiety nie stać na to, by zapłacić prywatnemu detektywowi za śledztwo. Dlatego też prosi swoje koleżanki by pomogły jej w odszukaniu ukochanego. Po znalezieniu mężczyzny, Rebecca zaczyna rozumieć, że towarem niszowym na rynku jest Damska Agencja Detektywistyczna. Można pomyśleć, że co to za pomysł, przecież detektywów jest wielu, niby tak, ale wbrew pozorom biznes odnosi wielki sukces. Nie chcąc ujawniać dalszej akcji i zakończenia wątku z mężem napiszę tylko, że w książce opisane są sprawy, które Rebecca i jej koleżanki otrzymują do rozwiązania. Czasem są one śmieszne, czasem dramatyczne, jednak podczas czytania książki warto pamiętać, iż to wszystko zdarzyło się naprawdę. Wtedy można poczuć prawdziwe emocje, które niesie ze sobą każda strona.

Moim zdaniem książka jest świetnym debiutem. Napisana dobrym językiem, okraszona humorem i trzymająca w napięciu przy rozwiązywaniu kolejnych spraw. Czytało mi się ją świetnie. Dzięki temu, że to literatura non-fiction powieść zyskuje, gdyż bohaterki są bardzo realistyczne, mają problemy takie jak zwykli ludzie i często tak jak my szukają pomocy. Książka nie posiada według mnie dłużyzn. Pokazuje, że praca detektywa bardzo często nie jest łatwa, wymaga poświęcenia, ale zapewnia też często dobrą zabawę i spełnienie.

Pewnie gdybym była w potrzebie sama bym szukała takiej agencji detektywistycznej. Jeżeli chcecie wiedzieć z jakimi sprawami musiała zmierzyć się Rebecca Jane zachęcam do przeczytania.

Marta Ceglarska
 
Za książkę dziękujemy:

Laura - J.K. Johansson - recenzja

Na bogatym rynku kryminałów, z których każdy zachęca do czytania niewyjaśnianą zagadką i zbrodniczą atmosferą, czasami trudno wyłowić świetny tytuł – ale od czego są chwyty marketingowe? Do promocji „Laury” nie posłużyło szumne obwieszczenie autora powieści kolejnym królem skandynawskiego kryminału, a serial z lat 90. – „Miasteczko Twin  Peaks”. Jednak każdy, kto chociaż raz obejrzał „Miasteczko Twin Peaks”, nie znajdzie w „Laurze” najmniejszej cząstki tamtego klimatu. Twin Peaks cechowała specyficzna aura niewyjaśnianych tajemnic. To gęsto utkana sieć związków między charakterystycznymi, często enigmatycznymi postaciami. A Palokaski? W Palokaski wieje nudą.

Tylko imię Laura łączy Palokaski z Twin Peaks. Fińska Laura zaginęła po weekendowej imprezie i nie wiadomo, co się z nią stało, natomiast amerykańska Laura została znaleziona martwa. Oczywiście wizerunek idealnej córki zostanie zbrukany przez hańbiące plotki – ale czy tylko plotki? Do fińskiego śledztwa włącza się przypadkowo Miia*, policjantka, specjalistka od społecznościowych mediów...uzależniona od Facebooka, obecnie zaczynająca pracę jako pedagog szkolny. Owe uzależnienie od Facebooka będzie dość istotnym wątkiem w powieści, ale również niejako znakiem współczesnych nam czasów, w których za pomocą takich portali możemy inwigilować życie znajomych, jak i nieznajomych osób, korzystać z tych portali jak ze źródła niewyczerpywanych plotek i dzięki nim szybko udostępniać ważne informacje.

Laura” zamyka się w 250 stronach – kryminalna powieść przypomina bardziej opowiadanie, które nie zostało należycie rozbudowane, a sam blurb został bardzo podkoloryzowany. Palokaski nie ogarnia „prawdziwa psychoza” – wydarzenia toczą się dość wolno i chociaż lokalne mają solidną i sensacyjną pożywkę, łącząc zaginięcie Laury z tragedią sprzed lat, nie doświadczyłam tutaj postaw skrajnej paniki, przerażenia czy powszechnej fobii na punkcie wypuszczania młodych ludzi z domu. Sama nie poczułam za bardzo wzruszona ani przejęta zaginięciem nastolatki, tymczasem obojętność czytelniczki wobec bohaterki nie powinno należeć do celów kreatora postaci.

Postacie przedstawione w „Laurze” są po prostu nieciekawe. Typowe. Banalne. Mało charakterne. Atmosfery wcale nie podgrzewają seksualne przygody Mii, ani jej pijackie spotkania z koleżankami, ani gorączkowe zachowanie jej brata, który staje się głównym podejrzanym. Za dużo uwagi poświęcono relacjom towarzyskim głównej kobiecej bohaterki, które nie wnoszą nic wartościowego do głównego wątku opowiadania ani kreacji Mii.Śledztwo toczy się dość krzywym torem – można odnieść wrażenie, że spora część wydarzeń ma miejsce tylko dzięki przypadkom. Nie ma tutaj bardzo wyraźnej linii postępowania śledczego, a akcja jest bardzo łatwa do przewidzenia. Zdarzenia, które mają zaskoczyć, można skwitować głębokim ziewnięciem – dzięki aż nadto widocznym przesłankom można daleko wybiec myślami. Największą wadą powieści może być jej nijakość. Właśnie nijakość jest główną cechą

„Laury” – tej powieści brakuje przede wszystkim wyrazistych postaci, ciekawie i z napięciem poprowadzonego śledztwa, manipulującej czytelnikiem narracji, wielostronnej perspektywy wydarzeń, głębszego poznania psychiki postaci poza kilkoma emocjonalnymi frazesami. Banalność bije po oczach, do czego przyczynia się również niewyróżniająca się niczym prosta narracja. „Laura” plasuje się poniżej oczekiwań zapalonego czytelnika kryminałów. Bardzo nisko.

„Laurę” można sklasyfikować jako czytelniczy zapychacz. Miłośnik kryminałów srogo zawiedzie się na krótkim i banalnym opowiadaniu o zaginionej nastolatce, w którym trudno dostrzec jakieś interesujące novum, ponieważ na planie fabularnym wyróżnia się tylko duża rola mediów społecznościowych. Można mieć tylko nadzieję, że wiatr przywieje tutaj klimat Twin Peaks, bo nie chciałabym, żeby kolejna wycieczka do Palokaski odbyła się tylko w jedną stronę – i skończyła śmiercią z nudów.

*Na okładce „Mia”, a w powieści „Miia”.

Katarzyna Kupczyk


środa, 16 lipca 2014

"Franciszek. Papież ludzi" - Evangelina Himitian RECENZJA

Evangelina Himitian pracuje jako dziennikarka w ekipie prasowej do spraw spotkań ekumenicznych (które zainicjował m.in. o. Bergoglio), zajmuje się kwestiami społeczeństwa, rodziny, ubóstwa. Kilkukrotnie przeprowadzała wywiady ze swym rodakiem, obecnym papieżem Franciszkiem. 

Evangelina Himitian we "Franciszku" pokazała się jako przenikliwa, odważna dziennikarka z jednej strony i świetna pisarka, gawędziarka niemal - z drugiej. Autorka niezwykle rzetelnie przygotowała tę publikację, skupiła się nie tylko na postaci swojego bohatera, ale przede wszystkim dzięki wielu dygresjom, omówieniom, szerokim kontekstom (politycznym, społecznym, historycznym, religijnym) pozwoliła czytelnikowi bardzo dokładnie go poznać i zrozumieć. 

