Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobieta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2014

„Historia pewnej dziewczyny” - Lindsey Kelk RECENZJA

Lindsey Kelk zaczynała przygodę z pisaniem od dziennikarstwa. Potem specjalizowała się w redakcji prozy dziecięcej, aż znalazła idealną dla siebie przestrzeń – lekką i zabawną literaturę kobiecą. Napisała kilka książek z cyklu „Kocham” (m.in. „Kocham Nowy Jork” czy „Kocham Paryż”). „Historia pewnej dziewczyny” to jej najnowsza powieść.

Kto z nas nie marzy o wakacjach na Hawajach? Chyba tylko Tess Brookes, bohaterka „Historii…”, która właśnie przeżywa kolejny dzień swojej depresji. Ta niezwykle poukładana, porządna, świetnie zorganizowana singielka właśnie spadła z jednego z najwyższych szczebli zawodowej kariery. Zamiast spodziewanego awansu – dostała wypowiedzenie. Chcąc uniknąć plotek, a tym bardziej gniewu i wyrzutów ze strony swojej matki, zataja przed rodzicielką tę straszną wiadomość. Jednak los sprzysiągł się przeciwko Tess – matka dowiaduje się tego podczas wielkiej uroczystości, mnóstwa gości, co w niczym nie przeszkadza jej wszcząć awantury. Tess topi smutku w alkoholu, a towarzyszy jej najdroższy przyjaciel, Charlie, w którym dziewczyna beznadziejnie kocha się od dziesięciu lat. Gdy drinki zaczynają działać, a mózg przestaje – do głosu dochodzi namiętność. Seks z Charliem jednak nie rozpoczął wymarzonego związku, a okazał się punktem kulminacyjnym serii niefortunnych zdarzeń – chłopak wyznaje Tess miłość… braterską! Jakby tego było mało – współlokatorka, Vanessa Jędza Kittler, okłada naszą bohaterkę złośliwościami.

I w tym, najmniej spodziewanym momencie życia, Tess podejmuje pierwszą (świadomą) spontaniczną decyzję. Z chęci odpłacenia pięknym za nadobne Vanessie, dziewczyna zgadza się w imieniu współlokatorki na pobyt na Hawajach i pracy jako fotograf przy intratnym zleceniu. Na wyspie kobieta wyłącza wszelkie hamulce. Sądząc, że działa na rachunek złośliwej Vanessy – powoli odnajduje siebie. A jej metamorfoza rozgrywa się w niezwykłych sceneriach, przy udziale ciekawych postaci i przede wszystkim – dzięki zabawnym i subtelnie pouczającym zdarzeniom.

„Historia pewnej dziewczyny” to najzabawniejsza książka 2014 roku w kategorii „zagranicznej literatury kobiecej”! Jest właśnie tą powieścią, którą każda czytelniczka powinna mieć w swojej torbie podróżnej. Szalenie dowcipna, lekka, ale i mądra, ukazująca bohaterkę taką jak my wszystkie. Tess jest tak skonstruowaną postacią, że z pewnością każda kobieta odnajdzie w niej jakiś swój rys. Podziwiamy ją, lubimy, ale niejednokrotnie nas drażni, zadziwia lekkomyślnością. Mimo wszystko kibicujemy jej do ostatniej strony. Pisarka zgrabnie porusza się w obrębie szeroko pojętej kultury popularnej. Tess często odwołuje się do ikon popkultury, w tym do tej najważniejszej, do guru – Bridget Jones. To, że oglądamy te same programy telewizyjne, czytamy podobne lektury, śmiejemy się z tych samych celebrytów czyni Tess solidny materiał na przyjaciółkę.

Lindsey Kelk bardzo swobodnie operuje swoim piórem, z wyczuciem i rozbrajającą szczerością, co być może jest sekretem sukcesu jej najnowszej książki. „Historia…” jest tak niemożliwie prawdziwa, naturalna i zabawna, że czytanie jej, mimo iż czasem uderza w nasze czułe punkty, daje przyjemne ukojenie i rozkosz większą niż pudełko ulubionych lodów. Polecam wszystkim kobietom. Doskonałe lekarstwo na chandrę!

Kinga Młynarska

Za książkę dziękujemy:

czwartek, 3 kwietnia 2014

„Uśpiony głos” – Dulce Chacon RECENZJA

Dulce Chacon, hiszpańska poetka i pisarka, w swojej twórczości podejmowała trudne tematy, była feministką i aktywistką lewicową, a jej prorepublikańskie sympatie znalazły wyraz w powieści – hołdzie kobietom, ofiarom hiszpańskiej wojny domowej. Wydany w 2002 roku „Uśpiony głos” rozdrapał i tak słabo gojące się rany Hiszpanów. Wojna domowa 1936-39 i późniejsze lata dyktatury Franco to największa bolączka, zadra w historii, z którą nawet kolejne pokolenia niezbyt dobrze sobie radzą. Polski czytelnik ma okazję zapoznać się z tymi obudzonymi przez Chacon głosami kobiet dzięki Wydawnictwu Marginesy.

„Uśpiony głos” to akt odwagi hiszpańskich kobiet, które często mimo woli stały się ofiarami wojny domowej. Skazane na areszt lub karę śmierci na podstawie obsesji władzy, stały się symbolami niesprawiedliwości, bezsensowności zbrojnych rozwiązań i cierpienia, które znosiły w milczeniu. Przez ich akt odwagi rozumiem nie tylko to, co przeżyły wtedy (często walcząc ze sobą, z własnymi słabościami i z próbami ich odczłowieczenia), ale przede wszystkim to, że zgodziły się przeżywać to po raz kolejny w rozmowach z autorką. Bo bohaterkami tej książki są nie tylko osoby w niej występujące, bohaterkami są przede wszystkim te, które odważyły się wyznać swoje losy i uczucia pisarce. Te, które po ponad półwieczu nadal bały się opowiadać, a mimo to spróbowały, pokonały demony przeszłości i ich historie ujrzały światło dzienne. I dzięki tym wyznaniom, po czteroletniej pracy powstała ta pozycja.

