Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2014

„Historia pewnej dziewczyny” - Lindsey Kelk RECENZJA

Lindsey Kelk zaczynała przygodę z pisaniem od dziennikarstwa. Potem specjalizowała się w redakcji prozy dziecięcej, aż znalazła idealną dla siebie przestrzeń – lekką i zabawną literaturę kobiecą. Napisała kilka książek z cyklu „Kocham” (m.in. „Kocham Nowy Jork” czy „Kocham Paryż”). „Historia pewnej dziewczyny” to jej najnowsza powieść.

Kto z nas nie marzy o wakacjach na Hawajach? Chyba tylko Tess Brookes, bohaterka „Historii…”, która właśnie przeżywa kolejny dzień swojej depresji. Ta niezwykle poukładana, porządna, świetnie zorganizowana singielka właśnie spadła z jednego z najwyższych szczebli zawodowej kariery. Zamiast spodziewanego awansu – dostała wypowiedzenie. Chcąc uniknąć plotek, a tym bardziej gniewu i wyrzutów ze strony swojej matki, zataja przed rodzicielką tę straszną wiadomość. Jednak los sprzysiągł się przeciwko Tess – matka dowiaduje się tego podczas wielkiej uroczystości, mnóstwa gości, co w niczym nie przeszkadza jej wszcząć awantury. Tess topi smutku w alkoholu, a towarzyszy jej najdroższy przyjaciel, Charlie, w którym dziewczyna beznadziejnie kocha się od dziesięciu lat. Gdy drinki zaczynają działać, a mózg przestaje – do głosu dochodzi namiętność. Seks z Charliem jednak nie rozpoczął wymarzonego związku, a okazał się punktem kulminacyjnym serii niefortunnych zdarzeń – chłopak wyznaje Tess miłość… braterską! Jakby tego było mało – współlokatorka, Vanessa Jędza Kittler, okłada naszą bohaterkę złośliwościami.

I w tym, najmniej spodziewanym momencie życia, Tess podejmuje pierwszą (świadomą) spontaniczną decyzję. Z chęci odpłacenia pięknym za nadobne Vanessie, dziewczyna zgadza się w imieniu współlokatorki na pobyt na Hawajach i pracy jako fotograf przy intratnym zleceniu. Na wyspie kobieta wyłącza wszelkie hamulce. Sądząc, że działa na rachunek złośliwej Vanessy – powoli odnajduje siebie. A jej metamorfoza rozgrywa się w niezwykłych sceneriach, przy udziale ciekawych postaci i przede wszystkim – dzięki zabawnym i subtelnie pouczającym zdarzeniom.

„Historia pewnej dziewczyny” to najzabawniejsza książka 2014 roku w kategorii „zagranicznej literatury kobiecej”! Jest właśnie tą powieścią, którą każda czytelniczka powinna mieć w swojej torbie podróżnej. Szalenie dowcipna, lekka, ale i mądra, ukazująca bohaterkę taką jak my wszystkie. Tess jest tak skonstruowaną postacią, że z pewnością każda kobieta odnajdzie w niej jakiś swój rys. Podziwiamy ją, lubimy, ale niejednokrotnie nas drażni, zadziwia lekkomyślnością. Mimo wszystko kibicujemy jej do ostatniej strony. Pisarka zgrabnie porusza się w obrębie szeroko pojętej kultury popularnej. Tess często odwołuje się do ikon popkultury, w tym do tej najważniejszej, do guru – Bridget Jones. To, że oglądamy te same programy telewizyjne, czytamy podobne lektury, śmiejemy się z tych samych celebrytów czyni Tess solidny materiał na przyjaciółkę.

Lindsey Kelk bardzo swobodnie operuje swoim piórem, z wyczuciem i rozbrajającą szczerością, co być może jest sekretem sukcesu jej najnowszej książki. „Historia…” jest tak niemożliwie prawdziwa, naturalna i zabawna, że czytanie jej, mimo iż czasem uderza w nasze czułe punkty, daje przyjemne ukojenie i rozkosz większą niż pudełko ulubionych lodów. Polecam wszystkim kobietom. Doskonałe lekarstwo na chandrę!

Kinga Młynarska

Za książkę dziękujemy:

sobota, 12 lipca 2014

"Anna German: Uśmiechaj się" - Volga Yerafeyenka RECENZJA

"Anna German: Uśmiechaj się" to już druga wydana książka białoruskiej autorki. Volga Yerafeyenka zadebiutowała w 2013r. publikacją: "Seks kontra ZSRR".Obie pozycje ukazały się nakładem Wydawnictwa Novae Res.