Ta biografia to nie tylko charakterystyka człowieka, ale również bardzo szerokie tło jego życia. Himitian, ukazując historię rodziny  Bergogliów, sięga aż do czasów pradziadka (emigracja z Włoch do Argentyny), opowiada o Jorge dziecku i nastolatku, przywołując często zabawne anegdoty z życia młodego chłopaka. Odbiorca ma świadomość, co kształtowało Jorge, co wpłynęło na postawę, która cechuje go dziś. Jest tu też wiele informacji o prywatnych upodobaniach papieża, pasjach, ideach, a nawet polityce. Jest tu Jorge - nauczyciel, jest o. Bergoglio - jezuita czy wreszcie Franciszek - papież. Dla dziennikarki (jak i dla samego bohaterka biografii) nie ma tematów tabu, śmiało opisuje nawet te newralgiczne punkty w dziejach Argentyny czy współczesnego Kościoła (z którymi mniej czy bardziej Bergoglio miał do czynienia). Pokazuje zarówno drogę do stolicy Piotrowej, jak i pierwsze chwile papieża Franciszka w nowej roli. Przy czym zachowanie chronologii wydarzeń nie jest tu dominantą konstrukcyjną. 

Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że ta biografia jest jak sam Franciszek - niezwykle bogata wewnętrznie, odważna i niezłomna, w kręgu zainteresowania której, poza nią samą, jest drugi człowiek. Czytelnik dostaje tu informacje o papieżu, który zawsze jest wśród ludzi, z ludźmi, dla ludzi. I tak, np. obok informacji o pierwszych chwilach Bergoglia jako nowego papieża jest tu również bogaty opis reakcji na ten wybór argentyńskich obywateli. Mnóstwo w tej książce ciekawostek, zarówno o samym bohaterze, jak i ludziach z jego najbliższych kręgów. Wiele miejsca poświęcono tu na opis metod jego pracy, rytmu dnia, zwyczajów, relacji z bliskimi mu osobami.

Autorka publikacji nie sili się na heroizację Bergoglia, nie musi. Papież Franciszek swoją postawą, poglądami i wielkim dystansem sam (wielokrotnie i pewnie nieświadomie) uczynił z siebie bohatera. Stawiany za wzór głowy Kościoła nawet przez sceptyków, zyskał sobie sympatię niemal wszystkich. Tym, co go wyróżnia jest niewątpliwie ogromne poczucie humoru, życiowy optymizm, dystans i umiejętność bycia z bliźnim. Argentyńska dziennikarka ukazała Franciszka jako zwierzchnika Kościoła, człowieka mocno związanego z religią i wiarą oraz jako "zwykłego" człowieka, który uwielbia słuchać muzyki, świetnie tańczy (zwłaszcza tango) czy kibicuje ukochanej drużynie piłkarskiej. 

Wielkim plusem tej książki jest to, że można ją odczytywać na kilku poziomach, bo poza biografią sensu stricto, znajdują się tu elementy sagi, gawędy, powieści historycznej, dokumentu, reportażu, a nawet nie zabraknie "wątków kryminalnych". Himitian zręcznie operuje różnorodnymi stylami wypowiedziami, umiejętnie wykorzystuje konwencje literackie, na których buduje poszczególne fragmenty powieści. Tekst dopełnia fotografiami, cytatami, dokumentami oraz aneksem zawierającym bardzo ciekawe informacje (np. zapisy rozmów, akta sądowe, bibliografia).

Tę biografię wyróżnia przede wszystkim ogromna dociekliwość autorki. Z dziennikarskim zacięciem tropi wszelkie ślady i stara się odpowiedzieć na każde pytanie, jakie podczas lektury zadaje sobie czytelnik (nie wyłączając tych najbardziej błahych czy dziwacznych, jak np. czy młody Jorge podczas kibicowania na meczu przeklinał). Himitian jest bardzo oddana swojej pracy, toteż stworzyła dzieło, jakiego nie sposób będzie powielić - sądzę, że to właśnie ta biografia stanie się fundamentem, na którym powstaną kolejne. 

Kinga Młynarska

Za książkę dziękujemy:

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Ann Vanderhoof - W krainie obfitości mango - recenzja

„Smaczna książka!” – pomyślałam, biorąc do ręki egzemplarz podróżniczego pamiętnika Ann Vanderhoof. I nie pomyliłam się. Każda strona tej niesamowitej literackiej wycieczki to smakowanie, kosztowanie, upajanie się życiem z dala od monotonii ponurego nieba Północy.

Małżonkowie z Toronto, znużeni pracą w wydawnictwie, pogonią za terminami, koniecznością życia w tym samym, od lat powtarzającym się schemacie, postanowili pewnego dnia wszystko zmienić. Hasło „Płyniemy na Karaiby!” stało się motywem przewodnim tzw. planu pięcioletniego. Okres pięciu lat Ann i Steve zdecydowali się wykorzystać na solidne przygotowanie się do rejsu na Południe. Po tych pięciu latach już nic nie dzieje się zgodnie z terminarzem.

Tytuł oryginału brzmi The Embarrassment of Mangoes. Uczuciem, które stale towarzyszy bohaterom, jest nie tylko zachwyt i chęć czerpania pełnymi garściami z „krainy obfitości”. Ann i Steve są przede wszystkim „zakłopotani rajem”, onieśmieleni i porażeni bogactwem smaków, aromatów, kolorów, doznań. „Zaaferowanie” krainą mango kryje w sobie nie tylko „bycie zainteresowanym”. To także „bycie onieśmielonym”. Bohaterowie są zawstydzeni tym, że raj jest na wyciągnięcie ręki, niemal nic nie kosztuje i zniewala lawiną bodźców.

Podróżniczy pamiętnik jest okraszony garścią autorskich przepisów kulinarnych. Ann, której pasją jest gotowanie, z zapałem i radością eksperymentuje z miejscową kuchnią. Przybysze z Północy próbują miejscowych specjałów i są zachwyceni odkrywanym każdego dnia obszarem smaków. Ann uczy się lokalnej kuchni od zaprzyjaźnionej Dingis, podpatruje, zbiera przepisy kulinarne, zdobywa wiedzę w zakresie przyrządzania południowych produktów. Twórczo wplata miejscowe smakołyki w przepisy na znane sobie potrawy, przetwarza receptury, których nauczyła się na Bahamach i Karaibach. Ukoronowaniem kulinarnej pasji Ann jest nazwa jachtu: „Receta”, co po hiszpańsku znaczy „przepis”.

Książka jest „smaczna” nie tylko z powodu opisów „słodkiej” Grenady, skarbów Trinidadu, targu kwiatów na Dominice, obfitości owoców, ryb i rumu, ale także dzięki humorowi, wprowadzonemu w tok opowieści. Oto poznajemy Ministra Rumu, mistrza pogody Herba, księgarza-filozofa Cleo i szereg innych sympatycznych postaci, które bawią w miły i ciepły sposób.

Jest w tej opowieści jednakże jeden mocny zgrzyt. Entuzjastyczne recenzje w amerykańskich pismach sugerują, że mamy do czynienia z książką „smakowitą i aromatyczną”, z opowieścią, którą chciałoby się przeżyć, dotknąć, posmakować. I tak jest, jeśli chodzi o fabułę. Co jednak z narracją? Powinnam wgryzać się w prozę jak w soczyste mango i czuć, jak sok płynie mi po twarzy, a ja staję się coraz bardziej głodna lektury. Tymczasem otrzymuję zdania okrągłe, uładzone, suche, nudne… Nie wiem, na ile jest to kwestia opowieści Ann, a na ile sprawa tłumaczenia, które być może nie oddało soczystości angielskiej wersji językowej.

