Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 sierpnia 2014

„Tajemnice Rutherford Park” - Elizabeth Cooke RECENZJA


Elizabeth Cooke to autorka z wyrobionym już piórem, na swoim koncie ma dwanaście powieści, które cieszą się uznaniem czytelników. Pochodzi z malowniczych stron, gdzie niegdyś mieszkały siostry Bronte. Dziadek pisarki pracował w jednej z tamtejszych posiadłości, a jego historia, przekazywana z pokolenie na pokolenia, oraz wspomnienia matki Elizabeth stały się kanwą „Tajemnic Rutherford Park”.

Angielska pisarka zaprasza czytelnika do magicznego świata wyższych sfer – do majątku lorda Cavendisha. Ale aby dostać się na piętra, gościć w salonach, imponującej bibliotece czy przez uchylone drzwi sypialni podsłuchać szeptane tajemnice możnych właścicieli, należy przejść przez pokoje służby czy kuchnię, które także skrywają wiele sekretów.

Rutherford, w hrabstwie Yorkshire, to okazała rezydencja, która urasta tu do rangi głównego bohatera powieści. To domostwo z czasów edwardiańskich zna wszystkie tajemnice swoich mieszkańców, wysłuchuje ich próśb, gróźb, marzeń czy lęków. Narrator wprowadza nas do Rutherford i kolejno otwiera przed czytelnikiem wszystkie drzwi. Za każdymi czai się ludzki dramat. Na przykład w pomieszczeniach służby umiera jedna z pokojówek, wydając na świat maleństwo niezwykle podobne do jednego z Cavendishów. W swojej sypialni lady Octavia marzy o zrzuceniu obyczajowych kajdanów, a William pogrąża się w interesach, by jak najmniej zajmować się domowymi sprawami. Aby dotrzeć do każdego zakątka posiadłości – należy przebić się przez gęstą sieć skomplikowanych relacji, powiązań i zależności, ale przede wszystkim trzeba odkryć zasady gry, gry pozorów.

Elizabeth Cooke pokazała nam życie na górze i na samym dnie. Udowodniła, że na każdym szczeblu społecznej drabiny ludzie nie mogą być szczęśliwi, jeśli nie żyją zgodnie z własnymi potrzebami czy marzeniami. Jeśli ich istnienie podporządkowane jest kłamstwu i bierności. Każdy bohater „Tajemnic…” naznaczony jest pewnym dramatyzmem, wynikającym z niemożności spełnienia swoich pragnień, a przede wszystkim – z życia w niewoli (w pozornej wolności). Nie bez znaczenia jest także okres, w który pisarka umieściła akcję – rok 1913. Europa stoi u progu wojny, powoli rozpoczyna się rewolucja, nie tylko w sensie historycznym czy politycznym, ale przede wszystkim – obyczajowym i moralnym. Wraz z rozwojem fabuły, wyjaśnianiem wszelkich zagadek, poznawaniem bohaterów, wreszcie upływem czasu akcji dostrzegamy, jak bardzo sytuacja w Anglii w przededniu I wojny światowej łączy się z losami mieszkańców Rutherford. Zmienia się świat, metamorfozę przechodzą także postaci. Od wątków historyczno-obyczajowych autorka płynnie przechodzi do elementów psychologicznych, dając coraz bardziej pogłębiane kreacje Cavendishów i osób z ich otoczenia. Cooke starannie kreśli te charakterystyki, by finalnie przedstawić czytelnikom ludzi, którzy schodzą z rodowych portretów, żyją, czują i pragną jak my wszyscy.

