Pokazywanie postów oznaczonych etykietą andrzej te. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą andrzej te. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 lutego 2014

sPokolenie czyli gniew - recenzja

Czytając recenzje powieści przed i po przeczytaniu "Spokolenia, czyli gniew", zauważyłem, że często pojawiają się głosy iż jest to karykatura, lustro społeczeństwa czy, jak sugeruje wydawca, satyra na współczesność. Hmm, ja bym ujął to raczej jak książkowa wersja każdych jednych współczesnych wiadomości dowolnej dużej korporacji medialnej tj. skondensowane, wyselekcjonowane i ekstremalne złe i negatywne informacje o ludziach i o tym co w nich najgorsze, ale co nie oznacza, że są to informacje zmyślone, nieprawdziwe czy zmanipulowane. Czytając tę powieść nie chodziło mi po głowie „ah, jakże zmyślnie autor ten posłużył się metaforą, satyrą czy przejaskrawieniem”, ale raczej „no w zasadzie tak jest i bywa, i ludzie rzeczywiście tacy potrafią być wobec bliźniego, i tak - tacy psychole też są na świecie (niestety), ale pamiętaj, że nie cała ludzkość jest taka – to tylko jakiś jej kawałek”.

Ten konkretny odcinek „wiadomości” Andrzeja Te poświęcony jest tytułowy „gniew” – można by powieść tę porównać do czegoś w rodzaju studium przypadku nad tym uczuciem. Bazując na podstawie historii kilku bohaterów, których życie wokół nienawiści się obraca (będąc zarówno jej odbiorcą jak i nadawcą), autor przybliża nam to uczucie, aż do finału, w którym, w mojej interpretacji, pokazuje gniew jako siłę wręcz metafizyczną, która podobnie jak miłość czy szlachetność, jeśli tylko odpowiednio intensywna, może człowiekowi zapewnić zbawienie i życie wieczne (przynajmniej tam, gdzie człowiek tak bardzo nienawidzi, że staje się jednością i częścią tej „siły”). Cała reszta, to moim zdaniem tylko tło czy doda datek do tego studium.

Ale żeby jaką głębszą myśl sprzedać, trzeba ją atrakcyjnie ubrać. Andrzej Te sprzedaje ją w postaci historii czwórki patologicznych bohaterów, których patologiczne losy splatają się w pewnym momencie i których patologiczne perypetie doprowadzą nas do wielkiego, tragicznego i….. tak, zgadliście….. patologicznego…… finału (ale nie jest tak źle - będzie szampan i muzyczka ). W historii, której spoiwem jest nienawiść i gniew, odnajdziecie wiele bolączek współczesnego świata: walki młodych karierowiczów z dziadkami leśnymi o korzeniach ubecko-esbecko-partyjnych, którzy mimo wszystko nadal świetnie się na powierzchni kapitalistycznych wód utrzymują, o urzędasach, politykach i nepotyzmie i „plecach”, o – dosłownie – okołoklozetowej sztuce i kulturze, którą jesteśmy karmieni, o tym, że żeby spełnić swoje marzenia (mordu), trzeba tylko bardzo chcieć, wierzyć w siebie i znaleźć przyjaciół, którzy Ci w tym pomogą…. i tak dalej, i tak dalej….w zasadzie gdyby tylko w książce umieścić Katrzynę W. i Mariusza T., to mielibyśmy przekrój większości patologii i bolączek toczących nasz (i pewnie nie tylko nasz) kraj w ciągu kilku ostatnich lat.

W zasadzie odzierając książkę z jej innych niż czysto rozrywkowe aspekty, to dostajemy opartą na dialogach zaskakującą prostą intrygę o grupie ludzi, którzy mszczą się na otoczeniu za zło, którego doznali (lub po prostu lubią krzywdzić innych). Czyli fabularnie film klasy B, C, a może i Z. Ale na szczęście moje (albo i nieszczęście autora, bo książki wymagające chyba gorzej się sprzedają) w „Spokoleniu” nie to jest, przynajmniej dla mnie, najważniejsze – najważniejsze w książce jest dla mnie to, czy po jej przeczytaniu zadaję sobie odwieczne pytanie „WTF?” I mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że o ile po „Spokoleniu”, mój mózg o historyjce może wydobyć z siebie jedynie „meh”, to o jej warstwie filozoficzno-metafizycznej może rzecz pozytywne „WTF, book?”.

