Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 listopada 2014

"O Starówce, Pradze i ciepokach" Zdzisław Kaliciński - recenzja

Tytuł książki Zdzisława Kalicińskiego brzmi "O Starówce, Pradze i ciepokach", ale właściwie powinien mieć on nieco zmienioną kolejność członów: "O Starówce, ciepokach i Pradze" - bo takie były koleje losu autora. Jego dzieciństwo upłynęło w maleńkim mieszkaniu na czwartym piętrze. Tam na kilkunastu metrach kwadratowych mieszkało sześć osób! Zatem nic dziwnego, że wiele czasu autor spędzał jako kilkuletni wówczas chłopiec na zewnątrz - na podwórku, na spacerach po okolicy. Na Starówce mieszkała babcia od strony matki, zaś z tytułowymi "ciepokami" spotkamy się w Jeziornie. To rodzinne strony ojca autora. Tu też mieszkała i pracowała w przyzakładowej pralni Teofila Kalicińska. A ów zakład to była papiernia. Dzieje tego typu wytwórni nie są chyba powszechnie znane, więc autor w swojej relacji o Jeziornie wraca dość daleko w przeszłość, by pokazać specyfikę tej osady, wyjątkowość zatrudnionych tam ludzi, ich sumienność, zwyczaje, codzienne dni i chwile odświętne. 
Powrót spod opieki babci do Warszawy wiązał się też z nowym miejscem zamieszkania - już nie Starówka, gdzie trzynaście metrów kwadratowych poddasza było domem dla sześciorga osób, ale pokój z kuchnią na Pradze stały się nowym mieszkaniem trzyosobowej rodziny autora (jego, ojca i macochy). Ale kwestia zamieszkania to jedna z wielu spraw poruszonych przez Zdzisława Kalicińskiego. Zapewne to nazwisko nie jest obce wielu wielbicielom współczesnej literatury polskiej - córką jego jest autorka powieści, a idąc śladem ojca napisała "Fikołki na trzepaku" - autobiograficzną książkę o swoim dzieciństwie na Saskiej Kępie. Tematyka tych książek, ich styl sprawiają, że są one cenione przez szerokie grono czytelników. Można by powiedzieć, że umiejętności pisarskie odziedziczyła Małgorzata Kalicińska po ojcu. Niniejsza pozycja jest tego doskonały dowodem. W odautorskim słowie wyraża on nadzieję, że książka ta przybliży dawną Warszawę obecnym jej mieszkańcom, jednak i dla osób niezwiązanych z tym miastem jest to ciekawa lektura. Być może klucze jest to, że Kaliciński pisze o sprawach mu bliskich, ważnych, potrafi oddać emocje wiążące się z radościami i troskami wieku dziecięcego. 

Jego dzieciństwo przypada na okres miedzywojenny - dlatego w relacji z tamtych lat możemy przeczytać wrażenia naocznego, choć nieletniego świadka odsłonięcia Grobu Nieznanego Żołnierza, przewrotu majowego, strajków w papierni w Jeziornie. Kaliciński pisze o zwyczajach ówczesnych warszawiaków - o ich dniu powszednim, troskach związanych z utrzymaniem, zaopatrzeniem, wspomina też chwile wyjątkowe, świąteczne - wyprawy statkiem na Bielany, zamiłowanie do sportu, ulubione rozrywki - kino, zabawy taneczne, lunapark, "patelnie" - czyli miejsca do tańczenia na świeżym powietrzu. Jego ojciec był konduktorem, zatem to środowisko robotnicze jest najdokładniej przedstawione w "O Starówce, Pradze i ciepokach". Mimo ciężkiej pracy ludziom tym nie powodzi się najlepiej - tak w Warszawie, jak i w Jeziornie sumienne wykonywanie obowiązków nie wystarcza, a strajki mają jeden efekt - pogorszenie i tak już niezbyt dobrych warunków egzystencji. Kryzys dotyka najuboższych - i o tym, jak sobie radzono w takiej sytuacji dowiadujemy się z kart lektury. 

Autor pisze o bliskich mu osobach, które były dla niego ważne - o obu babciach, innych członkach rodziny, nauczycielach, którzy odcisnęli piętno na dalszym jego życiu, przekazali wartości, poświęcali czas i serce, by wykształcić młode pokolenie. 

Może się wydawać, że temat jest mało interesujący - minione dzieje jakiejś rodziny, obraz miasta sprzed bez mała wieku - cóż w tym wyjątkowego? Jeśli jednak kogoś zajmuje taka tematyka, to książka autorstwa Kalicińskiego będzie pasjonującą lekturą - bo jest to bardzo szczery obraz, traktuje o sprawach rzadko poruszanych w naukowych opracowaniach dotyczących przeszłości. 

Katarzyna Otłowska



Za książkę dziękujemy:



sobota, 6 września 2014

Joanna Jurgała-Jureczka "Tajemnice prowincji"

Joanna Jurgała-Jureczka w "Tajemnicach prowincji" zaskoczyła mnie połączeniem faktów historycznych z fikcją literacką. Uważam, że to bardzo interesujące zestawienie, które niestety jest rzadkością w literaturze polskiej, a przecież przyjemnie czytałoby się książkę, która prócz intrygującego romansu, ciekawej i wartkiej akcji wprowadziłaby coś jeszcze, prawdę historyczną podaną trochę inaczej niż w podręcznikach szkolnych. To byłoby naprawdę coś!

Mam jednak jeden skromny zarzut, jeśli chodzi o treść powieści. Nie ukrywam, że przeczytałam ją bardzo szybko i z wielkim zainteresowaniem, ale przeszkadzało mi rozczłonkowanie fabuły. Zbyt krótkie fragmenty nie pozwoliły poczuć klimatu i nastroju towarzyszącego bohaterom. Dużo przyjemniej czytałoby się tę prozę, gdyby była podzielona na dłuższe fragmenty. Czasem, przyznam, że się gubiłam.