Książka Chacon to zbiór opowieści każdej z więźniarek i historie ich rodzin. Na tle wojny, konfliktów politycznych na plan pierwszy wysuwa się jednak człowiek. Kobieta. „Uśpiony głos” prezentuje wizerunek matki, żony, siostry, babki, narzeczonej itp., które przeżywają wszystkie charakterystyczne dla swojej płci emocje, potrzeby i pragnienia. Ich uczucia zostały jednak „wzbogacone” o emocje już nie takie typowe, bo i okoliczności są koszmarnie wyjątkowe.

Z pewnością jednym z najtrudniejszych wyborów Dulce Chacon był rodzaj narracji. Bo w książkach tego typu bardzo istotne jest oddanie emocji, pokazanie prawdziwych uczuć i zachowanie historycznej wiarygodności. Ciężkie to zadanie dla tego, kto musi na papier przenieść życie innych. I w „Uśpionym głosie” widać wyraźnie dystans autorki, narrację „kogoś z zewnątrz”, więc tym bardziej dziwi i zasługuje na pochwałę umiejętność oddania emocji bohaterek oraz wciągnięcia czytelnika  w ich historię. Pisarka sprawiła, że książkę czyta się z wypiekami na policzkach, obdarzyła odbiorcę całą gamą różnorodnych uczuć. 

O niektórych (negatywnych) sprawach autorka nie pisze wprost, inne informacje pozostawia tylko w domyśle, dzięki czemu tę książkę w ogóle można czytać. Gdyby ujawniła wszystkie szczegóły, odwołując się do poetyki realistów, niewielu dotrwałoby do końca tej opowieści. Chacon nie zależy na szokowaniu czytelnika, a nawet wystrzega się tego, często uprzedzając wypadki w komentarzach narratora, uwypuklając tym samym to, co w „Uśpionym głosie” najważniejsze.

Polecam tę lekturę wszystkim, którzy nie boją się zmierzyć z prawdą (opisaną wreszcie z tej drugiej strony). Także tym, którzy nie mają takiej odwagi.

Kinga Młynarska


Za książkę dziękujemy:

środa, 2 kwietnia 2014

Helen Fielding "Bridget Jones. Szalejąc za facetem"

Helen Fielding pochodzi z hrabstwa Yorkshire. Przez lata pracowała jako dziennikarka. Dzięki swojej pracy wiele podróżowała. W 1998 roku zasłynęła jako pisarka, gdy ukazał się ,,Dziennik Bridget Jones’’. W tym roku po latach przerwy powraca z trzecią książką o Bridget Jones, czyli ,,Bridget Jones. Szalejąc za facetem’’, która jest już piątą powieścią w jej dorobku.

Bridget ma już pięćdziesiąt lat i jest wdową z dwójką dzieci. Od śmierci jej ukochanego Marka Darcy’ego upłynęło już pięć lat i kobieta próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Pogodzenie opieki nad dziećmi, pisania scenariusza i znalezienia jeszcze czasu dla faceta w tym całym bałaganie nie jest jednak takie proste. I jak utrzymać przy sobie dużo młodszego, atrakcyjnego mężczyznę? Bridget czekają miesiące pełne zawirowań, perypetii i niedorzecznie zabawnych sytuacji. Ma szansę na odnalezienie miłości i osiągnięcie sukcesu, nawet jeśli po drodze wszystko będzie obracało się przeciwko niej. Ta właściwa osoba zawsze może okazać się tą najmniej oczywistą.

,,Bridget Jones. Szalejąc za facetem’’ to jedna wielka dawka śmiechu. Jedna zabawna scena za drugą. Pech głównej bohaterki do pakowania się w niemożliwie śmieszne sytuacje jest wręcz nie do uwierzenia. Większość z nich powoduje ona sama, podejmując nieprzemyślane działania i najpierw mówiąc, a potem zastanawiając się nad znaczeniem własnych słów. Jej przemyślenia czasem po prostu rozkładają na łopatki, gdy przypomnimy sobie ile Bridget ma lat. Wydawałoby się, że powinna być stateczną, dojrzałą kobietą, ale nic bardziej mylnego! Miejscami zastanawiałam się, czy ma pięćdziesiąt, czy piętnaście lat. Emocjonalne podejście do kompletnie nieistotnych rzeczy, zachowania nieprzystojące dorosłej osobie, a już na pewno nie matce dwójki małych dzieci, były wręcz zatrważające. Pamiętacie Bridget Jones z ,,Dziennika Bridget Jones’’? To wciąż ta sama, niedojrzała Bridget, która za dużo je, cały czas jest na diecie, której nie przestrzega i tym razem także uzależniona od Twittera. Oczywiście, śmierć męża i samotne wychowywanie dzieci trochę ją zmieniło. Nieraz przechodziła przez trudne chwile tęsknoty za Markiem, gdybania, ale pokazała też, że potrafi być troskliwą matką, która ponad wszystko dba o swoje pociechy. Pośród tego bałaganu wciąż pozostała sobą, pozytywnie zakręconą Bridget.

Wydawałoby się, że pięćdziesięcioletnia kobieta powinna sobie radzić? Nie zawsze. Czasem problemem okazuje się zbyt skomplikowany pilot do telewizora, który jest złośliwy sam w sobie, konsola, która musi działać, a nie zawsze chce, ale najbardziej skomplikowani są faceci. Instrukcja obsługi faceta to dla Bridget czarna magia. Co powinno się robić na pierwszej randce, czego nie powinno i jak powinien działać związek? Okazuje się, że przebyte małżeństwo niewiele ją nauczyło w tej kwestii. Tylko jak wprowadzić w życie ogromną listę rad i uwag na temat relacji damsko-męskich? Tu by się pogubił nawet ekspert, a nawet oni wszyscy razem wzięci.