Książeczka ta z założenia miała być optymistyczną opowieścią o Annie German, ukazującą wesołe zdarzenia, śmieszne dialogi czy sytuacje, komiczne sceny, które wspominają ludzie o otoczenia German, a także sama bohaterka (wywiady, proza). Humor tej książki jednak nie polega wyłącznie na tych wypowiedziach czy fragmentach tekstów, ale ujawnia się już w warstwie redakcyjnej. Przy tej pozycji doskonale bawią się wszyscy - autorka, wydawca, bohaterowie i czytelnicy.

O Annie German opowiadają ludzie, którzy znali ją dzięki współpracy muzycznej (m.in. A. Kaczalina, A. Płonczyński), nauce na studiach (B. Gorlicka) czy mieszkaniu w bliskim sąsiedztwie (B. Piotrowska). To daje bardzo szeroką perspektywę spojrzenia na Annę German nie tylko jako na muzyka, ale przede wszystkim na człowieka. B. Piotrowska na przykład wspomina także matkę piosenkarki, podkreślając dobroć i empatię, które cechowały Irmę Berner i jej córkę.

Anna German, jaka wyłania się z kart tej książki to ciepła, inteligentna kobieta, zwyczajna dziewczyna - nie pewna siebie gwiazda, która czuje się nadczłowiekiem. Anna German potrafiła się śmiać. I to śmiać się głównie z siebie, cechował ją niesamowity dystans (nawet jeśli chodzi o jej największy kompleks - wzrost). Nie należała do osób obrażalskich, łatwo wpadających w złość, przeciwnie, wszelkie sytuacje, nawet te trudne czy kuriozalne potrafiła skomentować humorem.

Cytowani w tej publikacji przyjaciele (bliżsi i dalsi) Anny German żartują sobie z koleżanki, co jeszcze dobitniej pokazuje, jak wielkie poczucie humoru miała sama bohaterka anegdot. Wiele z przytoczonych historii to żarty sytuacyjne. Czytelnicy dziś będą się uśmiechać, ale uczestnicy tych scenek z pewnością zaśmiewali się do łez, wspominając je latami.

Zaledwie 60-stronicowa książeczka to prawdziwy skarb dla każdego fana twórczości (i życia) Anny German. Znajdują się tu bowiem niedostępne w Polsce materiały, dotyczące pracy piosenkarki w ZSRR (nagrywanie płyt, koncerty, wywiady). Mimo iż ta pozycja jest tak krótka, daje jednak wiele informacji, które poszerzają wiedzę na temat piosenkarki, dopełniają znany już wizerunek gwiazdy. To nie tylko książka pokazująca tę, jak się wydaje, beztroską stronę Anny German, ale to także dokument, z którego można wyczytać co nieco o "tamtych czasach", o zamierzchłej kulturze, statusie, jaki wówczas miała piosenkarka, ciężkiej pracy i wielu trudnościach, z którymi trzeba było sobie różnie radzić.

Kinga Młynarska
http://dajprzeczytac.blogspot.com/

Za książkę dziękujemy:

poniedziałek, 5 maja 2014

Kołbus Tomasz - Bóg na urlopie - recenzja

W książce Terry’ego Pratchetta „Długa Ziemia” ziemniak odgrywał strategiczną rolę – był źródłem energii w urządzeniu służącym do przemieszczania się do światów równoległych. W książce Kołbusa ziemniak narobi równie dużo zamieszania. Rzeczone warzywo to nie jedyna rzecz spajająca tych autorów – jest nią również umiejętność opisywania rzeczywistości z dużą dawką humoru.

Kliku stronicowy prolog jest doskonałym pokazem stylu w jakim jest utrzymana cała książka – pełno w nim dobrego humoru i ironii.

Bohaterowie są bardzo dokładnie opisani co jest niewątpliwie bardzo dużym plusem książki. Autor wyróżnia się na tle innych tym, że bardzo celnie potrafi opisać nie tylko głównego bohatera ale również postacie poboczne. Charakterystyka ta nie nuży, ponieważ każda osoba stanowi zestaw niepowtarzalnych cech. Każdy bohater zostaje w pamięci na długo – doskonale pamiętam prawnika z prologu, mimo tego, że jego rola w całej historii skończyła się na 18 stronie.

Fantastyczna fabuła książki – głównemu bohaterowi ukazuje się Archanioł Rafał oraz demon Mammon, obaj oznajmiają mu, że los ludzkości zależy tylko od niego – jest tylko pretekstem do przedstawienia i zgłębienia otaczającej rzeczywistości. Rzeczywistość owa jest zarówno zabawna jak i smutna. Zabawna ze względu na doskonale wyważony miedzy humorem a ironią sposób narracji. Smutna zaś w warstwie analizy sylwetek bohaterów. Marcin – trzydziestoletni sfrustrowany nauczyciel historii w gimnazjum; Małpa – niespełniony gangster, ukryty homoseksualista uzależniony od żelek; Adam – najlepszy sprzedawca wiertarek w tej części Europy, notorycznie zdradza żonę, jeżdżąc Porsche narzeka na biedę w jakiej mu przyszło żyć; ksiądz Marek – swoje powołanie traktuje jako sposób na wygodne życie. Oraz mnóstwo pobocznych postaci, a każda z nich posiada wiele cech negatywnych.