 Główna bohaterka, Justyna Skotnicka to skromna, acz przedsiębiorcza kobieta. W doskonały sposób poradziła sobie w nowej pracy i w nowej sytuacji rodzinnej. W jej życie z wielkim impetem wkracza jednak historia. Na początku jest to nieżyjąca hrabina, a z czasem pojawiają się jej żyjący krewni, którzy planują odzyskać rodzinne dobra. W międzyczasie pojawia się też zaginione dzieło Witkacego, które ginie po raz kolejny.. Odnajdują się klejnoty, a na horyzoncie głównej bohaterki pojawia się plan na zupełnie nowe życie.

Książka jest pełna nagłych zwrotów akcji i urywkowych dialogów, które skutecznie łączą się w całość. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest łatwa proza. Autorka posługuje się pięknym językiem, który może być trudny w odbiorze. Mnie on zachwycił, gdyż w doniosły sposób traktuje o obyczajach i podkreśla wartość, jaką niesie za sobą przeszłość.

Mam poczucie, że to książka inna niż wszystkie. Niby przypomina lekką lekturę, a w efekcie nie należy do gatunku najłatwiejszej prozy. Zawiera w sobie wiele ciekawostek z codziennego życia na Śląsku Cieszyńskim. Myślę, że to zestawienie historii z codziennością dodaje lekturze smaczku i pewnego rodzaju doniosłości.

Książkę gorąco polecam. Bardzo chętnie sięgnęłabym po inną pozycję, która w tak zgrabny sposób połączy naszą historię ze współczesnością. Szczególnie jeśli dotyczyłaby kultury i obyczajowości, bo niewiele w literaturze polskiej współczesnej mamy takich zestawień.
 

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu:
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgV5B51FePfzxR2w7xMPIxDMMX1TZo1z0dWfrQ9QiLSpWyppxlXajSP44pyNLOHXCpG7zjeYfDeRzzfQ89SMt6HiqbHkkDASYWR6GMYKxfluKvi_d-JAPdyYDomYsfnq0ypvUcsjJ2UnHw/s1600/indeks.jpg

piątek, 29 sierpnia 2014

"Magda. Pożegnanie z pokoleniem" J.B. Poznanski - RECENZJA


Kolejna rocznica powstanie skłania do sięgnięcia po tego typu lektury. Przyznam szczerze, że już opis na stronie wydawnictwa dotyczący książki "Magda. Pożegnanie z pokoleniem" nieco raził sformułowaniami: "urodzona z polskich rodziców", czy też słowa dotyczące samego autora: "syn Irki i Staszka". Niestety - w tekście też spotkamy zadziwiające wyrażenia, zwroty, zdania ("Odepchnęła je stopą i przysiadła na kolanach", "Zapięła żakiet i powoli wygładziła brzuch"). zaskakujące jest choćby to, gdy Magda, tak przecież żywo zainteresowana przeszłością, dramatyczne zwierzenia Karola Modelskiego z przechodzenia kanałami (opis pozbawionego zmysłów, na chwilę przed śmiercią młodego człowieka) kwituje słowami: "To musiało być bolesne"... Na dodatek dostrzegłam w tekście sporo literówek. Kończąc "część krytyczną" wyznać muszę, że tytułowa bohaterka jest niebywale denerwująca. Autor krytycznie ocena Anglików, wśród których dziewczyna żyje, ale ona sama, będąc w ciąży, bez przerwy zamawia przeróżne trunki... Czym się zajmuje? "Maluje o powstaniu", zatem gdy przyjaciółka prosi ją o przybycie do Warszawy, robi to bez wahania. Niestety, wiele z jej poczynań jest zagadkowo nielogicznych: gdzieś idzie, podaje się za kogoś innego, bierze ze sobą z niewyjaśnionych powodów swój rysunek, umawia się - i nie wiemy, czy spotkanie doszło do skutku, jedzie niby w celu ustalenia czegoś odnośnie budynku, który znajduje się na dramatycznej w wymowie fotografii z czasów wojny - potem opowiada swemu narzeczonemu historię tego zdjęcia, ale trudna zorientować się, czy to nie jej wymysł, gdyż w Warszawie żadnych poszukiwań z tą sprawą związanych nie prowadziła.

Ciekawsza, bardziej prawdziwa jest część dotycząca wspomnień powstańców. Tu rzeczywiście autor stanął na wysokości zadania - pisze poruszająco, bez zbędnego patosu, obrazowo, w sposób, który sprawia, że ta część książki zapada w pamięć. Także postacie z tymi zdarzeniami bezpośrednio związane są bardziej przekonujące: Stefan Wolski, Jeremi Lange, Karol Modelski. Nieco tylko zaskakuje ciągłe przywoływanie przez nich wierszy, "rozmawianie" cytatami z nich. 

Pierwszy bohater, którego spotkamy na kartach tej powieści, to Michał Praga, profesor amerykańskiego uniwersytetu. Pojawi się też pod koniec lektury, tuż przed odlotem Magdy do Londynu. Z jednej strony - jest jakby bojownikiem o prawdę, z drugiej - stara się ją ukryć. Ma pomysł, by ci, którzy są przyczynili się do tragedii powstańców, odpowiedzieli za tę zbrodnię - żeby ich potomkowie na przykład "poszli zamiatać ulice" - "nie dla pokuty, ale żeby być w końcu pożytecznym i żeby podziękować za to, że w ogóle przyszli na świat". 

Nie sądzę, że jest to lektura dla wszystkich zainteresowanych Powstaniem Warszawskim - nieco zaskakująco zostały tu rozłożone akcenty, a postać Magdy niewiele wnosi, wręcz irytuje. Ale spora część książki jest zajmująca, poruszająca i warta uwagi.