Ann i Steve odkryli podczas rejsu znacznie więcej niż obfitość mango. Prawdziwym owocem tej podróży była czysta, niczym nieskrępowana radość życia. Ludzka życzliwość, czas kreowany, zawsze podporządkowany człowiekowi (nigdy odwrotnie!), fizyczne doznania, nowe umiejętności, wyostrzenie zmysłów, praca na tyle, na ile jest to konieczne do przeżycia i całkowita harmonia z bujną naturą to znamiona wolności, której doświadczyli i którą na zawsze zachowają w sobie.

Magdalena Ciechańska

Za książkę dziękujemy:

piątek, 9 maja 2014

Jajko z niespodzianką - recenzja

Jajko z niespodzianką” Agnieszki Krakowiak – Kondrackiej to pierwsza powieść scenarzystki serialu „Na dobre i na złe”. Tym razem Pani Agnieszka zmierzyła się z powieścią. Czy jej się to udało?

Powieść na pierwszy rzut oka należy do gatunku „babskich czytadeł”, ale wcale tak nie jest. Mamy dylematy rodzicielskie , miłość , ale i wątek kryminalny i intrygi .

Ada to kobieta trzydziestoletnia, dziennikarka , podróżnik. Przed ciążą Ada dużo podróżowała ze swoim mężem Davidem. Kiedy była w ciąży miała wielkie plany, że po urodzeniu nic się nie zmieni, z dzieckiem w chuście również można podróżować. Niestety życie nas często zaskakuje i to nie do końca tak jakbyśmy chcieli. Julka urodziła się chora i pierwsze miesiące spędziła w szpitalu. Mąż odchodzi i na Adzie spoczywa obowiązek wychowywania dziecka.

Samotnej matce czasami trudno pogodzić wychowanie dziecka i pracę. Jednak Ada ma do pomocy mamę. Julia wychowywana w miłości i cieple jest radosnych dzieckiem. Jako trzylatka zostaje zapisana do prywatnego przedszkola, żeby miała łatwiej. Dlaczego? Nie zdradzę

Nie mam do czynienia na co dzień z prywatnymi przedszkolami czy szkołami, dlatego podziwiam wspaniałe przedszkole, nauki języków obcych i świetne zajęcia dla dzieci. Z drugiej strony przedszkolaki do przedszkola wożone są „super wozami”, urodziny odbiegają od normalnych standardów. Jak odnajduje się tam Julka z chorą rączką?

Książka napisana lekko i ciekawie. Wzrusza i bawi. Wystarczą dwa wieczory i dobra kawa, żeby poznać świat Ady , Julki i dowiedzieć się kto to jest Adam .

Mam jednak małe „ale” początek zapowiada się ciekawie, potem akcja się wlokła, i pod koniec wszystko wydarzyło się tak szybko, że musiałam cofnąć się kilka kartek, żeby zrozumieć co się właśnie wydarzyło.

Mimo wszystko polecam „Jajko z niespodzianką”, myślę, że w każdym z nas drzemie dziecko, które bardzo lubi te czekoladowe jajka. Nigdy nie wiadomo, co kryje się pod słodką czekoladą. Warto się o tym przekonać właśnie z tą książką.

Hanna Klinke


 Za książkę dziękujemy:

czwartek, 6 marca 2014

„Ranczo” – Robert Brutter, Jerzy Niemczuk - recenzja

Po ogromnym sukcesie serialu „Ranczo”, który do tej pory ukazał się w siedmiu seriach, przyszedł czas na książkę. I tak oto scenarzyści serialu – Robert Brutter oraz Jerzy Niemczuk napisali wspaniałą powieść opartą na telewizyjnym przeboju. Pokaźne dzieło, prawie 550 stronicowe zostało wydane przez Wydawnictwo Literackie.

Główną bohaterką zarówno serialu jak i powieści jest Lucy – Amerykanka polskiego pochodzenia, która wróciła do ojczyzny z powodu otrzymania spadku po babci – dworku wraz z przepięknym sadem. Ponieważ wszystkie sprawy, które trzymały ją za oceanem stały się nieaktualne, postanowiła zostać w swojej nowej posiadłości we wsi Wilkowyje, tuż pod białoruską granicą. Niestety nic nie przychodzi łatwo. Wójt, w serialu grany przez znakomitego Cezarego Żaka, ma wielką ochotę zakupić dworek dla swojej córki. Ponieważ Lucy nie była skłonna poddać się jego woli, ten stara się ją przegonić na wiele coraz to sprytniejszych sposobów. Lucy jednak nie poddaje się przeciwnościom losu oraz złośliwości nowych sąsiadów i po jakimś czasie zyskuje kolejnych przyjaciół, znajduje pracę, a także radzi sobie z wyremontowaniem swojego miejsca na Ziemi.

We wszystkim pomaga jej Kusy – drobny pijaczek – kiedyś prawa ręka babci/prababci Lucy (w tym miejscu powieść rozmija się z serialem), który mieszka w starej szopie na terenie posiadłości. Z biegiem czasu relacje byłego malarza i pozytywnie nastawionej do świata amerykanki stają się coraz bliższe. Lucy jest bardzo życzliwa w stosunku do swoich nowych znajomych, jednak twardy charakter przynosi jej czasem kłopoty, a wśród ludzi znajduje zarówno przyjaciół, jak i upartych wrogów. Jest to jednak postać zdecydowanie pozytywna, dlatego mieszkańcy wsi lgną do niej jak do nikogo innego. To właśnie dzięki jej pomysłowości dzieciaki na wsi zaczynają uczyć się języka angielskiego, organizowane są pogadanki na tematy prospołeczne, od higieny i świadomego rodzicielstwa poczynając, na rewolucji przed lokalnymi wyborami kończąc.

Najkomiczniejszym wątkiem zarówno powieści jak i serialu, jest konflikt pomiędzy braćmi bliźniakami, którzy sprawują najważniejsze funkcje w miasteczku, tj. wójtem i proboszczem. Piotr i Paweł – bo tak nazywają się owi bohaterowie, są od lat ze sobą skonfliktowani, czego skutkiem jest permanentne robienie sobie na złość – im gorzej tym lepiej. Negatywne emocje nie są obce nawet proboszczowi, który w stosunku do brata zdaje się postępować według „chrześcijańskiej” zasady : „Oko za oko, ząb za ząb”...

Jedyną wadą powieści tak ściśle opartej na serialu, jest dla mnie, jako mola książkowego, niemożność wyobrażenia sobie bohaterów, gdyż przed oczami stawali mi serialowi aktorzy. Dla fanów serialu nie powinno być to jednak przeszkodą, a kto wie – może ułatwieniem?

Serial „Ranczo” zyskał w Polsce ogromną sympatię widzów, dlatego powstają kolejne jego sezony. Dotychczas ukazało się ich 8. W 2007 roku powstał także film pełnometrażowy w reżyserii Wojciecha Adamczyka, ze scenariuszem twórców serialu (a teraz także powieści): Roberta Bruttera, Jerzego Niemczyka, a także Andrzeja Grembowicza. W internecie natomiast, oprócz strony serialu, powstała także encyklopedia wiedzy o tym serialu, dostępna pod adresem ranczo.wikia.com. W serwisie tym możemy m.in. poznać miejscowości, w których kręcony jest serial, przeczytać najlepsze cytaty, obejrzeć fotosy, a także poznać pomyłki i błędy podczas kręcenia kolejnych odcinków.