Bohaterowie na co dzień zmagają się ze swoimi problemami, które to ograniczają się do próby wzbogacenia swojego życia seksualnego. Pracę traktują jako zło konieczne, siebie uważają za najważniejsze osoby na świecie. Opisanie w ten sposób bohaterów – słodko/gorzki – obnaża ludzką dwulicowość, egoizm, brak ambicji. Jest to smutny obraz dzisiejszej rzeczywistości.

W książce pojawiają się obcy. Bellatrixanie, którzy stworzyli ludzką cywilizację, ciągle ją badają. Gdy Marcin wymyśla alternatywną historie cywilizacji (opowiada, że piramidy oraz inne dobra starożytnych cywilizacji stworzył ziemniak) Bellatrixanie dochodzą do wniosku, że Marcin wpadł na ich ślad i podejmują decyzję o zagładzie Ziemi, co z kolei zmusza Rafała i Mammona do ingerencji w sprawy kosmiczne.

Książka sposobem jej prowadzenia bardzo mi przypomina powieść Marcina Wolskiego „Post Polonia” – to samo szybkie tempo narracji oraz nietuzinkowi bohaterowie.

Wszystkim czytelnikom tej pozycji proponuję po lekturze zastanowić się nad tym co nas otacza, nad rzeczywistością która nas otacza, nad tym jak ja kształtujemy. Ponieważ każda dobra książka która bawi, powinna również być przyczynkiem do przemyśleń.

Piotr Kowalik

Za książkę dziękujemy:

środa, 2 kwietnia 2014

Helen Fielding "Bridget Jones. Szalejąc za facetem"

Helen Fielding pochodzi z hrabstwa Yorkshire. Przez lata pracowała jako dziennikarka. Dzięki swojej pracy wiele podróżowała. W 1998 roku zasłynęła jako pisarka, gdy ukazał się ,,Dziennik Bridget Jones’’. W tym roku po latach przerwy powraca z trzecią książką o Bridget Jones, czyli ,,Bridget Jones. Szalejąc za facetem’’, która jest już piątą powieścią w jej dorobku.

Bridget ma już pięćdziesiąt lat i jest wdową z dwójką dzieci. Od śmierci jej ukochanego Marka Darcy’ego upłynęło już pięć lat i kobieta próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Pogodzenie opieki nad dziećmi, pisania scenariusza i znalezienia jeszcze czasu dla faceta w tym całym bałaganie nie jest jednak takie proste. I jak utrzymać przy sobie dużo młodszego, atrakcyjnego mężczyznę? Bridget czekają miesiące pełne zawirowań, perypetii i niedorzecznie zabawnych sytuacji. Ma szansę na odnalezienie miłości i osiągnięcie sukcesu, nawet jeśli po drodze wszystko będzie obracało się przeciwko niej. Ta właściwa osoba zawsze może okazać się tą najmniej oczywistą.

,,Bridget Jones. Szalejąc za facetem’’ to jedna wielka dawka śmiechu. Jedna zabawna scena za drugą. Pech głównej bohaterki do pakowania się w niemożliwie śmieszne sytuacje jest wręcz nie do uwierzenia. Większość z nich powoduje ona sama, podejmując nieprzemyślane działania i najpierw mówiąc, a potem zastanawiając się nad znaczeniem własnych słów. Jej przemyślenia czasem po prostu rozkładają na łopatki, gdy przypomnimy sobie ile Bridget ma lat. Wydawałoby się, że powinna być stateczną, dojrzałą kobietą, ale nic bardziej mylnego! Miejscami zastanawiałam się, czy ma pięćdziesiąt, czy piętnaście lat. Emocjonalne podejście do kompletnie nieistotnych rzeczy, zachowania nieprzystojące dorosłej osobie, a już na pewno nie matce dwójki małych dzieci, były wręcz zatrważające. Pamiętacie Bridget Jones z ,,Dziennika Bridget Jones’’? To wciąż ta sama, niedojrzała Bridget, która za dużo je, cały czas jest na diecie, której nie przestrzega i tym razem także uzależniona od Twittera. Oczywiście, śmierć męża i samotne wychowywanie dzieci trochę ją zmieniło. Nieraz przechodziła przez trudne chwile tęsknoty za Markiem, gdybania, ale pokazała też, że potrafi być troskliwą matką, która ponad wszystko dba o swoje pociechy. Pośród tego bałaganu wciąż pozostała sobą, pozytywnie zakręconą Bridget.