Ale ponieważ nie ma róży bez ognia, to i w tej beczce miodu znalazła się łyżka igły w stogu siana. Taka malutka, ale jest. O ile w przypadku „Freelancera” zabieg anonimizacji bohatera, nazwanego tam Iks Igrek, miał słuszny cel – uzmysłowienie czytelnikowi, że tak naprawdę na miejscu protegowanego mógł/może znaleźć się każdy, bez względu na płeć czy wiek, i że jego problemy mogą być/są problemami wielu współczesnych, o tyle ten sam zabieg, w przypadku bohaterów „Spokolenia” moim zdaniem zupełnie się nie sprawdził. Co więcej – bardzo mi przeszkadzało to ExPierwszoDyrektorowanie. Raz, że autor nie był konsekwentny i obok Pana Barbie i Białego Skurwiela i Dyrektorów Wszelkiej Maści pojawia się Adam, Jakub i Monika (żeby to chociaż jakąś ironią było podszyte albo zaskakiwało, że niby psychole to Ci niepozorni, te na pozór normalne Adamy i Moniki wokół nas, a Ci pseudonimowcy w ostatecznym rozrachunku okazali się nie tacy wcale czarni i źli, na jakich wskazywały by ich przydomki - ale w tej książce prawie wszyscy to psychopaci i degeneraci).

Takie, parafrazując klasyka Ochódzkiego, „mieszanie myślowo dwóch różnych systemów walutowych” utrudniało mi i tak nie łatwą interpretację tego, co czytam. A dwa - ten Hubert Ha, to miasto Esz i ten Pierwszy Dyrektor Któregoś Urzędu, sprawiły, że poczułem się jakby autor sugerował mi, że jestem debilem, i że jakby nadał bohaterom normalne imiona, to bym w życiu się nie domyślił i nie dostrzegł, że jest to opis zjawiska szerszego, uniwersalnego, że są to jakieś przypadki potwierdzające regułę i musi mi w tym pomóc, bo nie ogarnę inaczej. No ale może to tylko moje odczucie, a de facto miało to jakiś głębszy sens i uzasadnienie, a ja go po prostu nie dostrzegam. Sądzę jednak, że książka ogólnie na tym straciła, bo postacie w powieści są moralnie czarno-białe i płytkie, i już sam ten fakt utrudnia identyfikowanie się z nimi, rzadko dając czytelnikowi jakiś punkt zaczepienia, który umożliwiałby podjęcie próby rozumienia ich motywów. A jeśli na dodatek postać znam jedynie z jej tytułu zawodowego i wiem, że jest, była i będzie zła, to tracę nią zainteresowanie, bo staje się jedynie jakimś stereotypem, jakimś narzędziem, tłem mającym znaczenie jedynie dla fabuły, ale nie jako pełnoprawnym uczestnikiem zdarzeń.

Na koniec pochwalić jeszcze chciałem, po raz kolejny, autora, za jego umiejętność, wybaczcie za wyrażenie, „rzucania kurwami”. Myślę, że po którejś przeczytanej książce autora, i którejś przeczytanej w ogóle, gdy ktoś mnie o postać Andrzeja Te zapyta, o to o czym pisze itp., to pewnie coś tam ogólnikowo powiem. Ale powiem na pewno o, bo to przynajmniej w moich oczach jest jego znak rozpoznawczy, charakterystyczny i wpadający w pamięć, jego umiejętnym posługiwaniem się wulgaryzmami i przekleństwami. Jego „skurwiele”, „skurwysyny” i gorsze nawet rzeczowniki i przymiotniki powszechnie uważane za obraźliwe świetnie wkomponowują się w dialogi i historię w ogóle. One mają swoje uzasadnienie, swoje miejsce i wagę. Służą budowaniu charakteru postaci i atmosfery, ale autor nie przesadza z ich ilością – są środkiem literackim, a nie, na przykład, środkiem do wzbudzania kontrowersji poprze ociekanie wulgarnością, nie są nieudolną próbą dodania bohaterowi „pazura” czy marną imitacją naśladowania na kartach realnego świata, o którym autor nie ma pojęcia, będąc wychowanym całe życie w świecie „Ą, ę, bułkę przez bibułkę”. Czytelnicy potrafią takie rzeczy wyczuć. Myślę, że pod tym względem książki Andrzeja Te, mogą być dobrą lekcją zarówno dla innych autorów, jak i czytelników, jak powinny wyglądać powieści, które potrafią operować wulgarnością, nie popadając w przesadę czy przesadni niesmak u czytelnika.