Muszę przyznać, że Bridget bywała irytująca, jak mało kto. Parokrotnie miałam wrażenie, że czytam o dziecku zamkniętym w ciele dorosłego, które trzeba prowadzić za rękę przez mgłę. Nie twierdzę, że powinna być cierpiętnicą i do końca swoich dni prowadzić stateczne życie wdowy, ale chyba powinna się czegoś nauczyć przez te lata. Jej niekonsekwentność i kompletne roztrzepanie czasem wręcz gryzło w oczy. Przeżywanie nieistotnej sytuacji przez paręnaście stron, kompletnie bezsensowne wymiany twittów i SMS-ów niejednokrotnie sprawiały wrażenie przesadzonych. Od zabawnego roztrzepania do głupoty jednak granica nieduża.

,,Bridget Jones. Szalejąc za facetem’’ to świetny sposób na odpoczynek po męczącym dniu, gdy potrzeba nam czegoś niezobowiązującego i zabawnego. Helen Fielding przedstawia historię w formie pamiętnika Bridget, w którym można znaleźć różne dopiski dotyczące różnych celów, spożytych posiłków i zadań do zrobienia. Niemal sześćset stron to jak na tego typu książkę całkiem sporo, ale lektura płynie w zastraszającym tempie. Czytanie tej książki niesie ze sobą jednak pewnego ryzyko: niepohamowane ataki śmiechu!

Anna Bellon


Za książkę dziękujemy:

niedziela, 30 marca 2014

Helen Fielding "Bridget Jones. W pogodni za rozumem" - Recenzja

Bridget Jones do tej pory lepiej znałam jako postać wykreowaną przez Renée Zellweger. Bezbłędnie odgrywała swoją rolę roztrzepanej, pechowej kobiety po trzydziestce, której życie jest istnym pasmem porażek. Nie sposób było jej nie polubić. Po książkę chwyciłam po raz pierwszy, spodziewając się dobrej zabawy. "W pogodni za rozumem" to druga część opowieści o Bridget Jones autorstwa Helen Fielding, w której znów możemy zapoznać się ze wspaniałym, zabawnym spojrzeniem na damsko-męskie relacje, pogonią za marzeniami i z kolejnymi kieliszkami wypijanego wina.

Bridget od nowego roku znów postanawia pisać pamiętnik. Udało jej się stworzyć związek, który ma już kilka tygodni i za nic w świecie nie chce go zrujnować. Mark Darcy jest idealny, a ona chce zrobić wszystko, by być szczęśliwa i wreszcie ułożyć sobie z nim życie. Niestety między nimi zaczynają się pojawiać pewne problemy. Nie kończy się także jej walka z nadwagą i próba rzucenia palenia czy zmniejszenia ilości wypijanego alkoholu. Wszystkie te dane skrupulatnie zapisuje w swoim dzienniku. Opisuje w nim również wszystkie najdrobniejsze, niezwykłe historie, które wydarzają się na jej drodze ku naprostowaniu swojego życia.

Historia jest prosta, lecz przyjemna, bardzo miło spędza się przy niej zarówno słoneczne dni, jak i leniwe wieczory, gdy chce się zwyczajnie odpocząć i zrelaksować. Bridget to postać, która wreszcie nie jest idealna i której nie wszystko się udaje. Jej związki wciąż okazują się wielką klapą, w pracy zalicza kilka wpadek i nawet... trafia do więzienia. Zawirowania w jej życiu nie mają końca, a jednak ona się nie poddaje. To typowo kobiece spojrzenie na świat, którego chyba nie zrozumie żaden mężczyzna.

Dlaczego kobiety lubią Bridget Jones? Może dlatego, że tak łatwo jest się z nią identyfikować. Każda z nas przeżywa w swoim życiu lepsze i gorsze dni, a Bridget pokazuje, że wszystko, co złe, kiedyś się skończy i wszystko wreszcie się ułoży. Nie jesteśmy idealne i nie mamy wiecznie szczęścia. Jak każdy popełniamy błędy, które mają często ogromne, znaczące skutki. Bridget uświadamia nam, że nie jesteśmy same w swoim pokręconym, skomplikowanym życiu. I że nadejdzie taki dzień, kiedy uda nam się wreszcie uporządkować swoje życie.

Lekka literatura kobieca, idealna po nie najlepszym, ciężkim dniu. Poprawia humor, czyta się szybko i z przyjemnością. Polecam!


Patrycja Łuczyńska

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu:



poniedziałek, 24 marca 2014

[DROGI_ZAKODOWANY] – Ewa Piątek RECENZJA

Ewa Piątek, debiutantka (debiut powieściowy, autorka ma w swoim dorobku publikacje wierszy i opowiadań w czasopismach) w świecie literackim, znana jest natomiast w środowisku teatralnym. Współpracuje z MCK w Bydgoszczy. Posiada doświadczenie w pracy operatora kamery, montażystki, dziennikarki, tłumacza, korektorki. Związana z buddyjskim Stowarzyszeniem Przebudzeni. [DROGI_ZAKODOWANY], wydany w 2013, to utwór, który wprowadza Ewę Piątek jako pisarkę na literackie salony.

[DROGI_ZAKODOWANY] to zapis intymnej rozmowy pewnej kobiety z samą sobą. Narratorka-bohaterka mówi, opowiada, zwierza się, pyta, analizuje, docieka, ale przede wszystkim wspomina i szuka dialogu poprzez monolog. Każda z tych wypowiedzi, każdy z tych lirycznych szeptów zatrzymuje czytelnika, wyzwalając w nim wiele emocji. Podczas lektury niejednokrotnie można odnieść wrażenie, że bohaterka Ewy Piątek wypowiada nie tylko swoje, ale i każdego odbiorcy myśli, obawy, pytania. Niekiedy zaś narratorka wprawia nas w osłupienie – my sami bowiem nigdy nie formowaliśmy podobnych refleksji, nie takie pytania stawialiśmy Istocie, którą uważamy za Stwórcę.