„Tajemnice…” to powieść „z dawnych lat”, bardzo elegancka, pisana świetnym stylem, w której niespieszna narracja uwypukla drobiazgi (jedna z największych zalet tej pozycji), które szczególną uwagą darzy narrator. Cooke wykreowała świat, do którego wszyscy tęsknimy, mimo iż znamy go jednie z powieści czy filmów. Pisarka wprawnym pędzlem maluje szczegóły, które nadają wyjątkowy charakter i wyróżniają tę prozę na tle innych. Ta książka to dopiero wstęp: wszystko rozpoczyna, a przecież niczego nie kończy, dlatego naturalną koleją rzeczy jest oczekiwanie na (już pewną) kontynuację. To cudowna wiadomość dla czytelników, którym bardzo trudno jest opuścić niezwykły Rutherford Park.

Kinga Młynarska

Za książkę dziękujemy:


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Wiktor Osiatyński "Alkoholizm. Grzech czy choroba?"

Książka Wiktora Osiatyńskiego "Alkoholizm. Grzech czy choroba?" trafiła w moje ręce zupełnie przypadkowo. To nie jest ani lektura, po którą sięgnęłabym w wolnej chwili, ani książka zachęcająca do zapoznania się z treścią łatwą, lekką i przyjemną, ale obiecałam, że w wolnej chwili zapoznam się z problemem, który porusza i napiszę o swoich wrażeniach.

Cóż, po pierwsze jestem zdumiona, że problem alkoholizmu został opisany w tak interesujący sposób. Mam poczucie, że autor posługując się ciekawymi przykładami, zbudował interesujący traktat o tym, jak rozumieć alkoholizm. Nie mamy tu do czynienia z naukowym nagromadzeniem niejasnych sformułowań. Poznajemy specyfikę ludzi, którzy mają problem z piciem i poznajemy osobliwą specyfikę tej choroby.

Wydawać by się mogło, że bycie alkoholikiem jest drogą na skróty w życiu. Nie ma chyba nic łatwiejszego od 'zapijania problemów'. Okazuje się jednak, że to cały proces, że ma na tę chorobę wpływ zarówno aspekt psychologiczny, jaki i fizjologiczny, a nawet emocjonalny i że w zasadzie to nie jest wcale takie proste, bo pić może wielu, ale alkoholizm to jednak coś innego.

Sama definicja alkoholizmu na przestrzeni dziejów ewoluuje. Zmienia się pogląd na temat choroby. Dawniej uważano, że ludzie chorzy to wyłącznie brudni i biedni i pijący wszystko, co mocniejsze nieudacznicy. Dziś wiadomo, że ta choroba charakteryzuje tych, którzy spróbowali zaledwie kilka razy i mają problem, by nie stało się to chorobliwym nałogiem. Co więcej, status społeczny nie ma żadnego wpływu na statystykę uzależnienia. Najważniejszym wnioskiem, który według mnie wypływa z tej lektury to fakt, że pomoc w leczeniu choroby alkoholowej jest dziś dopracowana, a lekarze i psychologowie chcą pomagać i robią to z
entuzjazmem, nie negując potrzeby pomocy.

Ważne też dla mnie jest stwierdzenie, że człowiek może dać drugiemu to, co sam posiada. Właśnie dlatego to alkoholicy często podejmują pracę z uzależnionymi. Uczą sami tego, czego ich nauczono i co im przekazano.

Książka buduje osobom postronnym pojęcie na temat sensu chodzenia na terapię. Jest to elementarz, który pozwala zrozumieć pracę, jaką należy wykonać, by człowiek uzależniony otworzył się i przyznał się do uzależnienia.

Uważam, że to lektura godna polecenia. Szczególnie dla tych, którzy chcieliby poznać problem alkoholizmu w sposób przystępny. Mam wrażenie, że ta pozycja spełnia właśnie to kryterium.

Olga Kowalczyk

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu:

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Shirlee Busbee „Waleczna i krucha”

W życiu książkowego mola nie brak rozczarowań, niestety. Czasami jakaś książka zawoła do nas, puści oczko, zatrzepocze okładką i już nas ma. Porywamy ją w swoje objęcia, czytamy opis i coraz bardziej oczy nas swędzą od przemożnej chęci czytania. A później jest już tylko gorzej. Tak mniej więcej rozpoczął się mój krótki romans z powieścią Shirlee Busbee „Waleczna i krucha”.