I jeszcze jedna sprawa: w pierwszym rozdziale padają słowa - "to jest ostatnia wielka rocznica" - tyle że akcja rozgrywa się dziesięć lat temu, chodzi o sześćdziesiątą rocznicę, zatem to stało się właśnie w tym roku - świętowaliśmy ostatni taki jubileusz, z udziałem powstańców, z możliwością posłuchania ich słów... Bolesna konstatacja. 

Katarzyna Otłowska


Za książkę dziękujemy:


czwartek, 12 czerwca 2014

"Zdarzyło się pierwszego września [albo kiedy indziej]" - Pavol Rankov RECENZJA

Pavol Rankov zadebiutował jako autor opowiadań, w 1995 za swój pierwszy zbiór „Z perspektywy czasu” został uhonorowany Nagrodą im. Ivana Kraski. 2008 przyniósł pierwszą powieść słowackiego pisarza – „Zdarzyło się pierwszego września [albo kiedy indziej]”, za którą zdobył Europejską Nagrodę Literacką i kilka innych wyróżnień, m.in. Nagrodę Czytelników dziennika „SME”. Książka doczekała się także adaptacji teatralnej. W 2011 napisał „Matki”.

„Zdarzyło się pierwszego września [albo kiedy indziej]” to powieść historyczna, obyczajowa, społeczna, przygodowa. Jest w niej sporo faktów, jeszcze więcej wyobraźni, dużo realizmu i całe bogactwo emocji. Jak na prozę słowacką przystało – zawiera w sobie, pozornie, sprzeczne elementy – dramat ustępuje miejsca humorowi, ironia toruje drogę cierpieniu, absurd pomaga zrozumieć realia.

Osią powieści jest walka trzech przyjaciół (Węgra, Czecha, Żyda) o względy Słowaczki Marii. Corocznie organizowane (lub tylko planowane) zawody pływackie mają wyłonić zwycięzcę, którego nagrodą będzie pierwszeństwo w próbie zdobycia koleżanki. Maria jest tu główną bohaterką tej historii, choć stoi nieco w tle. Ale to za jej przyczyną mężczyźni podejmują swoje decyzje oraz ponoszą ich konsekwencje. Mimo różnych życiowych zawirowań, przez trzydzieści lat każdy z nich będzie nosił obraz słowackiej sympatii w sercu i z zazdrością spoglądał na jej aktualny status. Jak się okaże na przestrzeni całej powieści, wszyscy znajdą swoją szansę, ale kto z niej skorzysta?

W tle Rankov umieścił wielką politykę, zmiany jakie dotykały Europę Środkową na przestrzeni 30 lat. Od 1938, kiedy bohaterowie to dzieciaki, których głównym problemem jest spór, który pierwszy zdobędzie Marię, przez eksterminację Żydów,  idee komunistyczne po ingerencję wojsk Układu Warszawskiego w 1968r,  O tym, jak polityka wciąga w swoje bagno, jak potrafi zniszczyć człowieka, jego relację z najbliższymi, jakich wymaga poświęceń przekonał się każdy z bohaterów.

Czworo przyjaciół, każde z nich to dziecko innego narodu. Rankov na 460 stronach zmieścił nie tylko lekcję historii oraz lekcję życia, ale również naukę wielokulturowości, tolerancji, poszukiwania tożsamości. Z pewnością o powieści słowackiego pisarza nie sposób pisać w tak krótkim tekście, tę historię trzeba poznać.

Tą pozycją Rankov wyrobił sobie opinię pisarza o świetnym warsztacie, szerokiej wiedzy (m.in. historycznej), znajomości ludzkiego wnętrza, który porządnie wykonuje swoją pracę, zbiera materiały, ciężko pracuje. Zaskakuje językiem powieści – mimo trudnych tak naprawdę tematów daje czytelnikowi komfortowy, lekki styl, który nie męczy, nie ciąży, nie nudzi. Wieloaspektowość tej krótkiej (!) powieści jest godna podziwu – jest tu historia, jest obyczajowość, są wreszcie ludzie i wszelkie uczucia, które się w nich rodzą; jest miłość i przyjaźń – wartości, które zwyciężają każdą próbę.

Kinga Młynarska


Za książkę dziękujemy:

wtorek, 3 czerwca 2014

Goj patrzy na Żyda - recenzja

Dzieje stosunków polsko - żydowskich to jeden z najtrudniejszych tematów w obecnej historiografii. Relacje narodu wybranego z mieszkańcami znad Wisły są chyba najbardziej zakłamywanym wycinkiem historii. Co jakiś czas pojawiają się rewelacje zachodnich mediów na temat "polskich obozów koncentracyjnych" czy rzekomym udziale Polaków w hekatombie podczas II wojny światowej. Prawdziwi mordercy są zaś zepchnięci na dalszy plan. Cóż, taka już rola przegranych. Historię piszą zwycięzcy... Nie pomaga także polska polityka historyczna, choć nie wiem, czy w ogóle o czymś takim można mówić w roku 2014... Z dużym zainteresowaniem przyjąłem więc wiadomość o wznowieniu książki "Goj patrzy na Żyda". Niestety zawiodłem się.

Piotr Kuncewicz nie ograniczył się do przedstawienia relacji Żydów z Polakami. Jest to oczywiście ważny motyw powtarzający się w "Goju patrzącym na Żyda", ale nie jedyny. Autor wychodzi od początków Izraela. Rzecz jasna główne źródło, które poddaje analizie to Pismo Święte. Publicysta dość wnikliwie przedstawia dzieje ojca ojców, czyli Abrahama. Po czym przechodzi do jego potomków. W kolejnych rozdziałach zajmuje się historią Żydów w imperium rzymskim, przegranymi powstaniami oraz szeroko pojętą diasporą.