Wydawałoby się, że pięćdziesięcioletnia kobieta powinna sobie radzić? Nie zawsze. Czasem problemem okazuje się zbyt skomplikowany pilot do telewizora, który jest złośliwy sam w sobie, konsola, która musi działać, a nie zawsze chce, ale najbardziej skomplikowani są faceci. Instrukcja obsługi faceta to dla Bridget czarna magia. Co powinno się robić na pierwszej randce, czego nie powinno i jak powinien działać związek? Okazuje się, że przebyte małżeństwo niewiele ją nauczyło w tej kwestii. Tylko jak wprowadzić w życie ogromną listę rad i uwag na temat relacji damsko-męskich? Tu by się pogubił nawet ekspert, a nawet oni wszyscy razem wzięci.

Muszę przyznać, że Bridget bywała irytująca, jak mało kto. Parokrotnie miałam wrażenie, że czytam o dziecku zamkniętym w ciele dorosłego, które trzeba prowadzić za rękę przez mgłę. Nie twierdzę, że powinna być cierpiętnicą i do końca swoich dni prowadzić stateczne życie wdowy, ale chyba powinna się czegoś nauczyć przez te lata. Jej niekonsekwentność i kompletne roztrzepanie czasem wręcz gryzło w oczy. Przeżywanie nieistotnej sytuacji przez paręnaście stron, kompletnie bezsensowne wymiany twittów i SMS-ów niejednokrotnie sprawiały wrażenie przesadzonych. Od zabawnego roztrzepania do głupoty jednak granica nieduża.

,,Bridget Jones. Szalejąc za facetem’’ to świetny sposób na odpoczynek po męczącym dniu, gdy potrzeba nam czegoś niezobowiązującego i zabawnego. Helen Fielding przedstawia historię w formie pamiętnika Bridget, w którym można znaleźć różne dopiski dotyczące różnych celów, spożytych posiłków i zadań do zrobienia. Niemal sześćset stron to jak na tego typu książkę całkiem sporo, ale lektura płynie w zastraszającym tempie. Czytanie tej książki niesie ze sobą jednak pewnego ryzyko: niepohamowane ataki śmiechu!

Anna Bellon


Za książkę dziękujemy:

niedziela, 30 marca 2014

Helen Fielding "Bridget Jones. W pogodni za rozumem" - Recenzja

Bridget Jones do tej pory lepiej znałam jako postać wykreowaną przez Renée Zellweger. Bezbłędnie odgrywała swoją rolę roztrzepanej, pechowej kobiety po trzydziestce, której życie jest istnym pasmem porażek. Nie sposób było jej nie polubić. Po książkę chwyciłam po raz pierwszy, spodziewając się dobrej zabawy. "W pogodni za rozumem" to druga część opowieści o Bridget Jones autorstwa Helen Fielding, w której znów możemy zapoznać się ze wspaniałym, zabawnym spojrzeniem na damsko-męskie relacje, pogonią za marzeniami i z kolejnymi kieliszkami wypijanego wina.

Bridget od nowego roku znów postanawia pisać pamiętnik. Udało jej się stworzyć związek, który ma już kilka tygodni i za nic w świecie nie chce go zrujnować. Mark Darcy jest idealny, a ona chce zrobić wszystko, by być szczęśliwa i wreszcie ułożyć sobie z nim życie. Niestety między nimi zaczynają się pojawiać pewne problemy. Nie kończy się także jej walka z nadwagą i próba rzucenia palenia czy zmniejszenia ilości wypijanego alkoholu. Wszystkie te dane skrupulatnie zapisuje w swoim dzienniku. Opisuje w nim również wszystkie najdrobniejsze, niezwykłe historie, które wydarzają się na jej drodze ku naprostowaniu swojego życia.

Historia jest prosta, lecz przyjemna, bardzo miło spędza się przy niej zarówno słoneczne dni, jak i leniwe wieczory, gdy chce się zwyczajnie odpocząć i zrelaksować. Bridget to postać, która wreszcie nie jest idealna i której nie wszystko się udaje. Jej związki wciąż okazują się wielką klapą, w pracy zalicza kilka wpadek i nawet... trafia do więzienia. Zawirowania w jej życiu nie mają końca, a jednak ona się nie poddaje. To typowo kobiece spojrzenie na świat, którego chyba nie zrozumie żaden mężczyzna.

Dlaczego kobiety lubią Bridget Jones? Może dlatego, że tak łatwo jest się z nią identyfikować. Każda z nas przeżywa w swoim życiu lepsze i gorsze dni, a Bridget pokazuje, że wszystko, co złe, kiedyś się skończy i wszystko wreszcie się ułoży. Nie jesteśmy idealne i nie mamy wiecznie szczęścia. Jak każdy popełniamy błędy, które mają często ogromne, znaczące skutki. Bridget uświadamia nam, że nie jesteśmy same w swoim pokręconym, skomplikowanym życiu. I że nadejdzie taki dzień, kiedy uda nam się wreszcie uporządkować swoje życie.