Po śmierci ojca, niepokorna główna bohaterka Emily w męskim przebraniu musi stawić czoła nieporadnemu i tchórzliwemu kuzynowi, który jako prawowity dziedzic i głowa rodziny korzysta z życia i z pieniędzy, nie znając umiaru. Aby uchronić cioteczną babkę Cornelię i młodziutką macochę Amy od bankructwa, Emily musi podjąć się działalności, która nie jest zgodna z prawem.

Dodatkowo w jej życiu pojawia się Amerykanin Barnaby, lord Joslyn, a wraz z nim kolejna fala kłopotów. Ktoś bowiem depcze przystojnemu obcokrajowcowi po piętach i usiłuje go zabić, a głównym podejrzanym jest kuzyn Barnabiego, Mathew. Ma on motyw, gdyż gdyby nie pojawienie się Amerykanina, to właśnie on przejąłby cały majątek. W centrum wszystkich zdarzeń znajduje się oczywiście wątek miłości, jaka rodzi się pomiędzy Emily i Barnabym.

Niby wszystko jest jak lubię; czasy gorsetów, pięknych zamków, mdlejących niewiast i dostojnych mężczyzn, ognisty romans i szczęśliwe zakończenie, ale… całość nie zachwyca. Akcja rozwija się bardzo powoli, wciąż powtarzane spostrzeżenia, a nawet zdania nudziły mnie i sprawiały, że odpływałam myślami w ciekawsze miejsca.

Mimo, że autorka próbuje zmylić czytelnika, odrobinę zawikłać sprawę tajemniczego napastnika, rozwiązanie całej zagadki nie jest zbyt zaskakujące. W zasadzie nie doszukałam się żadnej z zalet wymienionych na okładce; ani wartkiej akcji, ani nieoczekiwanych zwrotów, ani wyjątkowego poczucia humoru. Jedyne, co naprawdę mi się podobało to sceny erotycznie, niezbyt liczne, ale naprawdę dobre. Pikantne, ale nie wulgarne.

Podsumowując, mamy w tej powieści zadziwiające zjawisko. Pełno morderstw, ran postrzałowych, próba gwałtu, porwanie i ucieczki, a jednak… wieje nudą. Może jest to po prostu powieść dla ludzi ze spokojniejszym temperamentem niż mój.

Recenzję napisała: Angelika Pisula

Fragment książki: dostępny na stronie wydawnictwa

Za książkę dziękujemy:

czwartek, 8 sierpnia 2013

Chodorek, P. Chodorek. A. Trojanowska – „Nieczynne do odwołania”

Państwo Chodorkowie, małżeństwo weterynarzy, postanowili spróbować swoich literackich sił. W pracy pomogła im A. Trojanowska, która ma już na swoim koncie powieść kryminalną „Jak makiem zasiał”. Autorzy są przyjaciółmi od wielu lat, razem podróżują, m.in. do Hiszpanii, której wątek pojawił się w ich wspólnej książce – „Nieczynne do odwołania”.

Po tragicznym wypadku rodziców dwóch, wchodzących w dorosłość, braci, dotąd żyjących na garnuszku mamusi, musiało stawiać czoło rzeczywistości - natychmiast dojrzeć i wziąć odpowiedzialność za swoje życie i siebie nawzajem. Wojtek, absolwent weterynarii, długo pozostawał pogrążony w marazmie, nie potrafił otrząsnąć się z koszmaru. To jego młodszy brat, maturzysta Mikołaj, pomógł mu przezwyciężyć trudności.