Pewne stwierdzenia raziły w pierwszych latach od opublikowania pierwszego wydania i rażą nadal. Piotr Kuncewicz dość swobodnie traktuje Biblię. Taką opinię wyraża o jednej z historii opisanych na kartach Pisma Świętego: A Lot podobno nic nie zauważył... Nie wiem, kto pisał te słowa, kobieta czy może eunuch, czy zdeklarowany alkoholik, ale zaręczam, że rzecz jest niezwykle mało prawdopodobna. Równie swobodnie autor podchodzi do opieki Boga nad narodem wybranym w czasie wędrówki z Egiptu do Ziemi Obiecanej: Ale Bóg osobiście, na prośbę Mojżesza, dbał o zaopatrzenie i niczym dobry Edward Gierek rzucał na święta drób, i to nawet nie do sklepów, ale właśnie za darmo. O ile taki sposób wypowiedzi można zrozumieć, to w książce są poruszone kwestie, w których autor ewidentnie mija się z prawdą. Już nawet chrześcijaństwo instytucjonalne ze swoim piekłem, karami i grzesznikami zaczyna odsuwać się w przeszłość. Z tego, co wiem to Kościół katolicki zaliczany jest do wyznań chrześcijańskich, a nic mi nie wiadomo, żeby zrezygnował ze swojej nauki o karze za grzechy, samym grzechu czy dwóch sądach: szczegółowym i Ostatecznym, na których zostaniemy rozliczeni z naszych czynów. Wrzucanie wszystkich wyznań chrześcijańskich do jednego worka jest nieprofesjonalne. Między luteranami i katolikami istnieje ogromna przepaść.

Niektóre wnioski Piotra Kuncewicza przyprawiają o zawrót głowy. Exemplum? Polska jest krajem katolickim, to zaś oznaczało prawie zupełną nieznajomość Pisma Świętego. Z informacji, że w jakimś kraju dominują katolicy wynika, że znajomość Biblii nie zachwyca? Idąc tym tokiem rozumowania, gdyby większość stanowili u nas muzułmanie to nagle lektura Pisma Świętego stałaby się czymś powszechnym. Zadziwiające wnioskowanie...

Czytając kolejne rozdziały zastanawiałem się, czy autor nie cierpi na antykatolicką fobię. Jego życiorys dostarczył mi odpowiedzi. Otóż od 2004 roku do śmierci pełnił funkcję wielkiego mistrza Wielkiego Wschodu Polski (masońska organizacja rytu francuskiego). Teraz już rozumiem kłamliwe wtrącenia na temat Kościoła. (...) sam Bóg nie zrobił zastrzeżenie, że trzeba chronić życie "od chwili poczęcia", czego się Kościół katolicki tak domaga... - wcześniej wydawało mi się, że to wyraz wyjątkowo nieudolnego wnioskowania autora. Po zasięgnięciu informacji o nim wiem, że to celowe działanie. Piotr Kuncewicz nie stroni także o krytyki dogmatów, na których opiera się teologia katolicka. W krzywym zwierciadle przedstawia choćby grzech pierworodny: Nie wnikano w absurd takiej odpowiedzialności zbiorowej, skoro uznawano coś wspólnego dla wszystkich, a mianowicie grzech pierworodny, czyli odpowiedzialność wszystkich potomnych za grzech pramatki. Co więcej, autor zachęca także do rozwiązłości seksualnej: Zresztą jeśli macierzyństwo jest "rzeczą świętą", to dlaczego poprzedzające zbliżenie erotyczne ma być sprawą naganną? Oto i pokłosie walki cywilizacji śmierci z cywilizacją życia, rewolucji z kontrrewolucją, moderny z Tradycją... Autor zresztą nie kryje swojego stosunku do wartości wywodzących się z kultury judeo-chrześcijańskiej. Zaczyna się rozumieć, że i judaizm, i wyrastające z niego religie muszą być jednym niekończącym się złorzeczeniem pod adresem człowieka, jego postępków i doli.

Niewątpliwie ciekawy temat, jakim jest historia narodu wybranego i relacje jego członków z innymi grupami religijnymi i narodowymi, został potraktowany po macoszemu. Publikacji nie dość że nie opatrzono przypisami (to jeszcze można wybaczyć) to nie podano bibliografii. Poza tym narracja odpycha, a jedyne co przykuwa uwagę to chwytliwe tytuły rozdziałów. Pozostaje mi poszukiwanie bardziej rzetelnych źródeł i ciekawszych opracowań, autorstwa historyków obdarzonych lżejszym piórem.

Za książkę dziękujemy:

środa, 5 marca 2014

Historia Chrześcijaństwa - Nowość

Tytuł: Historia Chrześcijaństwa
Podtytuł: Od św. Piotra do św. Jana Pawła II
Redaktor wydania: Juan Maria Laboa
Wydawca: Jedność, Kielce 2014 r.
s. 632, oprawa twarda, ozdobne etui, format 210x280 mm,

Historia chrześcijaństwa to albumowe opracowanie dziejów Kościoła powszechnego od jego narodzin po współczesność. Dzieło przygotowane przez międzynarodowy zespół badaczy stanowi przystępny, a zarazem fachowy i oryginalny przewodnik, który:

* opisuje kluczowe wydarzenia
* przedstawia najważniejsze postacie
* wyjaśnia zjawiska kształtujące oblicze Kościoła w różnych epokach
* przybliża życie wiernych na przestrzeni dwóch tysięcy lat
* dostarcza bogatego materiału ilustracyjnego: kolorowych zdjęć, rysunków, planów i map.

Zespół badaczy historii Kościoła pod kierownictwem Huberta Jedina, teologa i historyka, prof. Uniwersytetu w Bonn, doradcy na Soborze Watykańskim II. Redaktor edycji – Juan Maria Laboa jest dziekanem Wydziału Teologii na Papieskim Uniwersytecie Camillas w Madrycie, autorem licznych prac z zakresu nowożytnych i współczesnych dziejów Kościoła.

środa, 12 lutego 2014

"Życie polskie w dawnych wiekach" - Władysław Łoziński - recenzja

Suto zastawione stoły i wystawne bankiety. Olśniewające przepychem uroczystości pogrzebowe i skromne szlacheckie podróże zmierzające do krajów Europy Zachodniej. Drewniane dwory i murowane pałace. Bogate wyposażenie siedzib magnackich i proste umeblowanie szlacheckich gniazd rodzinnych. To wszystko poznamy z książki Władysława Łozińskiego. Podróż w czasie umila barwny język autora, wartka narracja i reprodukcje uroczych starych map.

Część pierwsza przenosi nas do zamków i pałaców, do wystawnego życia magnaterii, zwyczajów najzamożniejszych oraz wyposażenia okazałych rezydencji. W drugiej części poznamy subtelną różnicę dzielącą dwór od dworku, tradycje kultywowane przez szlachtę średnią oraz ich codzienne życie. Najbardziej w ilustracje obfituje rozdział trzeci, gdzie autor pokusił się o przedstawienie zmian w stroju polskim na przestrzeni stuleci. "Dom i świat" to zaś przekrój poprzez polski charakter narodowy.

Tytuł jest mylący. Książka bowiem nie podejmuje tematu życia codziennego na przestrzeni epok. Dotyczy jedynie wieku XVI i XVII (kilka fragmentów zahacza o wiek XVIII). "Życie polskie w dawnych wiekach" wbrew pozorom nie można uznać za panoramę życia ludności polskiej, gdyż autor pod lupę bierze tylko stan szlachecki. Naród tworzyli co prawda wtedy szlachetnie urodzeni, ale nie można pomijać istnienia pozostałych stanów. Choćby kilkanaście stron poświęconych codziennej egzystencji chłopów i mieszczan pozwoliłoby uznać publikację Władysława Łozińskiego za kompletną.

Czytelnik może odczuć podczas lektury brak przypisów. "Życie polskie w dawnych wiekach" powstało ponad 100 lat temu. Niektóre terminy używane przez autora mogą więc być nieczytelne. Dodanie zaś słowniczka z pojęciami dotyczącymi m.in. niuansów architektonicznych poruszanych w książce niewątpliwie przyczyniłoby się do większego zrozumienia tekstu i oszczędziłoby czytelnikowi "podróży" między właściwym tekstem a słownikiem. Miłym zwyczajem jest także tłumaczenie wtrąceń łacińskich i francuskich, czego niestety nie dokonano w tym przypadku.

Nie można nie zatrzymać się choćby na chwilę przy oprawie technicznej dzieła Władysława Łozińskiego. Obwoluta, twarda (mieniąca się w świetle!) okładka oraz bardzo dobrej jakości papier dodają książce uroku. Tekst uzupełnia kolekcja kilkuset fotografii (w znakomitej części są to ryciny z minionych epok).

Próżno w książce dopatrywać się obiektywizmu. Na kartach książki nie znajdziemy szerszego opisu wad narodowych czy ułomności stanu szlacheckiego. Niektórzy badacze "Życie polskie w dawnych wiekach" uznają za ekspiację za "Prawem i lewem". Trudno dziś rozstrzygać jakie były intencje autora. Władysławowi Łozińskiemu nie można jednak zarzucić braku talentu literackiego i ogromnych wysiłków związanych z zebraniem materiału faktograficznego. Mimo pewnych mankamentów "Życie polskie w dawnych wiekach" jest wspaniałą podróżą poprzez renesansowe i barokowe dwory szlachty polskiej.

Bartek Filipczak

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu:

wtorek, 17 września 2013

Dom śmierci - recenzja

Aneta Ponomarenko ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Jej debiut literacki to kryminał w stylu retro -„Strażnik skarbu”wydany w 2012 roku. Książka „Dom śmierci” jest jego kontynuacją , lecz można ją śmiało czytać nie znając pierwszej części. Autorka wprowadza nas w klimat Kalisza w XIX wieku. Agent do specjalnych poruczeń w randze radcy stanu, Rosjanin Walery Jezierski musi się zmierzyć z nie lada wyzwaniem.

Miastem wstrząsają brutalne morderstwa, których ofiarami są rzemieślnicy. Kolejne zbrodnie są okrutne i trudne do wyjaśnienia. Jedna z ofiar utonęła w piasku, inna straciła głowę jak na gilotynie Każda z tych śmierci przynosi ze sobą więcej pytań niż odpowiedzi i Jezierski marzy tylko o powrocie swojego przyjaciela z zagranicy , doktora Zaifa., który jest również świetnym śledczym, korzystającym z najnowszych osiągnięć medycyny sądowej. W nim agent widzi nadzieję na pomoc w rozwiązaniu zagadek.

Morderstw w powieści mamy ogromny dostatek. W sumie doliczyłam się 11 trupów w tym trzy zabite kobiety, w identycznych, tajemniczych szalach. Problemy zwiększają się jeszcze z chwilą porwania małego dziecka i bardzo słabym kontaktem z porywaczami.

Śledztwo jest całkowicie międzynarodowe. Jezierski po pomoc i wskazówki udać się musi nawet do Paryża. Bardzo sympatyczną parę tworzą carski agent i żydowski lekarz- patolog.. Niby dwa przeciwieństwa a bardzo dobrze się uzupełniają ,pochłaniają przy tym takie ilości pysznego jedzenia, ze wiele razy czytając książkę czułam się po prostu głodna.