Przedmiotem zainteresowania narratorki jest człowiek, ściślej: ona sama i ludzie, którzy są/byli jej bliscy. Dzięki otoczeniu próbuje zdefiniować samą siebie i swoje miejsce w świecie, ale także w każdym człowieku upatruje Boga, próbuje go zwizualizować, nadać mu konkretną postać, zmaterializować go. Usiłuje sprowokować Zakodowanego do dialogu, by poznać wszelkie szyfry, dotrzeć do prawdy, do pierwotności, do samej istoty. Zakodowanym jest dla niej Ten, który stworzył czy skonstruował świat. Jej Bóg jest jednak bytem nader ludzkim, w jej świadomości. Wydaje się, że jest kontaminacją wiedzy o świecie kobiety, jej doświadczeń, ale także wyobrażeń (nie wykluczając tu dziecięcej wręcz naiwności), pragnień czy lęków.

Bohaterka uparcie wraca pamięcią do swojego pierwszego związku, który z góry skazany był na niepowodzenie. Nie miał przyszłości, ciężko też mówić o jakichś solidnych fundamentach, na których para go budowała. A jednak prezentując czytelnikowi kolejnych (głównie seksualnych) partnerów porównuje ich do tego idealizowanego. Kobieta cierpi, pogubiła się w swoich pragnieniach, ucieka w zapomnienie, erotykę, używki, tłumi swoje ambicje i marzenia, pielęgnując w sobie instynkty. Jej nieco neurotyczne przeżywanie własnej cielesności wystrzeli w odbiorcę z cała mocą w finale powieści i długo nie pozwoli o sobie zapomnieć. Nie zajmują jej błahe problemiki, ona nurza się w cierpieniu, z pasją rozdrapuje rany, by krwawiące miejsca posypywać solą wspomnień zmiksowanych z żądzami oraz nieprawdziwymi wizjami, utkanymi z pragnień. Dziewczyna nade wszystko chce jednak poznać siebie. Próbuje definiować się leksykalnie. To właśnie dzięki językowi może wyrazić siebie, emocje, lęki, marzenia. Może wracać do przeszłości, oceniać teraźniejszość, konfabulować i zadawać sobie ból. Ale to także dzięki językowi trzyma przy sobie czytelnika aż do końca swej historii.

Autorka porusza wiele kwestii, pisze o rzeczach codziennych, jak np. troska matki o dojrzewającą córkę, seksualność, samotność oraz o tych, które są kolejnym poziomem rozwoju człowieka – filozoficzne dociekania o własnej pozycji w boskim planie, o Tajemnicy Istnienia. Każdy z tych tematów obraca, wytrząsając z niego to, co istotne. Często pisarka pokazuje nowe odsłony konkretnego zagadnienia, nadając mu zupełnie inne cechy. Przedmioty czy zjawiska zyskują tu niekonwencjonalne właściwości, a wszystko tak doskonale ze sobą współgra, współistnieje, idealnie się komponuje, że aż trudno uwierzyć, że to twór wyobraźni debiutantki. [DROGI_ZAKODOWANY] łączy w sobie przyziemność z mistycyzmem, realność z fantazjami, stanami upojenia, może nawet pewnego rodzaju obłędem. Pisarka odznacza się także filozoficznym zacięciem, stawiając wiele pytań (np. kim jestem i co mnie kształtuje? Kto czuwa nad światem i ludźmi w nim zanurzonymi) i zmuszając do odnalezienia na nie odpowiedzi nie tylko swoją bohaterkę, ale także czytelników.

[DROGI_ZAKODOWANY]  urzeka językiem. Proza poetycka to idealny wybór dla tego typu rozważań bohaterki. Styl Ewy Piątek to poezja najczystszego sortu. Wyróżnia ją niezwykła wrażliwość, odwaga, wyobraźnia. Oryginalny sposób obrazowania, nietypowe rozwiązania semantyczne dają prawdziwą przyjemność smakowania słów, podziwiania językowych zestawień, świeżości w narracji. Najczęstszym bodaj chwytem jest antropomorfizacja. Autorka umożliwia działanie nie tylko rzeczom, ale również pojęciom, myślom, abstrakcjom. Dzięki temu wydobywa nowe znaczenia wyrazów czy zwrotów, podkreśla także ich pierwotną treść i ukazuje ogrom możliwości, jakie daje język. Takie rozwiązania pozwalają również wywołać atmosferę „dziwności”, dając czytelnikowi poczucie, że oto bierze on udział w czymś absolutnie wyjątkowym, czymś ważnym – i co najistotniejsze – w czymś jednorazowym, niepowtarzalnym. Nikt inny nie wpuści odbiorcy w swoją intymność, w swoją wyobraźnię, w cząstkę „swojości” w ten sam sposób. Wielkim atutem prozy Ewy Piątek jest jej obrazowanie. Łączenie leksyki potocznej z metaforyką, prostoty z poetyckością, onirycznych wizji z milczeniem, czynią tę opowieść bardzo wiarygodną i niebanalną, duchową wręcz, którą można odczytywać na kilku poziomach. Tam, gdzie język nie spełnia jej oczekiwać, tworzy własny. I znów czytelnik z podziwem obraza w ustach jej neologizmy dziwiąc się, że jeszcze ich nie wpisano do słownika. Ewa Piątek zaklina słowem. Po prostu.

[DROGI_ZAKODOWANY] to poetycka opowieść, podczas czytania której przez 87 stron czujemy niepokój. Tak wielkie napięcie, uczta wyobraźni, podziw nad językiem, sposobem przekazu powoduje, że jest to lektura niezwykła, a myślenie o niej nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Pewnego rodzaju psychodeliczność tego utworu wzburza krew, przyspiesza bicie serca i pozostawia czytelnika na literackim, poetyckim głodzie.