Lekka literatura kobieca, idealna po nie najlepszym, ciężkim dniu. Poprawia humor, czyta się szybko i z przyjemnością. Polecam!


Patrycja Łuczyńska

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu:



piątek, 28 marca 2014

Antoni Słonimski, Julian Tuwim „W oparach absurdu” – recenzja


Utwory Słonimskiego jak i Tuwima cieszą się nieustającą popularnością. Ci dwaj wspaniali Skamandryci byli nieustającymi obserwatorami tego, co działo się wokół nich. Przede wszystkim absurdu, który ich otaczał, czy to w przepisach, czy sytuacjach dnia codziennego. Śmieszyło ich to na tyle, że zaczęli je spisywać. I jak napisał sam Antoni Słonimski: „Istota rzeczy polegała na tym prostym fakcie, że nas pisanie absurdów bawiło i dawało radość nie mniejszą od pisania wierszy, artykułów czy sztuk teatralnych. Śmieszyliśmy nie tylko siebie, ale i czytelników.” Jak widać z niezłym skutkiem, gdyż trwa to do dziś.

Autorzy „W oparach absurdu” mają na swoim koncie wiele publikacji, zarówno poezję jak i prozę, oraz niezliczoną ilość artykułów, jednak ten zbiorek jest mi najbliższy, gdyż nie dość, że poprawia mi humor, to jeszcze odnajduję w nim sytuacje, które obserwuję i dziś, a przecież utwory te powstały w latach 1920-1936! Są naprawdę ponadczasowe.

Nigdy nie przypuszczałam, że w tak małej, niepozornej książeczce mieści się tyle dobrego humoru i pozytywnej energii. Jednakże jest to zazwyczaj „czarny humor”, który nie wszystkim może przypaść do gustu. Mam jednak wrażenie, że każda osoba, która sięgnie po ten „zbiorek szaleństw” Słonimskiego i Tuwima, znajdzie coś dla siebie.

Z całego tego kogla-mogla absurdalnych informacji, anonsów, kalendarzy, przepisów kulinarnych, recenzji, oraz innych materiałów zawartych w „Oparach absurdu”, najbardziej utkwiła mi w pamięci jedna z porad, która w moim odczuciu oddaje charakter całej tej publikacji:
Jak zmierzyć odległość między nami a nieprzyjaciółmi?

Mogą zajść cztery przypadki: 

1) my nacieramy, a nieprzyjaciel uchodzi;

2) nieprzyjaciel naciera, a my uchodzimy;

3) my nacieramy i nieprzyjaciel naciera;

4) nieprzyjaciel uchodzi i my uchodzimy.

Problematy te rozwiązać można niezmiernie prosto: gdy wróg uchodzi, należy go ścigać, a nie bawić się w skomplikowane telemetry. No, a jak my uchodzimy, to tym bardziej nikomu nie strzeli do głowy urządzać „pomiary
”.”

Ciekawymi też są m.in. opisy ceremonii przyjmowania nowych członków do grupy „Pikadora” czy „Skamandra”, definicja dnia 1 kwietnia, treść drobnych ogłoszeń, ale też wiele, wiele innych.

Zbiorek Słonimskiego i Tuwima to jedna wielka satyra na głupotę, lekarstwo na samotność i gwarant Waszego zdrowia! Bo przecież śmiech to zdrowie, a tego, zaręczam, nie zabraknie podczas lektury. Polecam wszystkim, którym nie jest obojętne zdrowie i dobre samopoczucie.


Beata Dalla Valle

Za książkę dziekujemy Wydawnictwu:



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Kulisy kulinarnej akademii - recenzja

O tym, że w życiu nie możemy być pewni swego jutra, i że warto podejmować nowe wyzwania aby przeżyć przygodę życia, potwierdza w swojej książce pt. „Kulisy Kulinarnej Akademii” , Marek Brzeziński.

Anglista, psycholog a jednocześnie człowiek pióra, oraz wykładowca na uniwersytecie, zabrał mnie w fantastyczną podróż po kulinarnej Francji! Czytając kolejne strony, poczułam się jak uczeń, któremu trener odkrywa tajniki wiedzy o kolarstwie, ale przy okazji zwraca również uwagę na piękno, które nas otacza, na ludzi – ich wady i zalety, oraz na problemy współczesnego świata. A wszystko to opisane lekkim językiem i w sposób tak dowcipny, że oderwanie się od lektury było niemożliwe. Książkę „pochłonęłam” w ciągu kilku godzin!