Zagadek do rozwiązania przedstawia autorka czytelnikowi kilka. Dlaczego okrutnie zamordowani to sami rzemieślnicy, czemu giną kobiety i kto porwał dziecko. Wątki w powieści jednak świetnie się uzupełniają, elementy łamigłówki powoli zaczynają do siebie pasować a ciężka i niebezpieczna praca śledczych – powoli przynosić rezultaty. Rozwiązanie zagadek jest dosyć zaskakujące, choć ciężko niekiedy pojąć było motywy działania mordercy.

Autorka niesamowicie dokładnie zadbała o tło historyczne. Z jednej strony budzi to mój podziw, bo pracy musiała w to włożyć naprawdę bardzo dużo, jednak mnie osobiście w pewnych momentach przeszkadzał natłok informacji, bardziej czekałam na rozwój akcji, a opisy historyczne mi w tym nieraz przeszkadzały. Osobiście nie podobało mi się również to, że podano w treści rozwiązanie sprawy z pierwszego tomu. Zniechęciło to na pewno kogoś, kto zaciekawiony „Domem śmierci” chciałby sięgnąć po „Strażnika skarbu”.

Ogólnie intryga kryminalna jak najbardziej mi się podobała. Sprytne połączenie kilku spraw powodowało zaciekawienie i z niecierpliwością czekałam na rozwój wydarzeń. Główni bohaterowi nadawali powieści niesamowity smaczek, a Kalisz XIX wieku jawił się jako tajemnicze miasto.

Uważam, ze „Dom śmierci” to jeden z ciekawszych kryminałów w stylu retro.

Małgorzata Pyzik

Za książkę dziękujemy

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Kulisy kulinarnej akademii - recenzja

O tym, że w życiu nie możemy być pewni swego jutra, i że warto podejmować nowe wyzwania aby przeżyć przygodę życia, potwierdza w swojej książce pt. „Kulisy Kulinarnej Akademii” , Marek Brzeziński.

Anglista, psycholog a jednocześnie człowiek pióra, oraz wykładowca na uniwersytecie, zabrał mnie w fantastyczną podróż po kulinarnej Francji! Czytając kolejne strony, poczułam się jak uczeń, któremu trener odkrywa tajniki wiedzy o kolarstwie, ale przy okazji zwraca również uwagę na piękno, które nas otacza, na ludzi – ich wady i zalety, oraz na problemy współczesnego świata. A wszystko to opisane lekkim językiem i w sposób tak dowcipny, że oderwanie się od lektury było niemożliwe. Książkę „pochłonęłam” w ciągu kilku godzin!

„Kulisy Kulinarnej Akademii” rozpoczyna Prolog, gdyż tak jak sam autor napisał: „ Tour de France, tak jak i francuska kuchnia regionalna, to szansa na odwiedzenie wielu nieznanych zakątków tego pięknego kraju. Zanim z patelnią ruszymy w drogę, czeka nas, mówiąc językiem kolarskim, prolog.” Dowiadujemy się z niego, że po 21 latach pracy w Radiu France Internationale oraz na Uniwersytecie Schillera w Paryżu, w wieku 57 lat, Marek Brzeziński został bez pracy. Przechodząc po raz kolejny obok sławnej Akademii Le Cordon Blue w Paryżu, postanowił zapisać się na kurs kucharski.

Kolejne rozdziały przedstawiają historię Akademii, sztywne zasady w niej panujące, oraz jej sławnych wykładowców, barwną plejadę osób wielu narodowości, studiujących równolegle z autorem. Następne rozdziały to już typowe podróże z patelnią po regionach Francji i ich specjałach kulinarnych, w których słuchacze Akademii biorą udział osobiście, przeżywając wiele ciekawych przygód. Wszystko to przeplatane wieloma przepisami. I tak znajdziecie tu przepis na: żabie udka, rybę w soli, doradę we włoskim koprze z warzywami, ostrygi z jabłkiem, carpaccio z gęsich wątróbek, zasmażany kozi ser, kwiaty cukinii po nicejsku, ślimaki w cieście i wiele, wiele innych. Całość wieńczy epilog, w którym autor tak opisał swój pobyt w Akademii: „Dziewięć miesięcy przebywania w innym świecie. Nauczono nas, ze noża nie trzyma się za trzonek tylko w miejscu, w którym trzonek styka się z ostrzem. Tak łatwiej kroić. (….) To było fascynujące doświadczenie jak z pancerza ograniczeń przepisami nagle mogliśmy wyzwolić nasz gust, naszą otwartość, naszą fantazję. Ale najważniejsze było odkrywanie swoich słabości i potencjału – nie zdawałem sobie sprawy, że istnieją we mnie, mimo że przebywałem z samym sobą ponad pół wieku.”

Ta książka to dla mnie całkowite zaskoczenie, bowiem nie jest w niej mowa jedynie o kuchni. Znajdziecie w niej również ciekawą historię różnych regionów Francji, m.in.:

- Landów, w których ukochanym sportem są rugby, i gdzie znajduje się kaplica Matki Bożej od Kolarzy z XII wieku, w której wystawiono rower z pierwszego Tour de France w 1903 roku,

- Krainy nad Loarą, gdzie w Concressault znajduje się jedyne w swoim rodzaju Muzeum Czarownic,

- Alzacji, gdzie możemy wpaść na trop Wlada, pana Transylwanii, okrutnego Drakuli, „który ponoć jeńców tureckich, podobnie jak i imigrantów niemieckich osiadłych w Transylwanii, traktował jednakowo – kazał ich przypalać, na pal wsadzać, a ich głowy gotować w garnkach.”

Dzięki „Kulisom Kulinarnej Akademii” poznacie kucharza, który ugotował ostatni obiad dla księżnej Diany i jej partnera, na niespełna parę godzin przed ich śmiertelnym wypadkiem; dowiecie się kilku ciekawostek na temat byłego prezydenta Francji Sarkozy’ego a także odpowiecie na pytanie: jakie jest podobieństwo między sztuką gotowania a kolarstwem? Przede wszystkim jednak macie gwarancję dobrej zabawy dzięki humorystycznemu sposobowi narracji, lekkiemu językowi i wspaniałej umiejętności przekazywania ogromnej wiedzy historycznej, którą autor bezapelacyjnie posiada.

Książkę polecam wszystkim, którzy chcieliby zgłębić tajniki wiedzy kulinarnej – jest to praktyczny poradnik i kopalnia przepisów nie tylko dla smakoszy kuchni francuskiej. To również przewodnik po historii, zabytkach, i kulturze regionów Francji, a także i Paryżu, dlatego polecam jej przeczytanie również osobom wybierającym się do tego pięknego kraju. Dla wielbicieli Francji to lektura obowiązkowa.

Każdy kto po nią sięgnie, wsiądzie na rower, z którego będzie ciężko mu zejść!

Szczerze polecam!

Recenzję napisała: Beata Dalla Valle


Za książkę dziękujemy:


czwartek, 8 sierpnia 2013

Odmieniec- Philippa Gregory

Do tej pory serca czytelników, Philippa Gregory podbiła „kochanicą króla”. Jest to autorka literatury historycznej w niektórych przypadkach połączonej z romansem. Uwielbiam takie powieści więc z ogromną przyjemnością sięgnęłam po tę lekturę. Nie zawiodłam się, Gregory potrafiła bez problemu przenieść mnie w czasy średniowiecza.

Z początku akcja jest dwuwątkowa. Z jednej strony obserwujemy Luca, inteligentnego, głodnego wiedzy młodzieńca. Duchowy przywódca zakonu widząc w nim osobę nader wyjątkową, mianuje go Inkwizytorem. Jego pierwszym celem okazuje się klasztor sióstr i ich dziwne zachowania. Drugim wątkiem jest życie Izoldy, córka króla zostaje powiadomiona przez brata, że jej ojciec przed samą śmiercią zmienił plany co do niej. Okazuje się, że ma poślubić okropnego księcia Roberta lub wstąpić do zakonu. Zdesperowana nastolatka wraz z przyjaciółką udaje się za mury klasztoru. Niestety w raz z ich przybyciem zaczynają się dziać dziwne rzeczy: niepokojące sny, lunatykowanie, krzyki – skąd wzięły się te tajemnicze zjawiska?
„Zawsze można poznać ładną dziewczynę po tym, jak chodzi. Ładna dziewczyna kroczy, jakby do niej należał cały świat.” [s.91]
Bohaterowie są bardzo różni, młodzi i zaskoczeni życiową misją. Luce jest bohaterem nie zawsze pewnym siebie. Idealnie odnalazł się w roli inkwizytora, zabłysnął sumiennością, sprawiedliwością, a przede wszystkim uczuciami i sercem, którym się kieruje. Gdy ktoś mówi inkwizytor, ja mam w głowie osobę idealnie zrównoważoną lub nawet bezduszną. Najbardziej w bohaterze spodobało mi się to, że nie jest idealny, że stoi na początku swojej życiowej drogi, a jego charakter nie jest jeszcze ukształtowany. Jest ciekawy świata, potrafi współczuć, jest zwykłym człowiekiem szukającym swojego miejsca na ziemi.

Przejdźmy teraz do Izoldy, księżniczki będącej główną bohaterką książki. W przeciwieństwie do Luce nie potrafi się odnaleźć w swoim zadaniu, śmierć ojca i jego ostatnie postanowienie bardzo ją zraniło. Jest wstrząśnięta swoim losem, jednak pokornie go przyjmuje. Nie może przecież zhańbić imienia rodziny. Podziwiam Izoldę, za jej oddanie wobec rodziny i poświęcenie jej całego życia. To pewnie zależy od różnicy czasów, w których żyjemy. Jednak szczerze powiem, że nie potrafiłabym spokojnie patrzeć na to jak moje życie zamienia się w udrękę, a mimo to każdego dnia postępuję wbrew sobie.

Plusem powieści jest tło historyczne i fakt, że opowieść mogła się zdarzyć naprawdę. Styl autorki jest przyjemny i łatwy dzięki czemu utwór szybko się czyta. Z pewnością książka nie jest nudna, mogłam się przy niej zrelaksować i cofnąć do dawnych czasów księżniczek i królów, zamków i klasztorów. Pisarka z łatwością ukazała pełen grozy klimat powieści. Czytelnikowi ciągle towarzyszy uczucie tajemnicy i lęku. W czasie akcji bardzo bolał mnie fakt, że kobieta jest całkowicie podporządkowana mężczyźnie, a prawa moralne są jej wpajane od dziecka tak intensywnie, że nigdy nie pozwoli sobie na bunt, postawienie racji na swoje.

. Muszę jednak wspomnieć o dużym minusie, od samego początku domyśliłam się co będzie dalej i najgorsze, że nie zostałam w żaden sposób zaskoczona na końcu. Wszystko działo się zgodnie z moimi przypuszczeniami. Nie mogę powiedzieć, że przez to się nudziłam, wcale nie. Ta książka ma coś w sobie, że chce się ją czytać i na pewno z przyjemnością sięgnę po kolejne części.