Kinga Młynarska

środa, 26 lutego 2014

Całkiem dobra książka o miłości - recenzja

Całkiem dobra książka o miłości to naprawdę sympatyczna opowieść, która ucieszy oko i serce niejednego wielbiciela literatury. Powieść Anny Kucharskiej, jest nieskomplikowaną opowieścią nie tylko o zawartej w tytule miłości, ale i o sile prawdziwej przyjaźni.

Kucharska stworzyła całkiem mile czytającą się książkę z niewielką ilością postaci, co sprawiło, że każdy rozpoczęty wątek, można było prowadzić ku jego zakończeniu a jednocześnie żaden z nich nie wybił się znacząco ponad inne. Jak czytamy na okładce, głównymi postaciami są: Elżbieta, Judyta oraz Karina. W życiu każdej z nich pewnego dnia pojawia się upragniony pierścionek zaręczynowy. Dla każdej z nich, ma on jednak nieco inne znaczenie. Elżbieta jest przedstawicielką kobiet 50+ toteż niejako obawia się kolejnego małżeństwa. Wprawdzie jest wdową a jej córka od dawna doskonale radzi sobie samodzielnie, to trochę obawia się czy podjęta decyzja jest właściwa. 

Kobieta kocha swego kochanka, czuje się także kochana, ale nieco jakby martwi ją istniejąca pomiędzy nimi różnica wieku. Dla Judyty z kolei ów pierścionek, jest spełnieniem marzeń. Wraz z chłopakiem tworzą zgrany i ciepły związek już od dekady, dla kobiety jest więc małżeństwo tym, co MUSI nastąpić. Jak wiemy, trzecia z dziewczyn zachodzi w ciążę z przyjacielem gejem, który tak bardzo pragnie przy niej być, że oświadcza się jej. Przez moment bohaterowie zapominają o swoich potrzebach i decydują się być razem dla siebie i dziecka. Uważają, iż nie trzeba miłości, kiedy jest się tak dobrymi przyjaciółmi. 

Pierwszy i trzeci z ukazanych w książce wątków, to bardzo istotne tematy, które w tak niedużej książce porusza Kucharska. Przede wszystkim w bardzo prosty sposób ukazuje, iż w każdym wieku mamy prawo kochać, a także zwraca uwagę na fakt, iż wiek nie musi stanowić przeszkody dla miłości. Narzeczony Elżbiety jest jej prawdziwie oddany. Nie oczekuje od wybranki niczego, poza uczuciem. Także miłością obdarza swe dziecko Igor, homoseksualista, z którym od lat przyjaźni się Karina. Dziewczyna choć podkochuje się w ojcu swej córeczki, pozwala mu żyć własnym życiem. 

Na uwagę zasługuje tu także – a może przede wszystkim – głęboka przyjaźń istniejące pomiędzy Judytą a Kariną. Wprawdzie przez moment Judyta zdaje się być ślepa i głucha na słowa przyjaciółki i wyrzuca ją ze swego serca, ale potęga przyjaźni nie pozwala jej na długo zapomnieć o Karinie. Fakt, iż Judyta „śmiertelnie obrażona”, zjawia się u przyjaciółki zaraz po jej SMS, świadczy o tym, iż prawdziwego uczucia przyjaźni i braterstwa, nic nie potrafi złamać. Nie da się zapomnieć o przyjacielu.

Całkiem dobra książka o miłości, jest dobra na chłodne wieczory. Właściwie można ją polecić każdemu, także osobom nie przepadającym za polską literaturą – by sprawdzili, czy aby na pewno nic ciekawego w rodzimej twórczości się nie wydarza. Jest to też, znakomita powieść dla osób nie przepadających za romansami i miłostkami – tu nie ma ckliwości a i ilość stroniczek nie pozwala się wielce znudzić. Doskonała opowieść dla chcących ugryźć innej, niż zazwyczaj literatury. Prostota języka i przewidywalność niektórych zachowań, wcale nie nużą, ani nie irytują.

Katarzyna Słocińska


                                                              Za książkę dziękujemy:


wtorek, 15 października 2013

„1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie)” - Petra van Laak - recenzja

Petra van Laak to matka czwórki dzieci, żona, partnerka biznesowa swojego męża. Perfekcyjna pani domu. Nagle jej życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni – jej męża zaczynają nękać wierzyciele, rodzina się rozpada, a Petra zmuszona jest z kury domowej zmienić się w Mistrzynię Przedsiębiorczości.

Książka „1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie)” to opowieść o tym, jak ciężko było samotnej matce przestawić się na oszczędne życie, o tym, jak zapewnić czwórce dzieci byt i jak nie zwariować. Petra van Laak podejmowała się różnych prac, by zarobić choćby kilka euro na chleb. Był to zarówno dla niej jak i dzieci szok – z willi nad jeziorem przeprowadzili się do obskurnego (jak na niemieckie warunki) mieszkania i musieli zacząć żyć bardzo oszczędnie. No właśnie, ale czy niemieckie „oszczędnie” oznaczałoby to samo w Polsce? W gruncie rzeczy, gdy czytałam tę książkę, miałam wrażenie, że w Polsce pani van Laak doznałaby załamania nerwowego: już sam fakt, że uznała sklepy typu Aldi czy Lidl za poniżej jej godności, jest widoczną różnicą w poziomie życia w Polsce i w Niemczech. W Polsce byłoby jej zapewne dużo ciężej.