„Kulisy Kulinarnej Akademii” rozpoczyna Prolog, gdyż tak jak sam autor napisał: „ Tour de France, tak jak i francuska kuchnia regionalna, to szansa na odwiedzenie wielu nieznanych zakątków tego pięknego kraju. Zanim z patelnią ruszymy w drogę, czeka nas, mówiąc językiem kolarskim, prolog.” Dowiadujemy się z niego, że po 21 latach pracy w Radiu France Internationale oraz na Uniwersytecie Schillera w Paryżu, w wieku 57 lat, Marek Brzeziński został bez pracy. Przechodząc po raz kolejny obok sławnej Akademii Le Cordon Blue w Paryżu, postanowił zapisać się na kurs kucharski.

Kolejne rozdziały przedstawiają historię Akademii, sztywne zasady w niej panujące, oraz jej sławnych wykładowców, barwną plejadę osób wielu narodowości, studiujących równolegle z autorem. Następne rozdziały to już typowe podróże z patelnią po regionach Francji i ich specjałach kulinarnych, w których słuchacze Akademii biorą udział osobiście, przeżywając wiele ciekawych przygód. Wszystko to przeplatane wieloma przepisami. I tak znajdziecie tu przepis na: żabie udka, rybę w soli, doradę we włoskim koprze z warzywami, ostrygi z jabłkiem, carpaccio z gęsich wątróbek, zasmażany kozi ser, kwiaty cukinii po nicejsku, ślimaki w cieście i wiele, wiele innych. Całość wieńczy epilog, w którym autor tak opisał swój pobyt w Akademii: „Dziewięć miesięcy przebywania w innym świecie. Nauczono nas, ze noża nie trzyma się za trzonek tylko w miejscu, w którym trzonek styka się z ostrzem. Tak łatwiej kroić. (….) To było fascynujące doświadczenie jak z pancerza ograniczeń przepisami nagle mogliśmy wyzwolić nasz gust, naszą otwartość, naszą fantazję. Ale najważniejsze było odkrywanie swoich słabości i potencjału – nie zdawałem sobie sprawy, że istnieją we mnie, mimo że przebywałem z samym sobą ponad pół wieku.”

Ta książka to dla mnie całkowite zaskoczenie, bowiem nie jest w niej mowa jedynie o kuchni. Znajdziecie w niej również ciekawą historię różnych regionów Francji, m.in.:

- Landów, w których ukochanym sportem są rugby, i gdzie znajduje się kaplica Matki Bożej od Kolarzy z XII wieku, w której wystawiono rower z pierwszego Tour de France w 1903 roku,

- Krainy nad Loarą, gdzie w Concressault znajduje się jedyne w swoim rodzaju Muzeum Czarownic,

- Alzacji, gdzie możemy wpaść na trop Wlada, pana Transylwanii, okrutnego Drakuli, „który ponoć jeńców tureckich, podobnie jak i imigrantów niemieckich osiadłych w Transylwanii, traktował jednakowo – kazał ich przypalać, na pal wsadzać, a ich głowy gotować w garnkach.”

Dzięki „Kulisom Kulinarnej Akademii” poznacie kucharza, który ugotował ostatni obiad dla księżnej Diany i jej partnera, na niespełna parę godzin przed ich śmiertelnym wypadkiem; dowiecie się kilku ciekawostek na temat byłego prezydenta Francji Sarkozy’ego a także odpowiecie na pytanie: jakie jest podobieństwo między sztuką gotowania a kolarstwem? Przede wszystkim jednak macie gwarancję dobrej zabawy dzięki humorystycznemu sposobowi narracji, lekkiemu językowi i wspaniałej umiejętności przekazywania ogromnej wiedzy historycznej, którą autor bezapelacyjnie posiada.

Książkę polecam wszystkim, którzy chcieliby zgłębić tajniki wiedzy kulinarnej – jest to praktyczny poradnik i kopalnia przepisów nie tylko dla smakoszy kuchni francuskiej. To również przewodnik po historii, zabytkach, i kulturze regionów Francji, a także i Paryżu, dlatego polecam jej przeczytanie również osobom wybierającym się do tego pięknego kraju. Dla wielbicieli Francji to lektura obowiązkowa.

Każdy kto po nią sięgnie, wsiądzie na rower, z którego będzie ciężko mu zejść!

Szczerze polecam!

Recenzję napisała: Beata Dalla Valle


Za książkę dziękujemy:


czwartek, 8 sierpnia 2013

Chodorek, P. Chodorek. A. Trojanowska – „Nieczynne do odwołania”

Państwo Chodorkowie, małżeństwo weterynarzy, postanowili spróbować swoich literackich sił. W pracy pomogła im A. Trojanowska, która ma już na swoim koncie powieść kryminalną „Jak makiem zasiał”. Autorzy są przyjaciółmi od wielu lat, razem podróżują, m.in. do Hiszpanii, której wątek pojawił się w ich wspólnej książce – „Nieczynne do odwołania”.