„Odmieniec”- Philippy Gregory to pierwsza część cyklu „Zakon ciemności”. W książce świetnie ukazana jest miejsce kobiety w tamtych czasach. Nie ma ona żadnych praw, często jest wykorzystywana przez mężczyzn. Kobieta nie może zaufać nawet własnemu bratu. Na domiar złego bunt jest zdecydowanie niewskazany, gdyż nic w ten sposób nie osiągnie, a zostanie wydziedziczona z powodu zhańbienia siebie i rodziny. Ten smutny obraz był kiedyś realny i rujnował życie wielu kobiet. Warto przeczytać tę książkę choćby po to, aby dowiedzieć się jakie szczęście mamy, że żyjemy w wolnych czasach.
„Nie wiem czy jesteś niewinna, ale ponieważ od czasów Ewy żadna kobieta taka nie jest, mogę się zgodzić, że nie ma żadnych dowodów, i nie wysuwać przeciwko wam oskarżeń.” [s.199]
 Recenzje napisała: Ewelina Artwik

Dynastia Tudorów. Król, królowa i królewska faworyta - recenzja

Historię dynastii Tudorów zna chyba każdy. W skrócie chodzi o fatalny w skutkach wielokąt, Henryka VIII ( m.in z Katarzyną Aragońską i siostrami Boleyn) ,który zmusił go do uniezależnienia się od kościoła katolickiego. Katarzyna Aragońska nie była w stanie spełnić obsesyjnego marzenia Henryka VIII o męskim potomku, wobec czego (z pomocą szczerze mu oddanych doradców i przyjaciół), zaczął szukać coraz to nowszych i ładniejszych rozwiązań. Nie uzyskawszy rozwodu od papieża, zbuntował się. W rezultacie ogłosił się głową kościoła anglikańskiego.

"Dynastia Tudorów" autorstwa Anne Gracie smakuje jak zbyt długo przechowany w lodówce kotlet, który zdążył "nasiąknąć" zapachem wszystkiego, co się tam znajdowało. Na pierwszy rzut oka, wszystko wydaje się poprawne. Niestety pisarka nie przewidziała jednej rzeczy: inaczej ocenia się osobę, która pisze oryginalną, świeżą, nigdy nieopowiedzianą historię. Znakomitym na to przykładem są książki z działu fantastyki. Autor ma tam ogromne pole do popisu. Nieco ciężej mają pisarze powieści historycznych. Samo zebranie wiarygodnych źródeł i ich uporządkowanie jest niezwykle czasochłonne. Nie ma dla nich żadnej taryfy ulgowej, choć mają zadanie sporo trudniejsze.

Na językowe ekwilibrystyki, tworzenie skomplikowanych portretów psychologicznych, czy sienkiewiczowsko-orzeszkowe fantazje krajobrazowe, nie ma w tym gatunku miejsca. Jednak książka, to książka - musi wciągnąć czytelnika do swojego świata i sprawiać, by nie miał ochoty stamtąd wracać. Nie ma znaczenia czy jest to kryminał, fantastyka, czy powieść historyczna.Może gdyby była to powieść na podstawie zebranych źródeł, kronik , dokumentów, czytałoby się ją lepiej. Niestety to książka napisana na podstawie scenariusza do serialu.

Władza, seks i przemoc, to produkty niezwykle uniwersalne. Szczególnie, gdy sprzedają je osoby doskonale znające upodobania przeciętnego widza. Gdy mamy przed oczyma postacie, stworzone przez dobrych aktorów, napisany z przymrożeniem oka scenariusz (dostosowany do widowni, dla której wątek historyczny jest niemal zbędny), wiele rzeczy uchodzi płazem. Za scenariuszem stoi mnóstwo bodźców, które ma do zaoferowania telewizja.

"Dynastia Tudorów" jest książką bezpłciową i bezosobową. Pani Gracie poszła na łatwiznę. Zapewne często słyszała,że trzeba kuć żelazo, póki gorące. Przeczytawszy "Dynastię Tudorów", nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nigdy nie trzymała w ręku młotka. Gdyby dynastia Tudorów była mniej znana i rzadziej "odgrzewana", książka byłaby zadowalająca. Pisarka nie zdawała sobie chyba sprawy,że korzystanie ze scenariusza,jako wzorca, jest jak ściąganie zadania z matematyki, od kolegi posiadającego inną grupę.

Recenzję napisała: Maja Zdrojewska
                                                    Za książkę dziękujemy:

środa, 3 lipca 2013

Dynastia Tudorów. Król, królowa i królewska faworyta - Polemamy

Anglią włada młody Henryk VIII. W kraju szerzą się zamieszki na tle religijnym, a na scenie politycznej bezustannie zmieniają się sojusze. Mimo to król całą swoją uwagę skupia na rozwodzie z Katarzyną Aragońską.

Sprawa ta nie cierpi zwłoki, ponieważ Henryk nade wszystko pragnie mieć syna, a w jego życiu pojawiła się  właśnie piękna Anna Boleyn – kobieta, w której rękach może leżeć przyszłość dynastii.

Kardynał Wolsey, królewski Lord Kanclerz, musi więc odłożyć na bok rację stanu i za wszelką cenę uzyskać zgodę papieża na unieważnienie królewskiego małżeństwa.
Polityczne intrygi, które zawładnęły dworem i narastający konflikt z Kościołem mogą zachwiać tronem. Ale głodny władzy i miłosnych uniesień monarcha rządzi tak, jak żyje – z żywiołowością, pasją i zapamiętaniem… 

Niesłychanie wciągająca powieść oparta na pierwszym sezonie superprodukcji The Tudors, nadawanej w wielu krajach i kilkukrotnie nagrodzonej nagrodą Emmy®, telewizyjnym odpowiednikiem Oscarów®.

Opowiada o ambicji i bezwzględnej walce o władzę młodego Henryka VIII, króla jednego z najpotężniejszych państw ówczesnej Europy, i o jego miłości, która na zawsze zmieni bieg historii...

Książka została wydana przez Wydawnictwo Mira
Fragment książki dostępny na stronie wydawnictwa