Książka składa się z 13 rozdziałów, a każdy z nich odpowiada jednemu odcinkowi pierwszej serii serialu. Powieść godna polecenia, szczególnie dla największych fanów serialu, ponieważ jest dokładnym odzwierciedleniem przeboju telewizyjnego. Niektóre dialogi umieszczone w książce, to dosłowne cytaty z serialu, inne to parafrazy, bądź zmieniona jest tylko kolejność wyrazów. Lektura lekka, łatwa i przyjemna, także polecam wszystkim!

Alicja Anna Kowalik

Za książkę dziękujemy:
 

środa, 5 marca 2014

W krainie obfitości mango - NOWOŚĆ

Książka o trzech wielkich apetytach: na poznawanie świata, wspaniałe jedzenie i niczym nie ograniczoną wolność

"Sami chcielibyśmy to wszystko przeżyć i zobaczyć.
Na tym właśnie polega dobra literatura podróżnicza."
- — Kirkus Reviews

Przy sterze jachtu Ann i Steve przemierzyli ponad siedem tysięcy mil morskich i zwiedzili szesnaście krajów, zabierając czytelników w uroczą podróż
pośród smaków, widoków i dźwięków Karaibów.
Nieważne, czy są to posiłki spożywane w gronie nowych znajomych, uczestnictwo w lokalnych uroczystościach, czy odkrywanie sekretów wysp, Ann notuje wszystkie zalety życia pod gwiazdami, w którym każdy następny dzień jest niespodzianką.
Szczegółowa relacja z podróży jest zarazem intymnym zapisem odkrywania siebie samej. 

Orzeźwiająca, pełna wrażeń podróż, w której na nowo odkrywamy, co tak naprawdę jest w życiu ważne.- — Booklist

Książka znalazła się na liście Top Ten Books of the Year w rankingu Amazon w kategorii literatura podróżnicza.

czwartek, 13 lutego 2014

"Córka Czarownic" - Dorota Terakowska - Recenzja

Gdybym miała wskazać jednego autora, którego książki mają na mnie wpływ, wskazałabym właśnie Dorotę Terakowską. Nie było zatem mowy, bym zrezygnowała z zrecenzowania tej powieści.

"Córka Czarownic" to opowieść magiczna, można rzec - baśń - z jej królestwem, Czarownicami, magią. Ale nie tylko. Uważny czytelnik dostrzeże pod tą bajkową otoczką powieść wielowymiarową. Powieść dla dzieci, nastolatków, ale też i rodziców.

Dzieci przyjmą bez zastrzeżeń opowieść o Luelle. Zachwycą się jej przygodami, będą cieszyć ze zwycięstwa dobra nad złem, a w swych niezwykle chłonnych główkach z pewnością nie raz wcielą się w rolę Luelle czy Ajoka.

Nastolatki dojrzą w powieści historię o nich samych - zmagających się z własnym dojrzewaniem i pobłażliwością dorosłych, dla ich jeszcze niedojrzałych charakterów. W buncie Luelle dojrzą swój własny, w jej rozterkach odnajdą swoje problemy. I wreszcie znajdą bohaterkę, która tak samo jest rozdarta pomiędzy wiek dziecinny a dorosłość.

Dla rodziców zaś, książka ta to niemalże podręcznik prawidłowego wychowania. W zmaganiach Czarownic odnajdziemy bowiem zmagania nas samych - rodziców własnych dzieci. W ich błędach dopatrzymy się naszej codzienności, kiedy niepewni własnych decyzji i wyborów, możemy jedynie czekać, co wyrośnie z ziarna, jakie zaszczepiliśmy w duszach własnych dzieci. Na szczęście dla nas samych Dorota Terakowska daje nam nadzieję, że nawet najgorszy błąd wychowawczy da się jednak naprawić. Potrzeba jedynie miłości i cierpliwości.

Książka mnie pochłonęła. Jak zresztą każda inna tej wspaniałej autorki. Po raz pierwszy od dawna na nowo zaczęłam przepisywać sobie jej fragmenty - istne drogowskazy do dobrego życia. Nie wygodnego, czy łatwego. Po prostu dobrego. Mało jest bowiem pozycji, które uczą jak żyć, bez nudnego moralizowania. Dorota Terakowska najtrudniejsze treści potrafi ubrać w słowa tak piękne, że to co najistotniejsze zostaje w czytelniku na długo, nawet jeśli on sam sobie z tego sprawy nie zdaje. Zresztą mój zachwyt nad tą pozycją nie jest odosobniony, książka od lat wpisana jest bowiem na Listę Honorową Hansa Christiana Andersena.

Jeśli macie zatem dzieciaczka, któremu chcecie w piękny sposób wytłumaczyć co to odwaga, miłość do ludzi i przyrody, poszanowanie do cierpienia - sięgnijcie po "Córkę Czarownic". Jeżeli wasza nastoletnia pociecha buntuje się przeciw wszystkim i wszystkiemu - podrzućcie jej "Córkę Czarownic" a nawet przekupcie, by przeczytała. Jeśli sami nie jesteście pewni, czy przekazujecie dzieciom to, co najważniejsze - sami sięgnijcie...

Książkę otrzymałam dzięki Wydawnictwu Literackiemu.



poniedziałek, 16 września 2013

Lekcje Madam Chic - recenzja

Coś się stało dzisiaj z ludźmi. Wolą grać cały czas na komputerze, narzekać, że przejście poziomu jest za trudne. I oto jak my skończymy! Tłuści i bez motywacji. Ale przecież świat jest piękny, kolorowy, jest wiele rzeczy do zobaczenia. Musimy myśleć pozytywnie, czerpać wszystko co najlepsze z nawet drobnostek! Czy to się komuś udaje?

Jennifer, autorka książki wyjechała na pół roku na wymianę ze swoja szkołą do Paryża. Pojechała tam z dwiema wielgachnymi walizami do domu bogatej rodziny. Myślała, ze będzie tak jak w Stanach Zjednoczonych: podjadając cały czas, nie wiedząc jakie są maniery przy stole i że istnieje inna rozrywka niż telewizor i komputer. Rodzina Chic jest przyzwyczajona do starszych zwyczajów, na przykład jedzenie trzech posiłków dziennie wspólnie z rodziną. Czy to bajka? Oczywiście, że nie! Autorka napisała, że tak jest w każdej rodzinie we Francji! To dlaczego wszędzie na świcie jest inaczej?

Ludzie się rozleniwili, przymknęli oko na co, co zakładają w domu, jak wygląda ich dom i czy jedzą przed telewizorem czy jak już biegną do pracy. Ważne, żeby wyglądać cool. Pani Scott wyjechała ze swego rodzinnego kraju do państwa, gdzie wszystko się jest robione z gracją i miłością. Widzimy w książce jak autorka przechodzi metamorfozę. Kiedy przyjechała zaskoczył ją tryb życia Chiców. Zawsze Madame Chic wychodziła z torbą do lokalnych sklepików, a nie do supermarketów. Po czasie autorka, zaczęła się zmieniać w taką młodszą Chic. Potem Jennifer przedstawia te rady nam. Znajdziemy tu wszystko od jak się ubrać na przyjecie serowe do subtelnego makijażu. Często ludzie zastanawiają się co ubrać rano, gdy szafa pęka w szwach! Też tak masz? To idealna książka dla ciebie!

