Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mariusz bilecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mariusz bilecki. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 kwietnia 2013

Zmyslone życie Siergieja Nabokowa - recenzja

Z okazji wczorajszego Dnia Książki i między innymi urodzin William Szekspira - recenzja jednego z najpoczytniejszych bestsellerów ostatniego półrocza. Nigdy wcześniej nie miałem okazji czytać żadnej książki autorstwa Amerykanina Paula Russella tym większe i milsze zeskocznie jakie odczułem po lekturze "Zmyślonego życia Sergieja Nabokowa".

Narratorem powieści jest Sergiej, który opowiada swoje życie od dzieciństwa w Petersburgu, poprzez Londyn i wyzwolony obyczajowo Paryż, aż po smutny wojenny Berlin. Główną osią powieści jest konflikt między braćmi; Sergiej podziwiał starszego brata, który to z kolei stawiał między nimi mur nie do pokonania.

Sergiej całe życie walczył o pełną akceptację w rodzinie, a także szczęście w życiu osobistym i miłości.
Russel stworzył bardzo wiarygodną i ujmującą szczerością postać, a młodszy Nabokow jest bardzo wrażliwym i szczerym przewodnikiem po swoim i cudzych żywotach. Nie ma tu miejsca na gierki z czytającym, przez co postać Siergieja wydała mi się bardzo bliska, bo nakreślona w najprostszy z możliwych sposobów, czyli z czułością. Autor z wielkim pietyzmem opisał życie w Petersburgu, ale chyba najwięcej przyjemności sprawiło mu " tworzenie" Paryża z jego wielobarwnością.

Na kartach powieści przewijają się takie postacie postacie jak Picasso, Diagiliew, Gertruda Stein czy słynny J.Cocteau. Zapewne,to wszystko wymagało dogłębnych studiów nad epoką.

Największym atutem jest jej pozorna lekkość. Pozorna, bo pomimo nieskomplikowanego języka i łatwości w czytaniu autor przemyca bardzo ważne pytania- czym jest wiara w życiu człowieka, do czego jesteśmy zdolni i czy zawsze należy być wiernym wyznawanym zasadom moralnym. Mimo iż wiele osób może zaliczyć tę powieść do kręgu literatury LGTB, to jednak warto po nią sięgnąć i choć na chwile odpłynąć w inny być może nie zawsze lepszy świat, ale jakże, za to ciekawy i mądrze skonstruowany.

 Na koniec chyba najpiękniejsze w swojej prostocie zdanie z powieści: "Człowiek nigdy, w żadnych okolicznościach, nie przestaje marzyć o pięknie , miłości, bliskości".

Szczególne podziękowania dla Agaty i Wydawnictwa Muza


Autorem Recenzji jest: Mariusz Bilecki

środa, 19 września 2012

Wspomnienia Jagiellończyka

"Wspomnienia Jagiellończyka. Prof. Stanisław Portalski
w rozmowie z Leszkiem Skierskim"
Kilka lat temu płocki dziennikarz Leszek Skierski spotkał na swojej drodze niezwykła postać profesora Stanisława Portalskiego. Okazją do tego spotkania stała się setna rocznica powstania Liceum Ogólnokształcące im.Władysława Jagiełły w Płocku, w obchodach której brał udział prof. Portalski. Postać profesora tak dalece zafascynowała Skierskiego, że po dwóch spotkaniach na antenie radiowej postanowił uwiecznić rozmowy ze Stanisławem Portalskim na papierze. Długie godziny rozmów przerodziły się w  książkę-wywiad pt "Wspomnienia Jagiellończyka. Prof. Stanisław Portalski w rozmowie z Leszkiem   Skierskim".
Książka ma charakter bardzo linearny i jest ciągłym zapisem wspomnień Profesora. Widać, że autor nie miał zamiaru "eksperymentować" ze wspomnieniami swojego rozmówcy, a wolał zachować oryginalną prosta, ale wymowna formę. Jest to przede wszystkim udana próba uwiecznienia wspomnień zasłużonego dla Polonii człowieka, a także sposób na uchwycenie przeszłości i wspomnień, które nie uwiecznione na papierze mogą odejść w niepamięć..
"Wspomnienia..." zostały wzbogacone miedzy innymi o posłowie napisane przez śp b. Prezydenta RP Ryszarda Kaczorowskiego oraz licznych działaczy polonijnych. Niewątpliwym atutem jest także tłumaczenie na język angielski dokonane przez Piotra Kalinowskiego.

Profesor Stanisław Portalski urodził się we wsi Stara Biała pod Płockiem w roku 1920 roku i pochodził z rodziny, której dzieje sięgają wieku XVI. Jako nastolatek uczył się w gimnazjum im W. Jagiełły, a następnie kontynuował naukę w bliźniaczym  liceum, które to ukończył z wyróżnieniem w roku 1939. W chwili wybuchu wojny brał udział w obronie Grodna przed Sowietami, gdzie po schwytaniu przez Litwinów był więziony w tamtejszych obozach. Po zajęciu Litwy przez ZSRR został wywieziony do sowieckich obozów na półwyspie Kola. Kres więziennym losom Stanisława Portalskiego tak ja i wielu innym więźniom położył tzw. układ Sikorski-Majski. Portalski został zwolniony i we wrześniu 1941 wstąpił do nowo powstałej armii gen.Władysława Andersa., z która przez Persję, Indie, Poludniowa Afrykę dostał się do Wielkiej Brytanii. Pobyt na Wyspach otworzył w życiu Portalskiego kolejny fascynujący etap. Ciągle trwała wojna więc po służbie w 307 Dywizjonie Myśliwców Nocnych i ukończeniu  Szkoły Radia i Radaru uczył polska młodzież   technik radiowych..Następnie skończył z jak najlepszym wynikiem angielską Szkołę Oficerskiej Łączności.
Z chwila nastania pokoju St.Portalski pozostał na wyspach i kontynuował naukę na Wydziale Chemii Uniwersytetu Londyńskiego i Inżynierię Chemiczną na Polish University College. W latach pięćdziesiątych  już jako inżynier Portalski został asystentem na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie, a po jego likwidacji zdobył asystenturę w londyńskiej Politechnice Battersea, gdzie również się doktoryzował i gdzie otrzymał tytuł głównego wykładowcy. Następnie przez dwadzieścia lat pracował jako wykładowca na University of Surrey.W latach 1987-1999 pełnil funkcje redaktora naczelnego Rocznika Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie, a potem sekretarza generalnego. Kiedy w roku 2003 zmarł prezes PTNO,  a zarazem ostatni premier Rządu RP na Uchodźstwie Edward Szczepanik-objął zaszczytna funkcje szefa PTNO, którą pełnil do chwili śmierci w roku 20011.

Mariusz Bilecki

Autor- Leszek Skierski

Tytuł- Wspomnienia Jagiellończyka- Prof. Stanisław Portalski w rozmowie z Leszkiem Skierskim

Wydawnictwo-  Stowarzyszenie Jagiellończyków 2006

wersja angielska -Piotr Kalinowski

środa, 18 lipca 2012

Usłyszeć Amerykę (Discovering America- a Pole's perspective)-recenzja




         Niepisaną regułą jest, że na blogu Książki Moja Miłość recenzujemy publikacje ogólnie dostępne czyli takie, które możemy nabyć w najbliższej księgarni, czy wypożyczyć w miejscowej bibliotece. Dziś postanowiłem zejść z utartego szlaku i napisać o książce, a właściwie książeczce, która jest już raczej niedostępna. Myślę o króciutkim zbiorze felietonów (108 stron) pt "Usłyszeć Amerykę'' pióra płockiego dziennikarza Leszka Skierskiego. Felietonów jest 24 (po jednym na każdy tydzień pobytu autora w Nowym Świecie). Były one publikowane w roku 2008 na łamach nieistniejącego już Życia Płocka, lokalnego dodatku do Życia Warszawy, a wydanie książkowe ukazało się w roku 2010.

Leszek Skierski odbył podróż wzdłuż Wschodniego Wybrzeża (East Coast) Stanów Zjednoczonych od Nowego Jorku po Miami; nie są to więc całe Stany, ale ich bardzo ważna i reprezentatywna część. Na tyle reprezentatywna , że pozwala ukazać Amerykę w całej jej różnorodności i złożoności, a materiału i doznań wystarczyłoby pewnie na powieść drogi albo rozprawę naukową. Autor poprzestał na krótkiej i lapidarnej formie, która świetnie oddaje błyskotliwą myśl i doskonały humor obserwatora. Bo też świetnym obserwatorem Skierski jest. Dziennikarski pazur i przenikliwość umysłu pozwalają mu na krótkie acz trafne analizy. Swoją uwagę skupił zwłaszcza na starej amerykańskiej Polonii, na którą patrzy z wielkim zaciekawieniem. Nie ma tu wprawdzie głębokiej analizy stosunków wewnątrz polonijnych, czy tych traktujących problemach globalnych. Leszek Skierski uporczywie wraca myślami do rodzinnego Płocka i Radziwia, ukochanego Teatru płockiego i codziennych spraw lokalnych widzianych z oddalenia, boowiem te miejsca są jego odnośnikami i to one go ukształtowały.

Pierwsza myśl jak mi przyszła do głowy po przeczytaniu "Usłyszeć Amerykę" to niedopowiedzenie. Skierski ogranicza się do niezbędnych słów, które jednak okazują się nadzwyczaj wymowne i całkowicie wystarczające. Myśl, impresja, rodzinna retrospekcja- wszystko to składa się na ciekawy obraz Ameryki i Polski roku 2008, a także stanowi ciekawą lekturę. Pewną ciekawostką jest to, że książką jest dwujęzyczna, tj. każdy felieton został przetłumaczony na angielski. Można przećwiczyć znajomość języka. Autorką przekładu jest Monika Fronczak (współpraca: Murdo MacLeod).

Leszek Skierski – dziennikarz, prezes i założyciel Płockiego Koła Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Autor książki biograficznej Wspomnienia Jagiellończyka (2007) o prof. Stanisławie Portalskim – polskim emigrancie, wybitnym profesorze Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie w Londynie, zbioru felietonów Usłyszeć Amerykę (2008) oraz przygotowywanej do druku książki Gdyby nie Anna Frank…o płockiej poetce Wandzie Gołębiewskiej; współautor opracowania faktograficznego 190 lat Teatru Płockiego (2002). Autor licznych artykułów dotyczących historii lokalnych mediów oraz problemów społeczno-politycznych regionu. Przez wiele lat zajmował się publicystyką społeczno-polityczną w Katolickim Radiu Płock i Telewizji Płock, w której przez dwa lata był redaktorem naczelnym Programu Lokalnego. Autor licznych wywiadów i felietonów, publikowanych w „Życiu Płocka” ( lokalne wyd. „Życia Warszawy”) i „Płockiej Setce”.
Prywatnie – zapalony podróżnik. Nie potrafi usiedzieć długo w jednym miejscu, stąd częste wyjazdy. Wychodzi z założenia, że nie ma na świecie miejsca lepszego do życia, niż rodzinny Płock.

PS Szczególne podziękowania dla Leszka
Mariusz Bilecki

Autor- Leszek Skierski 
Tytuł- Usłyszeć Amerykę ( Discovering America- a Pole's perspective)
Wydawnictwo- ZNAJ Stowarzyszenie Autorów Polskich - Oddział w Płocku 
rok wydania-2010
liczba stron-108
ISSN 1899-8976
tłumaczenie na angielski- Monika Fronczak

sobota, 14 lipca 2012

Zdarzyło się w Marienbadzie- recenzja


Krystyna Kaplan jest Polką od kilkudziesięciu lat mieszkającą w Zjednoczonym Królestwie. Przez wiele lat zajmowała się reżyserią i produkcją telewizyjno-filmową. Ma na swoim koncie "Londyn po polsku", czyli przewodnik ze szczególnym uwzględnieniem londyńskich poloniców. "Zdarzyło się W Marienbadzie" to jej debiut powieściowy.

Jest lato anno Domini 1906, pięć lat od chwili śmierci królowej Wiktorii. Na tronie brytyjskim zasiada jej syn Edward VII, który jest uważany za całkowite przeciwieństwo swojej matki. Jest typowym hedonistą kochającym życie. Rozluźnienie obyczajów i ludzkie słabostki zyskują mu popularność wśród własnych poddanych, ale także wśród reszty Europejczyków. Edward lubujący się w swobodniejszym kontynentalnym sposobie życia spędza co roku wakacje w Marienbadzie, czyli dzisiejszych Mariańskich Łaźniach. Pobyt monarchy jest dla kuracjuszy i mieszkańców jest zawsze ważnym wydarzeniem i status króla można, by go porównać do tego jak dzisiejsze media i społeczeństwo traktują gwiazdy filmu czy muzyki. Jednym słowem -szał. Kiedy król, aby uniknąć zamoczenia spodni podwija nogawki powyżej kostek następnego dnia robią, to wszyscy kuracjusze ślepo naśladując sławnego gościa. Edward jednak nie przejmuje się tym, że jest obserwowany i spędza milo czas ze swoimi kompanami udając się na długie wycieczki, a także nawiązując romans z miejscową modystką Mitzi (postać autentyczna). Jednak nie wie, że jest obserwowany przez bałkańskich anarchistów czyhających na jego życie. Nie można zapominać, że przełom wieku dziewiętnastego i dwudziestego był bardzo burzliwy i ten ferment stal się jednym z czynników wybuchu wojny światowej.

Nie wiem ile w tej powieści jest rekonstrukcji schyłkowej Belle époque (dla Brytyjczyków to okres nazywany epoką edwardiańską), a ile tu kreacji. W sumie nie ma to większego znaczenia, ponieważ świat stworzony przez panią Kaplan jest urzekający. Pewne jest, że autorka wiele razy odwiedziła Mariańskie Łaźnie i miejsca odwiedzane w czasie kuracji przez Edwarda, a fotografie z jej archiwum są ozdobą powieści. K.Kaplan świetnie oddała ducha czasów, a jej szczegółowe opisy architektury i miejsc pozwalają lepiej poczuć atmosferę epoki.

Nie pomnę już kiedy ostatnio miałem okazję trzymać w rękach tak pięknie wydaną powieść. "Zdarzyło się..." przypomina wydania klasycznych powieści jakie można było kupić w Polsce w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych- w pięknej okładce i z jeszcze piękniejszymi ilustracjami. Skoro tematyka powieści retro i to i wydanie też jest retro. Jak już wspominałem powieść ozdabiają współczesne zdjęcia z archiwum autorki, ale także wielkiej urody fotografie z epoki, reklamy prasowe, cukierkowo piękne i ręcznie barwione pocztówki czy nawet menu z przyjęcia wydanego na cześć monarchy.

Powieść przeczytałem z wielką przyjemnością; jest to przyjemne połączenie kryminału i romansu. Lektura w sam raz na wakacje.
PS podziękowania dla Agatki

 Mariusz Bilecki
Autor: Krystyna Kaplan
Tytuł: „Zdarzyło się w Marienbadzie„
Wydawca: Wydawnictwo Naukowe PWN
Data wydania: 2012
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 344
ISBN:978-83-01-16959-6

środa, 20 czerwca 2012

W poszukiwaniu sześciorga spośród sześciu milionów...


Nie jest to saga rodzinna ani powieść ani też książka stricte historyczna. "Zagubionym" bliżej do bardzo osobistej impresji na temat losów ludzkich i holokaustu. Osobistej bowiem autor nowojorczyk Daniel Mendelsohn dorastał w rodzinie "porażonej' zagładą, wśród ludzi nieszczęśliwych takich jak jego dziadek, który na starość popełnił samobójstwo. Dziadek Daniela na początku XX wieku opuścił galicyjski Bolechów, ale pozostał tam jego brat Szmil Jäger wraz z żoną i czterema córkami- wszyscy oni zginęli w zagładzie. Daniel obsesyjnie myślący o swojej wymordowanej rodzinie postanowił zrekonstruować ich losy , a co za tym idzie historie ich życia i tragicznej śmierci.

Jako punkt wyjścia posłużyło mu kilka fotografii, urywki rozmów, odległe wspomnienia żyjących krewnych. Wszystko to bylo bardzo  niekompletne, szczątkowe i praktycznie prowadziło w ślepą uliczkę, trudno było bowiem odnaleźć ślady kilku osób zabitych w czasie okupacji. Daniela to nie zrażało i nie szczędząc kosztów ani czasu postanowił zjeździć cały świat i odwiedzić bolechowian, którzy mogli cokolwiek wiedzieć o rodzinie Jägerów. Zawitał miedzy innymi do Australii, Szwecji, Danii, Polski, na Ukrainę i wielokrotnie do Izraela. Przeprowadził wiele rozmów z ocalałymi z zagłady mieszkańcami Bolechowa.

Książka jest swego rodzaju kroniką podroży, a także bardzo osobistym wyznaniem autora na temat życia, pochodzenia, wychowania i tożsamości. Mendelsohn unika dosłowności przez co "Zagubieni'' stają się prozą na wskroś poetycką, niejednoznaczną i pełną dygresji. Właśnie te dygresje i ucieczka we wspomnienia są najbardziej urzekające, a jednocześnie nadają sentymentalnego zabarwienia całości. Autor ciągle powraca do wątków biblijnych szukając w nich odnośników do holokaustu i życia w ogóle. Mamy więc historię potopu i Noego, śmierć Abla, wędrówkę Abrahama oraz zagładę Sodomy i Gomory. Takie potraktowanie historii rodzinnej przenosi całość na wyższy uniwersalny poziom.

Sięgając po tę książkę spodziewałem się czegoś w rodzaju "W ogrodzie pamięci" Joanny Olczak-Ronikier, czyli czegoś bardziej linearnego i zwyczajnie łatwiejszego w odbiorze. "Zagubieni" natomiast nie są łatwą lekturą, a fragmenty na temat filozofii i teologii czytania nie ułatwiają. Polecam ją jednak wszystkim tym, którzy nie chcą zapomnieć książki zaraz po tym jak ją przeczytają i odłożą na półkę.

 Mariusz Bilecki
Tytuł: Zagubieni. W poszukiwaniu sześciorga spośród sześciu milionów
Autor: Daniel Mendelsohn
Wydawnictwo:Czarne
Wydanie: I, rok 2008
Format: 145x205 mm,
Oprawa: twarda
Liczba stron: 664
Fragment książki: Dostępny pod =>tym<= linkiem

środa, 6 czerwca 2012

"Las cieni" Franck Thilliez - recenzja


David Miller jest paryskim balsamistą, który w wolnych chwilach zajmuje się pisaniem powieści kryminalnych. Ostatnio niepokoją go listy otrzymywane od psychopatycznej wielbicielki posługującej się pseudonimem Miss Hyde. Mężczyzna szczególnie martwi się o bezpieczeństwo swojej żony i córeczki. Pewnego dnia David spotyka na swojej drodze tajemniczego milionera na wózku inwalidzkim Arthura Doffre i dostaje od niego dobrze płatną propozycję napisania książki na zamówienie. Powieść ma opowiadać o losach seryjnego mordercy znanego jako Kat125, który wymordował kilka rodzin pod koniec lat siedemdziesiątych. 

Doffre stawia kilka warunków- książka ma być napisana w określonym czasie w odludnym domu w Schwarzwaldzie, a głównym bohaterem ma uczynić samego Arthura, który przynajmniej na kartach powieści będzie mógł powrócić do pełni życia. David wyrusza z rodziną do odciętej od świata chaty Schwarzwaldu gdzie poznaje sympatyczną Amelie, ale także co najmniej dziwna Emmę, której ekscentryczne zachwianie niepokoi wszystkich oprócz Arthura. Sama chata jest dziwnym budynkiem, za oknami którego majaczą powieszone na hakach świńskie truchła...

"Las cieni" zaczyna się jak kryminał, ale bardzo szybko przeradza się w thriller. Przez chwile obawiałem się, że nagromadzenie niesamowitości przeniesie mnie w krainę horroru, ale na szczęście autor nie wyszedł po za ramy dreszczowca. Prawie każdy z bohaterów skrywa jakąś tajemnicę, a całość ma aurę tajemniczości, niestety jest to trochę przewidywalne i już w połowie powieści domyśliłem się kto stoi za zbrodniami Kata. 

Książka Thillieza jest pisana lakonicznie, a zdania są dosyć krótkie i nie zagłębiamy się zbytnio w psychikę bohaterów; wszystko jest lekkie i powierzchowne mimo mrocznej tematyki. Jakiś czas temu czytałem "Pokój umarłych" tego samego autora, który okazał się być znakomitym thrillerem, może nawet porównywalnym z pisarstwem amerykańskich pisarzy J.Kellermana czy T.Harrisa. Niestety "Las cieni" to już nie ta klasa, powieść jest znacznie słabsza od swojej poprzedniczki.

No cóż, być może Francuzi nie są mistrzami kryminału i francuskie powieści tego gatunku nie mogą się równać z kultowymi książkami ze Skandynawii czy nawet tymi z Wysp Brytyjskich. Nie zmienia to faktu, że "Las cieni" może się okazać doskonała rozrywką na nadchodzący długi weekend. Mało ambitna a czysto rozrywkowa i dosyć przyjemna w czytaniu powieść.


Autor recenzji: Mariusz Bilecki
Autor: Franck Thilliez
Tytuł: Las cieni
Liczba stron: 360
Rok wydania: 2008
ISBN: 978-83-7435-831-6
Wydawnictwo: Zielona Sowa





środa, 30 maja 2012

"Kapuściński non-fiction" - recenzja


Nie łatwo jest pisać o książce, która była stosunkowo niedawno omawiana na wszelkie sposoby, ale wychodzę z założenia, że warto dzielić się spostrzeżeniami na temat ciekawych pozycji wydawniczych, nawet jeśli te spostrzeżenia nie byłyby zbyt oryginalne.

Artur Domosławski porwał się na rzecz prawie niemożliwą, czyli próbę napisania maksymalnie obiektywnej biografii(jeżeli coś takiego jak obiektywna biografia istnieje)swojego przyjaciela Ryszarda Kapuścińskiego. Zadanie karkołomne i bardzo ambitne. Krakowska oficyna Znak odmówiła wydania książki, na co zdecydowało się wydawnictwo Świat Książki tym samym wywołując gorącą dyskusje na temat biografii reportera.

Słowem, które możne charakteryzować pracę Domosławskiego jest PRAWDA, rozumiana jako maksymalnie neutralne dążenie do ukazania całościowego portretu człowieka. Dzięki temu poznajemy Kapuścińskiego jakiego nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji poznać, bowiem ten przez całe swoje życie stosował autokreację. Te wszystkie rewolucje i próby rozstrzelania okazują się mocno podkoloryzowane. Ale z drugiej strony autor dotarł do potwierdzonych wiadomości o czynnym udziale Kapuścińskiego w walkach partyzanckich w Angoli, o czym ten nigdy nie wspominał np na kartach zbioru "Jeszcze dzień życia". Sprzeczność za sprzecznością. Ten słynny uśmiech, którym reportażysta rozbrajał ataki oponentów tez nie był przypadkowy. Jak się dowiadujemy w ten sposób Kapuściński grał z otaczającym go światem i krytyką, której nie znosił i nie rozumiał.

Bardzo ważny element publikacji stanowi "otoczka" polityczna tj komunistyczna przeszłość Kapuścińskiego, jego lewicowość i współczesne rozliczenia historyczne. Domosławski porusza także tak drażliwy temat jak wierność małżeńska czy relacje pisarza z przyjaciółmi.

Głównym i dominującym motywem jest problem konfabulacji, koloryzowania i znacznego odbiegania od faktów w pisanych przez Kapuścińskiego literackich reportażach. Przez lata był to zarzut stawiany mu przez jego oponentów i ludzi mu zwyczajnie niechętnych.

Ja osobiście jestem wielbicielem pisarstwa Ryszarda Kapuścińskiego od roku 1996, kiedy to w Gazecie Wyborczej przeczytałem ukazujący się w odcinkach "Heban". Od tego czasu jestem bezkrytyczny w stosunku do jego pisarstwa. Właśnie pisarstwa, a nie reportażu ponieważ nigdy nie odbierałem "Hebanu" czy "Cesarz" jako dzieła stricte reporterskiego, lecz jako literaturę. Zawsze ciężko było mi zrozumieć pretensje osób, które czytają wszystko 1:1 i nie starają się zrozumieć motywów twórcy. Myślę, że kiedyś wygasną burze wokół spuścizny psarskiej Kapuścińskiego i będziemy mogli patrzeć na jego książki tak jak na to zasługują, czyli jak na dzieła literatury reporterskiej, które stanowią wielki wkład kultury polskiej do światowego dziedzictwa pisarskiego.

Książka jest ogromna i zawiera mnóstwo faktów życia reportera. Domosławski wykonał kawał świetnej roboty zjeżdżając cały glob, przeprowadzając dziesiątki rozmów i wertując archiwa. To jedna z najlepszych książek jaka ukazała się na polskim rynku rynku wydawniczym w ostatnich latach. Dająca do myślenia i poruszająca kwestie związane z etyka zawodową oraz uwikłaniem polityczność-ideologicznym

Mocna i warta przeczytania rzecz.

Mariusz Bilecki




Tytuł: Kapuściński non-fiction
Autor: Artur Domosławski
Wydawnictwo: Świat Książki 
Data wydania: 2010
ISBN: 9788324719815

środa, 23 maja 2012

Krwawy południk albo Wieczorna łuna na Zachodzie- recenzja

Po raz pierwszy miałem okazję zetknąć się z pisarstwem Amerykanina Cormaca McCarthy'ego i było to doświadczenie nader ciekawe, bo dawno nie miałem okazji czytać tak bezkompromisowej i szczerej prozy.

Mimo, iż powieść ukazała się w Stanach w latach osiemdziesiątych to stosunkowo niedawno zdobyła uznanie wśród czytników. W Polsce ukazała się z w znakomitym tłumaczeniu Roberta Sudoła nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Akcja powieści toczy się w połowie wieku XIX na pograniczu meksykańsko-amerykańskim tj w Teksasie, Nowym Meksyku, Arizonie i Kalifornii. McCarthy opisuje losy młodego chłopaka nazywanego Dzieciakiem , który dołącza do bandy najemników pod wodzą Johna Glantona. Banda na polecenie władz meksykańskiego miasta Chihuahua ma zwalczać niebezpiecznych dla osadników Indian. Dowodem na zabicie autochtonów ma być ludzki skalp- najemnicy wyruszają w szaleńczą pogoń za skalpami. Wszędzie, gdzie dotrą najemnicy sieją śmierć i zniszczenie- mordują kobiety, dzieci, starców, całe indiańskie społeczności zawsze skalpując swoje ofiary. Dziki zachód staje się krainą niewyobrażalnych zbrodni dokonanych po patronatem władz. Bandyci Glantona są jak biblijni jeźdźcy apokalipsy przed którymi nie ma ani ucieczki ani ratunku. Cały świat broczy krwią i cierpi, a pustynia, która otacza człowieka wkoło zagnieżdża się także w jego sercu i duszy.

Mimo, że autor zaczyna swoja opowieść od historii Dzieciaka, to bardzo szybko na pierwszy plan wychodzi postać demonicznego sędziego Holdena. Kim jest sędzia? Jest wielki, bezwłosy, obdarzony nadzwyczajną intuicją, inteligencją i erudycją, a do tego jest pełen okrucieństwa i bezwzględności. Czy jest człowiekiem czy szatanem w ludzkim ciele- tego czytelnik się nie dowie. Jego złowieszcza postać w finale powieści wykonuje swoiste średniowieczne "danse macabre", gdzie śmierć triumfuje ponad wszystkim co żyje.
McCarthy nie stara się o pogłębienie psychologiczne postaci; znacznie bliżej mu do amerykańskiego behawioryzmu, dlatego też tylko zbrodnicze czyny, a nie myśli stają się jedynymi "pewnikami" pozwalającymi określić bohaterów.

Mnie uderzyło to, że mimo tak ogromnego w powieści nagromadzenia zbrodni i okrucieństwa po pewnym czasie przyjąłem to jako konwencję literacką, brutalną i groteskową, ale jednak konwencję. Co ciekawsze groteskowa wizja świata ocierająca się o koszmar jest nader realna i wcale niezabawna. Czytając tę powieść miałem przez chwile skojarzenie z "Urodzonymi Mordercami" Oliviera Stone'a. Te same odległe przestrzenie pustyni i prerii, podobna wędrówka zbrodniarzy i ten sam amerykański mit często nieczytelny dla europejczyków. Tyko, że film był odbierany jako apoteoza przemocy, a  "Krwawego południka..." McCarthy'ego tak  nie odbieram mimo jego nihilistycznego wydźwięku.

W powieści urzekł mnie jej poetycki nieomal biblijny język, który świetnie pasuje do całości. Być może " Krwawy południk..." nie jest lektura łatwą, ani lekką , ale mimo jej pesymistycznego wydźwięku wartą przeczytania i polecenia. Bo czyż nie taki  właśnie jest świat, który  nas otacza i który sami współtworzymy? Książka- lustro, w którym powinien się przejrzeć każdy z nas.

PS Historia jest oparta na autentycznych wydarzeniach z połowy XIX wieku.

 Mariusz Bilecki
Tytuł: Krwawy południk albo Wieczorna łuna na Zachodzie
Autor: Cormac McCarthy 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2010
ISBN: 9788308044766