Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smak słowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smak słowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 stycznia 2014

Recenzja książki pt: „Tożsamość. Trudne pytanie kim jestem”.


Człowiek od zarania dziejów zadawał sobie pytania dotyczące własnej tożsamości. Wiąże się to z poczuciem bezpieczeństwa, sensu życia, poczuciem sprawstwa, zmniejszenia lęku egzystencjalnego. Natura skłania człowieka do poszukiwań, wiedzy, do zadawania pytań. Lubimy wiedzieć – po prostu. Może dlatego tak szybko oceniamy, klasyfikujemy i sugerujemy się stereotypami. To pozwala nam na zmniejszenie poczucia niepewności, kiedy czegoś nie wiemy.

Zapewne wielu z was odpowie, że tożsamość to znajomość swojej historii, członków rodziny, miejsce zamieszkania, pochodzenie i wiele, wiele innych czynników. Ale co jeśli to bardziej złożone i nigdy nie poznamy odpowiedzi?

Książka „Tożsamość. Trudne pytanie kim jestem.” jest zapisem rozmów prowadzonych przez autorów w trakcie kilkugodzinnych spotkań z udziałem publiczności, wzbogacona o felietony na temat tożsamości tychże autorów, których sylwetki, w wielkim skrócie, przedstawiam poniżej:

Wiesław Łukaszewski – wybitny autorytet z zakresu psychologii społecznej i psychologii osobowości.

Dariusz Doliński – jeden z najwybitniejszych polskich psychologów społecznych. Autor licznych artykułów publikowanych w prestiżowych czasopismach psychologicznych w Polsce i za granicą.

Aleksandra Fila- Jankowska – psycholog poznawczy i społeczny, swoją przygodę z nauką rozpoczęła jednak od studiów matematycznych.

Tomasz Maruszewski - wybitny autorytet w dziedzinie psychologii poznawczej oraz psychologii emocji i motywacji. Jeden z głównych badaczy zjawiska aleksytymii i pamięci autobiograficznej w Polsce.

Agnieszka Niedzwieńska – pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od lat prowadzi badania nad pamięcią autobiograficzną, zniekształceniami pamięci oraz pamięcią prospektywną.

Piotr Oleś – psycholog osobowości, profesor zwyczajny w KUL i SWPS; przewodniczący Komitetu Psychologii PAN, członek Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów.

Tomasz Szkudlarek – pedagog, kieruje Zakładem Filozofii Wychowania i Studiów Kulturowych w Instytucie Pedagogiki na Wydziale Nauk Społecznych UG, członek Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.

Rozmowy ciekawe, nie banalne, skłaniające do refleksji, po prostu rewelacyjne. Autorzy wykorzystują swoją wiedzę psychologiczną, ale nie dają gotowych odpowiedzi, pozostawiając czytelnika z własnymi przemyśleniami. Język którym autorzy posługują się w swoich rozmowach jest przystępny dla każdego, pozwala zrozumieć treści, jednak czytanie książki wymaga skupienia i zaangażowania czytelnika.

Najbardziej podobał mi się felieton Aleksandry Fila – Jankowskiej pt. „Samowiedza, samoocena, tożsamość. Trochę miejsca dla samoakceptacji”. Porusza w nim bardzo ważne kwestie dotyczące między innymi samoakceptacji, tłumaczy w jaki sposób samoakceptacja powstaje lub nie rozwija się prawidłowo, jakie potrzeby dziecka należy spełnić, by prawidłowo funkcjonowało na poziomie emocjonalnym.

Myślę, że to książka odpowiednia dla każdego. Polecam szczególnie studentom psychologii. Warto się zatrzymać, przemyśleć, zastanowić. To temat warty omówienia, zwłaszcza dzisiaj – w czasie chaotycznych zmian, w dobie kryzysu tożsamości i zagubienia wartości, moralności, człowieczeństwa. W czasach kiedy na proste pytania coraz trudniej nam odpowiedzieć, albo coraz trudniej znaleźć czas, by się nad nimi zastanowić.

Książkę oceniam bardzo wysoko. Jestem pod wielkim wrażeniem głębi zawartych w niej wypowiedzi. Czytałam z zapartym tchem.

Kinga Rajchel.


Za książkę dziękujemy:


















niedziela, 13 października 2013

Niepotrzebna jak róża. Potrzeba normalności w chorobie psychicznej

Ludzie chorzy psychicznie są milczeniem. Odbiera im się głos, który często nie brzmi poważnie w ustach schizofrenika, zdolności, bo chory z wieloma rzeczami nie potrafi sobie poradzić i ból, bo przecież jest on tylko w głowie. Wielu nie traktuje poważnie ich potrzeb, nie potrafi zrozumieć sposobu myślenia, tego co rozgrywa się w ich myślach i skazuje na trwanie w tym milczeniu przez lata. Niezrozumiani, wyniszczeni, pełni strachu i nieufności - Lauveng w tej psychologicznej rozprawie wyjaśnia, jak wiele błędów popełniali wobec niej lekarze, którzy niejednokrotnie nie potrafili jej pomóc, jak bardzo cierpiała z krzyczącym w jej świadomości Kapitanem i kto z ludzi, którzy znaleźli się dookoła niej, naprawdę potrafił jej pomóc odbić się od dna.

Arnhild Lauveng to kobieta, która przeszła ciężką, długą drogę, by móc wreszcie nazwać siebie zdrowym człowiekiem. Lata spędzone w szpitalach psychiatrycznych przyniosły jej wiele bólu i cierpienia psychicznego, chociaż ostatecznie pozwoliły jej żyć w pełni, być szczęśliwą, śmiać się i rozwijać. Schizofrenia zabrała jej wszystko. Zabiła wszelkie wartości, sprowadziła ją na samo dno, lecz nauczyła też wiele, zbudowała jej świat od nowa. Lauveng udało się wygrać z wyniszczającą chorobą, uciszyć głosy w swojej głowie i spełnić swoje marzenie o zostaniu psychologiem. Dziś wyciąga rękę do wszystkich tych, w których jak kiedyś w nią, wszyscy stracili już nadzieję.

Piękna książka o trudach choroby psychicznej jaką jest schizofrenia. Autorka opowiada o swoim życiu w szpitalach, o ludziach, których spotkała, o innych pacjentach. Dowiadujemy się, dlaczego cięła się odłamkami szkła, nie chciała jeść i czego tak naprawdę potrzebowała. Dla Lauveng schizofrenia to choroba samotności, kiedy czuła się odepchnięta i niezrozumiana, izolowana, gdy pragnęła kontaktu z ludźmi, wrzucana w tłum, gdy chciała spokoju. Choroba nieraz zamykała jej usta, nie pozwalając mówić wprost o swoich potrzebach, a w zamian za to kazała jej cierpieć z bólu, głodować i myśleć, że to właśnie jest życie, na jakie zasługuje.

"Niepotrzebna jak róża" to książka, która zachwyca, choć dotyka trudnego tematu. Czyta się ją niezwykle szybko, ponieważ autorka umiejętnie i subtelnie opisuje swoje lepsze i gorsze dni spędzone w szpitalach. Wspomina ludzi, których spotkała na swojej drodze z punktu widzenia dziś i wszystkiego, czego nauczyła się przez te lata. Teraz Lauveng to wykształcona kobieta, która jednak nie zapomina o swojej przeszłości i potrafi mówić o niej otwarcie, dając nadzieję innym na wyzdrowienie. Książka otwiera oczy, zwłaszcza gdy zna się ludzi cierpiących na tę chorobę i pozwala lepiej spostrzegać ich problemy. Takim osobom polecam ją w pierwszej kolejności, na pewno znajdą tu odpowiedzi na wiele pytań. Choć taka lekcja zrozumienia i wrażliwości nie powinna pozostać obca nikomu.

Patrycja Łuczyńska




                                                      Za książkę dziękujemy:


wtorek, 24 września 2013

Ziemia kłamstw - recenzja

Przy okazji recenzowania tej powieści zastanawiałam się po raz kolejny, czy mogę oceniać książki przez pryzmat tego, czego się po niej spodziewałam na podstawie opinii innych, okładki czy opisu na niej. Znaczy, móc pewnie mogę, bo kto mi zabroni, tak? Ale czy taka ocena jest sprawiedliwa? Co w końcu autor ma do tego, co się akurat w mojej główce zalęgło w dodatku pod wpływem osób, które z nim samym i z jego procesem twórczym nie mają właściwie nic wspólnego? Zainspirowana takimi rozważaniami, piszę tę recenzję nie zważając wcale na oczekiwania, jakie miałam zanim przeczytałam pierwsze zdanie.

Cała historia toczy się w obrębie jednej norweskiej rodziny, a raczej grupy osób, które łączą więzy krwi, gdyż z prawdziwą zażyłością rodzinną stosunki między matką, ojcem, ich trzema synami Torem, Erlendem i Margido, oraz córki jednego z nich Torrun, w każdej właściwie możliwej kombinacji, mają niewiele wspólnego. Erlend, homoseksualista, nieakceptowany przez bliskich ze względu na swoją orientację seksualną, wyjeżdża do Danii i przez dwadzieścia lat nie daje znaku życia. Skupia się na karierze dekoratora wystawowego i swojej miłości do mężczyzny o imieniu Carl.

Margido również nie odwiedza rodzinnego gospodarstwa, mimo że prowadzi zakład pogrzebowy w okolicy. Jedynie najstarszy syn Tor całe swoje życie poświęcił dbaniu o rodzinne interesy, którymi na początku była hodowla krów, a później świń. Zwierzęta i wiekowa już matka są całym jego życiem, do którego sporadycznie i jedynie telefonicznie dołącza jego córka Torrun. Ojciec… ojciec to w zasadzie jednie stary człowiek szwendający się bez celu po domu i wykonujący dane mu polecenia. Od zawsze, na zawsze.

Nagle z powodu nieoczekiwanej choroby matki wszyscy ci, praktycznie obcy sobie ludzie, spotykają się nad jej łożem śmierci. Muszą zmagać się ze wspomnieniami, własnym uczuciami, a także straszną rodzinną tajemnicą, która nigdy nie miała zostać ujawniona…

„Ziemia kłamstw” to książka… zimna, choć to być może dziwne słowo na określenie powieści. Nasunęło mi się pewnie ze względu na okładkę, kraj, w jakim rozgrywa się akcja lub chłodne stosunków międzyludzkie, jakie tu obserwujemy. Ta niska temperatura pozwala jednak w pełni docenić chwile ciepła, które pojawiają się i znikają, gdy poszczególni bohaterowie, choć na chwilę pokazują nam ten lepszy fragment swojej duszy. Autorka pokazuje nam świat wprost, bez zbędnych „ulepszaczy”, bez zakrywania nam oczu i uszu na „brzydkie” (nie chodzi o erotyczne) sceny. Jak śmierć to z każdym jej aspektem biologicznym, jak trup to trup, a nie człowiek, który zasnął snem wiecznym, jak kac to z porannymi wymiotami itd. Autentyczna do bólu, bez sztucznych dialogów, uśmiechów i gestów, które istnieją tylko w książkach. Czujemy wręcz nerwową atmosferę, jaka panuje w rozmowach, wstyd bohaterów ich zażenowanie czy rozbawienie. Miejscami zauważałam nawet, że autorka manipuluje moimi emocjami i ocenami. Przykład: wspomniany już ojciec. Raz się nim brzydziłam, raz go żałowałam, zależnie od tego, kto i jak właśnie o nim mówił w powieści…

Doceniam więc w stu procentach kunszt autorki i jej zdolności psychologiczne, mimo że wyjęta ze scenariusza serialu brazylijskiego końcówka nieco mnie rozczarowała. „Ziemia kłamstw” jest przykładem na to, że szczerością i autentyzmem można wzbudzić najprawdziwsze emocje, które zapadają w pamięć lepiej niż niejedna upiększona historia.

Angelika Pisula

Za książkę dziękujemy

niedziela, 22 września 2013

Dag Solstad „Jedenasta powieść, osiemnasta książka” – recenzja

Skandynawia to miejsce o dość specyficznej, w moim odczuciu, estetyce. Mam tu na myśli zarówno prozę, jak i film. Kino skandynawskie od zawsze jest dla mnie magiczne. Uwielbiam filmy osadzone w tamtejszych realiach. Kocham te malownicze i surowe krajobrazy oraz aktorów, których gra polega głównie na przekazywaniu maksimum emocji za pomocą minimum wyrazu.

Z taką świadomością sięgnęłam po "Jedenastą powieść, osiemnastą książkę", którą napisał Dag Solstad, prozaik norweski. Spodziewałam się norweskiego chłodu, ale na kartach powieści znalazłam dopracowaną, w najdrobniejszych szczegółach, postać bohatera, który posiada w sobie wiele zaskakujących, rozbudowanych cech charakteru, wiele emocji i solidną dawkę egzystencjalizmu.

Fabuła przedstawia losy intelektualisty - Bjørna Hansena, człowieka, który w życiu nie podejmuje ważnych decyzji, ale poddaje się codzienności, która prowokuje jego wybory. Jego świat jest przewidywalny, króluje w nim nuda i rozpacz. Mam wrażenie, że z wiekiem doskwiera mu poczucie niespełnienia i braku wpływu na swój los. Nie potrafi odnaleźć w pamięci powodów, dla których zostawił żonę i odszedł do Turid Lammers. Nie potrafi uzasadnić, dlaczego pracuje jako skarbnik, co spowodowało, że znalazł się kongsberskim Towarzystwie Teatralnym, etc.

Bjørn Hansen płynął w swoim życiu z prądem.. aż do pewnego momentu, w którym wpada na pewien pomysł. Postanawia, będąc zupełnie zdrowym, spędzić na wózku inwalidzkim resztę swoich dni. Jego koncepcja ma spowodować, że wreszcie będzie miał wpływ na własne życie.

Choć książka nie jest pokaźnych rozmiarów, to zapewniam, że po jej przeczytaniu będziecie mieli poczucie, że bardzo szczegółowo zapoznaliście się z głównym bohaterem. Sama mam wrażenie, że poznałam jego myśli, wczułam się w jego niepewność, poczułam chłód jaki towarzyszył mu w relacjach z synem, kochanką, lekarzem i innymi ludźmi. Mam nawet wrażenie, że zrozumiałam jego późniejsze działania. I to niewątpliwie jest moc prozy, którą tworzy Dag Solstad. To zdecydowanie nurt egzystencjalny z domieszką prozy psychologicznej, ponieważ w głowie bohatera kłębią się emocje i uczucia, których nie uzewnętrznia, ale czytelnik ma do nich wgląd. Sama fabuła jest dość depresyjna i pesymistyczna.

Cechami egzystencjalizmu jest poczucie beznadziejności głównego bohatera, który może się mu poddać (co Bjørn Hansen robił do czasu realizacji swojego pomysłu), może nadać życiu jakiś cel (czyli realizację swojego planu), a nawet może popełnić samobójstwo, które będzie wyrazem buntu przeciw zastanej rzeczywistości (na to główny bohater się nie decyduje).

Muszę też dodać, że nie dostrzegam w tej prozie wpływów Gombrowicza, do których sam autor się przyznaje. Nie dostrzegam w jego utworach specyfiki, którą charakteryzuje proza Gombrowicza. Zdecydowanie powiązałabym go z Sartrem oraz z innymi twórcami egzystencjalizmu.

Od siebie dodam, że bardzo odpowiada mi taka narracja, choć nie jest ona łatwa w odbiorze. Pomimo prostej, czasem nudnej fabuły, przez którą oko prześlizguje się bardzo płynnie, odnajduję też sporo treści tworzących postać, które należy wychwycić i połączyć z innymi, by główny bohater stał się wielowymiarowy, by poznać jego poglądy i relacje, jakie buduje z innymi bohaterami. To powoduje pewną trudność i uwydatnia specyfikę skandynawskiej estetyki, która do łatwych, lekkich i przyjemnych nie należy.

Książkę polecam cierpliwym czytelnikom, koneserom Skandynawii, ciekawym egzystencjalizmu w prozie i wszystkim pozostałym, których brak wartkiej akcji nie przeraża.

Olga Kowalczyk
www.retrams.blogspot.com



Za książkę dziękujemy:








czwartek, 19 września 2013

Judith Rich Harris "Każdy inny" - recenzja

To, jacy jesteśmy, jest dla wielu z nas sprawą intrygującą, zastanawiającą. Rodzice często z niedowierzaniem konstatują odmienność swoich pociech, nierzadko dzieci różnią się diametralnie. Skąd te odmienności? Hipotez jest sporo. Powszechnie powtarzane sądy mówią o genach, wychowaniu, środowisku.

A jak jest naprawdę? To "naprawdę" jest kluczowym słowem w przypadku książki autorstwa Judith Rich Harris "Każdy inny". Harris jest z wykształcenia psychologiem. Autoimmunologiczne choroby, na które cierpi, zmusiły ją do ograniczenia aktywności, zatem zajęła się pisaniem podręczników.

Początkowo zajmowała się opracowywaniem materiałów dotyczących psychologii rozwojowej, jednak w wyniku odkryć, których dokonała, stwierdziła, że dotychczasowe rozumienie problemu było błędne. Od tego czasu zajęła się własną pracą naukową, a swe ustalenie opublikowała w dwóch pozycjach. Pierwsza to "Geny czy wychowanie? Co wyrośnie z naszych dzieci i dlaczego". Badaczka przedstawiła w niej dość odważną tezę: poddała ona w wątpliwość wpływ środowiska rodzinnego na osobowość dziecka. Według niej to nie rodzice wpływają decydująco na swe pociech, to jakie one są, wynika raczej z genów. Z kolei znaczący wpływ na dzieci ma środowisko rówieśnicze.

Ta teoria spotkała się z szeroką falą krytyki, zarzucano badaczce jednostronne spojrzenie na problem, zbytnie ograniczenie danych, na których się oparła. Warto zauważyć, iż istotnie jest to dość rewolucyjne i niełatwe dla wielu do zaakceptowanie spojrzenia.


Niniejsza pozycja - "Każdy inny. O naturze ludzi i niepowtarzalności człowieka" - jest odpowiedzią na zarzuty krytyków, a także rozwinięciem poglądów z wcześniejszej publikacji.

Punktem wyjścia dla rozważań na temat naszej odmienności jest przykład sióstr syjamskich z Iranu, które choć miały te same geny, wychowywały się siłą rzeczy w tym samym środowisku, dzieliły doświadczenia, to jednak w znacznym stopniu różniły się światopoglądem, osobowością, stylem życia, planami na przyszłość. Dlatego też postanowiły poddać się operacji rozdzielenia. Skończyła się ona tragicznie, dziewczęta wiedziały o tym ryzyku, jednak chęć realizacji marzeń była silniejsza: podjęły je i zapłaciły za to najwyższą cenę.

Zatem nawet rodzeństwo syjamskie różni się - więc nie jest chyba dla nikogo zaskoczeniem, że i bliźnięta jednojajowe, a tym bardziej zwykłe rodzeństwo ma czasem zupełnie odmienną osobowość, charakter, inne plany czy marzenia. Z czego wynikają te różnice? Wszak tak wiele łączy takie osoby. A co dzieli? Autorka szczegółowo analizuje dość powszechne przekonania na ten temat, obala mity, wyjaśnia niedopowiedzenia i uogólnienia, które czasem stosujemy. Okazuje się zatem, że style wychowania nie są tu wystarczającym wytłumaczeniem różnic, także kolejność narodzin nie pozwala na uznanie tego czynnika za priorytetowy. Czy zatem o naszej odmienności może decydować po prostu przypadek? Na pewno nie - jak eksplikuje badaczka: "Z perspektywy ewolucyjnej ukształtowanie osobowości w taki sposób, aby była plastyczna, i pozostawienie jej na łasce przypadku (.) nie ma sensu". Jako przekonujące wyjaśnienie autorka uznaje połączenie trzech czynników: układu odpowiedzialnego za budowanie relacji, za socjalizację oraz układu odpowiadającego za konkurowanie z innymi - to one sprawiają, że każdy z nas jest odmienną, unikatową osobą.

A wszystkie te kwestie przedstawiono w sposób jasny, bardzo przystępny - Harris przywołuje przykłady z powieści kryminalnych, ze znanych tekstów kultury; autorka potrafi wciągnąć i zaintrygować, sprawić, że naukową lekturę czytamy z wypiekami na twarzy.

Katarzyna Otłowska

Za książkę dziękujemy:
 

poniedziałek, 16 września 2013

„Byłam po drugiej stronie lustra” – Arnhild Lauveng

Jak wiele wiemy o ludzkich cierpieniach, chorobach, z którymi się borykają inni? Czy przypadkiem nie jest tak, że słysząc diagnozę cudzego schorzenia natychmiast szufladkujemy daną osobę względem jej zaburzeń? Nie obchodzi nas, co czuje i czego potrzebuje chory, my widzimy tylko nazwy i kojarzące się z nimi stereotypy. Wystarczy wspomnieć choćby zespół Downa, chorobę Alzheimera czy zespół Touretta, a wśród wielu ludzi wzbudzą one uśmiech, może nawet śmiech, drwiące spojrzenia i szereg słów typu mongoł, wariat czy innych (oczywiście generalizuję, ale tylko po to, by zwrócić uwagę, że problem ten jest wciąż aktualny). Arnhild Lauveng w swojej biograficznej książce „Byłam po drugiej stronie lustra” wysuwa apel o patrzenie zawsze na Człowieka, nie na jego chorobę.

W wieku nastoletnim zdiagnozowano u Arnhild schizofrenię. Przyczyn swojej choroby kobieta upatruje w samotności, której doświadczała jaka młoda dziewczyna, niezrozumiana, prześladowana przez rówieśników w szkole. Im głębiej zapadała w otchłań schizofrenii, tym trudniej było jej wyrazić swoje uczucia, opisać swój stan czy po prostu prosić o pomoc. Ludzie z jej otoczenia widzieli w niej dziwaka (znajomi), zagubioną, zbuntowaną nastolatkę (rodzina, nauczyciele) czy wreszcie kolejny przypadek medyczny (opieka zdrowia). Niewielu ludzi, których spotkała na swej drodze rozumiało stan, w jaki popadła przez chorobę, nieliczni potrafili wyjść naprzeciw jej potrzebom, dać wsparcie. „Byłam po drugiej…” to książka - apel, szczególnie do lekarzy i pielęgniarek, od których oczekuje się największej pomocy chorym. Jako pacjentka Arnhild była leczona teoriami, środkami farmakologicznymi, przemocą czy ubezwłasnowolnieniem.

Dziś, jako osoba zdrowa, absolwentka psychologii, sama pomaga cierpiącym. Jej doświadczenia są największą nauką, jaką mogła zdobyć. Kobieta wyraźnie podkreśla, że aby pomóc trzeba przede wszystkim empatii. Wyraźnie podkreśla, że ludzie chorzy na schizofrenię niewiele różnią się od „zdrowych” – słuchają i doskonale rozumieją, odczuwają, mają takie same potrzeby, więc dlaczego traktuje się ich jak istoty bez serca, bez rozumu? Takie poniżające zachowania burzą pewność siebie, a bez tej cechy ludziom nie uda się pokonać choroby. Potrzeba im wiary i nadziei, motywowania, mówienia i słuchania.

Autorka opisuje wszystkie (mniej lub bardziej) charakterystyczne objawy schizofrenii, analizuje każdy z nich na własnym przykładzie. Mówi o swoich ówczesnych emocjach, zachowaniach, potrzebach, stara się wytłumaczyć swoje uczucia, opierając się na teoriach specjalistów. Nie opisuje wprost ostatniego etapu swoich wymagań, nie wiemy dokładnie, co sprawiło, że zwyciężyła, ale dzięki lekturze powieści możemy domyślać się, że trafiła na osoby, które wyciągnęły do niej nie tylko pomocną dłoń, ale i okazały serce.

Od lat młodzieńczych Arnhild prowadziła pamiętnik, rejestrując w nim przede wszystkim stan swojej duszy. Materiał ten stał się nieodzowny podczas pracy nad powieścią. Książka zawiera również mini-historie innych pacjentów. Ciekawym rozwiązaniem jest sięganie do bajek czy opowieści. Dzięki takiemu zabiegowi nie ma wrażenia nudy, ciężar powieści jest minimalizowany, jest to również doskonały sposób, by dać szerszy ogląd wybranego problemu i oczywiście wzbogaca wrażenia estetyczne.

„Była po drugiej…” to książka niezwykle ważna. Uczy patrzeć i widzieć. Lauveng zmieniła swoje życie, a dzięki jej książce my mamy szansę zmienić nasze. Bo tak naprawdę, w moim odczuciu, bardziej niż opowieść o chorobie, jest to opowieść o ludziach zdrowych…

Kinga Młynarska

Za książkę dziękujemy

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Nowości, nowości !

Wybaczcie maleńki poślizg, ale prześliczna czerwcowa pogoda wyciągnęła mnie z domu na większość dnia. Nie zostawię Was jednak bez poniedziałkowej dawki nowości literackich :) Propozycje na dziś to:

Tytuł: "Przebudzenia" /wznowienie/
Autor: Oliver Sacks
Przekład: Piotr Jaśkowski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Nowe wydanie książki wybitnego angielskiego neurologa i psychiatry, który w swoich badaniach zajmuje się chorobami psychicznymi czy rekonwalescencją chorych po śpiączkowym zapaleniu mózgu, która jest tematem „Przebudzeń”.
Sacks z wyjątkową wnikliwością analizuje stan umysłu swoich pacjentów, jak i naturę choroby. Na kanwie książki powstał głośny film z Robertem de Niro i Robinem Williamsem.

***


Tytuł: "Jedenasta powieść, osiemnasta książka"
Autor: Dag Solstad
Przekład: Dorota Polska
Wydawnictwo: Smak Słowa


„Jedenasta powieść, osiemnasta książka” jest portretem starzejącego się intelektualisty, Bjørna Hansena, który żyjąc w poczuciu przypadkowości, niedopasowania i nudy, decyduje się podjąć radykalne środki, żeby temu zaradzić. Zostawia żonę i małe dziecko, by razem z kochanką przeprowadzić się z Oslo do Kongsberg, na prowincję, gdzie zamierza rozpocząć nowe życie. Ale to, co go spotyka, nie spełnia jego oczekiwań. Hansen coraz bardziej odsuwa się od społeczeństwa, poświęcając się stopniowo myśli o ekscentrycznym eksperymencie. Pod wpływem niejasnego impulsu, korzystając z pomocy miejscowego lekarza, doktora Schiøtza, symuluje wypadek samochodowy na Litwie. Całkiem zdrowy siada na wózku inwalidzkim, zdecydowany spędzić w ten sposób resztę życia, prowadząc niebezpieczną grę z samym sobą i ze społeczeństwem, które okłamuje. Co kieruje eksperymentatorem? Co kieruje lekarzem, utajonym narkomanem, gdy postanawia on pomóc w tej mistyfikacji?
Solstad kolejny raz podejmuje tematykę gry społecznej i jej granic, możliwości poznania samego siebie i odkrycia prawdziwej natury człowieka, która wciąż stanowi najbardziej niezrozumiałą i fascynującą zagadkę.

***



Tytuł:"Błogosławieni, którzy pragną"
Autor:Anne Holt
Przekład: Iwona Zimnicka
Cykl:Hanne Wilhelmsen
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka

Druga część serii z sierżant Hanne Wilhelmsen.
Sierżant Hanne Wilhelmsen robi, co może, aby rozwiązać zagadkę krwawych łaźni, nie jest więc zachwycona decyzją przełożonych o przydzieleniu jej dochodzenia w sprawie gwałtu na młodej kobiecie. Jeszcze nie wie, że za jej pośpiech i brak konsekwencji ktoś zapłaci życiem. Gdy odkrywa związek między makabrycznymi zbrodniami i brutalnym gwałtem, rozpoczyna wyścig z czasem. Musi przeszkodzić komuś, kto pragnie sprawiedliwości za wszelką cenę…