Po tragicznym wypadku rodziców dwóch, wchodzących w dorosłość, braci, dotąd żyjących na garnuszku mamusi, musiało stawiać czoło rzeczywistości - natychmiast dojrzeć i wziąć odpowiedzialność za swoje życie i siebie nawzajem. Wojtek, absolwent weterynarii, długo pozostawał pogrążony w marazmie, nie potrafił otrząsnąć się z koszmaru. To jego młodszy brat, maturzysta Mikołaj, pomógł mu przezwyciężyć trudności.

Starszy bohater przejął lecznicę dla zwierząt po swoich rodzicach, co pozwoliło mu rozpocząć nowy okres w życiu, pełen drobnych kłopotów, ale i przynoszący satysfakcję. Gdy Wojtek stanął na nogi, Mikołaj zaczął przechodzić chwilowe załamanie i rolę się odwróciły – starszy wspierał młodszego brata, dodawał mu otuchy i pomagał wyjść na prostą. Bohaterowie z chłopców stali się mężczyznami, poznali smak dorosłości. Zmagali się z domowymi obowiązkami, kłopotami finansowymi, podjęli pracę, przeżyli pierwsze miłości, a powodzenie ich działań tkwiło w sile rodzinnych więzów.

„Nieczynne do odwołania” to opowieść o dorastaniu, pierwszej pracy zarobkowej, inicjacji miłosnej. Uświadamia, jak ważną rolę w naszym życiu pełni rodzina, wzajemna pomoc i wsparcie. Przynosi nadzieję, że z każdej, najbardziej dramatycznej sytuacji, można się otrząsnąć i mimo tragedii w przeszłości, wieść życie pełne i szczęśliwe. Książka bogata jest także w refleksje na temat odpowiedzialności, miłości, niesienia pomocy innym czy śmierci i jej sensu.

Powieść czyta się szybko, dzięki dużej dawce humoru, głównie związanej z anegdotami dotyczącymi zwierząt, czytelnik nie ma poczucia ciężaru traumatycznych tematów. Autorzy zadbali o to, by powieść nie przytłoczyła i nie znudziła. Wojtek i Mikołaj, poza codziennym zmaganiem z teraźniejszością, uwikłani są także w tajemnicę rodzinną z przeszłości. Wątek ten jednak, mimo iż rozbudza ciekawość czytelnika do granic, nie został wyjaśniony. Urwany w połowie rozczarowuje*. Nieco szwankują również dialogi.

Wymiany zdań między głównymi bohaterami stylizowane są na modny język młodzieży, co nadaje zabarwienie sztuczności (w pewnych momentach aż ciśnie się na usta: „tak już się nie mówi!”), często przez te rozmowy trzeba po prostu przebrnąć. Te drobne niedociągnięcia (pamiętajmy, że to debiut) autorzy rekompensują ciekawym pomysłem, niebanalną historią, humorem i umiejętnością wciągnięcia czytelnika w historię bohaterów, co raz podsycając jego ciekawość.

„Nieczynne do odwołania” to pozycja obyczajowo-przygodowa, w której wiele miejsca zajmują opowieści weterynaryjne. Na pewno okaże się zajmującą lekturą dla miłośników zwierząt, przygód czy tajemnic. Świetna jako prezent dla nastolatków, którzy szukają swojej drogi do dorosłości.

Recenzję napisała: Kinga Młynarska

* Autorzy zapowiadają kontynuację losów braci, w której rodzinna tajemnica ma zostać rozszyfrowana.

Wietrzne marzenia - recenzja

Na wakacje zazwyczaj poszukujemy książek lekkich, przyjemnych, które umilą na kilka godzin wakacji. 

Przeglądając oferty wydawnictw natrafiłem na debiutancką powieść Wojciecha Szlęzaka, "Wietrzne marzenia" i stwierdziłem, że książka spełnia powyższe kryteria. Tak więc, musiałem przeczytać tę powieść. Z jakim skutkiem? O tym już za chwilę...

Przemek Sikora to dwudziestokilkuletni mieszkaniec Katowic, który marzy tylko o jednym, latać szybowcami. By zarobić na kurs pilotażu dorabia w różnych pracach, przebrany za Gucia reklamuje nową sieć sklepów, a kończy na plantacji winorośli we Włoszech. W wolnych chwilach pomaga swojemu współlokatorowi prowadzić różne interesy.

"Wietrzne marzenia" to zabawna, humorystyczna i przyjemna książka, jednak nie można powiedzieć, że jest bezwartościowa. Autor przekazuje nam, jak ważne w naszym życiu są marzenia, co jesteśmy w stanie zrobić, by się spełniły. Autor zmusza nas do refleksji, czy mamy marzenia, czy tak jak Przemek mimo wielu przeciwności losu staramy się je wprowadzić w życie i czy mają one dla nas jakiekolwiek znaczenie.