Cytowana na okładce książki Magda Kumorek stwierdziła, że „jeśli w grę wchodzi walka o dobro naszych bliskich, jesteśmy w stanie przenosić góry”. Mimo to mam wrażenie, że Petra van Laak nie była gotowa na przenoszenie gór – odrzuciła pomoc socjalną, szukała przy tym pracy niemalże na siłę (a jak już ja dostała, ciężko jej było ją utrzymać). To, co dla przeciętnego Polaka jest codziennością, dla niej było niemalże życiową tragedią. W moim odczuciu jedynym poświęceniem ze strony Petry van Laak jako matki było odejście od męża i ucieczka z domu, w którym prześladował ich wierzyciel-szaleniec. Choć w sumie dom i tak musieliby opuścić z powodu długów...

Być może „1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie)” w Niemczech było odebrane jako bajka o Kopciuszku, jednak w Polsce może budzić co najmniej zdziwienie. Jak to – zakupy w tanich sklepach to coś okropnego? Mieszkanie w bloku czy kamienicy to patologia? Nerwowi sąsiedzi przedstawieni niemalże jako potwory? Hej, przecież to całkiem normalne dla przeciętnego Polaka!

Może lepiej zrozumiałabym bohaterkę książki i jej dzieci, gdybym sama przeżyła taką sytuację – z bogatej pani domu została biedną, samotną matką. Bo na dzień dzisiejszy Petra van Laak jawi mi się jako Bill Gates, który musiał zamieszkać w slumsach w New Delhi. Uprzedza co prawda, że sporo koloryzowała, żeby wywołać lepszy efekt – pytanie tylko, czy było to potrzebne? Książkę i tak czyta się lekko, daje sporo do myślenia, a takie podkoloryzowanie nie wychodzi jej na dobre. Duży plus stanowią dialogi między matką a jej dziećmi – i to ratuje całą historię.
 
Karolina Furyk

Za książkę dziękujemy:

piątek, 20 września 2013

Bo we mnie jest ex... - recenzja

Dziś parę słów o kobietach. Mam poczucie, że płeć piękna jest bardzo specyficzna. Moje rozważania powodowane są książką Iwony Skrzypczak "Bo we mnie jest ex" ..czy nie jest tak, że kobieta zwykle szuka powodu do tego, by się choć trochę unieszczęśliwić, by stwierdzić, że w życiu nie jest traktowana jak księżniczka i by wywnioskować, że jej życie nie jest usłane różami i na tym skupia całą swoją uwagę i energię? Chyba tak trochę jest moje drogie Panie.

Książka Iwony Skrzypczak nastroiła mnie dość filozoficzne, choć zapewniam, że to nie jest pozycja, która o tej tematyce traktuje. Sama fabuła jest tak prosta i przewidywalna, że aż trudno doszukiwać się w niej czegoś, co mogłoby zachęcić czytelnika do brnięcia przez kolejne strony, ale uważam, że i takie fabuły są czasem potrzebne. Mnie na przykład skłoniły do przemyśleń związanych z tym, co osiągalne i nieosiągalne.

Główna bohaterka wplątana jest w układ z dwoma mężczyznami, z którego nie potrafi wybrnąć. Będąc z jednym, myśli o drugim. Ciągle próbuje w tych relacjach wybrać tę, która będzie dla niej najlepsza. Okazuje się bowiem, że panowie, choć są samcami alfa, to różnią się wszystkim. Pierwszym jest Piotr, ustatkowany, zamożny, pracujący w Londynie, dobrze ubrany, niezwykle szarmancki i przystojny specjalista od IT. Drugi to Max, muzyk o charyzmatycznym usposobieniu, żyjący z dnia na dzień, prowadzący życie oparte na zabawie. Ten z nich, który jest daleko zwykle wygrywa ze swoim rywalem, ponieważ główna bohaterka go idealizuje. Ten zaś, który jest na wyciągnięcie ręki, staje się nieatrakcyjny, bo posiada wady. No i właśnie główna bohaterka nie potrafi zdecydować, którego z nich kocha. Typowo babski galimatias!

No a jeśli chodzi o mój wywód, od którego zaczęłam. Po przeczytaniu tej banalnej książki mam wrażenie, że inaczej nie można było opisać babskich rozterek, bo przecież one zwykle są takie banalne. Kobiety bardzo często idealizują w swojej głowie świat, który jest dla nich niedostępny. Starają się do niego dotrzeć, dogonić przysłowiowego króliczka, ale chyba właśnie najbardziej atrakcyjny jest sam pościg. Zdobycie celu automatycznie umniejsza jego walory. Podobnie dzieje się w relacjach damsko-męskich.

Kobieta w literaturze często chce, by jej ideał, książę na białym koniu, zauważył ją. Stara się wszystkimi dostępnymi środkami zdobyć jego serce, a gdy już ów mężczyzna jest blisko.. okazuje się, że to nie ideał, bo ma wady! Bardzo często popada wtedy we frustrację i mamy literacką analizę wewnętrzną postaci, wielostronicowymi rozważaniami na temat, co by było gdyby.. albo postanawia poszukać kogoś lepszego, wtedy czytamy książkę z akcją o tzw. kobietach wyzwolonych.

Prawda jednak jest inna. Nikt nie jest idealny! W życiu i w związku należy odnaleźć kompromis i akceptację. Tego zabrakło mi w tej książce, ponieważ czytając, miałam wrażenie, że głównej bohaterce wolno wszystko, a jej mężczyznom - nic. Bardzo żałuję, że treść jest jednowymiarowa i przez to nierzeczywista.

Książkę polecam głównie tym, którzy chcą się przekonać jak trudno wyplątać się z nieudanej relacji damsko-męskiej bez krzywdzenia drugiej strony, a także tym, którzy chcieliby trochę wyciszyć swoje rozbuchane ego.