Jennifer L. Scott to Amerykanka, która prowadzi bloga (http://dailyconnoisseur.blogspot.com/). Jej miejsce w sieci bije rekordy, bo odwiedzona go ponad milion razy od początku założenia. Mieszka teraz w Santa Monica z mężem, córkami i Chihuahuą.

Co mnie zaskoczyło, ze nie był to tylko poradnik, ale też opowiadania pani Scott, które umilały nam czas w czytaniu. Dowiedziałam się nie tylko o poradach jak i autorki przygody w Paryżu. Czułam jakbym z nią ta była. Ulice, zapachy ciepłych bagietek z serem pleśniowym. Mmmm... Z tym szły porady, co się wszystko składało w jedną całość. Jak na blogerkę i dziennikarkę ciekawy debiut pisarski.

Co mnie denerwowało to, to, że w każdym rozdziale autorka pisała, że rodzina Państwa Chic jest bardzo elegancka i szykowna. W każdym rozdziale! Jak już raz powiedzą czy dwa, to chyba każdy czytelnik wbije sobie do głowy, że ta rodzina jest pełnia gracji. Innych zastrzeżeń do tej Pani nie mam. Często (przynajmniej tak mi się zdawało) były powtarzane tematy w danych działach. Są trzy działy, każdy ma w sobie rozdziały z małym rysuneczkiem na początku. W ostatnim dziale, zdawało mi się, że autorka chciała koniecznie coś wymyśleć na siłę. Ile razy można powtarzać, że trzeba być szczęśliwym?

Podsumowanie: Książka jest przyjemna i szybko się czyta dzięki stylu autorki. Mimo wady, jest to książka godna polecenia i są w niej rady, które kobiety potrzebują na co dzień. Komu bym ją poleciła? Kobietom. Są tu rozdziały o makijażu, jak przygotować się do kolacji i jakie sukienki kupić. Nie sądzę, że panom by się to spodobało...

Zuzanna Kudlińska

Za książkę dziękujemy:

KOCHAM NOWY JORK - Isabelle Laflèche

Poznajcie Catherinę Lambert, przebojową francuską prawniczkę, której życiowym marzeniem była praca w Nowym Jorku. 30-latce udaje się przenieść do oddziału kancelarii, dla której pracuje z Paryża, prosto na Wall Street. Niestety jej wyobrażenie o pracy w tutejszej kancelarii szybko zostaje skonfrontowane z szarą rzeczywistością. Przekonuje się bowiem, że wyścig szczurów nieustannie trwa, biurowe intrygi są na porządku dziennym, a zaufanych osób w branży, jak na lekarstwo.

Na szczęście Catherine nie poddaje się. Zaprzyjaźnia się ze swoim asystentem, a także koleżanką ze studiów. Ukojenie znajduje także w zakupach, nigdzie indziej jak na Piątej Alei- pozostając jednak zawsze wierna Diorowi. Mimo wielu przeciwności, bohaterce udaje się wdrożyć w nowojorskie realia. Ma na to bardzo prostą receptę - zawsze jest sobą. Nikogo nie udaje, nie próbuje się nikomu przypodobać, jest szczera i otwarta na świat. Czy uda się jej znaleźć jednak silne męskie ramię, które będzie dla niej bezpiecznym oparciem? Czy nie da się zwieść pozorom i w porę zrozumie, że szuka nie tam, gdzie trzeba? Przekonajcie się sami i sięgnijcie po „Kocham Nowy Jork”. Nie zawiedziecie się.

Książkę czyta się jednym tchem. Nie brakuje jej zarówno zabawnych, jak i gorzkich momentów, właściwie tak, jak w codziennym życiu. Autorka za pomocą tej powieści, bez ogródek ukazuje nam realia pracy dla największych potentatów na Wall Street. Sięgając po tę książkę, byłam niezwykle ciekawa debiutu kanadyjskiej pisarki Isabelle Laflèche. Nie zawiodłam się. Któż może lepiej opowiedzieć o prawniczym świecie, niż osoba, która sama miała z nim styczność? Pani Isabelle była bowiem prawniczką, m.in. w Nowym Jorku, czy Toronto. Dziś jednak działa w branży modowej i pisze książki.

Catherine swoją szczerością podbiła moje serce już od pierwszych stron i. I właśnie takie książki lubię. Najbardziej jednak ucieszyła mnie informacja o tym, iż będzie miała ona swoją kontynuację. Autorka zaprasza nas do poznania kolejnych przygód Catherine, w powieści „ Kocham Paryż”, która ukaże się niebawem.

Warto wspomnieć o dodatkowych atutach książki. Po pierwsze - okładka. Czarno-biała fotografia nawiązująca do zawodu prawniczki i błękitne napisy- naprawdę przykuwają uwagę i sprawiają, iż chce się po nią sięgnąć. Język, którym napisano książkę jest prosty, trafia w gusta czytelnika. Czyta się łatwo i przyjemnie, w dodatku do ostatnich stron trzymając w napięciu. Idealna pozycja na lato, jak i długie jesienne wieczory.

Martyna Sitniewska
                                                    Za książkę dziękujemy:




czwartek, 8 sierpnia 2013

Pchli Pałac - recenzja

Biorąc do ręki „Pchli Pałac” trochę przeraziła mnie jego objętość. Ma około 500 stron, co jest bardzo dużo. Trochę się bałam, że będę musiała zacisnąć zęby i po prostu przebrnąć dalej!

Akcja powieści rozgrywa się w Turcji, a dokładnie w Stambule, w pałacu Cukierniczek , który był wybudowany na 2 cmentarzach: muzułmańskim i ormiańskim. Dom został wybudowany na żądanie bogatego Rosjanina. To właśnie w tym miejscu rozgrywała się cała akcja.

Mieszkają tu: dwaj fryzjerzy bliźniacy, pedantka, która przez okno wyrzuca rzeczy. Pozbywa się ona tylko rzeczy, które wydają się nieczyste. Mieszka tam również staruszek, który z wnukami buduje namioty z poduszek na środku w salonie. Trzeba również wspomnieć o pladze robactwa i smrodzie, którzy nękają mieszkańców Pchlego Pałacu.

Powieść pokazuje nam rzeczywistość mieszkańców Turcji. Od chłopaków, którzy nie chcą chodzić do szkoły, przez dziewczynki, które odkrywają, ze mają we włosach wszy do ludzi, którzy mają wielkie hopla na temat śmierci! Do tego wiele sekretów niespodziewanie wychodzi na jaw. Pewnego dnia znajdują na ścianie napis: ”Pod tym murkiem znajduje się grób świętego. Nie wyrzucać śmieci!” Seria nieprawdopodobnych zdarzeń, powoduje, ze bohaterzy dowiadują się, że to w co wierzyli okazuje się fikcją, a rozwiązanie problemów przychodzą w niespodziewany sposób!

„Pchli Pałac” to nie jest debiut autorki. Już wcześniej napisała kilka książek, które były na listach bestsellerów, a jest jedną z najlepszych pisarek w Turcji.

Książka jest dość długa to fakt. Czytałam ją przez kilka dni, ale nie uważam, ze to czas stracony. Język jest moim zdaniem prosty, ale książka w niektórych miejscach się trochę dłużyła. Polecam ludziom w średnim wieku lub dla ludzi kochających Turcję i ich literaturę!

Recenzję napisała: Zuzanna Kudlińska


Za książkę do recenzji dziękujemy:








poniedziałek, 8 lipca 2013

Trochę większy poniedziałek - Katarzyna Grochola - recenzja

Uwielbiana przez miliony czytelników Katarzyna Grochola jest mi znana przede wszystkim jako autorka takich tytułów jak: „Nigdy w życiu!” i „Ja Wam pokażę!”. Świetnie bawiłam się oglądając perypetie miłosne Judyty w kolejnych adaptacjach filmowych, dlatego też postanowiłam  przeczytać jej najnowszą książkę pt.  „Trochę większy poniedziałek”.