Starszy bohater przejął lecznicę dla zwierząt po swoich rodzicach, co pozwoliło mu rozpocząć nowy okres w życiu, pełen drobnych kłopotów, ale i przynoszący satysfakcję. Gdy Wojtek stanął na nogi, Mikołaj zaczął przechodzić chwilowe załamanie i rolę się odwróciły – starszy wspierał młodszego brata, dodawał mu otuchy i pomagał wyjść na prostą. Bohaterowie z chłopców stali się mężczyznami, poznali smak dorosłości. Zmagali się z domowymi obowiązkami, kłopotami finansowymi, podjęli pracę, przeżyli pierwsze miłości, a powodzenie ich działań tkwiło w sile rodzinnych więzów.

„Nieczynne do odwołania” to opowieść o dorastaniu, pierwszej pracy zarobkowej, inicjacji miłosnej. Uświadamia, jak ważną rolę w naszym życiu pełni rodzina, wzajemna pomoc i wsparcie. Przynosi nadzieję, że z każdej, najbardziej dramatycznej sytuacji, można się otrząsnąć i mimo tragedii w przeszłości, wieść życie pełne i szczęśliwe. Książka bogata jest także w refleksje na temat odpowiedzialności, miłości, niesienia pomocy innym czy śmierci i jej sensu.

Powieść czyta się szybko, dzięki dużej dawce humoru, głównie związanej z anegdotami dotyczącymi zwierząt, czytelnik nie ma poczucia ciężaru traumatycznych tematów. Autorzy zadbali o to, by powieść nie przytłoczyła i nie znudziła. Wojtek i Mikołaj, poza codziennym zmaganiem z teraźniejszością, uwikłani są także w tajemnicę rodzinną z przeszłości. Wątek ten jednak, mimo iż rozbudza ciekawość czytelnika do granic, nie został wyjaśniony. Urwany w połowie rozczarowuje*. Nieco szwankują również dialogi.

Wymiany zdań między głównymi bohaterami stylizowane są na modny język młodzieży, co nadaje zabarwienie sztuczności (w pewnych momentach aż ciśnie się na usta: „tak już się nie mówi!”), często przez te rozmowy trzeba po prostu przebrnąć. Te drobne niedociągnięcia (pamiętajmy, że to debiut) autorzy rekompensują ciekawym pomysłem, niebanalną historią, humorem i umiejętnością wciągnięcia czytelnika w historię bohaterów, co raz podsycając jego ciekawość.

„Nieczynne do odwołania” to pozycja obyczajowo-przygodowa, w której wiele miejsca zajmują opowieści weterynaryjne. Na pewno okaże się zajmującą lekturą dla miłośników zwierząt, przygód czy tajemnic. Świetna jako prezent dla nastolatków, którzy szukają swojej drogi do dorosłości.

Recenzję napisała: Kinga Młynarska

* Autorzy zapowiadają kontynuację losów braci, w której rodzinna tajemnica ma zostać rozszyfrowana.

Recenzja książki „B Kompleks”

Antoniego Jarmoca, głównego bohatera książki „B Kompleks” poznajemy powoli, wchodząc w jego rodzinę, obserwując, wyciągając wnioski. Uwikłany w rodzinną sieć, jest z pozoru na przegranej pozycji. Starsi bracia, siostra bliźniaczka, babka, ojciec pantoflarz i matka hetera. Niełatwo jest odnaleźć siebie w domu pełnym krzyku pomieszanego z różańcowymi litaniami. Antoni wydaje się być swojski, to taki typ, którego każdy zna. Model rodziny, który jest obserwowany z ciekawością, wręcz chorobliwą i odrazą.

Czy w takich warunkach młody człowiek może określić, jakie są jego marzenia? Co chciałby w życiu robić? Czy pochodząc z takiej rodziny ma szansę stać się kimś lepszym? Wydaje się, że na te pytania łatwo jest odpowiedzieć. Nie! To człowiek przegrany na starcie, a jednak widzimy jego codzienne zmagania. Z zapartym tchem obserwujemy drogę, na którą wkracza i zastanawiamy się, co będzie za następnym zakrętem. A droga, którą główny bohater podąża jest kręta i wyboista. Nie trudno się potknąć, wywrócić, poczuć w ustach piach.