Olga Kowalczyk


www.retrams.blogspot.com

Za książkę dziękujemy

czwartek, 8 sierpnia 2013

Recenzja książki Ewy Bauer „Kruchość jutra”

Przyznam szczerze, że Ewa Bauer jest dla mnie zupełnie nową postacią wśród polskich autorek. Założyłam zatem, dość niesprawiedliwie, że skoro wiem na jej temat niewiele, to zapewne jest pisarką jednej powieści, ale trzymając w ręku jej książkę dowiedziałam się, że nie jest debiutantką, gdyż napisała już „W nadziei na lepsze jutro” (2011). Pomimo, że nie słyszałam o jej książkach, trzymając „Kruchość jutra” w dłoniach, nie mogłam jej nie przeczytać, bo przecież każdemu twórcy należy się szansa, nawet temu, o którym wiemy niewiele.

Z racji faktu, iż wyczytałam, że autorka jest z wykształcenia prawniczką wiedziałam, że jeśli w książce zdarzą się wątki związane z prawem, będą one wiarygodne i faktycznie wyczułam ten specyficzny prawniczy język, który zgrabnie wkradł się w powieść podczas opisów sprawy rozwodowej głównej bohaterki, ale zaraz podkreślę, że był on niewątpliwie przyjemny w odbiorze i nie przypominał fachowego, prawniczego bełkotu. Co więcej, sposób prowadzenia narracji był bardzo konkretny, autorka nie stosowała wielostronicowych dygresji, zauważalne były uproszczenia w fabule, które irytowały swoją pretensjonalnością, ale jej proza okazała się bardzo przemyślana i rzetelna. W efekcie książkę czytało się bardzo przyjemnie.

Jeśli miałabym sklasyfikować treść powieści, to niewątpliwie jest to psychologiczna literatura kobieca, która opisuje historię Anny – mężatki, matki bliźniaków, kobiety zdradzonej i niespełnionej. Jej życie nabiera tempa w momencie, gdy odnajduje wiadomość, która niszczy zaufanie, jakim obdarzyła swojego męża. Historia zaczyna się bardzo klasycznie, dlatego nabrałam wielu obaw, że losy głównej bohaterki niczym już mnie nie zaskoczą. Okazało się jednak inaczej. Anna odeszła od męża i związała się z Michałem – idealnym, empatycznym i troskliwym mężczyzną, który na kartach książki spełniał niewątpliwie rolę księcia z bajki. Zły mąż, cudowny kochanek, brakowało tylko szczęśliwego zakończenia, którego obawiałam się bardzo, ponieważ wierzyłam w to, że książka będzie miała głębsze przesłanie i zaskoczy mnie nagłym zwrotem akcji.

Okazało się, że autorka bardzo sprytnie udowodniła, iż pospieszyłam się z oceną treści, gdyż nie przewidziałam, że wpadłam w sidła, które zastawiła na swoich czytelników. Fakty, którymi byłam karmiona przez większą część powieści nabrały smaku, gdy okazało się, że prawda wygląda zupełnie inaczej. Jak? O tym nie będę pisać, bo popsułabym radość czytania tym, którzy sięgną po tę lekturę.

Po przeczytaniu tak niepozornej pozycji został w mojej głowie wątek, poruszony przez autorkę, który mnie zastanawia. Decyzje podejmowane pod wpływem impulsów niekoniecznie są dobre, a wiara w bezinteresowność nie zawsze się sprawdza. Jak wyczuć intencje innych ludzi? Kiedy można przyjąć pomoc, a kiedy warto samodzielnie radzić sobie z przeszkodami? Odpowiedź na te pytania nie jest możliwa. Myślę, że to główny wątek psychologiczny lektury. Autorka uczy nas, że dziś podjęte decyzje, powodują kruchość jutra, bo tak naprawdę nigdy nie wiemy, jakie będą ich konsekwencje, ale na tym polega nieprzewidywalność naszej egzystencji.

Polecam książkę wszystkim, którzy lubią być pozytywnie zaskoczeni i zmotywowani do przemyśleń.

Recenzję napisała: Olga Kowalczyk


Za książkę dziękujemy:
 

piątek, 27 kwietnia 2012

To nie mogło się zdarzyć - Jessica Stern - recenzja e-booka


Gwałt jest czymś strasznym dla każdej kobiety. Zarówno dla małej dziewczynki, nastolatki czy też dla kobiety dorosłej i dojrzałej. Jest to trauma, która trwa przez całe życie, siedzi głęboko zakorzeniona w psychice i raczej nie ma możliwości żeby całkowicie się jej pozbyć. Dodatkowo takie przeżycie wpływa na inne sfery naszego życia – stosunek do ludzi, miłość, dom, rodzina…

Jessica Stern w wieku 15 lat została zgwałcona. W książce tej opisuje swoją historię. Narracja jest pierwszoosobowa z punktu widzenia głównej bohaterki, która jest zarówno autorką powieści. Daje nam to bardzo dużą możliwość zżycia się z nią i poznania dogłębniej jej uczuć oraz emocji. Mogłabym nawet rzec, że forma trochę przypomina coś w stylu pamiętnika. Mamy tutaj zarówno opisane sytuacje jak i również przemyślenia oraz refleksje pani Stern. Wspomnienia dotyczą nie tylko samego gwałtu, ale także kilku innych rzeczy. Autorka wspomina poszczególnych członków swojej rodziny(z ojcem nawet przeprowadza wywiad), można dostrzec pewne zależności oraz wpływ jej rodziny na jej osobowość oraz charakter.

Język powieści jest bardzo prosty, jednak widać, że jest dojrzalszy niż w niektórych książkach, jakie miałam okazję przeczytać. Książkę czyta się dość szybko, są momenty, które potrafią wciągnąć na dłużej. Książka jest bardzo dobrze dopracowana, zawiera wiele szczegółów oraz dobrych opisów, które idealnie oddają obraz sytuacji. Tak na dobrą sprawę zabrałam się za tą książkę nie pamiętając do końca opisu oraz tego, że jest to swego rodzaju pamiętnik. Jednak bardzo łatwo można zauważyć czy też się domyślić, że główna bohaterka to sama autorka. Myślę, że osobie, która czegoś takiego nie przeżyła byłoby znacznie ciężej i trudniej opisać to wydarzenie, a także pozostałe wspomnienia.

Autorka idealnie opisała wszystkie swoje uczucia i emocje. Widać w nich lekki ból, strach, swego rodzaju siłę, zwątpienie… naprawdę tych odczuć jest całe mnóstwo i są bardzo wyraźnie widoczne. Trzeba by się naprawdę niesamowicie postarać, żeby ich nie zauważyć, o ile jest to w ogóle możliwe. W sumie podziwiam autorkę, że zdobyła się na napisanie tej książki, myślę, że nie przyszło jej to łatwo. Widać wewnętrzne rozdarcie oraz to jak gwałt stopniowo wpłynął na kształtowanie jej charakteru i osobowości.

Książka na pewno nie należy do tych łatwych, które to się czyta, żeby oderwać się od wszystkiego. Nie jest jednak wybitnie ciężka czy trudna do zrozumienia. Porusza ona poważny temat i sama taka jest – poważna. Tak, to dobre słowo. Mimo wszystko można ją nadal pojmować jako zwykłą powieść, ale ciężko zapomnieć o tym, że jest to historia prawdziwa. Myślę, że książka ta może być także poradnikiem dla kobiet, które zostały zgwałcone. Nie zdziwiłoby mnie również to, że samej autorce napisanie tego dzieła przyniosło pewne ukojenie. Pod koniec jest tu wiele przemyśleń, odpowiedzi na ciężkie pytania, niektóre wypowiedzi podchodzą wręcz pod zagadnienia filozoficzne. Naprawdę uważam, że książka ta jest godna uwagi i jest dość ciekawa. Daje sporo do myślenia i zmusza do refleksji.

Historię tę czytało mi się całkiem przyjemnie, była to pewna odmiana od tego, co czytam normalnie. Jestem przekonana, że przypadnie ona do gustu osobom, które lubią powieści oparte na prawdziwych historiach oraz literaturę faktu.

Recenzję napisała: Magdalena Senderowicz


E-book otrzymaliśmy od:

poniedziałek, 3 października 2011

Kobiety z...


Tytuł: Dziewczęta z Szanghaju
Autor: Lisa See
Wydawnictwo: Świat Książki

Chyba każdy czeka na książkę, która sprawi, że nie będzie można się od niej oderwać przez najbliższą noc. Tak właśnie czyta się ostatnią wydaną u nas powieść amerykańskiej pisarki Lisy See. Wcześniej w Polsce zostały wydane jej słynne książki: "Kwiat śniegu i sekretny wachlarz", "Miłość Peonii" i historia rodziny autorki pt"Na Złotej Górze". Wszystkie te pozycje traktują o Chinach i kulturze chińskiej, ponieważ See jest w 1/4 Chinką. Nie inaczej jest tym razem-autorka zabiera nas w emocjonującą i pełną wrażeń podroż kreśląc obraz chińskich emigrantów w Stanach Zjednoczonych XX wieku.

Głównymi bohaterkami "Dziewcząt..." są dwie siostry-Pearl i May, beztroskie i zamożne mieszkanki kosmopolitycznego Szanghaju. Pracują jako modelki reklamujące papierosy, żyją w eleganckim i pełnym wygód świecie.Wydaje się , że rzeczywistość ówczesnych Chin nie ma na nie zupełnie wpływu, ale do czasu...Ojciec sióstr popada w długi i postanawia wydać je za mąż, co dla tych wyzwolonych i beztroskich panien jest nie do pomyślenia,ale i tak muszą się zgodzić z wola ojca. Jeszcze większym ciosem okazuje się japoński atak na Szanghaj, który do reszty niszczy dotychczas ustabilizowane życie sióstr. Pozbawione jakiegokolwiek oparcia zabierają matkę i ociekają z miasta próbując dostać się do Ameryki.Ich ucieczka przed Japończykami(ludźmi-małpami jak są tu nazywani) jest pełna dramatycznych wydarzeń, a to co je spotka na drodze do wolności będzie miało wpływ na ich dalsze życie za oceanem.

Autorka tworzy opowieść pełną cierpienia, ale i nadziei; w końcu po paśmie nieszczęść i upokorzeń Pearl i May doczekają się ustabilizowanego życia w dostatku . Ważnym elementem, jeśli nie najważniejszym jest historia dojrzewania i zmiany sposobu myślenia bohaterek-od beztroskich córek do odpowiedzialnych i rozważnych kobiet, doświadczonych przez życie. Dotyczy to także macierzyństwa, które w dziwny, ale i piękny sposób na zawsze połączy obie siostry. See, tak jak w innych powieściach odwołuje się do kobiecej solidarności, która pozwala przetrwać największe burze.Interesujący jest także opis chińskiej diaspory w Los Angeles, rządzącej się swoimi prawami. See porusza także problemy ówczesnych Chińczyków w Stanach np zjawisko tak zwanych papierowych synów, anachroniczne już relacje rodzinne, czy emancypację Chińskich kobiet. To wszystko sprawia,ze "Dziewczęta..." są bardzo kobiecą powieścią, lecz tak jak inne książki See ta także powinna spodobać się mężczyznom, wszak dobra literatura nie uznaje podziału na płeć.

Dla mnie osobiście " dziewczęta z Szanghaju", to przede wszystkim opowieść o dziedziczeniu rozumianym jako dziedzictwo emocjonalne, rodzinne i kulturowe. Pearl i May w młodości odrzucając to, co chińskie, podkreślając swoją "zachodniość" i kpiąc z tradycjonalistycznej matki w wieku dojrzałym doceniają wartość i siłę swojej rodzimej kultury. Historia zatacza koło-wszystko ma swoje miejsce i swój czas... i to właśnie jest piękne.