Piękna, kolorowa okładka i zachęcająca recenzja sprawiły, że nie mogłam doczekać się momentu, kiedy zasiądę i zacznę czytać. Niestety, moje rozczarowanie było ogromne,  kiedy  zorientowałam się, że jest to tylko zbiór felietonów pisanych na przestrzeni  lat 2000-2007, a nie książka mająca fabułę, akcję  i barwnych bohaterów. Poza tym historie opisane w felietonach jakby gdzieś już zasłyszane, przeczytane w innych książkach i czasopismach, nie zrobiły na mnie większego wrażenia.

Trochę większy poniedziałek” to opowieść o Kasi, która tak jak my: ma problemy z nadwagą, nie umie oprzeć  się pokusie zjedzenia kolejnej tabliczki czekolady; która kocha, cierpi, podejmuje dobre i złe decyzje, obserwuje i wyciąga wnioski. To 55 felietonów, z których każdy jest inny – dotyczą one wspomnień, przyjaźni, miłości, tęsknoty, rodziny, pracy. Jednym słowem szara rzeczywistość, przez którą przebrnęłam w szybkim tempie, dzięki lekkiemu językowi, jakim jest napisana. To kolejna kopalnia złotych myśli.

Krótkie felietony sprawiają, że książka jest dobra do czytania podczas podróży, na plaży, w oczekiwaniu na autobus, wizytę u lekarza. Książka nie wymagająca skupienia, koncentracji. Na pewno wielu czytelników i  miłośników Katarzyny Grocholi  uzna ją za lekką, łatwą i przyjemną. Ja jednak nie mogę oprzeć się pokusie zanucenia w tym miejscu urywku piosenki  Maryli Rodowicz „ale to już było, i nie wróci więcej”. Oby nie wróciło, i na pewno nie za tak wygórowaną cenę!

Recenzję napisała: Beata Dalla Valle

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu

środa, 3 lipca 2013

Wywiad z Isabelle Laflèche autorką książki "Kocham Nowy jork"

Isabelle Laflèche – przez wiele lat pracowała jako prawniczka w Nowym Yorku, Toronto i Montrealu. Dziś przede wszystkim pisze książki i pracuje w branży modowej. Na łamach magazynu „Clin d’oeil” publikuje artykuły poświęcone kulturze i modzie. Powieść Kocham Nowy Jork kanadyjskiej pisarki to światowy bestseller. Kontynuacja – Kocham Paryż – już wkrótce.

Wywiad z autorką

Isabelle Laflèche o książce, pracy w kancelariach, modzie…

„Kocham Nowy Jork” przenosi nas do filmowego, wręcz niewiarygodnego świata. Wielkie kancelarie, wyścig szczurów, praca do późna, pokusy wielkiego miasta i zero życia prywatnego – jako prawniczka byłaś tam. Czy to naprawdę tak wygląda?

Dokładnie tak! Pracowałam dla dużej kancelarii prawniczej w Nowym Jorku i później na Wall Street: w biurze spędza się tu wiele godzin, potem czeka noc na mieście z klientami i jeszcze można załapać się na drinka z przyjaciółmi czy kolegami z pracy. To ekscytujące, ale też bardzo wyczerpujące!

Czy mogłabyś przybliżyć główną bohaterkę?

Catherine Lambert to bystra, ambitna, ciekawa wszystkiego dziewczyna, która kocha modę. Za wzór do stworzenia tej, a także wszystkich innych postaci, posłużyli prawnicy, z którymi pracowałam w Nowym Jorku. W kancelarii można spotkać przeróżnych ludzi!

Catherine wpada w sieć intryg. Stara się nie angażować w tego rodzaju sytuacje, ale jest zbyt bezpośrednia i szczera. Czy da się w ogóle uniknąć tego rodzaju dwuznaczności w pracy?
Myślę, że nie da się uniknąć takich sytuacji, zwłaszcza gdy w grę wchodzą pytania dotyczące etyki. Bycie prawnikiem wymaga radzenia sobie z klientami, którzy potrzebują porady w sprawie przestrzegania prawa. Niektórzy decydują się na to, żeby postępować wbrew regułom, lecz ty nie możesz działać w ich imieniu i wbrew ich woli.

„Wielkim wyzwaniem dla mnie jako kobiety było zdobywanie uznania i szacunku ze strony kolegów. Świat kancelarii prawniczych w dużej mierze zdominowany jest przez mężczyzn” – napisałaś przy okazji premiery książki. Czy to nadal aktualne?

Sytuacja odrobinę się poprawiła, zwłaszcza dla młodych kobiet. Ostatnio sprawdziłam statystyki – wynika z nich, że większość studentów kończących prawo to kobiety. Przed nami jednak jeszcze długa droga. Jeśli chodzi o najlepiej płatne prace, na najwyższych stanowiskach, to wciąż istnieje szklany sufit.

Catherine zdobywa wielki świat. Jaką radę udzieliłabyś wszystkim tym, którzy marzą o tym samym?

Determinacja, ciężka praca i dyscyplina. Bycie miłym też nic nie kosztuje.

Praca jest jednym z wiodących tematów w twojej książce. Bohaterowie prawie cały swój czas spędzają w biurze i na biznesowych spotkaniach czy przyjęciach. Gdzie twoim zdaniem jest granica? Nie uważasz, że pracujemy zbyt dużo?

Tak. W Stanach wypruwamy z siebie żyły. A powinniśmy skupić się na jakości, nie na ilości!

Twoja recepta na udany relaks?


YOGA. To najlepsza rzecz, jaką znalazłam!

Drugim wiodącym tematem jest moda. Catherine, wielka fanka światowych marek i projektantów, nie może oprzeć się pokusie, żeby wymknąć się z biura prosto na wielką wyprzedaż Diora. Starannie analizuje swoją garderobę w zależności od planu dnia. Czy myślisz, że ubiór wpływa na jakość naszej pracy?

Nasz ubiór odzwierciedla naszą osobowość: to najlepszy sposób na wyrażenie kreatywności. Jestem przeciwna temu, żeby wprowadzać dress code. Ludzie powinni ubierać to, co najlepiej ukazuje ich osobowość (oczywiście są pewne granice).

Buty na płaskim czy wysokim obcasie – które wybierasz zdecydowanie częściej?

Ostatnio noszę buty na płaskim obcasie. Uwielbiam uczucie wolności, kiedy latem zakładam sandały i baletki. Chociaż przepadam za wysokimi obcasami!

Ciąg dalszy nastąpi. Czy zdradzisz nam, jakie będą dalsze losy przebojowej Catherine?


„Kocham Paryż” zabierze Catherine do zupełnie innego świata. Bohaterka podąży za swoim sercem, namiętnością i rodziną... Nie wspominając o tych wszystkich zdumiewających kreacjach haute couture!



Wywiad udostępniony dzięki Wydawnictwu Literackiemu

czwartek, 27 czerwca 2013

Dom na Sycyli - Rosanna Ley - recenzja

Jeśli nie masz planów na wakacyjny urlop, koniecznie musisz przeczytać tę książkę! Dzięki niej, wraz z główną bohaterką Tess, przeniesiesz się do malowniczej Sycylii....

Rosanna Ley, to popularna angielska autorka powieści obyczajowych, cieszących się popularnością w wielu krajach na świecie. Z jej twórczością przyszło mi zmierzyć się po raz pierwszy dzięki tej właśnie lekturze. Zaręczam, jednak, iż na pewno nie ostatni.

Dobiegająca czterdziestki Tess Angels, samotna matka dorastającej Ginny ma dosyć poukładane życie. Kochających rodziców, przyjaciół, dom, pracę, partnera. Jak grom z jasnego nieba, spada na nią wiadomość, iż odziedziczyła w spadku po nieznajomym Edwardzie Westermanie rezydencję Villa Sirena, w Cetarii na Sycylii. Okazuje się, iż tajemniczy spadek związany jest z historią Matki Tess, Flavią, Sycylijką, która w wieku 23 lat opuściła swój kraj i osiedliła się w Anglii. Mimo podeszłego już wieku, Flavia jak dotąd nie wyjaśniła córce powodów, dla których opuściła ojczyznę i rodzinę. Uparcie w tym temacie milczy, a do spadku nastawiona jest sceptycznie. 


Tess postanawia więc wyruszyć na Sycylię, do korzeni swojej rodziny, by tam poznać historię matki. Na miejscu okazuje się jednak, że Cetaria to miasteczko, w którym każdy skrywa jakieś tajemnice, a konflikty i waśnie rodów są nieodłącznym elementem tego świata. Czy podróż odmieni życie Tess? Czy uda jej się odkryć sekret Matki? Czy pomoże jej odzyskać wewnętrzny spokój, ułożyć na nowo relacje z córką, a przede wszystkim, czy znajdzie miłość swojego życia w osobie przystojnego Sycylijczyka? Kto okaże się wrogiem, a kto sprzymierzeńcem Angielki? Odpowiedź na te i inne pytania poznacie wyłącznie czytając „Dom na Sycylii”.

Biorąc do ręki tę książkę, miałam obawy, iż jej fabuła będzie zbliżona do książki „Pod Słońcem Toskanii” Frances Mayes. Nic bardziej mylnego. To całkiem odrębna, piękna historia, w sam raz na wakacyjne popołudnie. Fabuła książki jest bardzo wciągająca, nie można się od niej wręcz oderwać, aż do ostatnich wersów. Malownicze opisy sycylijskich krajobrazów, zwyczajów panujących w tym kraju, a także posiłków, pobudzają czytelnikowi zmysły, sprawiają, mimo woli przenosi się on wraz z główną bohaterką do Cetarii, ma wrażenie, że stoi tuż obok niej i doświadcza wraz z nią niesamowitych przygód. 


Atutem jest, iż autorka wplata co jakiś czas makaronizmy, co dodaje całości uroku. Sama już okładka, na której widzi nadmorską willę, pozwala nam na imaginacje dotyczące przywoływanych w lekturze miejsc. To powieść zarówno dla miłośników historii romantycznych, jak i tych, żądnych przygód i sensacji. Ze swojej strony gorąco polecam. 

Recenzję napisała: Martyna Sitniewska 



 

Lekcje Madame Chic - Jennifer Scott - NOWOŚĆ

Paryski szyk teraz w Twoim zasięgu!

Jennifer Scott odkrywa sekrety życia francuskiej rodziny mieszkającej w ekskluzywnej szesnastej dzielnicy w Paryżu. Lekcji stylu udziela jej sama Madame Chic, a co najważniejsze – wcale nie są one takie trudne. Jennifer przyjechała do Paryża jako Kalifornijka, wróciła do Kalifornii jako paryżanka. Dwadzieścia prostych rad i wskazówek wystarczyło, by nauczyć się żyć à la française. Teraz czas na Ciebie!
 
Urocza, zabawna i przydatna na co dzień… Wywarła niebagatelny wpływ na kobiety, które marzą o francuskim modelu życia, ale nie mają możliwości spędzenia roku w Paryżu. - „The New York Times”
 
Po części wyraz uznania dla słynnego paryskiego stylu życia, po części poradnik jak naśladować owo francuskie je ne sais quoi. - „The Daily Mail”

Polecamy również stronę: www.jennifeslscott.com

czwartek, 13 czerwca 2013

Zaproszenie na spotkanie autorskie z Katarzyną Grocholą w Warszawie - 20 czerwca godzina 18:00

Wydawnictwo Literackie i księgarnia Matras zapraszają na:
PREMIEROWE SPOTKANIE Z KATARZYNĄ GROCHOLĄ!

Autorka będzie podpisywać swoją najnowszą książkę "Trochę większy poniedziałek" 20.06 (czwartek) o godzinie 18.00

Zapraszamy do warszawskiej księgarni MATRAS Al. Solidarności 113
Najnowsza książka Katarzyny Grocholi "Trochę większy poniedziałek" już 20 czerwca!

"Ma na imię Kasia – walczy z nieustannym pośpiechem, nową dietą, nadmiarem pracy, brakiem pieniędzy i niesfornym psem. Dręczą ją problemy natury uczuciowej i te mniejsze, jak cieknący kran czy rozbita doniczka.

· Codziennie uczy się, jak mądrze rezygnować ze złudzeń.
· Wie, że nie każdy ropuch jest księciem, a nie każde rozstanie końcem świata.
· Wierzy w miłość i marzenia.
· Jest przekonana, że cuda zdarzają się na każdym kroku.
· Zna swoje wady i potrafi się z nich śmiać.
· Najpiękniejsze są dla niej kobiety szczęśliwe.
· Uważa na to, co mówi – gdyż słowa mają moc.
· Wie, że nieważne gdzie spędzamy czas, lecz ważne: jak.

A każdy jej kolejny poniedziałek jest trochę większy, lepszy i piękniejszy.

Uwielbiana przez miliony czytelników Katarzyna Grochola zaprasza do zwykłej niezwykłej codzienności. W której zdarzają się niespodzianki i przygody, płyną łzy radości, smutku lub złości, są przyjaciele i przypadkowo spotkani ludzie, potrafiący zainspirować w najmniej oczekiwanym momencie, dodać siły i otuchy.

Autorka z typową dla siebie niezłomną pogodą ducha i mądrością opowiada o najdziwniejszych i najtrudniejszych sytuacjach.

"Tam, gdzieś na świecie, na pewno jest lepiej, cieplej, bezpieczniej. Może są większe możliwości, może bardziej cię szanują, można znajdziesz pracę i jeszcze wystarczy ci na życie i na mieszkanie i na samochód. Może twoje rodzinie tutaj będzie lepiej, bo jej pomożesz, Ale przecież tęsknota będzie zawsze wpisana w twoje życie. Bo każdy wybór eliminuje cos, czego nie wybrałaś. I może cie to trzymać do końca życia w okowach takiego „co by było gdyby”. Niech cię to nie truje.

Powodzenia, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz." - (fragment)

Katarzyna Grochola
najpopularniejsza polska, współczesna pisarka. Jej książki sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy. Laureatka nagród AS EMPIK-u oraz Bestseller EMPIK-u w kategorii literatura polska.

Kocham Nowy Jork - Isabelle Laflèche - ZAPOWIEDŹ

Podaruj sobie trochę luksusu, ubierz się u Prady, poczuj blichtr wielkiego miasta – oto światowy bestseller Isabelle Laflèche!
  
Przebojowa i nieprzewidywalna prawniczka paryżanka kontra wielkie nowojorskie kancelarie. Świat, do którego warto zajrzeć i poczuć się jak w filmowej opowieści. - Daria Widawska  

Catherine, trzydziestoletnia prawniczka z Paryża, rozpoczyna pracę na Wall Street w nowojorskim oddziale swojej firmy. Szybko przekonuje się, że biurowe życie pełne jest dworskich intryg. 