Książka zawiera w sobie kilka historii, splatających się w spójną całość. Możemy zaobserwować osoby, mające wielki wpływ na Antoniego, od samego urodzenia. Dwaj bracia, Krzysztof i Marek. Siostra bliźniaczka, Marlena. Matka Zefiryna i ojciec Wacław. Babka Amelia. Całkiem różne charaktery, postaci, które kształtowały bohatera niczym ciepłą plastelinę w rękach. Ale mimo wszystko Antoni wyróżnia się z tłumu. Wydaje się, że jego siła woli, charakter, mądrość życiowa, przyniosą mu sukces. Co prawda nie wychodzi mu z dziewczynami, ciągle jest coś nie tak, trafia na nieodpowiednie, ale radzi sobie jak może. Wkracza w życie erotyczne dość gwałtownie, zachłystując się doznaniami. Jak pogodzić grzeszność z pobożnością? Nauki babki Amelii nie mogły przecież pójść w las.

Antoni dojrzewa, tak. A wraz z nim cała jego rodzina, niektórzy zakładają rodziny, mają dzieci, inni skupiają się na sporcie. Marlena trochę wybrzydza, ale i ona w końcu decyduje się na ślub. A Antoni? Nie może być gorszy, po przygodzie z koleżanką ze studiów, po szaleństwach studenckich, poznaje miłość swojego życia. Czy aby na pewno? Czy niepozornemu Antoniemu uda się zdobyć serce wybranki, założyć rodzinę?

Czy zostanie aktorem i spełni wszystkie swoje marzenia? O tym naprawdę warto się przekonać. Nie będę zdradzała więcej szczegółów z jego życia, gdyż suche fakty nie oddadzą tego, jak zmieniał się Antoni poprzez karty książki, a więc i swoje życie. Żeby zrozumieć jego samego, trzeba wraz z nim przebyć drogę dojrzewania, zarówno duchowego, moralnego, a także społecznego. Trzeba z nim przekroczyć punkt kulminacyjny i obserwować, z zaciekawieniem i przerażeniem, jak rozwój zmienia się w postępujący szaleńczo regres.

Książka jest niesamowita. Autor maluje świat prawdziwy, prostymi, dosadnymi słowami. Zakończenie wgniata w ziemię, miażdży, niszczy i zaskakuje. Jest idealne!

W książce przeszkadzały mi czasami krótkie zdania, które były niczym szczeknięcia. Pojawiały się w niektórych momentach książki i drażniły. Wiem jednak, jakie miały zadanie i spełniły je. „B Kompleks” spodoba się każdemu, kto lubi życiowe historie, pełne wątków, łączących się w całość, gdzie wyraźnie widać, jak życie innych ludzi, szczególnie w dzieciństwie, może mieć na nas wpływ. Ile zależy od ukształtowania charakteru w najmłodszych latach. Jak bardzo ważne są w życiu marzenia i jak łatwo stracić kontrolę nad sobą. Książka jest naprawdę świetna, czytałam ją jednym tchem, niejednokrotnie do późna w nocy.

Recenzję napisała: Patrycja Żurek

Za książkę dziękujemy:

poniedziałek, 13 maja 2013

Dom na Sycylii - Rosanna Ley - Premiera

Historia o niespodziewanym spadku, podróży, która odmienia życie i domu na Sycylii, w którym odnaleźć można rodzinne tajemnice i wspomnienia wielkich namiętności, a także autentyczne, ukryte przed laty, skarby.
 
Namiętna opowieść prosto z Sycylii. Wieloletni spór i dług, kradzież i zdrada, w którą uwikłane są aż trzy sycylijskie rodziny.

Przepiękna Villa Sirena oraz mieszkańcy miasteczka Ceteria ukrywają niejedną tajemnicę. Czy Tess Angels, która zupełnie nieoczekiwanie otrzymuje w spadku stary dom na Sycylii, odkryje prawdę o przeszłości, a jednocześnie sekret matki? Czy będzie w stanie oprzeć się magicznemu pięknu wyspy, syrenim czarom, miodowemu sincero, a także namiętności pewnego Sycylijczyka?
 
List od prawnika z informacją o spadku w postaci willi na Sycylii od zupełnie nieznanej jej osoby wprawia czterdziestoletnią Brytyjkę Tess Angel w oszołomienie. Być może matka Tess, Flavia, która urodziła się na tej wyspie, ale opuściła ją podczas II wojny światowej, mogłaby pomóc w rozwiązaniu zagadki. Ona jednak woli odradzać córce przyjęcie spadku. Dlaczego? Czyżby willa Syrena kryła sekret, który Flavia chce ukryć?
 
Wydanie: I
Przekład: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Oryginalny tytuł: The Villa
Data premiery: maj 2013
Format: 123x197 mm
Oprawa: broszurowa ze skrzydłami
Liczba stron: 560
ISBN: 978-83-08-05008-8
 

piątek, 18 listopada 2011

Stuhrowie. Historie rodzinne - recenzja

Jerzego Stuhra znamy przede wszystkim jako jednego z najwybitniejszych polskich aktorów oraz reżysera. Po przeczytaniu jego książki Stuhrowie. Historie rodzinne doszłam do wniosku, że równie dobrze mógłby zostać pisarzem.

Opowieść o rodzinie Stuhrów zaczyna się 9 czerwca 1879 roku kiedy to Anna Thill i Leopold Stuhr biorą ślub w kościele w Schrattenbergu w Dolnej Austrii. Pradziadkowie Jerzego Stuhra postanawiają, że zaraz po ślubie wyjadą do Krakowa. W tym mieście rozpoczyna się nowy etap w życiu rodziny Stuhrów. To właśnie Kraków jest świadkiem kolejnych wydarzeń w tej rodzinie. Wielkie miłości, śluby, narodziny, rozwody, śmierć. Opowieści niejednokrotnie wesołe, ale też i smutne oraz dramatyczne. Dla mnie jedną z najbardziej dramatycznych historii w tej książce jest opowieść o dziadku Oskarze (właściwie był to brat dziadka, ale sam Stuhr mówi o nim: "dziadek Oskar) i jego pamiętnik pisany w więzieniu w Nowym Wiśniczu, a następnie w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Jego obszerne fragmenty Stuhr przytacza w książce. Interesująca jest również historia babci Masi, która w myśl zasady, że człowiek nie może być sam, wciąż usiłowała swatać członków rodziny, a sama miała pięciu mężów.

Poprzez dzieje przodków rodziny Stuhrów dochodzimy do tych żyjących współcześnie czyli Jerzego i jego żony Barbary oraz ich dzieci: Marianny i Macieja z żoną Samantą i córeczką Matyldą. Autor opowiada o tym jak wyglądało dzieciństwo Macieja i Marianny, dom w którym dorastali i relacje z ojcem, który w domu był często nieobecny. Jego opis uzupełniany jest wypowiedziami samych zainteresowanych, którzy opowiadają również o tym, jak to wszystko wygląda obecnie. Tu również nie brakuje sytuacji dramatycznych: poważna choroba Marianny oraz wnuczki Matyldy.

Napisałam na początku tej recenzji, że Jerzy Stuhr równie dobrze mógłby zostać pisarzem. Faktycznie książka jest napisana ciepłym i prostym językiem, a w dodatku autorowi udaje się przekazać prawdę o tym co jest najważniejsze: rodzina- nie tylko ta, w której żyje obecnie, ale również przodkowie którzy wyposażyli go w bagaż rodzinnych historii i życiowych doświadczeń, o których nie można zapominać.