Podsumowując, choć summa summarum trochę mniej sobie cenię „Spokolenie czyli gniew” od „Freelncera”, to i tak obie książki cenię sobie wysoko. Nie chcę oceniać autora jedynie na podstawie dwóch książek, ale jeśli w innych książkach w swoim dorobku utrzyma on podobny poziom, to sądzę, że nisza quasi-filozoficznych powieści z pogranicza depresyjno-przygnębiającego czarnego humoru, traktujących o bolączkach współczesności, wkrótce zapełni się ciekawymi pozycjami autora o ciekawym i wyrazistym stylu.

Piotr Śliwiński

wtorek, 25 czerwca 2013

Wyniki konkursu - sPokolenie czyli Gniew

Witajcie!

Nadszedł czas na ogłoszenie wyników konkursu, za jednodniowe opóźnienie przepraszamy.

Książka "sPokolenie czyli Gniew" - Andrzeja Te powędruje do....

• Tymona - polsat13@buziaczek.pl za komentarz: 

Ja mam receptę na poprawę sytuacji w naszym kraju,niech wszyscy młodzi powyżej osiemnastego roku życia,chociaż raz pójdą na wybory i oddadzą swój głos,to takie proste i nic nas nie kosztuje.A dla starszych mam propozycję aby zachęcali swoje pełnoletnie dzieci i wnuki do chodzenia na wybory i sami dawali dobry przykład,zamiast pójść w niedzielę wyborczą tylko na mszę niech pójdą także zagłosować,dobry przykład zawsze idzie z góry.

• Doroty Piaseckiej - doroteapiasecka@gmail.com za komentarz
Polacy powinni przestać łudzić się, że ktoś zrobi coś za nich, powinni uświadomić sobie ze nie można zrzucać winy za niepowodzenia na "zły świat" lub "trudne życie". Diagnoza: opieszałość, lenistwo, niemyślenie; leczenie: MYŚLENIE i DZIAŁANIE.
Gratulujemy i zapraszamy niedługo na kolejny konkurs!


poniedziałek, 17 czerwca 2013

Konkurs - sPokolenie, czyli Gniew - Andrzej Te

ZADANIE KONKURSOWE:

W komentarzu poniżej napisz w dwóch zdaniach swój złoty środek na uratowanie Polski i Polaków od zagłady! ;-)

CZAS TRWANIA KONKURSU:

Konkurs potrwa od 17.06 - 23.06. 2013 (włącznie)
Ogłoszenie wyników: 24.06.2013


NAGRODA:

Nagrodą w konkursie są dwa egzemplarze książki "sPokolenie czyli Gniew" - Andrzeja Te



REGULAMIN KONKURSU:

Organizatorem konkursu jest blog Książki Moja Miłość



  • Udział w konkursie może wziąć każdy
  • Nagrodą w konkursie są dwa egzemplarze książki "sPokolenie, czyli Gniew" - Andrzeja Te
  • Zadanie konkursowe polega na napisaniu w 2 zdaniach: swój złoty środek na uratowanie Polski i Polaków od zagłady.
  • W treści komentarza proszę o umieszczenie swojego adresu e-mail lub adresu bloga przez którego można w razie wygranej się z Tobą skontaktować.
  • Proszę o dołączenie do obserwatorów naszego bloga lub do profilu na Facebooku
  • Spośród zamieszonych komentarzy wybierzemy naszym zdaniem najciekawsze i je nagrodzimy.
  • Wyniki konkursu zostaną opublikowane do 24.06.2013
  • Nagroda zostanie wysłana do zwycięzcy listem poleconym w terminie 7 dni od otrzymania wymaganych danych.

piątek, 14 czerwca 2013

"Spokolenie, czyli gniew" - Andrzej TE - recenzja druga

"Spokolenie, czyli gniew" autorstwa Andrzeja Te nie jest dobrą książką. Złą też nie jest. Chyba najlepiej pasującym do niej przymiotnikiem jest słowo "obrzydliwa". Autor epatuje obrzydliwością. Wulgarne opisy zdarzeń, nadużywanie słowa "gówno" (czytelników bloga proszę o wybaczenie, nie mniej jednak ten właśnie wyraz pojawia się niemal na każdej stronie książki) razi i przeszkadza. Niepowiązane początkowo ze sobą wątki, ostatecznie łączą się ze sobą, losy bohaterów przeplatają, a wszystko nurza się w ohydzie najczarniejszych zakątków ludzkich dusz, jako praprzyczynę tego zła wskazując chciwość, chorobę, złamane marzenia.

Ta książka nie jest dla osób szukających w literaturze zapomnienia. Dzięki niej się nie odprężysz. Czytana w okresie spadku psychicznej formy, może wręcz pogłębić stan załamania. Ta książka męczy, dołuje, złości, ale - tu zgodzę się z pierwszą recenzją - człowiek nawet wbrew sobie czyta, by dowiedzieć się, co będzie dalej. Męczyłam się, ale też i ciekawiło mnie, co jeszcze wymyśli autor. W jakiej obrzydliwości zanurzy swych bohaterów.

Ciekawi mnie na ile przedstawiona wizja świata i zdarzeń w mieście Esz jest odzwierciedleniem jego postrzegania rzeczywistości. Czy rzeczywiście w jego oczach życie jest tak zupełnie denne i nie warte tego, by je przeżyć. A może to tylko chwyt, by lepiej sprzedać? Wiadomo bowiem od stuleci, że na skandalach zarabia się najlepiej.

Nie wiem. Może to ja nie nadążam za trendami we współczesnej literaturze. Może rzeczywiście osoba zakochana w "Czarodziejskiej górze", czy "Wojnie i pokoju" w ogóle nie powinna brać się za takie książki. Ale dzięki niej uświadomiłam sobie, że jestem optymistką, której dobrze jest na tym świecie. Czy polecam ją Wam ? Napiszę tak: jeśli chcecie zaryzykujcie. Wszak kto nie ryzykuje, ten nie żyje.


wtorek, 11 czerwca 2013

sPokolenie czyli gniew - Andrzej Te - recenzja

Twórczość Andrzeja Te do tej pory nie była mi znana. Słyszałam pochlebne opinie dotyczące jego poprzedniej książki wydanej w 2012 roku pt. „FREElancer”. Okazało się, że było ich więcej. Andrzej te to również autor takich tytułów jak: „Dzieci TV”, „Wystarczy zalać”, wydanych w 2011 roku, oraz książki wydanej pod pseudonimem Hubert Hurbański pt. „PRacownik”. Tytuły mówią same za siebie, i tak jest również w przypadku „Spokolenie czyli gniew”.

Już po przeczytaniu pierwszych stron kłębiły się we mnie różne emocje; na przemian: złość, niedowierzanie, gniew, smutek, rzadko uśmiech. Do tego dochodziło masę pytań: Dlaczego tyle wulgaryzmów? Dla kogo ta twórczość? A jak przeczyta to młodzież i zacznie czerpać wzorce? Z każdym przeczytanym rozdziałem gniew zaczął zamierać, a pojawiały się nowe pytania: Skąd ja to znam? A jednak może warto aby młodzież to przeczytała? Do czego doprowadzi narastająca frustracja i gniew głównych bohaterów?

Zadacie pewnie pytanie o kim i o czym jest nowa książka „Spokolenie czyli gniew” Andzeja Te, że aż takie wrażenie wywarła na mnie, i nie pozwala mi przestać analizować zachowania głównych postaci? To książka o nasze polskiej rzeczywistości, w której przyszło żyć osobom wywodzącym się z różnych środowisk, począwszy od dyrektorów-alkoholików, niespełnionych kandydatów na prezydentów miast, poprzez bezpłodnych lekarzy, nastolatków – dilerów marihuany, dwudziestoletnie prostytutki.

Bohaterowie gotowi są na wszystko, aby tylko zarobić kasę-lekką, łatwą i przyjemną. Ich losy splatają się. Łączy ich coś wspólnego: gniew, spowodowany porażką w życiu, poczucie niespełnienia, chęć działania w celu odmiany ich losu. Krzywdzą przez to innych, nie zauważając przy tym, że krzywdzą też i siebie. W sposób mistrzowski autor pokazuje nam, czym jest gniew, co może go powodować (trzy historie przedstawione w książce), kim lub czym możemy stać się, kiedy zawładnie nami złość i rządza władzy, a także jakie mogą być tego skutki.

„Spokolenie czyli gniew” to książka nie dla wszystkich, biorąc pod uwagę język, jakim posługuje się autor. Nie miał jednak innego wyjścia, aby przemówić do nas, czytelników, i zasygnalizować nam problemy, jakże nam współczesne. Uważam jednak, że książkę Andrzeja Te powinni przeczytać wszyscy bez wyjątku, a w szczególności młodzież. I nie po to, aby czerpać wzorce, inspirować się fabułą i aby to był ich sposób na życie. Wręcz przeciwnie: ku przestrodze! Aby zwrócili uwagę na całe zło, które czai się za rogiem, i któremu trzeba przeciwdziałać. I chodź książka jest bardzo prowokacyjna, sarkastyczna i skłania do myślenia, twierdzę tak:

Rodzice – nie bójcie się kupić tej książki nastolatkom, a Wy, kochana młodzieży, czytajcie i dzielcie się nią z innymi po to, abyście potrafili odróżniać dobro od zła i starać się sprawiać, aby ten świat dookoła nas stawał się lepszym, a nie gorszym.

Autorowi zaś szczerze gratuluję umiejętności wzbudzania takich emocji w czytelniku.



Autorem recenzji jest Beata Dalla Valle

wtorek, 14 maja 2013

sPokolenie czyli gniew - Andrzej Te - Zapowiedź

Czy Polacy znaleźli się na granicy wytrzymałości i czy czeka nas rewolucja, która skanalizuje drzemiące w społeczeństwie pokłady gniewu? Czy słowo kryzys, odmieniane w ostatnich latach przez wszystkie możliwe przypadki, doprowadzi do powszechnego przełomu, czy tylko chronicznej frustracji jednostek, którym się w życiu nie powiodło?

sPokolenie oryginalna satyra na współczesność: na urzędy, urzędników, zachodnią kulturę w stylu hollywoodzkiej fabuły, cywilizacyjny skok w przyszłość Polski i Polaków, odwieczny konflikt ?młodych wilków? ze starymi wygami oraz na modny trend na bycie sławnym i przez wszystkich kochanym. To wreszcie nawoływanie do społecznej rewolucji.

Schemat fabularny powieści oparty został na trzech historiach, które - wraz z rozwojem wydarzeń ? łączą się w jedną, mało optymistyczną opowieść. Pierwszoplanowi bohaterowie to osoby wywodzące się z różnych środowisk, w różnym wieku, napiętnowani odmiennymi doświadczeniami, łączy ich poczucie niespełnienia, swoistej niesprawiedliwości oraz pragnienie działania na rzecz odmiany losu własnego i ? w przypadku niektórych postaci ? również innych. Autorowi udało się stworzyć powieść nie tylko wielowątkową, ale i wielowymiarową. Wielowymiarowość polega tu na ukazaniu różnych obliczy gniewu, od samych początków, przyczyn rodzącej się negacji, po ostateczne nagromadzenie się złości, prowadzące do eksplozji, ofiar?

sPokolenie, czyli Gniew to pozycja pod wieloma względami silnie prowokująca i skłaniająca do przemyśleń, pełna czarnego humoru, sarkazmu, groteski i przejaskrawień, dających jednak interesujący efekt końcowy, uderzający z pełną mocą w dobrze nam znaną i raczej nielubianą codzienność.

Strona internetowa: http://spokolenie.blogspot.com/



poniedziałek, 7 stycznia 2013

Freelancer - Andrzej Te - Recenzja

Czytając opinie innych czytelników na temat tej książki, zauważyłem, że wielu z nich (ja także) po książkę sięgnęło skuszonych ciekawie zaprojektowaną i wykonaną okładką. Niekonwencjonalna jak na obecne standardy grafika (zdaje się, że zwie się to „muralami”) rzeczywiście ma w sobie coś przyciągającego uwagę – i nie mam tu na myśli tych roznegliżowanych pań w bikini w środkowej części… no dobra, przynajmniej nie tylko je mam na myśli. W dobie, kiedy co druga książka* dla młodych ludzi to zdjęcie pięknych młodych ludzi/wampirów/półbogów, zawsze to jakaś miła odmiana, i sądząc po wspomnianych opiniach i przyczynach sięgnięcia po książkę – chyba spełniła swoją rolę marketingową.

No i jest jeszcze druga strona medalu – a raczej jego tylna strona, skoro już mówimy o okładce- opis wydawcy.  „Poznajemy młodego Iksa Igreka jako nastolatka zamieszanego w działalność przestępczą, któremu nieobce są alkohol, narkotyki, pobicia oraz izby wytrzeźwień(…) .Jako powieść inicjacyjna, traktująca o dojrzewaniu i próbie przejścia z "Dziecięcości" w "Dorosłość", z czasem przenosi nas w okres, w którym Iks jest trzydziestoletnim mężczyzną (…) Wkroczył zatem w kolejną iluzoryczną rzeczywistość, gdzie normą staje się zwyczajowy rytm dnia: praca-dom-praca. pojawiają się refleksje na temat ogólnej idei wolności i zniewolenia współczesnego człowieka.”. No i gdzieś na samym dole „Powieść filozoficzna”. Aha, książka z przesłaniem – pomyślałem. O kondycji współczesnego młodego człowieka – szczura (tego z wyścigu po kasę). W to mi graj. Trzeba to przeczytać.

Więc żeby nie być człowiekiem, o którym mówi się, że ocenia książkę po okładce (a w tym wypadku jest to określenie jak najbardziej trafne), sprawdźmy, co w treści piszczy. Tytułowy Freelancer – nazwany tutaj Iks Igrek (zabieg zapewne mający na celu zasugerowanie czytelnikowi, że naszym anonimowym bohaterem może być w dzisiejszych czasach każdy – może nawet sam czytelnik odnajdzie w nim jaką część siebie?) to trzydziestoparoletni facet, który nagle traci pracę, która była dla niego spełnieniem marzeń (a przynajmniej tak mu się zdawało), a korzystając z otrzymanych od losu przymusowych wakacji, ma chwilę na zastanowienie się nad swoim życiem i jego celem, i sensem, a przy okazji podejmuje próbę rozwikłania tajemnicę pewnej fundacji, poznając przy okazji dwudziestoparoletnią, ponętną córkę Prezesa (przypomina mi się powiedzenie, że jak Bóg zamyka drzwi, to gdzieś otwiera okno… czy jakoś tak). I w zasadzie, jak dla mnie, ta historia mogłaby nam wypełnić całą książkę, ale autor pokusił się o wplecenie jeszcze dwóch – z przeszłości naszego bohatera, na różnych etapach jego życia. Ich głównym motywem jest młodzieńcze życie wypełnione alkoholem, eksperymentami z narkotykami, „przygodami” na dzielnicy (gdyby to była rzeczywistość, to nie zdziwiłbym się, gdyby dużą część życia nasz bohater nie spędził u psychologa, bo nawet jak na młodego gniewnego, nasz bohater jest co najmniej świadkiem kilku traumatycznych wydarzeń, które na pewno musiały mocno odbić się na jego psychice).

 Mam swoje podejrzenia, co do celów takiego snucia trzech opowieści i ich uzasadnienia dla „przesłania” książki (poszukiwanie WOLNOŚCI – w świecie narkotyków, używek, w rodzaju wykonywanej pracy - Freelancera, który sam sobie szefem i panem; w poszukiwaniu CELU, który sam sobie stawiam i nikt, i nic mnie nie ogranicza) ale jak dla mnie z jednego z tych opowiadań można było całkiem zrezygnować, a rozbudować dwa pozostałe lub pociągnąć zupełnie inne wątki o których mowa w powieści (może więcej o nieudanym małżeństwie bohatera?). Jest to moje osobiste odczucie, bo starając się zachować obiektywność, muszę powiedzieć, że to, co w powieści otrzymaliśmy, mimo wszystko dobrze się komponuje i czyta, dając poczucie, że ma to wszystko jakiś głębszy sens, niż tylko to, co dosłownie wynika z treści. A treść można czytać na kilku poziomach dzięki temu, że język i warsztat pisarski autora jest bez zarzutu. Tam gdzie trzeba jest dosłownie i „z pazurem”, a gdzie indziej – metaforycznie, opisowo i „z głębszą nutką dekadencji”.

Można skupić się na treści, a nie na zawiłościach słowa pisanego. Jedyne co mi przeszkadzało w odbiorze, to element, który inni czytelnicy zachwalali – komiksowe, czarno-białe i kolorowe obrazki, uatrakcyjniające opowieść i burzące monotonię ciągłego czytania. Pomijając kwestie artystyczne, bo to kwestia gustu, to rzeczywiście burzyły monotonię, ale i … takie poczucie doskonałości. Dla mnie nie miały sensu i praktycznie przy każdym musiałem się zastanowić i zadać pytania: Ale jak to się wiążę z czymkolwiek, co właśnie przeczytałem? Po co? To w żaden sposób nie wnosi nic do treści?. Tak zobaczyć brylant i podziwiać jego szlif, ale już po wzięciu do ręki pod palcami czuć jakieś wypukłości, jakieś rysy. Psuje to efekt. Na szczęście nie ma tego wiele, ale następnym razem jak autor będzie chciał uatrakcyjnić graficznie swoją powieść, to jak dla mnie to co zaserwował nam w tej powieści, nie jest dobrym rozwiązaniem”.

„Freelancer” jest pozycją godną uwagi. I niech nie wystraszy, przynajmniej co poniektórych z Was, to górnolotnie brzmiące stwierdzenie, że jest to „Powieść filozoficzna”. Dobrze - jest, ale jest to też przede wszystkim ciekawa i wciągająca historia, w której autor w sposób nie moralizatorski i nie nachalny, przemyca rozmyślania na temat problemów współczesności. W zasadzie trudno mi jest wskazać, co jest w niej takiego niezwykłego, ale „coś” w niej jest. Nazwijmy to takim „literackim seksapilem”. Są kobiety, które nie są jakoś specjalnie ładne czy interesujące, ale nie mogą się odpędzić od mężczyzn, gdyż mają „to coś”. Z tą książką też tak jest, przynajmniej w moim uznaniu. Nie postawił bym jej na podium, ale coś w sobie ma. Coś co sprawia, że ja, jeszcze długo po jej przeczytaniu nie mogłem przestać o niej rozmyślać i analizować, co też autor miał na myśli lub jak to się odnosi do mnie i mojego życia. Polecam więc tę książkę wszystkim tym, którzy nie boją się zadawać sobie tego typu pytań (a raczej nie boją się usłyszeć na te pytania odpowiedzi). Nie zdradzę jak powieść się kończy, i czy bohater w końcu odnajduje swoją misję i sens w życiu, ale na pewno czytelnik po skończeniu tej książki będzie mógł powiedzieć, że ona sama dużo sensu w sobie ma.   

Autorem recenzji jest Piotr Śliwiński