Złośliwe zlecenia koleżanek z pracy, drobne wpadki, podejrzane spojrzenia – we wszystkich kłopotach nie zawodzi jej optymizm i perfumy Diora w torebce. Kocham Nowy Jork to dynamiczna, wciągająca opowieść o nowoczesnej kobiecie, która zdobywa wielki świat. Jak to robi? Przede wszystkim nigdy nie przestaje być sobą.
 
Książka Laflèche (wziętej prawniczki, która postanowiła rzucić karierę bizneswoman) to jednocześnie zabawny i przenikliwy portret życia największych graczy na scenie Manhattanu. Kanadyjska pisarka ukazuje kulisy Wall Street – miejsca intryg i nieczystych zagrań.


„Dziennik Bridget Jones”, „Ally McBeal”, „Seks w wielkim mieście” – wszystko , co w nich najlepsze, znajdziecie w tej książce. 


Książka Isabelle Laflèche - Kocham Nowy Jork - PREMIERA 20 czerwca



wtorek, 4 czerwca 2013

Pchli Palac - Elif Safak - NOWOŚĆ

W pewnej kamienicy w Stambule….

Stambuł, Pałac Cukiereczek, ul. Żurnalowa 88: na tego kto tu wyrzuca śmieci, spadnie nieszczęście…

Sąsiedzkie swary i przyjaźnie, rodzinne kłopoty, śmiechy i narzekania,
a także ciekawskie oko ukryte za zasłoną okna i ucho wytężone,
by usłyszeć najnowszą plotkę o lokatorze zza ściany.

Oto historia dziesięciu rodzin zamieszkałych w budynku, zwanym Pałacem Cukiereczkiem,
który rosyjski arystokrata-emigrant podarował swojej żonie.
Pałac wzniesiono na ruinach dwóch cmentarzy: muzułmańskiego i ormiańskiego,
gdzie kiedyś znaleziono groby pewnego świątobliwego Mędrca.
Nigdy jednak nie udało się ustalić, która mogiła jest prawdziwa.
Może dlatego w tym miejscu nic nie jest do końca normalne? Nawet mieszkańcy…

To kamienica pełna pomyleńców, dziwaków, postaci o nader osobliwych biografiach.
Wplątani w skomplikowane związki, na przemian kłócą się i godzą, wzruszają i szokują.
A przede wszystkim mają pewien wspólny problem, trywialny, ale bardzo, bardzo dokuczliwy...
Do czasu. Każda tajemnica zawsze trafia w końcu do kogoś, kto ją rozpowie.

Powieść osnuta wokół codziennych czynności mieszkańców jednej kamienicy.Pałac Cukiereczek to mały Stambuł, odwzorowanie miasta,w którym spotykają się przeciwieństwa i skrajności: Europa z Azją,
stare z nowym, bogate z biednym, lokalne z uniwersalnym.Pikarejska nuta pozwala połączyć codzienność z dotykiem realizmu magicznego
- „The Independent”



poniedziałek, 13 maja 2013

Dom na Sycylii - Rosanna Ley - Premiera

Historia o niespodziewanym spadku, podróży, która odmienia życie i domu na Sycylii, w którym odnaleźć można rodzinne tajemnice i wspomnienia wielkich namiętności, a także autentyczne, ukryte przed laty, skarby.
 
Namiętna opowieść prosto z Sycylii. Wieloletni spór i dług, kradzież i zdrada, w którą uwikłane są aż trzy sycylijskie rodziny.

Przepiękna Villa Sirena oraz mieszkańcy miasteczka Ceteria ukrywają niejedną tajemnicę. Czy Tess Angels, która zupełnie nieoczekiwanie otrzymuje w spadku stary dom na Sycylii, odkryje prawdę o przeszłości, a jednocześnie sekret matki? Czy będzie w stanie oprzeć się magicznemu pięknu wyspy, syrenim czarom, miodowemu sincero, a także namiętności pewnego Sycylijczyka?
 
List od prawnika z informacją o spadku w postaci willi na Sycylii od zupełnie nieznanej jej osoby wprawia czterdziestoletnią Brytyjkę Tess Angel w oszołomienie. Być może matka Tess, Flavia, która urodziła się na tej wyspie, ale opuściła ją podczas II wojny światowej, mogłaby pomóc w rozwiązaniu zagadki. Ona jednak woli odradzać córce przyjęcie spadku. Dlaczego? Czyżby willa Syrena kryła sekret, który Flavia chce ukryć?
 
Wydanie: I
Przekład: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Oryginalny tytuł: The Villa
Data premiery: maj 2013
Format: 123x197 mm
Oprawa: broszurowa ze skrzydłami
Liczba stron: 560
ISBN: 978-83-08-05008-8
 

poniedziałek, 18 marca 2013

Rebecca Serle - Kiedyś byłeś mój - POLECAMY

Romeo, Julia i … Rosaline!
Oto jak dzisiaj potoczyłaby się historia legendarnych kochanków dramatu Szekspira

Każdy z nas zna historię Romea i Julii, kochanków skazanych na potępienie, ale czy ktoś pamięta Rosaline, kuzynkę Julii i pierwszą miłość Romea? To z nią Romeo pragnął spotkać się na przyjęciu u Kapulettich i to właśnie wtedy na scenie pojawiła się Julia. Dla jednych rozpoczął się romans, dla innych – Rosaline – zaczęła się tragedia.

Nieprawda. Julia nie była słodką, niewinną dziewczyną, rozdartą wewnętrznie wyrokiem przeznaczenia. Doskonale wiedziała, co robi. Kłopot w tym, że Szekspir nie miał o tym pojęcia – amerykańska pisarka Rebecca Serle proponuje inną wersję losów kochanków. Jej powieść to trawestacja dramatu Williama Szekspira. Porzucona kobieta przedstawia w niej swoją wersję wydarzeń.

Historia zakochanych zostaje przeniesiona do czasów współczesnych. Rosaline i Rob, bohaterowie powieści Kiedy byłeś mój, to typowi nastolatkowie, którzy uczą się razem w szkole średniej na Zachodnim Wybrzeżu USA. Od zawsze łączy ich przyjaźń, która z czasem przeradza się w znacznie głębsze uczucie. Gdy dochodzi między nimi do pierwszego pocałunku, do miasta wprowadza się Juliet – kuzynka Rosaline, jej dawna przyjaciółka, która teraz staje się jej wrogiem. Robi wszystko, żeby zbliżyć się do Roba. Jest piękna i szalona... Gdy grozi samobójstwem, Rosaline zaczyna się martwić nie tylko o serce Roba, ale też o jego życie.

Prawa do ekranizacji powieści zostały już wykupione. Film – główną rolę ma zagrać Keira Knightley – wkrótce w kinach.

Rebecca Serle - jest pełnoetatową pisarką, co oznacza, że do pracy ubiera się w piżamę. Ukończyła Uniwersytet Południowej Kalifornii, studiowała też na Wydziale Sztuk Pięknych w The New School w Nowym Jorku. (Woli Nowy Jork od Los Angeles, ale nie mówcie tego nikomu). Uwielbia lśniące włosy, kawę, jogę i symulowanie, że jest Brytyjką. Przeżyła zawód miłosny, który na szczęście nie skończył się źle, między innymi dlatego, że swoje doświadczenie przelała na karty książki. Kiedy byłeś mój to jej pierwsza powieść.
Więcej na: www.rebeccaserle.com.