Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 maja 2014

Dociekanki małej Janki – Irena Szafrańska – Nowakowa

Na rynku wydawniczym jest teraz ogromny wybór książek dla dzieci. Tak naprawdę ciężko wyszukać z tej ilości odpowiadający nam tytuł. W jednym kuszą nas wspaniałe ilustracje, w drugim mądry tekst ,  a innym dosłownie wszystko razem wzięte.”Dociekanki małej Janki” zachęcają bardzo ładną okładką z której uśmiecha się do czytelnika sympatyczna blondyneczka.

Główna bohaterka jest ogromnie ciekawską, miłą dziewczynką . Ma wspaniałą, bujną wyobraźnię, dzięki której potrafi bawić się dosłownie wszędzie i każdym przedmiotem. Raz będzie to miotła, której jest zimno i zmęczyła się po podróży, innym razem są to łyżeczki, które mogą być księżniczkami czy też kosmonautami. Oj nuda Jance nie groziła. Ważnym ogniwem opowiadań są jej rodzice i dziadkowie. To z nimi najlepiej i najciekawiej spędza czas . Z babcią łączy ją wspaniałe porozumienie dusz.

Dziewczynka jest otoczona ciepłem bliskich i to ciepło bije z każdej strony książeczki. Autorka bardzo umiejętnie przedstawia okiem dziecka widziany przez niego świat. Dużo oglądanych  rzeczy sprawia kłopot, czy też nie do końca jest przez nie rozumiane. Bo jak pojąć w wieku trzech lat co to znaczy np. tolerancja i  dlaczego mały Bob o czarnej skórze już nie bawi się razem z nią w piaskownicy. Trudno również zrozumieć dlaczego Maszka w przedszkolu, mimo że jest miła i sympatyczna nie może grać w piłkę. W książeczce znajduje się dziewiętnaście historyjek, w każdej autorka ukryła jakieś przesłanie a Janka poznaje nowych przyjaciół i uczy się otaczającego świata.

Ogromnie mnie ta książeczka pozytywnie zaskoczyła. Obserwacje robione przez małą dziewczynkę są ogromnie trafne i niejeden dorosły mógłby się  z nich wiele nauczyć. Ważny jest styl autorki. Nie  mamy mu moralizatorskich wykładów tylko lekkie opowiadania, które absolutnie nie nużą, lecz powodują ogromne zaciekawienie i niejednokrotnie wywołują uśmiech na twarzy. Tekst świetnie trafia do młodego czytelnika, który dopytuje się – co dalej, co dalej.. Książeczkę ilustrował Mateusz Stefanko, rysunków jest jednak niewiele a szkoda, bo świetnie uzupełniają tekst.

Bajeczka przeznaczona jest dla dzieci od lat pięciu i myślę, że jest to odpowiedni przedział wiekowy. Co prawda Jankę poznajemy już zaraz po urodzeniu i towarzyszymy jej przez parę lat jednak poruszane problemy nie należą do najłatwiejszych.

Miło było spędzić czas z Janką , szkoda tylko, że tak krótki.  Myślę, że jej historyjki będą świetną pomocą dla zmęczonych rodziców, którzy mają problem z wyjaśnianiem dziecku niektórych spraw. Znajdą tu odpowiedzi na wiele pytań, lecz najważniejsze, że spędzą razem czas, który na pewno pozostanie młodemu czytelnikowi w pamięci. Oby więcej takich bajek, Zdecydowanie polecam.

Małgorzata Pyzik

                                                             Za książkę dziękujemy:

„Wierszyki dla całej rodziny” – Anna Lorkowska

Ta przepięknie wydana książeczka jest zbiorem szesnastu wierszyków dla dzieci. Spotykamy tu małych bohaterów, którzy mają najróżniejsze przygody, np.: Igor i jego siostra Sara uwielbiają bawić się w teatr.

Poznajemy ich stojących na scenie na chwilę przed wystawieniem przedstawienia o rycerzu; Zuzia uczy się pomagać mamie w domowych obowiązkach, a szczególnie praniu; Ewa, również z mamą, szykuje się do pieczenia ciasta na święta; Ania w deszczowy dzień umila sobie czas rysowaniem słoneczek, a Łukasz z całą rodziną wyjeżdżają na wakacje na mazury.

Autorka w zabawny sposób ukazuje nam różne sytuacje, z którymi dzieci mogą się spotkać na co dzień. W książce tej znajdują się przepiękne, barwne ilustracje, ukazujące kilkoro z bohaterów wierszyków. Wiersze te stanowią wskazówki dla dzieci dotyczące dobrego zachowania, co pozwala budować w naszych pociechach „pożądane” zachowanie.

Jeden z wierszy dzieje się w Kasinie Wielkiej – miejscowości z której pochodzi Justyna Kowalczyk.

Jest to doskonały prezent szczególnie dla młodszych dzieci, które lubią, gdy rodzice im czytają. Pamiętajmy o czytaniu dzieciom niezależnie od wieku – „dwadzieścia minut dziennie, codziennie!”


Alicja Kowalik



Za książkę dziękujemy:


czwartek, 24 kwietnia 2014

Julian Tuwim – „Moja miłość” RECENZJA


MIŁOŚĆ. Ach, przedziwne uczucie! Każda z kobiet czuje się szczęśliwa, gdy jest kochana i adorowana. Mężczyźni, z definicji mniej ekspresyjni, powściągają swoje emocje. Ale kiedy zaczynają je już okazywać, wybuchając żarem, są w tym niezrównani. A któż kocha piękniej niż poeta? JulianTuwim, Książę Poetów, swoje serce oddał właściwie tylko jednej kobiecie, która nie dość, że przyjęła jego amory, ale i odwzajemniła głęboką miłość, wierność i lojalność.

„Moja miłość” to podarowany damie serca pamiętnik uczuć, które zawsze mają jedno źródło: miłość. Tuwim, początkowo dość nieśmiały w swoich zalotach, potrafił latami wodzić wzrokiem za obiektem swego pożądania, by wreszcie (!) odważyć się na rozmowę, komplement, bliskość. Okoliczności poznania Juliana i Stefanii, charakterystyka ich związki „z zewnątrz”, a także portrety małżonków świetnie nakreślił w swojej przemowie Tadeusz Januszewski. Natomiast sam obraz wielkich emocji i codziennego życia, które jest tu jedynie tłem, oddaje już twórczość mistrza. Listy, wiersze młodzieńcze, fragmenty prozy poetyckiej „Legenda aurea” oraz dojrzała liryka składają się na wspaniały album – studium miłości mężczyzny.

Wszystko zaczęło się w 1912. Wtedy Julian dopiero zaczynał. Jako poeta i jako mężczyzna. Stefania Marchwiówna, początkowo zupełnie nieświadoma, iż stała się obiektem czyichś westchnieniem, miała na tę wiedzę poczekać około dwóch lat. W tym czasie Tuwim prowadził już ożywioną korespondencję z ukochaną. Niestety, jednostronną i tylko do szuflady. O sile jego niepewności świadczyć może choćby fakt, że swoich pierwszych listów nawet nie wysłał. Wydaje się, że gdy tylko poeta zrobił już pierwszy krok, wszystkie jego opory znikały, granica została przekroczona. Dowodzi tego w swoich listach, skąd z niewinnego, wstydliwego chłopca przeobraża się w mężczyznę-łowcę, który staje się pewny swoich uczuć, walczy o zdobycz, ale tym samym można odnieść wrażenie, że przytłacza ją nieco siłą tych emocji oraz własnej ekspresji, a właściwie jej niekontrolowanych wybuchów. W listach po 1914 Tuwim już całkiem śmiało wyznaje Stefanii miłość, w swoich wierszach zaś widać już zapowiedź znaczenia, jakie będzie dla niego miała przyszła żona. Największą bolączką Juliana był strach przed odrzuceniem czy brakiem wzajemności ze stron wybranki. Ale która kobieta zachowałaby obojętność wobec takich wyznań:

„Moja Stefa będzie zawsze drogowskazem przez całe życie” [s. 26] czy „Bo Ty jesteś Radość” [s.34]?

Korespondencja Tuwima nie kończy się jednak wraz ze zdobyciem ręki Stefanii. Jako mąż także pisywał do niej listy pełne namiętności, obsesyjnej wręcz miłości, w których nierzadko można wyczuć strach przez zobojętnieniem (który chyba będzie go męczył aż do końca) oraz lekką nutę zazdrości.

Ale swoje uczucia, tę głęboką miłość, najpełniej Tuwim wyraził oczywiście w liryce. Nie ma chyba piękniejszych wyznań niż te u niego rymowane, jak czule on tęskni w tych strofach, on nawet w poetycki sposób jest zazdrosny. W „Juweniliach” widać jeszcze tego Juliana-uczniaka, chłopca w okresie inicjacji, tej życiowej, uczuciowej i poetyckiej. Natomiast w późniejszej twórczości Tuwim objawił cały swój kunszt, a jego liryka miłosna stała się jedną z najpiękniejszych w historii polskiej poezji. Znajdziemy tu utwory, które na stałe weszły nie tylko do literatury, ale i do muzyki, teatru czy filmu, jak np. „Wspomnienie”, „Tomaszów” czy „Grand Valse Brillante”.

„Moja Miłość” to kolejny dowód miłości poety, kolejna obowiązkowa pozycja nie tylko dla fanów Księcia Poetów, nie tylko dla miłośników poezji, ale dla wszystkich wrażliwych, otwartych na wielkie emocje, niebanalną twórczość oraz romantyczną aurę wokół. Wydawnictwo Iskry dokonało świetnego wyboru utworów i listów poety, z których wyczytać można nie tylko uczucia, ale i charakter zainteresowanych osób, atmosferę oraz obyczajowość tamtych lat.

Kinga Młynarska

Za książkę dziękujemy:




wtorek, 24 września 2013

Błędnik - Maciej Cisło

Maciej Cisło, nazywany jest głównie poetą, bo właśnie wierszy napisał w swym dotychczasowym życiu najwięcej. Jego najnowsza propozycja tomem wierszy nie jest, ale w nie mniejszym stopniu niż poezja autora, zasługuje na uwagę.

Wierszy bowiem w „Błędniku” nie brakuje, choć nie wszystkie są dziełem autora. Wprawny czytelnik nie oprze się też poczuciu, że cała książka napisana jest w duchu poetyckiego postrzegania świata. Filozoficzne rozważania przeplatane są jednak różnego rodzaju ciekawostkami, humorystycznymi anegdotami, wspomnieniami autora. Tymi osobistymi i tymi opisującymi rzeczywistość, w której przyszło mu żyć, w której dorastał, tworzył i kochał.

Całość, co do formy przekazu, przypomina nieco zapomniane, prowadzone niegdyś głównie przez kobiety księgi rodzinne. Gromadzone w nich były notatki, cytaty, a nawet przepisy. Trzeba przyznać, niebanalny sposób opisywania historii rodziny. Maciej Cisło sięga więc stylem pisania do korzeni polskich tradycji. Jego książka przypomina album, w którym zamiast zdjęć wklejone zostały fiszki. Przemyślane i poważne, ale też takie pisane naprędce, na kolanie, „żeby nie zapomnieć”. Być może nie każdemu ten styl pisania, czy raczej opowiadania przypadnie do gustu. Można powiedzieć, że Maciej Cisło to osoba o (co najmniej) dwóch obliczach. Niewiarygodne, że autor potrafi na jednej stronie znudzić, a na następnej wręcz zafascynować. Do „Błędnika” bowiem trzeba się przekonać. Przyzwyczaić się do tego, że zaraz po notatce zawierającej rozmyślania o wieczności możemy natknąć się na informację o liczbie kręgów szyjnych żyrafy. Odpoczywać od niego, by potem wrócić i znów docenić.

Zaznaczyć należy, że wpisy autora tylko na pozór są ze sobą niepowiązane. Wszystkie opisują złożoność życia, którego elementami są zarówno rzeczy wielkie, jak i te zupełnie błahe. Opisaną rzeczywistość tworzą więc nie tylko wydarzenia takie jak upadek komunizmu, małżeństwo, narodziny córek, ale też niemowlę znalezione na śmietniku, starzec z pustym wzrokiem, czy lokalna wariatka. Wszystko, co przykuło uwagę autora, co dla niego samego jest istotne, ciekawe, zastanawiające, znalazło swoje miejsce w jego dzienniku. Dzięki temu czytelnik zostaje wręcz zmobilizowany do refleksji, do uświadomienia sobie, że życie „zostało nam zadane”.

Książkę polecam ludziom myślącym, poszukującym odpowiedzi na pytanie o sens istnienia. Nie dlatego, że w „Błędniku” znajdą gotowe odpowiedzi. Będzie im po prostu raźniej, że nie są z tymi rozmyślaniami sami.

Czymże jest w końcu „Błędnik” Macieja Cisło? Dziennikiem, pamiętnikiem, autobiografią? Moim zdaniem albumem pełnym fiszek.

Dorota Piasecka

sobota, 21 września 2013

Pro publico bono - recenzja

"Pro publico bono" to zbiór wierszy, od, fraszek, bajek , dedykacji i ballad napisanych przez Lecha Makowieckiego. Utwory poruszają tematykę patriotyczną, społeczną, religijną, moralną. Krótko mówiąc dotykają ważnych problemów dla współczesnej Polski. Wielu czytelników pewnie zapyta kim jest autor. Przyznam szczerze, że przed lekturą "Pro publico bono" nie był mi znany. Ze skrótowego życiorysu umieszczonego w książce wyłania się wszechstronny umysł, obdarzony wieloma talentami. Lista jego tytułów i doświadczenia zawodowego przedstawia się imponująco (mgr inż. budowy okrętów, muzyk, autor, kompozytor, bard, scenarzysta, felietonista, lider zespołu "Zayazd").

Większość utworów, które znajdziemy w książce wcześniej była publikowana w "Naszym Dzienniku". Dodano jednak wiele nowych (w tym cały dział "Dedykacje"), które nie mieściły się w konwencji katolickiej gazety. Część z nich funkcjonuje już jako ballady. Zainteresowanych odsyłam do portalu YouTube.

Autor słusznie przyznał, że czytelnicy nie powinni szukać w jego utworach geniuszu poetyckiego. W istocie nie odnajdziemy go w zbiorze "Pro publico bono". Jeśli nie skupimy się na treści to rymy częstochowskie mogą trochę kłuć w oczy.

Cenię Lecha Makowieckiego za podejmowanie tematów, które podobno są passe i nikogo już nie interesują. Autor nie przejmuje się poprawnością polityczną i nie przebiera w słowach. Przeczytajcie sami zdanie ze wstępu: "W dobie rugowania ze szkół historii, w czasach modernistyczno-lewackiego demoralizowania społeczeństwa i wasalizacji kraju obie epoki (współczesność i czasy zaborów - moje wtrącenie) zdają się być do siebie łudząco podobne...". Mainstream pewnie już po tym jednym zdaniu uznałby go za oszołoma, którego należy w najbardziej humanitarnym przypadku wykluczyć z debaty publicznej.

Lech Makowiecki postawił sobie za cel krzewienie patriotyzmu. Marzy o Polsce ponownie opartej na Dekalogu oraz zawołaniu: Bóg, Honor, Ojczyzna. Jak sam przyznaje pisze "ku pokrzepieniu serc". Czy moje serce zostało pokrzepione po lekturze "Pro publico bono"? Nie czuję tego. Z tomiku wyłania się raczej gorzki obraz rzeczywistości. Nie mogę jednak winić za to autora.

"Pro publico bono" to książka zapadająca w pamięć. Z pewnością w naszym kraju jest wielu autorów, którzy pragną pisać prawdę. Ilu wydawców chce ją jednak wydawać? Niewielu. Reszta pogrążona w politycznej poprawności woli nie wychylać się poza obowiązujące ramy. Zakończę słowami z "Ody do sprzedajnych żurnalistów" Lecha Makowieckiego:

Iluż ludzi zgubicie? Ile przez was błądzi?
Naród kiedyś to przejrzy, a Bóg was osądzi...
Bartek Filipczak

Za książkę dziękujemy

wtorek, 6 sierpnia 2013

Recenzja tomu wierszy "Alchemia miłości" - David & Sabrineh Fideler

"Alchemia miłości" to idealny wstęp do poznawania mistyki świata islamu, sufickich myślicieli i filozofii. Autorzy, którymi są David & Sabrineh Fideler, zebrali i przełożyli z języka perskiego na angielski wiersze o tematyce skupiającej się przede wszystkim na zbliżeniu się do Boga.

Celebrowaniu miłości i stanu ducha, jaką ta miłość wywołuje. David, od lat zajmujący się kulturoznawstwem, prowadzi prelekcje na temat poezji sufickiej. Sabrineh w swojej karierze przełożyła na język perski wiele książek. Ich wspólna praca skutkowała interesującym wstępem, słowniczkiem i wyjaśnieniami dotyczącym muzyki, struktury i poezji perskiej, którą przytoczyli w dalszej części, co pozwoliło skupić się na niej z należytym zrozumieniem.

"Alchemia miłości" to zbiór wierszy, który pozwala na podróż poprzez świat duchowy z poczuciem wolności i miłości, jakiej czasami brakuje w obecnych świecie. Świecie pełnym konsumpcjonizmu. Poezja ta zachwyca i odpręża. Prostota jej przekazu sprawia, że nie jesteśmy w stanie zaprzeczyć przesłaniu, jakie za sobą niesie. Wiersze mówią o tym, jakie jest źródło miłości. Kim bądź czym się bez niej jest. I o tym, co przemija, a co naprawdę zostaje.

Rumi, Sana', Hafez, Madżd ad - Din Taliba, Attar, Szams Szairazi i inni z tego tomu to poeci, o których warto usłyszeć. Choć niewiele mogę na ich temat powiedzieć, jedno wiem - pragnęli dzielić się swoją miłością do Boga, próbując go odnaleźć.

Prawdopodobnie nie jest to książka dla wszystkich, bowiem nie każdy preferuje tego typu twórczość. Lecz uważam, że gdybyśmy uczyli się religioznawstwa za pomocą lirycznych gatunków, a nie wypraw krzyżowych, mogłoby to w nasze życie wnieść wiele dobrego.

"Alchemia miłości" skłania do refleksji. Mnie, jako agnostykowi, przybliża stan ducha, jaki odczuwają wyznawcy danej (jakiejkolwiek) religii. Ten piękny stan, pełen zaufania i uczuć wyższych. Bez hipokryzji.

Moje serce może być pełne miłości, a umysł pełen zrozumienia dla czyjejś wiary - lecz jeżeli sama nie zostałam obdarzona tym stanem, wiem, że nie odczuję tego spokoju, który towarzyszy wierze w życie pozagrobowe. Odczuję go poprzez inne doznania i refleksje. Miło jednak poznać inny punkt widzenia świata. Tom ten wzbudził we mnie pozytywne emocje.

Polecam.

Recenzję napisała: SYLWIA PIETRYGA



                                      Za książkę dziękujemy Wydawnictwu Barbelo