Dość często zwracam też uwagę na długość rozdziałów. Na szczęście tutaj nie były one bardzo długie, tylko przyzwoitej długości. Czytanie po jednym rozdziale dziennie nie sprawi nikomu kłopotu, ale możemy czytać niedosyt i wtedy trzeba przeczytać jeszcze kolejny rozdział.

W książce spodobali mi się bohaterowie. Przemek, Marcin, Tomek i Ania to zgrana paczka, którą nie da się nie lubić. Przemek to marzyciel, który mieszka z trzema przyjaciółmi. Mimo dobrych intencji częściej pakują Przemka w kłopoty, niż mu pomagają. 

Podsumowując, "Wietrzne marzenia" to udany debiut, który czyta się szybko i zapewni Wam kilka przyjemnych godzin. Z pewnością poprawi Wam humor i wywoła uśmiech na twarzy. Polecam!

Recenzję napisał: Daniel Pamuła

Za książkę dziękujemy:

czwartek, 3 listopada 2011

Okno z widokiem - Magdalena Kordel - recenzja

Z książką autorstwa Magdaleny Kordel jak do tej pory nie miałam okazji się spotkać. Z książkami wydanymi przez Wydawnictwo Sol natomiast, miałam okazje spotkać się już nie jeden raz i byłam zawsze nimi zachwycona. Uważam, że są to książki bardzo kobiece (mowa tu o tych z serii "Monika Szwaja poleca"), pełne humoru, ciekawych fabuł i ogólnie zapadające na pamieć dłużej. Sięgając po książkę "Okno z widokiem" miałam nadzieję się nie rozczarować.

Magdalena Kordel ma na swoim koncie już kilka pozycji książkowych m.in: "48 tygodni", "Uroczysko" czy "Sezon na cuda". W pisaniu książek odnalazła swoje powołanie i sposób na życie.

W powieści "Okno z widokiem" autorka przenosi nas do pewnego uroczego miasteczka zwanego Malownicze. To niewielka miejscowość, której spokój zaburzą wydarzenia, których nikt się zapewne nie spodziewa. Główną bohaterką książki jest Róża, która na co dzień studiuje w Warszawie na wydziale archeologii. Po przykrych przejściach jakie ją spotykają podczas studiów postanawia odwiedzić swoją babcie, która w Malowniczym mieszka. Babcia Matylda, jest nieco zaskoczona tym, ze wnuczka przerywa trwający własnie rok akademicki by ją odwiedzić, jednak jej głowę zaprząta teraz coś innego... Babcia opowiada swojej wnuczce o pewnej kapliczce, która ma zostać zburzona a na jej miejscu powstać ma jakieś centrum handlowe... Kapliczka ta w życiu Róży jej rodziny, babci Matyldy jak i wszystkich mieszkańców Malowniczego odgrywa ważną rolę... Czy uda ją się ocalić? Co z całym szeregiem wydarzeń, które po sobie będą następować będzie miał wspólnego Diabeł, św. Antonii i profesor Ratajczak? Czy naszej bohaterce uda się z godnością powrócić na studia? I czy pomoc burmistrza oraz księdza będzie pomocna? Tego wszystkiego zapewne będziecie mogli się dowiedzieć sięgając po książkę "Okno z widokiem"

Powieść Magdaleny Kordel jest pełna humoru, ciekawych zwrotów akcji oraz dobrych dialogów i wyrazistych postaci, które na pewno w pamięci nam pozostaną. Książkę czytałam z wielkim zaciekawieniem i koniecznie chciałam jak najszybciej poznać jej zakończenie. Fabuła nieco trzyma czytelnika w napięciu a cała historia opowiedziana jest z wielkim dystansem do świata. Musze przyznać, że bardzo dobrze bawiłam się w towarzystwie książki i jej bohaterów.

W powieści przeszłość miesza się z teraźniejszością, zostają wyjawione tajemnice rodzinne, grupa archeologów - studentów dokonuje wstrząsającego odkrycia a wszystko to sprawia, że od powieści jest nam ciężko się oderwać.

"Okno z widokiem" polecić mogę zarówno młodzieży jak i osobą starszym, które w bohaterach na pewno odnajdą cząstkę siebie. Jest to bardzo ciepła opowieść o tym co w życiu jest naprawdę ważne i o podejmowaniu czasem trudnych decyzji. Przy książce nudzić się nie powinni wszyscy Ci, który od powieści oczekują ciekawych zwrotów akcji, szybko toczącej się fabuły i dużej dawki humoru. Polecam tę książkę, bo jest warta uwagi wielu czytelników.

Książką otrzymałam od: