Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo pwn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo pwn. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 czerwca 2014

O stawaniu się stoikiem… - recenzja

To książka na niepogodę. Nie tę jednak za oknem. Ale na niepogodę ducha. Bo książka Tomasza Mazura „O stawaniu się stoikiem” (PWN) jest poradnikiem na trudne czasy. Dla tych wszystkich ludzi, którzy zastanawiają się co robią w życiu źle, dlaczego im nic nie wychodzi i pytają w myślach siebie lub Boga, bądź też zadręczają bliskich pytaniami : jak mają to wszystko udźwignąć, co mają w sobie zmienić i co zrobić, aby było lepiej.

Tomasz Mazur podpowiada: „zacznij myśleć jak stoik”. Warto mu zaufać, bo sam jest stoikiem, założycielem Centrum Praktyki Stoickiej w Warszawie, a także wykłada filozofię na UW. Słowem – praktyk.

Ale co może dać współczesnemu człowiekowi postępowanie według zasad filozofii, która narodziła się w starożytnych Atenach, a potem rozkwitła w Rzymie?

Może dać to samo, czego niektórzy szukają w buddyzmie ….

Tomasz Mazur opowiada o tym, na czym polega stoicyzm, jak go praktykować i co dzięki niemu można osiągnąć, dając za przykład pokręcone losy Eryka, faceta w średnim wieku, któremu życie wali się na głowę.

Eryk nie odnajduje szczęścia ani w życiu rodzinnym, ani w zawodowym. Przyjaciele, zamiast go wspierać jeszcze bardziej go dołują. Ma takie długi, że komornik puka do drzwi. Naprawdę – Eryk stoi nad przepaścią i uważa się za człowieka przegranego. Aż pewnego dnia trafia na spotkanie stoików. I też ma wiele wątpliwości. Bo on, Eryk, potrzebuje już teraz, natychmiast, wiedzieć co ma zmienić w swoim życiu i jak ma osiągnąć oszałamiający sukces finansowy. Niestety, dowiaduje się, że musi ogarnąć wewnętrzny chaos, bo „(…)szczęście wymaga żmudnej pracy, dyscypliny i autorefleksji (…)”.

Właściwie Eryk nie ma już nic do stracenia. Jest na takim dnie, że postanawia spróbować. Od osób poznanych podczas spotkania stoików dostaje zestaw ćwiczenia do praktyki. W książce są one zaprezentowane i rozpisane, krok po kroku.

Eryk zaczyna więc swoją praktykę. Nie idzie mu łatwo. Bo stoicyzm jest jak psychoterapia, każde mu się zatrzymać, zastanowić, przemyśleć swoje postępowanie. Każde mu zadawać pytania i w sobie szukać odpowiedzi. Na dodatek wymaga dyscypliny i konsekwencji w postępowaniu. A także lektur dawnych mędrców, takich jak Marek Aureliusz, Seneka czy Epiktet. No, przyznajcie, że nie czyta się tego, tak szybko, jak kryminałów. Z prostego powodu – ich słowa zmuszają do refleksji, do spojrzenia w głąb siebie. A kto w dzisiejszych czasach ma czas na taka wiwisekcję? Poza tym, jak zmusić rozbiegany umysł do takiej kontemplacji?

O dziwo, z czasem Eryk odkrywa, że ta praktyka przynosi mu spokój i staje się życiowym drogowskazem. Eryk nie panikuje, nie obraża innych, nie pali za sobą mostów - zaczyna świadomie żyć. I bez histerii podchodzi do tego, co mu przynosi los.

Ach, czytając tę książkę coraz bardziej byłam nią zauroczona. Nie jest to typowy poradnik amerykański o tym, jak w 24 godziny zmienić swoje życie i osiągnąć sukces. Takich cudów nie ma! To mądra książka z wieloma poradami, które mogą nauczyć sfrustrowanego człowieka innego spojrzenia na siebie, swoje życie i otaczający świat.

Myślę sobie, że warto w dzisiejszych czasach zostać stoikiem. Zresztą, profesor Zygmunt Kubiak często powtarzał: „wszyscy jesteśmy z Greków i Rzymian”, bo ich świat ukształtował nasz świat. Dobrze jest sięgnąć do korzeni i u dawnych mędrców szukać odpowiedzi na bolączki współczesnego świata, oni wiedzieli o nas wszystko


Magda Lipka

Za książkę dziękujemy:

środa, 2 kwietnia 2014

Monika Piątkowska, Leszek Talko – Survival. Czyli jak zachować maniery w epoce fejsbuka

Życie w dzisiejszych czasach nie należy do łatwych. Nowe technologie i programy miały ułatwiać nam życie, jednak działają na odwrót. Dobrym tego przykładem jest wszechmogący fejsbuk, który zabiera nam każdą niezbędną sekundę oraz komplikuje życie towarzyskie. Monika Piątkowska i Leszek Talko zdecydowali się napisać poradnik o tym, jak przetrwać w świecie rządzonym przez to szatańskie narzędzie.

Jak sami podkreślają, stworzyli nie tyle współczesny poradnik savoir-viver’u, co raczej sztukę survivalu. Książka ta to przewodnik po dzisiejszym świecie, który pokazuje jak w nim sprawnie funkcjonować by się w nim nie pogubić. Autorzy otwarcie mówią, że współczesny savoir-vivre ma więcej wspólnego ze sztuką survivalu niż z tradycyjnie pojmowaną etykietą i wzorcem zachowań. Większość wskazówek dotyczących manier i norm regulujących stosunki interpersonalne dawno temu się zdezaktualizowały i odeszły w zapomnienie.

Piątkowska i Talko podzielili poradnik na kilka części, w których opisują specyfikę zachowań w konkretnych sytuacjach: gdy dziwi nas otaczający świat, gdy potrzebujemy przyjaciela, gdy wahamy się jak związek ma wyglądać, gdy rodzina nas zawodzi, gdy mamy kłopot z otaczającym nas światem, gdy musimy się sprężyć i zmierzyć, gdy dopadnie nas przestrzeń wirtualna, gdy toczymy batalie w pracy, gdy udajemy si na wakacje, gdy chcemy wyjść. Radzą jak postępować w sytuacji, kiedy np. wydaliśmy wszystkie pieniądze a do wypłaty jeszcze kawał czasu, albo kiedy wszyscy sugerują, że najwyższy czas założyć rodzinę i dają do zrozumienia, że zegar biologiczny nieustannie tyka.

Autorzy w zabawny sposób jak radzić sobie z codziennymi sytuacjami, które spotykają nas zarówno pośrednio, jak i bezpośrednio. Sposób, w jakim przekazują nam tę wiedze jest lekki i przystępny każdemu czytelnikowi. Przytaczają mnóstwo anegdotek ze świata polityki i show businessu, co jest dosyć ciekawym zabiegiem. Autorzy posługując się solidną dawką wiedzy, porządną ilością najnowszych opracowań między innymi z dziedziny psychologii oraz z humorem, który sprawia, że gorzka prawda o nas, jest nieco lepiej przyswajalna. Piątkowska i Talko pokazali nam źródła trudności przystosowania się do codzienności.

Książka „Survival. Czyli jak zachować maniery w epoce fejsbuka” prawdopodobnie jest ostatnią deską ratunku dla ludzi najbardziej zagubionych we współczesnym świecie, którzy mają trudności ze zdefiniowaniem własnej tożsamości i nadaniu swoim relacjom z otoczeniem pożądanego kształtu. Autorzy udowodnili, że problemy nie musza być barierą i przeszkodą w naszych relacjach społecznych. Pokonywanie ich krok po kroku oraz korzystanie z zasobów dzisiejszego świata powinno być przesłanką satysfakcji, a nie tylko i wyłącznie obiektem marzeń. Poradnik autorstwa Moniki Piątkowskiej i Leszka Talko jest obowiązkową pozycją dla wszystkich, którzy pragną wprowadzić zmiany w swoim życiu oraz poznać sztukę survivalu w XXI wieku.

Klaudia Kwiatkowska 

Za książkę dziękujemy:

czwartek, 9 stycznia 2014

Recenzja: Wladysław Bartoszewski - Mimo wszystko


Pod koniec roku 2013, nakładem Wydawnictwa PWN, w serii: Biblioteka Gazety Wyborczej, ukazała się książka pt. „Mimo wszystko”, poświęcona wspaniałej postaci, byłemu uczestnikowi Powstania Warszawskiego, Władysławowi Bartoszewskiemu.

To monumentalne dzieło, którego objętość zawiera 751 stron, stanowi wybór tekstów z publikacji „Wywiad rzeka” oraz „….mimo wszystko. Wywiadu rzeki księga druga”. Obie wydane przez Świat Książki w latach 2006 i 2008.

Rozmowę przeprowadził i zapisał Michał Komar, scenarzysta, krytyk filmowy, autor sztuk teatralnych, wydawca i jednocześnie wspaniały publicysta. Ma on na swoim koncie przeprowadzenie wywiadów – rzek z takimi osobami jak: Stefan Meller, Krzysztof Kozłowski, Sławomir Petelicki. Spotkanie tych dwóch osób, z których jedna umie pytać a druga wyczerpująco odpowiadać, zaowocowało tą wspaniałą biografią, której objętość nie powinna przerażać, a wręcz odwrotnie – powinniśmy być wdzięczni autorom za tak dużą dawkę ciekawych informacji i kawałek świetnie opowiedzianej historii Polski.

Cóż zatem znajdziemy w tej publikacji? Przede wszystkim poznamy życiorys bohatera książki ,który urodził się w wolnej Polsce i o wolną Polskę walczył, kiedy tylko sytuacja tego wymagała. Znajdziemy tu wspomnienia z lat młodości, następnie okupacji niemieckiej, pobytu w Auschwitz, lata konspiracji, pobyty w więzieniach. Bartoszewski w sposób poruszający opowiada o ludziach, którym zawdzięcza życie, o stosunkach polsko-niemieckich, polsko-żydowskich. To również duża dawka polskiej polityki, ciekawych faktów z okresu powojennego, Jednak najważniejsze przesłanie jakie niesie czytelnikowi ta biografia to fakt niezaprzeczalny, że mimo wszystko warto być przyzwoitym człowiekiem, nieść pomoc tym, którzy tej pomocy potrzebują, nawet z narażeniem własnego życia.

Książka „Mimo wszystko” jest warta przeczytania z wielu powodów: mamy okazję poznać relację z tragicznych wydarzeń jakie odgrywały się w Polsce, tu głównie w Warszawie, podczas okupacji niemieckiej, z opowieści naocznego świadka tamtych wydarzeń. Bartoszewski w sposób szczegółowy zdaje nam relację z dnia codziennego więźnia Auschwitz. Poznajemy również losy mieszkańców i losy miasta Warszawy, które piękne, wspaniałe, po latach rozkwitu legło w gruzach, i które obecnie nie przypomina już tamtej przedwojennej Warszawy, a którą z takim rozrzewnieniem wspomina Władysław Bartoszewski:
„Jest takie miejsce do którego powracam. Moi rodzice mogli widzieć Bolesława Prusa spacerującego po Krakowskim Przedmieściu. Ja jako uczeń chodziłem śladami Wokulskiego, Rzeckiego i doktora Szumana, odkrywając tajemnice mojego miasta. Zieleń Ogrodu Krasińskich, pompatyczny Gmach Teatru Wielkiego, aeroplany lądujące na Polu Mokotowskim, gwar Nalewek, eleganckie gmachy w alei Szucha, nowoczesne Powiśle wyłaniające się spomiędzy dawnych ruder. Bomby we wrześniu 1939 roku. Strzały w płonącym getcie. Sierpień 1944. Upadek Powstania. Niemcy niszczący budynek po budynku miotaczami ognia. A potem w lutym 1945 roku morze ruin, przysypana śniegiem figura króla Zygmunta leżącego przed kikutami Zamku Królewskiego. Idę tamtędy, widzę, poznaję, ale to już nie to. Więc wracam pamięcią do miejsc, które są we mnie. Ze mną odejdą.”
Dlatego o jedno prosi nasz bohater w tej publikacji: o pamięć. Bo pamięć jak sam mówi, jest niezbędnym dobrem życia!

Zatem pamiętajmy, i bez względu na wiek przeczytajmy tę wspaniałą książkę, przez którą można przepłynąć bez zmrużenia oka!

Beata Dalla Valle

                                                                   Za książkę dziękujemy:
                                                         

niedziela, 29 grudnia 2013

Ryszard Kapuściński - To nie jest zawód dla cyników - recenzja

Tytuł tej książki - „To nie jest zawód dla cyników” i słowa przedmowy o charakterze tej publikacji i jej przeznaczeniu – na wydanie składają się zapisy wykładów prowadzonych przez Kapuścińskiego podczas warsztatów dla dziennikarzy oraz trzech wywiadów/dyskusji z nim prowadzonych - wzbudziły we mnie przekonanie, że o to mam przed sobą pozycję skierowaną do obecnych i przyszłych adeptów sztuki dziennikarskiej.

Ale jakże duże było moje zaskoczenie, kiedy w trakcie czytania zorientowałem się, że…. w zasadzie to zaskoczenia nie było, bo rzeczywiście jest to pozycja skierowana do obecnych i przyszłych adeptów sztuki dziennikarskiej, ale……. nie oznacza to, że pozostali czytelnicy, bez względu na to czy są to „fani” Kapuścińskiego czy też nie, nie znajdą tu nic dla siebie. Wręcz przeciwnie. Zawsze powtarzam, że nie ma znaczenia do kogo publikacja jest kierowana – ważne jest tylko, czy ten kto po nią sięga, będzie chciał coś z niej wynieść. I ta książka jest doskonałym tego przykładem. Nie szukałem porad i wskazówek jak być dziennikarzem. Szukałem obiektywnych porad i wskazówek jak patrzeć na świat, aby jak dziennikarz, widzieć więcej i dostrzegać to, czego się nie widzi na pierwszy rzut oka. Szukałem też subiektywnych punktów widzenia i ocen otaczające rzeczywistości, z którymi mógłbym się zmierzyć.    I mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dostałem obie te rzeczy. Książka jest więc skierowana zarówna do dziennikarzy jak i do nie-dziennikarzy. Jak to możliwe? Najzwyczajniej w świecie każda grupa skupi się na innych jej aspektach i co innego dla siebie wyłuska.

Gwoli prawdy należy jednak zaznaczyć, że w gruncie rzeczy, ten aspekt „jak być dziennikarzem i tworzyć warsztat” to raczej myśl przewodnia niż jedyny temat tej pozycji. Dominuje on w pierwszej części książki, wspomnianych zapisach z wykładów dla studentów (w przeciwieństwie do drugiej części – tej w której otrzymaliśmy trzy rozmowy-wywiady z Kapuścińskim, gdzie dziennikarstwo i sztuka reportażu są bardziej pretekstem niż celem rozmowy). Część pierwsza zainteresuje ze względu na uwagi i rozmyślania Kapuścińskiego na temat zawodu dziennikarza: począwszy od omówienia niezbędnych atrybutów wewnętrznych uprawiającego ten zawód – empatii, pokory, otwarcia na ludzi, otwartości umysłu, a skończywszy na uwarunkowaniach zewnętrznych determinujących zawód – zjawisku globalizacji, rozwoju technologicznego i cyfryzacji oraz globalnej zmiany charakteru „informacji”, która nie jest już źródłem wiedzy i nośnikiem (czasem niewygodnej) prawdy, ale narzędziem zysku (a w związku z tym dziennikarz to nie poszukiwacz prawdy, ale pracownika-trybik korporacji medialnej). Prócz tego jest wiele z tego, co „dziennikarskie tygryski” lubią i powinny wiedzieć – etyka dziennikarska, zjawisko i rola cenzury, strategie dobrego reportażu, przyszłość mediów i tym podobne, co ważniejsze pojęcia i zjawiska, które trzeba brać pod uwagę, by być dobrym dziennikarzem (a może nawet nie tylko „dobrym”, ale w ogóle dziennikarzem, a nie tylko wspomnianym pracownikiem korporacji przygotowującym wraz z wieloma mu podobnymi produkt medialny dla odbiorcy końcowego).

Część druga (rozmowy/wywiady) z Kapuścińskim – tu także mamy sporo o dziennikarstwie - o tym jak być dziennikarzem, jak i o czym pisać, o niebezpieczeństwach, obowiązkach i zaletach, o jasnych i ciemnych stronach tego zawodu. Różnica jest taka, że w tej części nie mamy do czynienia z Kapuścińskim-wykładowcą, ale z Kapuścińskim-gawędziarzem, reporterem z krwi i kości. Tu na pierwszy plan wysuwają się historie, kontekst i doświadczenia reportera. Odpowiadając na zadane pytania lub po prostu rozważając na różne tematy, Kapuściński opowiada o bolączkach z jakimi przyszło mu się zmierzyć w jego karierze reportera i korespondenta. Teorii uczymy się na podstawie praktyki – ta i ta cecha, to i to zjawisko, w tym i tym konkretnym przypadku okazały się kluczowe, niezbędne, pomocne. Konflikty etniczne w Afryce, migracje do miasta i zanik chłopów jako klasy społecznej, polityka i sens istnienia europejskich organizacji humanitarnych – zjawiska zachodzące w świecie pod koniec XX wieku, ledwo zaakcentowane, zaciekawiły mnie o wiele bardziej niż cel, któremu miały służyć (nauka warsztatu dziennikarza). Trudno powiedzieć, czy to dobrze, czy źle. Jedni recenzenci chwalili za trafność diagnozy i uniwersalność tego fragmentu (bo problemy aktualne są także dziś), inni krytykowali, że dostaliśmy groch z kapustą, bo miało być o dziennikarstwie, a dostaliśmy jakiś misz-masz - trochę warsztatu, trochę, dobrze napisanych i stojących na wysokim poziomie, ale mimo wszystko znanych z innych prac autora, rozważań i historii, które może i ciekawe, ale chyba nie o to chodziło. Ja napiszę tak – może do tej książki trzeba podejść więcej niż raz.

Pisząc tę recenzję, przeglądając „To nie jest zawód” raz jeszcze, w miejscach które wydawało mi się, że znam, widzę nowe rzeczy. Tak jak napisał Kapuściński, wszystko się zmienia, to co było aktualne wczoraj, nie musi być dzisiaj, bo wszystko się zmienia niewiarygodnie szybko. Najpierw czytałem dla przyjemności – dostrzegłem niesamowite historie. Przeglądam drugi raz na potrzeby recenzji – dostrzegam fragmenty merytorycznie przydatne dla mnie, jako autora jakiegoś tam pisemnego środka przekazu. Chyba każdy kto przeczyta tę książkę (zresztą jak i każdą inną) będzie miał rację w jakiejś części, bo akurat spojrzał na coś innego, bo coś innego było mu potrzebne. Niby to taka oczywista prawda, ale dopiero ta książka mi to wyjątkowo mocno uświadomiła.

No a teraz część trudniejsza recenzji – co mi się nie podobało (i tu pewnie się gromy na mnie posypią, bo mam czelność rękę podnosić na książkę „Mistrza” – a przynajmniej o nim i z jego myślami). Ale chyba za bardzo wziąłem sobie do serca, co tam też Pan Kapuściński napisał o „prawdzie” i dziennikarstwie. Ja dziennikarzem nie jestem, ale mam jakieś poczucie, że powinienem pisać prawdę (tak jak dziennikarz), a nie tylko pisać to, co odbiorca chce czytać. A częścią tej prawdy są też wady, czy też raczej „zgrzyty”, które zwróciły moją uwagę w trakcie lektury. W zasadzie są dwa takowe, raczej czysto subiektywne, aspekty, mianowicie: Po pierwsze: Kapuściński to z pewnością bardzo inteligentny i mądry człowiek, o niezwykłych umiejętnościach pojmowania zjawisk, logicznego myślenia i zdolności empatii. Da się to wyczuć zarówno w tym co mówi, jak i w tym, jak konstruuje zdania, jakiego używa języka, jak ubiera myśli w słowa.

Kiedy porusza jakiś temat, nie ogranicza się jedynie do wyartykułowania swojej opinii, ale wzbogaca ją historiami z własnego doświadczenia, przywołuje przykłady z życia codziennego, powołuje się na różne autorytety, sięga po wcześniejsze swoje prace i utwory…. i ogólnie całe to bogactwo sprawiało, że momentami miałem trudność uchwycenia głównej myśli całego wywodu. A żeby było śmieszniej, paradoksalnie, jedną z rzeczy jaka zachwyciła mnie w wypowiedziach autora, jest ich…. zwięzłość. Nie „przytłoczyły” mnie wielozdaniowe, wielostronicowe dywagacje – każdy odrębny wykład Kapuścińskiego to dwie, góra trzy stronice – maksimum treści zapisane przy pomocy minimum znaków. Ja osobiście mam tendencje do zdań wielokrotnie złożonych, dygresji i uciekania od głównego wątku, więc „poznałem ten ból”, który czuje mój rozmówca, kiedy przywołuje mnie do porządku słowami „Czekaj, zgubiłem się…”.

Najwyraźniej nie jestem przyzwyczajony do warsztatu Kapuścińskiego, bo musiałem włożyć sporo wysiłku, aby wyłuskać te fragmenty (te małe „cegiełki”), które jako przeciętny człowiek, który ani nie jest dziennikarzem, ani nigdy takim nie planował być, ani też specjalnie nie orientuje się w problemach Afryki czy nie zagłębiał problemów cenzury PRL-u, będę w stanie zrozumieć, skonfrontować ze swoim światopoglądem i na koniec ewentualnie je do tegoż światopoglądu włączyć. Wierzcie mi jednak, że ten wysiłek bardzo się opłacił, bo intelektualnie książka bardzo mnie wzbogaciła jak żadna od bardzo dawna. Niejako więc można powiedzieć, że ta „wada”, jest jednocześnie „zaletą”, ale ponieważ ta recenzja, to de facto subiektywne wrażenia, a subiektywnie mi to przeszkadzało w odbiorze, to podciągnąłem to „zjawisko” pod tę pierwszą kategorię, choć obiektywnie, jak już wspomniałem, jest to niezwykły pokaz umiejętności autora (choć musimy pamiętać, że jest to tłumaczenie na polski słów Kapuścińskiego, więc tutaj musimy brać poprawkę, że część tych wad/zalet jest „zasługą” tłumaczenia).

Po drugie: Kapuściński to z pewnością bardzo inteligentny i mądry człowiek, o niezwykłych umiejętnościach pojmowania zjawisk, logicznego myślenia i zdolności empatii (tak, wiem, że to już pisałem). I nie jest to tylko moje odczucie – prawie każda osoba, która w tej książce głos zabiera, nie da Wam o tym zapomnieć. Nie wiem czy to tylko moje subiektywne wrażenie (właściwie to na pewno tylko moje subiektywne wrażenie), ale kiedy po raz n-ty rozmówca zwraca się do Kapuścińskiego lub mówi o nim per „Maestro”, „Mistrzu”, „największy”, „wybitny”, „Jego ekscelencjo” (no dobra, to ostatnie zmyśliłem”), to ja przestaje myśleć o Kapuścińskim jak o świetnym dziennikarzu i fachowcu, i człowieku takim jak ja – wzoru dziennikarz do którego nie tylko powinienem dążyć, ale też mogę osiągnąć, ale widzę wręcz kandydata na świętego – wzór cnót, dobra i miłości, ale przez to wzór nieosiągalny.

I to bardzo mi zepsuło odbiór treści. Wadą tej książki jest w tym wypadku poniekąd to, że jest książką – widzimy wyrazy, ale nie znamy kontekstu wypowiedzi słów, nie słyszymy głosu, intonacji, mimiki ich autora. W momencie zakodowania sobie w mojej głowie obrazu Kapuścińskiego jako tego kandydata na świętego, tego ideału, mistrza, maestro… cóż, ideały się nie denerwują, nie podnoszą głosu, nie oburzają, nie przeklinają, nie targają nimi emocje, nie mają wątpliwości…. Przez pierwszych kilkadziesiąt stron było w porządku - czułem emocje w tym co mówi - jego rozczarowanie współczesnym dziennikarstwem, obrzydzenie do cynizmu i zakłamania, w jego słowach czułem jego pasję w tym co robi. Ale z czasem, przez kolejne panegiryki, Kapuściński stawał się autorytetem o boskim niemalże statucie, który ex cathedra wygłasza swoje prawdy, z którymi to się nie polemizuje, bo właściwie to nie ma sensu, bo są tak odległe od rzeczywistości, jak ich autor daleki jest od zwykłego śmiertelnika.

Tak więc drodzy przyszli i obecni dziennikarze i pisarze, pamiętajcie o tym, że nie jesteście tylko maszynami do przelewania myśli na papier - tworząc książki, wywiady, reportaże, wkładacie w nie cząstkę siebie – swoje przekonania, emocje, wiedzę i doświadczenia. Często to właśnie te Wasze osobiste aspekty zdecydują o sukcesie Waszego tekstu, ale czasami, jak u mnie w powyższym przypadku, jeśli te Wasze emocje za bardzo się z tekstu przebijają, mogą zacząć wpływać na czytelnika w sposób, na jakim Wam wcale nie zależało.

Podsumowując (wreszcie)…..hmmm, ujmę to tak, w skrócie – książka spodobała mi się tak bardzo, że nie tyle włączę ją do swojej biblioteczki, ale…. podaruję ją jakiejś bliskiej osobie. Książka naprawdę poszerzyła moje horyzonty myślowe i dała zupełnie nowe spojrzenia na zarówno nowe jak i znane zjawiska. I przez ten pryzmat na nią patrzę – jako publikację rozwijającą, a nie podręcznik czy zbiór porad dla dziennikarzy czy studentów dziennikarstwa. I jako takie narzędzie rozwoju komuś ją podaruję, bo rozwój uważam za coś dobrego,a dobrem trzeba się dzielić, zwłaszcza z ludźmi, na których Ci zależy (przepraszam za ten truizm, ale jest już po północy i nic lepszego na zakończenie nie wymyślę).

Piotr Śliwiński


Za książkę dziękujemy:

wtorek, 15 października 2013

„1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie)” - Petra van Laak - recenzja

Petra van Laak to matka czwórki dzieci, żona, partnerka biznesowa swojego męża. Perfekcyjna pani domu. Nagle jej życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni – jej męża zaczynają nękać wierzyciele, rodzina się rozpada, a Petra zmuszona jest z kury domowej zmienić się w Mistrzynię Przedsiębiorczości.

Książka „1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie)” to opowieść o tym, jak ciężko było samotnej matce przestawić się na oszczędne życie, o tym, jak zapewnić czwórce dzieci byt i jak nie zwariować. Petra van Laak podejmowała się różnych prac, by zarobić choćby kilka euro na chleb. Był to zarówno dla niej jak i dzieci szok – z willi nad jeziorem przeprowadzili się do obskurnego (jak na niemieckie warunki) mieszkania i musieli zacząć żyć bardzo oszczędnie. No właśnie, ale czy niemieckie „oszczędnie” oznaczałoby to samo w Polsce? W gruncie rzeczy, gdy czytałam tę książkę, miałam wrażenie, że w Polsce pani van Laak doznałaby załamania nerwowego: już sam fakt, że uznała sklepy typu Aldi czy Lidl za poniżej jej godności, jest widoczną różnicą w poziomie życia w Polsce i w Niemczech. W Polsce byłoby jej zapewne dużo ciężej.

Cytowana na okładce książki Magda Kumorek stwierdziła, że „jeśli w grę wchodzi walka o dobro naszych bliskich, jesteśmy w stanie przenosić góry”. Mimo to mam wrażenie, że Petra van Laak nie była gotowa na przenoszenie gór – odrzuciła pomoc socjalną, szukała przy tym pracy niemalże na siłę (a jak już ja dostała, ciężko jej było ją utrzymać). To, co dla przeciętnego Polaka jest codziennością, dla niej było niemalże życiową tragedią. W moim odczuciu jedynym poświęceniem ze strony Petry van Laak jako matki było odejście od męża i ucieczka z domu, w którym prześladował ich wierzyciel-szaleniec. Choć w sumie dom i tak musieliby opuścić z powodu długów...

Być może „1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie)” w Niemczech było odebrane jako bajka o Kopciuszku, jednak w Polsce może budzić co najmniej zdziwienie. Jak to – zakupy w tanich sklepach to coś okropnego? Mieszkanie w bloku czy kamienicy to patologia? Nerwowi sąsiedzi przedstawieni niemalże jako potwory? Hej, przecież to całkiem normalne dla przeciętnego Polaka!

Może lepiej zrozumiałabym bohaterkę książki i jej dzieci, gdybym sama przeżyła taką sytuację – z bogatej pani domu została biedną, samotną matką. Bo na dzień dzisiejszy Petra van Laak jawi mi się jako Bill Gates, który musiał zamieszkać w slumsach w New Delhi. Uprzedza co prawda, że sporo koloryzowała, żeby wywołać lepszy efekt – pytanie tylko, czy było to potrzebne? Książkę i tak czyta się lekko, daje sporo do myślenia, a takie podkoloryzowanie nie wychodzi jej na dobre. Duży plus stanowią dialogi między matką a jej dziećmi – i to ratuje całą historię.
 
Karolina Furyk

Za książkę dziękujemy:

czwartek, 10 października 2013

Kittel Bertold - System. Jak mafia zarabia na śmieciach.

Bertold Kittel jest dziennikarzem śledczym – pracował dla „Rzeczpospolitej”, aktualnie pracuje dla telewizji TVN. Książka przedstawia wyniki śledztwa przeprowadzonego w związku z nieprawidłowym obiegiem DPR-ami (Dokument Potwierdzający Recykling). Raczej nikt nie będzie zaskoczony jeżeli napiszę, że w to wszystko zaangażowani są ludzie z wysokich szczebli władzy. Nowością jest przedstawienie, jak w Polsce działa aparat przestępczy i z jaką łatwością odnajduje się w gąszczu aktów prawnych i jak łatwo wykorzystuje luki w prawie.

Wszędzie tam gdzie w prawie pojawia się luka, prawie automatycznie pojawia się jakaś grupa – której wielkość uzależniona jest od wielkości luki prawnej – która w sposób niezgodny z prawem lukę tę wykorzysta. Szeroko pojęte prawo ochrony środowiska, stwarza wielkie pole do popisu dla zorganizowanej grupy przestępczej. Niniejsza książka to reportaż o prawie, które rodzi patologie oraz o tym jak bardzo rzeczoną patologią są przesiąknięte struktury państwa.

Książka podzielona jest na dwie, wzajemnie przeplatające i uzupełniające się części. Pierwsza, to fragment najnowszej historii Polski, od momentu powstawania CBA do chwili obecnej (książka kończy się komentarzem, do wyroku z dnia 30 lipca 2013 roku w sprawie zabójstwa Marka Papały), druga to opis przeprowadzonego śledztwa w sprawie nadużyć handlem DPR.

Część pierwsza to wnikliwa analiza, postępowania najważniejszych polityków w państwie na przestrzeni 25 lat. W książce opisywane są kolejne afery polityczne oraz zamieszani w nie politycy i ludzie biznesu, nadużycia budżetowe, wykorzystywanie władzy politycznej do własnych celów oraz korupcja. Z władzą w parze zawsze idzie biznes – biznes (szczególnie ten nie do końca legalny) zawsze próbował sobie zaskarbić przychylność ekip rządzących, służb specjalnych czy policji. Książka pokazuje, że od bycia strażnikiem prawa do stania się człowiekiem godzącym w praworządność, wiedzie bardzo krótka droga – droga, która jest w Polsce bardzo często wybierana.

Druga część to historia biznesmena – Marka Kozery (nazwisko zmienione przez autora) – który zarabia krocie na nielegalnych interesach w branży ochrony środowiska. Kittel pracował nad sprawą parę miesięcy – czego owocem jest między innymi ta książka. Jest to zapis przygotowań, które zakończyły się zostawieniem pułapki na byłego agenta CBA, który jest bliskim współpracownikiem Kozery. Praca reportera śledczego to przede wszystkim mozolne poszukiwanie danych, powiązań między ludźmi i firmami, mozolne przeszukiwanie rejestrów sądowych.

Reportaże powinny przedstawiać aktualną sytuację w sposób obiektywny – ten reportaż spełnia to podstawowe założenie. Wnioski z reportażu są bardzo smutne. Polska to kraj w którym nie liczy się prawo – liczą się układy i znajomości. Większość bandytów jest bezkarna, środowisko nadal jest zanieczyszczane a konsekwencje tego ponoszą zwykli ludzie – zarówno Ci, którzy mieszkają w bezpośredniej bliskości zanieczyszczanego środowiska (nielegalne zrzuty ścieków, wysypiska odpadów, zanieczyszczanie gleb i wód) jak i całe społeczeństwo, kiedyś przyjdzie nam zapłacić słono, za rekultywacje zanieczyszczonych terenów oraz za niedotrzymanie unijnych terminów związanych z ochroną środowiska (oczyszczaniem ścieków, segregowaniem odpadów, recyklingiem, ograniczaniem ilości składowanych odpadów).

I chociaż inspektorzy ochrony środowiska bija na alarm, wydają pisma zakazujące prowadzenia szkodliwych działalności, to zorganizowana przestępczość branży „ochrony środowiska” opuścić nie zamierza. Inspektorzy są bezradni, aby przeprowadzić kontrolę muszą wcześniej zapowiedzieć się u przedsiębiorcy – nie istnieje nic takiego jak niezapowiedziana kontrola. Prokuratorzy są albo skorumpowani albo w wyniku opieszałości nie potrafią przedsięwziąć odpowiednich kroków.

Wygląda na to, że wiele wody upłynie w Wiśle (a wraz z nią mnóstwo ścieków) nim w Polsce zmieni się mentalność ludzi stanowiących prawo jak i tych, którzy zobowiązani są do jej przestrzegania.

Piotr Kowalik

sobota, 13 lipca 2013

Recenzja: Bertold Kittel - "Mafia po polsku"

Mafia po polsku - Bertold Kittel

Bertold Kittel - dziennikarz śledczy pracujący dla TVN (wcześniej zaś dla "Super Expressu" i "Rzeczpospolitej") podjął się próby pokazania połączeń bohaterów afery Amber Gold z światem zorganizowanych grup przestępczych.

Pierwsze rozdziały rozczarowują, gdyż autor nie pisze o niczym, czego uważny obserwator wydarzeń w kraju nie znałby już z doniesień prasowych i telewizyjnych. Warto jednak się przemęczyć, bo z każdym kolejnym rozdziałem zjawiają się nowe fakty i lektura staje się coraz ciekawsza. 

Zasiadając do czytania spodziewałam się czegoś innego, literatury bardziej z pogranicza nauk społecznych i kryminalistycznych, tymczasem całość napisana jest w stylu "Detektywa". Jest sensacja, są niedopowiedzenia i duże pole do domysłów pozostawione czytelnikowi. To wszystko sprawia, że książka będzie się podobać czytelnikom, którzy mają szczęście na co dzień nie funkcjonować w świecie kodeksów, sądów i prokuratur.

Ludzie związani z prawem odczują jednak niedosyt, spowodowany właśnie owym sensacyjnym, dziennikarskim stylem, chociaż trzeba przyznać autorowi, że przywołuje materiały źródłowe z akt spraw i w bardzo obrazowy sposób tłumaczy mechanizmy powstawania zorganizowanych grup przestępczych, czy np. prania brudnych pieniędzy.

Książkę polecam tym wszystkim, którzy chcieliby pogłębić informacje związane z jedną najgłośniejszych afer w Polsce, bez obawy, że treść będzie niestrawna z uwagi na prawniczy bełkot.

Recenzję napisała: Agnieszka Bałaga-Kupis

Książkę otrzymaliśmy dzięki uprzejmości wydawnictwa PWN

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Za Chiny ludowe - Katarzyna Pawlak - recenzja



Książka „Za Chiny ludowe” Katarzyny Pawlak zrodziła się z pasji zmierzającej do poznania wielości kultur i różnorodności Państwa Środka. Z perspektywy obserwatorki i mieszkanki tak ciekawych miast jak Szanghaj i Pekin, a także turystki odwiedzamy dalekie prowincje na południu kraju, a także przy granicy z Birmą, Wietnamem, Koreą Północną i Mongolią.

Spotykając zwykłych ludzi, tak różnych w swoich tradycjach, wychowaniu, kulturze i mentalności, autorka stara się ukazać jak dynamicznie zachodzą zmiany w tym tak szybko rozwijającym się kraju. Portretując chińską rzeczywistość nie bez zdziwienia i dozy ironii komponuje swoistą mozaikę będącą migawkami i wyrywkami codzienności.

Autorka - socjolog, tłumacz i sinolog, musiała niejednokrotnie przebić się przez barierę nieufności i bycia laowajem (cudzoziemcem). Życie w Chinach wyzwalało w niej różnorakie emocje, nierzadko trudne, będące dla niej samej negatywnym zaskoczeniem. Jej udziałem staje się trudna do opisanie samotność, w kraju miliarda trzystu milionów ludzi...

Jak wiele wiemy, a raczej jak niewiele wiemy o Chinach? Na to pytanie musimy sobie sami odpowiedzieć. Książka Katarzyny Pawlak zapewne tę wiedzę pogłębi, a przy okazji wielokrotnie pozwoli szeroko ze zdumienia otworzyć oczy, gdy będziemy przyglądać się obrzędom religijnym, podglądać ludzi w drodze, przy stole zachwycać się nowoczesnością Szanghaju czy Pekinu. 


Mnie najbardziej zainteresował rozdział, w którym autorka odbywa podróż w okolice granicy z Koreą Północną, gdzie bieda widziana z drugiego brzegu rzeki wydaje się być wszechogarniająca miejsce i ludzi, którzy widziani z oddali w jakiś niewyobrażalny sposób pozbawieni są energii życiowej i pełni smutku.

Treść książka wzbogacona została interesującymi zdjęciami i opatrzona słowniczkiem wyrazów i pojęć. Gorąco polecam! 

Recenzję napisała: Beata Solińska

poniedziałek, 20 maja 2013

"Za Chiny Ludowe" - NOWOŚĆ

Na czym polega „syndrom zależności od miasta” – choroba pokoleniowa młodych Chińczyków?
Jak hukou – system rejestracji ludności, determinuje życie Chińczyka?
Czy żyć z klasą to znaczy żyć po koreańsku?
Jakie jest 80 hou – nowe pokolenie, które bardziej niż polityka i społeczeństwo interesuje konsumpcja oraz kreowanie siebie? Czy nadal lepiej urodzić syna?
I jak właściwie wygląda miłość po chińsku?

Za Chiny ludowe to migawki z chińskiej codzienności, obraz życia lao baixing, czyli tak zwanych zwykłych ludzi, mieszkańców współczesnych Chin; to próba uchwycenia zmian zachodzących w tym olbrzymim i błyskawicznie rozwijającym się kraju. To również opowieść o tym, jak trudno być „obserwatorem dopuszczonym”, który zdołał przedrzeć się przez barierę nieufności.

Katarzyna Pawlak ukazuje wielość stylów życia i kultur w dzisiejszych Chinach, które zdają się rozłamywać na dwa światy – wielkomiejski, zaskakujący nowoczesnością, oraz wiejski, nostalgiczny. Z perspektywy nie tylko turystki, lecz przede wszystkim mieszkanki opisuje Szanghaj – epicentrum gospodarcze, oraz Pekin – centrum polityczne. Portretuje także miejsca nieporównanie bardziej peryferyjne, przyglądając się od wewnątrz zachodzącym w nich przemianom. Obserwuje zanikanie wielowiekowych tradycji, a w ich miejsce pojawianie się aktualnie obowiązującej wersji chińskiej nowoczesności.

środa, 15 maja 2013

Mój Pen Club - recenzja

Seria książek „Na dwa głosy” Wydawnictwa PWN to spotkania nietuzinkowych postaci, zasłużonych dla Polski, ze znakomitymi dziennikarzami. Tym razem rozmowę przeprowadzili Iwona Smolka, wiceprezes Pen Clubu, oraz Adam Pomorski, prezes Pen Clubu od 2010 roku. Rozmówcą był prof. Władysław Bartoszewski, były prezes Pen Clubu w latach 2001-2010, a wcześniej sekretarz w latach 1972-1988, i członek Pen Clubu od 45 lat.

9 maja 2013 r. w siedzibie Pen Clubu w Warszawie, odbyło się spotkanie z prof. Władysławem Bartoszewskim, obecnie prezesem honorowym polskiego PEN Clubu, z okazji wydania książki. Podczas tego spotkania powiedział, że: „to opowieść o tym jak PEN Club oraz należących do niego ludzi postrzegałem, rozumiałem, odczuwałem. Opowieść o moim PEN Clubie".

Czym zatem jest Pen Club, do którego 45 lat temu wstąpił prof. Władysław Bartoszewski?

Jak możemy przeczytać na stronie internetowej P.E.N. Clubu jak również i na stronach książki, to Międzynarodowe Stowarzyszenie Pisarzy z siedzibą w Londynie, które:

„opowiada się za swobodną wymianą twórczości, przeciw antagonizmom narodowym, klasowym, rasowym oraz dyktaturom i cenzurze. Od członków P.E.N., którymi mogą być godni tego pisarze, edytorzy i tłumacze, wymaga się przestrzegania zasad zawartych w deklaracji ideowej Międzynarodowego P.E.N., zwanej Kartą. P.E.N powstał w roku 1921 w Anglii.”

P.E.N. to angielski skrót od słów "poets, essayists, novelists", a także "pen" – pióro. Zatem możemy powiedzieć, że to klub zrzeszający ludzi pióra, których obowiązkiem było przestrzeganie zasad, zapisanych w Międzynarodowej Karcie P.E.N. tj.:

- dbanie o to, aby literatura pozostała wspólną własnością narodów, bez względu na polityczne czy narodowościowe zawirowania,

- żadne okoliczności podczas wojny, nie powinny zagrażać dziełom sztuki i bibliotekom — spuściźnie całej ludzkości,

- członkowie PEN Clubu zobowiązują się uczynić wszystko aby przeciwdziałać rasizmowi, nienawiści klasowej i bronić ideału jednej ludzkości żyjącej w pokoju na świecie,

- członkowie PEN Clubu powinni dbać o nieskrępowany przekaz myśli i walczyć o wolność słowa, zarówno w swoim kraju jak i wszystkich innych narodach,

- opowiadanie się za wolnością prasy i przeciwstawianie się cenzurze w czasach pokoju,

- członkowie zobowiązują się występować przeciwko nadużyciom wolności prasy, typu: kłamliwe publikacje, fałsze, wypaczanie faktów dla celów politycznych i osobistych.

Książka „Mój Pen Club” to bardzo ciekawa historia stowarzyszenia, przedstawiona przez Władysława Bartoszewskiego. Z jego wspomnień dowiadujemy się, jak został członkiem Clubu, kto namówił go do tego, aby wstąpić w jego szeregi i w jakich okolicznościach miało to miejsce. Znajdziemy tu wspomnienia zarówno z czasów II Wojny Światowej jak i lat powojennych, rządów komunistów, czasów „Solidarności” oraz stanu wojennego.

W książce przeczytamy o cenzurze stosowanej wobec ludzi pióra, o odmowach wydania paszportu osobom niewygodnym lub „pyskaczom”, jak o siebie zwykł mawiać profesor Bartoszewski. Do tego dochodziły zakazy publikowania swoich prac, podsłuchy, rewizje, rekwirowanie rękopisów i książek, rzeczy osobistych, aresztowania i wszelkiego rodzaju prześladowania.

„Mój Pen Club” to dla mnie również podróż w czasie i spotkanie z tak wspaniałymi ludźmi pióra jak: Paweł Jasienica, Antoni Słonimski, Jan Parandowski, Czesław Miłosz, Paweł Hertz, Kazimierz Kumaniecki. We wspomnieniach profesora Bartoszewskiego odnajdziemy również obecnego prezydenta - Bronisława Komorowskiego, Jerzego Turowicza – redaktora naczelnego Tygodnika Powszechnego, a także Papieża Polaka – Jana Pawła II.

To książka, w której aż roi się od dat i wielkich nazwisk, która zawiera listy i dokumenty wystawiane przez Pen Club, i przez to zdawać by się mogła nie do przejścia.

Nie obawiajcie się jednak „ciężkości” jej zawartości, gdyż bólu głowy od niej nie dostaniecie, zaręczam! Wręcz przeciwnie – oderwać się od niej nie można! A to za sprawą wspaniałego rozmówcy, jakim jest prof. Władysław Bartoszewski. W sposób szczególny i nie nudny potrafi on omawiać tak ciężkie tematy, wplątując między wiersze zabawne anegdoty.

Czytałam tę książkę jak jedną wielką gawędę, którą żyję przez ostatnie dni. Bo jak tu czuć inaczej, skoro przewodnikiem po historii Pen Clubu jest tak wspaniały gawędziarz!

Recenzję napisała: Beata Dalla Valle

wtorek, 19 marca 2013

3 Kwietnia premiera najnowszej książki Władysława Bartoszewskiego

Międzynarodowe stowarzyszenie pisarzy z siedzibą w Londynie jest znane jako PEN (Poets, Essayists, Novelists) Club. 

Władysław Bartoszewski, członek Polskiego PEN Clubu od 45 lat, jego były sekretarz (1972–1988), prezes (2001–2010), a obecnie prezes honorowy, w rozmowie z Iwoną Smolką (wiceprezesem) i Adamem Pomorskim (prezesem od 2010 r.) opowiada o trudnych i dramatycznych latach Polskiego PEN Clubu jako ważnej placówki, aktywnej w walce o wolność i godność ludzi pióra zarówno w okresie PRL, jak i dramatycznego epizodu stanu wojennego, w ciągłej trosce o zachowanie wierności zasadom Karty PEN Clubu. 

Ciągłość instytucjonalna Polskiego PEN Clubu, przez lat osiemdziesiąt obecnego w polskim życiu, była przedmiotem troski i starań kilku pokoleń pisarzy i intelektualistów. Pojęcie «ludzie PEN Clubu» zakładało rozpoznawalny rodzaj postawy, wartości i ideałów, który określił Jan Parandowski jako miarę wysokiej kultury, świadomość odpowiedzialności przed własnym sumieniem i przed społecznością literacką, poczucie obowiązku, wierność zasadom koleżeństwa i przyjaźni. Wiernie zaprzyjaźniony z polskimi kolegami Prezes Ukraińskiego PEN Clubu Jewhen Swerstiuk, pisarz z dwunastoletnim stażem więzień i łagrów, stwierdził w połowie lat dziewięćdziesiątych, że wśród wielu ministerstw nowo tworzonych w niepodległych państwach pokomunistycznych brakuje jednego: ministerstwa przyzwoitości. Życzył PEN Clubowi, by mógł stać się takim urzędem.
Uderzająca zbieżność postawy i ironii łączy tę uwagę Swerstiuka ze znaną sentencją honorowego Prezesa Polskiego PEN Clubu Władysława Bartoszewskiego: «Warto być przyzwoitym – choć to nie zawsze się opłaca».
Ze wstępu Iwony Smolki i Adama Pomorskiego.

Tytuł: Mój Pen Club
Autor: Władysław Bartoszewski, Iwona Smolka, Adam Pomorski
Seria: Na dwa głosy
Oprawa: twarda
Format: 165 x 238 mm
Liczba stron: 288 stron + 32 strony wkładki ilustracyjnej
Wydanie: pierwsze
ISBN: 978-83-7705-268-6
 

środa, 27 czerwca 2012

Polska według Kreta - NOWOŚĆ


27-ego czerwca nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN ukaże się niezwykła książka Jarosława Kreta – „Polska według Kreta”.

Po bestsellerowej „Planecie według Kreta” znany prezenter pogody proponuje czytelnikom wojaże bliższe sercu i łaskawsze dla kieszeni. W swojej najnowszej książce, zatytułowanej tak samo jak popularny program telewizyjny, autor prezentuje czytelnikom ciekawe i nieznane zakątki naszego kraju. Udowadnia, że niepotrzebne są długie urlopy i drogie bilety, żeby przeżyć niezapomnianą przygodę, a prawdziwe atrakcje podróżnicze są na wyciągnięcie ręki. Zaprasza na spacer niejedną krętą ścieżką, odwiedza zapomniane zakątki, rozmawia z tubylcami. Pokazuje magiczne i nieznane oblicza Mazur, biebrzańskich bagien, Puszczy Noteckiej czy Gór Świętokrzyskich.

Polska, jakiej jeszcze nie znacie!

Podróże mogą być różne... dalekie lub bliskie, służbowe, wypoczynkowe, badawcze albo duchowe. Mogą trwać kilka dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat. Niezależnie od tego, jakie są – wciągają, dają radość i najlepiej gdyby nigdy się nie kończyły.

Często, planując nasze podróże, zapominamy o Polsce. Bo po co jechać do Otwocka, Płocka czy Bochni? Zapewniamy, że warto. Jarosław Kret pokazuje piękno tego, co leży na wyciągnięcie ręki i co, wydawałoby się, każdy z nas powinien znać. Zaprasza czytelnika na spacer niejedną krętą ścieżką, odwiedza zapomniane zakątki, rozmawia z tubylcami. Pokazuje magiczne i nieznane oblicza Mazur, biebrzańskich bagien, Puszczy Noteckiej czy Gór Świętokrzyskich.



piątek, 27 stycznia 2012

„Piękno ciała” - Leszka Pokrywki i Milana Čabrića - recenzja e-booka


Jeśli wydaje Ci się , że piękno to błahy i nieistotny temat to jesteś w dużym błędzie. Atrakcyjność fizyczna może pozytywnie wpłynąć na wiele aspektów naszego życia np. karierę zawodową. Atrakcyjne fizycznie uczennice i uczniowie są lepiej traktowani przez swoich nauczycieli , nawet rodzice okazują więcej czułości „ładnym” dzieciom. Zdecydowanie ma to wpływ na późniejsze życie danej osoby. Ci, którzy od dziecka żyli w przekonaniu o własnej atrakcyjności nie mają kompleksów w „dorosłym” życiu.

Z zagadnieniami związanymi z „atrakcyjnością” , „pięknem” i  „ludzkim ciałem” zetknęłam się w książce Leszka Pokrywki i Milana Čabrića pt. „Piękno ciała”.  Jest to niezwykle interesująca , a chwilami nawet zaskakująca lektura. Nigdy nie sądziłam , że temat piękna ludzkiego ciała może być tak fascynującym obszarem badań. Autorzy przybliżają go wykorzystując najnowsze wyniki badań naukowych z takich dziedzin jak między innymi : psychologia , historia sztuki czy medycyna. Dlatego , też warto przeczytać tę książkę. Pomimo , tego że , z podobnymi zagadnieniami nieraz spotykamy się w kolorowych magazynach to nie zawsze bazują one na zdaniu kompetentnych specjalistów dziedzin zajmujących się atrakcyjnością ludzkiego ciała.

14 rozdziałów książki czyta się jednym tchem. Autorzy rzetelnie opisują podstawowe pojęcia (np. wskaźnik BMI) , ale również próbują odpowiedzieć na nurtujące pytania np.  co sprawia , że  ktoś jest  atrakcyjny , a ktoś nie. Dzięki książce odbywamy fascynującą podróż po historii kanonów kobiecego piękna ,  poznajemy idealne proporcje ciała. Zdaniem autorów kult ciała wyrasta z naszych potrzeb biologicznych i ewolucji . Natomiast w dzisiejszych czasach kontrole nad nim przejęły wszechobecne mass media i koncerny kosmetyczne , które „lansują” określone ideały ludzkiego ciała. Co ciekawe mimo wszystko różne kultury w różny sposób pojmują piękno ciała np. na zachodzie jest „kult” szczupłych i wysportowanych sylwetek , natomiast w innych częściach świata jest inaczej . Każda kultura ma swoją specyfikę. Podoba mi się to , że autorzy przytaczają wyniki nieraz zaskakujących badań (np. dlaczego podobają nam się ludzie z długimi nogami). Uważam ,że niezwykle istotny był rozdział poświęcony zagrożeniom płynącym z dążeniem do ideału piękna czyli o anoreksji (głównie u kobiet) i bigoreksji (obsesji na punkcie umięśnionego ciała ; występuje u mężczyzn). Każda z  tych chorób ma swoje negatywne konsekwencje o , których nie należy zapominać.

Zdecydowanie polecam tę książkę . Myślę , że po jej przeczytaniu może zmienić się nasz pogląd na temat atrakcyjności ludzkiego ciała. Książka jest napisana przystępnym językiem. Pomimo tego , że zawiera wiele naukowych faktów jest bardzo interesująca. Mogę zaryzykować , że to ciekawa propozycja na długie zimowe wieczory. Osobiście z przyjemnością zapoznam się z innymi publikacjami autorów.

Recenzję napisała: Monika Dec

E-booka otrzymaliśmy dzięki uprzejmości:



Autor: Milan Čabrić, Leszek Pokrywka
Tytuł: Piękno ciała
Data wydania: Warszawa 2010
Wydawnictwo: PWN
ISBN: 978-83-01-16302-0
Ilość stron: 180
Fragment książki: dostępny na =>tej stronie<=


poniedziałek, 26 grudnia 2011

Żona Beduina - Marguerite van Geldermalsen - recenzja e-booka


„Niezwykła historia Marguerite van Geldermalsen. W 1978 roku pochodząca z Nowej Zelandii pielęgniarka została żoną Muhammada, beduińskiego sprzedawcy pamiątek w legendarnej Petrze. Zamieszkała w liczącej dwa tysiące lat jaskini w skalnym zboczu i żyła jak Beduinka. Nauczyła się arabskiego, przeszła na islam, urodziła troje dzieci i poznała brytyjską królową Elżbietę.”

Po przeczytaniu powyższego opisu z tyłu książki, pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy, była ta o kolejnej naiwnej i nieodpowiedzialnej Europejce, której wydawało się że miłość przezwycięży wszystko, a w tym wypadku przepaść kulturową. Wiele słyszy się historii o dziewczynach zwiedzionych egzotyką miejsc, czarnymi, przepastnymi oczami oblubieńca, które rzucają się na nieznane wody i niestety toną. Dlatego też spodziewałam się  problemu braku akceptacji otoczenia, ukrytych siedmiu żon, dramatu odbieranych dzieci i wreszcie panicznej ucieczki do rodzinnego domu...ale przewracając kolejne strony, zawiodłam się - pozytywnie.

Wychowywana w tolerancyjnym otoczeniu kochającej rodziny, adeptka pielęgniarstwa ciekawa świata i innych kultur, dostaje propozycję odbycia egzotycznej podróży. Jednym z jej punktów jest Petra – największa archeologiczna perełka Jordanii. Tam też, zupełnie przypadkiem, poznaje lokalnego sprzedawcę pamiątek Muhammada, który proponuje jej i jej towarzyszce nocleg w swojej jaskini – i tak jedna noc, przemienia się w wiele lat wspólnego życia. Jakiego? Musicie przekonać się sami.

Książka, jak napisałam na początku, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Autorka lekkim piórem przeprowadza nas przez swoje codzienne dni, radości, troski, przemyślenia, i w ten niewymuszony sposób czyni nas mentalnymi towarzyszami na ścieżkach jej życia. Czasem wiodą one stromo pod górę,po usianej ostrymi odłamkami skale, kiedy indziej kończą się nagle przepaścią. Innym razem są kręte i długie, ale kiedy tracimy siły, nagle zostajemy nagrodzeni zapierającym dech w piersiach widokiem, zapomnianym znaleziskiem, spotkaniem z dobrym człowiekiem. Taka właśnie jest Petra i takie właśnie było życie Marguerite.

 „Żona Beduina” to nie tylko pamiętnik, jest to opowieść o tym jak być szczęśliwym, posiadając niewiele, jak być bogatym, dzieląc się z innymi i jak warto czasem zaryzykować, aby znaleźć swoje miejsce na ziemi, ale przede wszystkim to opowieść o pięknym uczuciu, które – nie boję się użyć frazesu – przezwycięża wszelkie przeciwności.

Recenzję napisała: Edyta Gierałt

Książkę otrzymaliśmy od:



Tytuł: Żona Beduina
Autor: Marguerite van Geldermalsen
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-61171-36-2
Ilość stron: 328
Wydawnictwo: PWN
E-booka można kupić na: ibuk.pl

Fragment e-booka: Dostępny na stronie

piątek, 9 grudnia 2011

Jak dobrze pisać. Od myśli do tekstu - recenzja e-booka


Recenzowanie podręcznika , który łączy nie małą wiedzę z zakresu językoznastwa i tekstologii ze wskazówkami praktycznymi jest nie lada wyzwaniem.  Już we wstępie autorka pisze , że nie jest to typowy poradnik "jak napisać np.opowiadanie czy reportaż". Jednak , zawarte w nim wskazówki mogą okazać się przydatne przy tworzeniu własnego tekstu.

Autorką podręcznika jest pani Jolanta Maćkiewicz , która jest Kierownikiem Zakładu Języka Mediów w Instytucie Filozofii , Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego. Książka jest efektem jej wieloletniej pracy ze studentami dziennikarstwa i polonistyki oraz rozmów z nauczycielami języka polskiego.

Tematem książki jest pisanie. Autorka omawia wszystkie fazy tworzenia tekstu. Udziela również wielu praktycznych wskazówek , które z pewnością będą przydatne przyszłym autorom. Skupia się np.nad tym jak dobrze napisać wstęp i zakończenie książki oraz nad funkcją opisów.

Język podręcznika jest zrozumiały dla czytelnika. Autorka w sposób rzetelny , a zarazem przystępny przedstawia zasady dobrego pisania tekstu. Oprócz "podręcznikowej" teorii jest w nim sporo wskazówek praktycznych i przykładów tekstów (np.opisu).

Dla mnie szczególnie interesujący był rozdział poświęcony Słowu. Nie sądziłąm , że ten z pozoru błachy temat może być aż tak interesujący. Autorka zwraca w nim między innymi uwagę na związek pomiędzy doborem słów a ich zrozumiałością dla czytelnika. Pisząc tekst chcemy aby był on właściwie odebrany przez odbiorcę to znaczy , że czytelnik zrozumie tekst , zinterpretuje go zgodnie z naszymi intencjami  oraz zareaguje na niego w taki sposób w jaki od niego oczekujemy. Dlatego , również piszący powinien zadać sobie pytanie "dla kogo pisze" i czy używa zrozumiałych słów dla danej osoby.

W książce można znaleźć wiele przydatnych informacji. Powinny być one powszechnie znane , ale często o nich zapominamy. Np. Po co potrzebny jest wstęp i zakończenie. Myślę , że może być ona idealnym prezentem gwiazdkowym dla młodych osób , które wiążą swoją przyszłość z zawodem pisarza lub dziennikarza oraz studentów kierunków humanistycznych. Dzięki niej z pewnością poszerzą swój warsztat i dowiedzą się wielu istotnych rzeczy na temat tworzenia tekstów. Kto wie może właśnie dzięki niej (a , właściwie zawartej w niej wiedzy) ktoś stanie się wybitnym pisarzem lub reportażystą?

Recenzję napisała: Monika Dec


E-booka otrzymaliśmy od:


Autor: Jolanta Maćkiewicz
Wydawnictwo: Naukowe PWN, 
Data i miejsce wydania: Warszawa 2010
Wydanie: pierwsze
Liczba stron: 224
ISBN: 978-83-01-16349-5
Fragment e-booka: dostępny na stronie ibuk.pl



piątek, 28 października 2011

Maja Łozinska. W ziemiańskim dworze - recenzja

W dzisiejszej recenzji przeniosę się w czasie o jakieś sto i więcej lat. Czas dwudziestolecia międzywojennego oraz początek ubiegłego wieku. Życie codzienne wygląda zupełnie inaczej niż dziś. Inne warunki, inni ludzie, brak pewnych wynalazków współczesnego świata (telewizora, samochodu, o komputerze i Internecie nie wspominając). Świat jest zupełnie inny od tego, który znamy. Życie w dworze ziemiańskim toczy się według następujących po sobie pór roku.

Najpierw jest zima, a wraz z nią przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. Z okazji świąt do dworu zjeżdża się cała rodzina-krewni mieszkający daleko, dorosłe już dzieci i młodzież ucząca się w szkołach z internatem. Święta spędza się rodzinnie i "po bożemu"-pasterka, nieszpory itd. Nie brakuje choinki, prezentów i kolędowania.

Zima jest generalnie trudną porą roku- z powodu pogody podróżowanie jest utrudnione, wielkie dwory trzeba ogrzewać, a to jest niestety kosztowne i niełatwe. Ma ona jednak swoje dobre strony- wieczory spędza się w domu z rodziną na wspólnym czytaniu książek, różnych grach rozrywkowych i umysłowych.

Zima powoli ustępuje i robi się coraz cieplej. Zaczyna się Wielki Post oraz wiosenne porządki. W Wielką Sobotę miejscowy ksiądz odwiedza dwór żeby poświęcić pokarmy. Przyroda budzi się do życia i nastaje Wielkanoc- czas rodzinny i świąteczny.

Wraz z wiosną zaczynają się prace w polu. Od tego momentu nie można zmarnować ani jednego dnia, aby zapewnić sobie chleb i utrzymać majątek.

Z nastaniem lata we dworze pojawia się młodzież na codzień ucząca się daleko od rodzinnego domu. Rozpoczyna się czas rozrywek i zabaw na świeżym powietrzu. Gra w krokieta, w tenisa, konne przejażdżki, uprawianie ogródków. To czas kiedy we dworze robi się gwarno i tłoczno: oprócz dzieci ze szkoły zjeżdżają zaproszeni koledzy i koleżanki, wszyscy żądni rozrywek, flirtów i sportowych emocji.

Niestety tak jak wszystko co dobre lato też kiedyś musi się skończyć. Zaczynają się prace w polu-sianie oziminy, zbieranie kartofli i buraków. Jesień to czas przygotowywania zapasów na zimę oraz... polowań. Wkrótce jednak pogarszająca się z dnia na dzień pogoda nie sprzyja wychodzeniu z domu więc coraz więcej czasu spędza się w środku. Listopadowe wieczory są coraz dłuższe i coraz zimniejsze, nadchodzi czas andrzejkowych wróżb, w których biorą udział głównie niezamężne panny.

Wraz z dniem św. Andrzeja kończy się rok kościelny, kończy się też opowieść Mai Łozińskiej W ziemiańskim dworze. Opowieść, w której autorce udało się przekazać niepowtarzalny klimat tamtych lat, tamtej Polski nie naznaczonej jeszcze II wojną światową. Czytając tę książkę ma się wrażenie, że dla ówczesnych ludzi najważniejsze było bycie razem (choćby wspólne spędzanie zimowych wieczorów). Życie toczyło się według rytmu wyznaczanego przez przyrodę, a ludzie starali się mądrze wykorzystywać jej dary.

Z książki możemy dowiedzieć się o wielu zwyczajach dziś już zapomnianych, ale też i takich, które istnieją do dzisiaj i są pielęgnowane. O tym jak ludzie radzili sobie w czasach ciężkich zim i jak potrafili korzystać z dobrodziejstw przyrody szanując ją jednocześnie. Jak ważna jest rodzina i czas spędzany wspólnie. Dodatkowo tekst opatrzony jest wieloma zdjęciami pokazującymi życie w tamtych czasach. No i pojawił się akcent opolski: zacytowany został felieton ś.p. pana Józefa Szczupała, dziennikarza naszego opolskiego dziennika Trybuna Opolska (dziś Nowa Trybuna Opolska).

Podsumowując, książkę bardzo gorąco polecam, nie tylko jako źródło wiedzy o przeszłych czasach, ale również, jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało, dlatego, że przypomina nam o tym, co naprawdę jest życiu ważne. Obojętnie w jakim czasie i miejscu.

Książka została wydana przez Wydawnictwo PWN.




niedziela, 9 października 2011

Dziewczynka w zielonym sweterku - recenzja

Na początku mojej recenzji chciałabym przetoczyć kilka porównań, czy wspólnych punków odniesienia jakie znalazłam między książką "Dziewczynka w zielonym sweterku", a chociażby powieścią "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" Romy Ligockiej czy filmem "Lista Schindlera", który też miałam okazję obejrzeć.

Jedną z głównych bohaterek książki "Dziewczynka w zielonym płaszczyku" i Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" jest tytułowa Dziewczynka, oczami której poznajemy świat, w którym przystało im żyć i świat, którego nie da się zapomnieć. Obie książki są oparte na faktach i napisane przez dorosłe już autorki, które zgromadziły w książce swoje wspomnienia, przeżycia i historię, która mimo iż dzieję się w innych miejscach na świecie, jest równie przerażająca, tragiczna i ważna dla całego świata. Roma Ligocka autorka książki "Dziewczynka w czerwonym sweterku" napisała swoją książkę, po obejrzeniu filmu "Lista Schindlera", w którym to rozpoznała samą siebie w postaci dziewczynki w czerwonym płaszczyku. Tak więc w tym wypadku do powstania książki przyczynił się film. Z powieścią "Dziewczynka w zielonym sweterku" było na odwrót, bo to książka za inspirowała do nakręcenia filmu, który już niedługo (w styczniu 2012r.) trafi do kin. Film „W ciemności” Agnieszki Holland, który ukazuje nam straszną historię opowiedzianą w książce "Dziewczynka w zielonym sweterku" będzie polskim kandydatem do Oscara 2012 w kategorii: "Najlepszy Obraz Nieanglojęzyczny". Zadecydowała o tym Komisja Oscarowa.

Wróćmy jednak do samej książki. Jej główna bohaterką jest 4 - letnia Krystyna Chiger, nazywana przez swojego ojca Krzysia. Początkowo poznajemy Krysię, jako wesołą rezolutną dziewczynkę, mieszkającą w dużym domu, mającą kochającą się rodzinę, braciszka i której tak naprawdę wiele nie potrzeba, bo ma wszytko, piękniej domek dla lalek, zabawki i wszytko to co mała dziewczynka chce w tym wieku mieć. Traktowana jest jak księżniczka i bardzo jej się to podoba. II Wojna Światowa na całą rodzinę, mieszkającą we Lwowie spada jak grom z jasnego nieba. Od tego czasu wszystko się zmienia, choć skutki wojny i prześladowań Żydów (którymi bohaterowie są) dzieci nie odczuwały początkowo tak silnie. Rodzice nie chcieli im o wielu rzeczach mówić. Jednak pewne rzeczy nie dało się przed dziećmi ukryć...

"Dziewczynka w zielonym sweterku" to bardzo przejmująca i dobrze napisana książka, w której wspomnienia widziane są oczyma dziecka, które chcąc niecącą bywało świadkiem torturowań, poniżania czy wykorzystywania innych ludzi, a nawet własnej rodziny. Wyczuwało życie w strachu oraz zmiany, które z dnia na dzień zachodziły. Nagle rodzina nie była już całkiem razem, obydwoje rodziców musiało iść do pracy by nie zostać zesłanym do obozów czy skazanym na śmierć. Zabawki dziewczynki zniknęły, mieszkanie było trzeba opuścić i kolorowy jak dotąd świat dziecka drastycznie, zaczął się zmieniać.

Wszystkie opisane historie w książce są bardzo przejmujące, wzruszające i nieraz ciężkie do zaakceptowania przez kogoś, kto się wśród nich nie wychował. Mimo wielkiej wyobraźni czasami nie potrafiłam pojąć ludzkiego okrucieństwa i bezduszności wobec drugiego człowieka.

Powieść Krystyny Chiger i Daniela Paisnera napisana jest językiem prostym i zarozumiałym dla każdego przeciętnego czytelnika, ale jest to język bardzo obrazowy i plastyczny, którego czyta się z przyjemnością. W książce znajdziemy przypisy, które ułatwią nam zrozumienie pewnych rzeczy, czy przypomną nam daty oraz wydarzenia, o których często na co dzień zapominamy.

Książka została podzielona na dziesięć obszernych rozdziałów. Pierwszy z nich opowiada o czasach przedwojennych, o wspomnieniach małej Krysi, o tym jak pamiętała swoje dzieciństwo sprzed wojny, potem znajdziemy rozdziały, mówiące o wybuchu wojny, o tym jak rodziny musiały sobie radzić, o przeprowadzce z jednego miejsca na drugie, o cierpieniu, ucieczce, aż po wyzwolenie.

Książka obejmuje lata od września 1939 do września 1944roku. Liczby które w książce co jakiś czas się pokazują przy wymienianiu ilości zabitych Żydów w danym miesiącu czy roku są naprawdę przerażające i aż trudno uwierzyć, iż tylu ludzi zostało po prosty zabitych w ciągu tych kilku lat. Autorka książki zmierzyła się z trudnym, ale bardzo ważnym dla nas wszystkim tematem oraz trudną, ale ważną dla niej swoja własna historią. Już na początku książki przeczytać możemy podziękowania od autorki dla ludzi, którzy ją wspierali i pomogli przy powstawaniu książki.

Osobiście polecić książkę mogę każdemu dojrzałemu czytelnikowi, który powinien zmierzyć się z jej treścią. Jeśli ktoś miał okazję przeczytać książkę "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" lub obejrzeć film "Lista Schindlera" lub jest ciekawy trudnej historii II Wojny Światowej to książka ta przypadnie mu zapewne do gust. Do książki dołączone jest DVD "Tak pamiętam, wspomnienia Krystyny Chiger" - fragmenty filmu dokumentalnego pt: Wyjście z ciemności - historia dziewczynki z kanałów Lwowa" - który też serdecznie polecam.



Z ciekawostek na koniec dodam iż tytułowy zielony sweterek istnieje do dziś. 
Jest eksponatem w waszyngtońskim Muzeum Holocaustu.

Książkę otrzymałam od:

Autor: Krystyna Chiger, Daniel Paisner
Isbn: 978-83-01-16519-2Data i miejsce wydania: Warszawa 2011r.
Liczba stron: 284
Typ okładki: miękka (z dvd)
Wydawnictwo: PWN
Fragment książki: Dostępny na stronie wydawnictwa pod tym linkiem

Recenzja umieszczona rownież na moim blogu: http://ksiazkowe-recenzje.blogspot.com/


sobota, 1 października 2011

Diabelskie nasienie - Frances Reilly - recenzja



Kiedy pierwszy raz przeczytałem tytuł książki: „Diabelskie nasienie.Zakonnice zmieniły nasze życie w piekło” , odniosłem wrażenie, że tak właśnie mógłby się nazywać program z cyklu „Uwaga” lub „Sprawa dla reportera”. Kolejny szokujący i zazwyczaj mocno subiektywny materiał na temat przerażających praktyk prowadzonych pod dachem jakiegoś kościoła lub zakonu. I jak się z czasem okazało, nie pomyliłem się bardzo w moim pierwszym wrażeniu, bo opowieść, będąca pewną formą autobiograficznej spowiedzi autorki , to bardzo osobista podróż do pełnego przemocy i okrucieństwa dzieciństwa Frances Reilly i jej sióstr. A z racji jednostronnego dialogu i bardzo kontrowersyjnego tematu, książka szokuje i być może (o czym wspomina autorka) stanowi element terapii mającej przywrócić ją do normalnego życia (a raczej nauczyć jej, że coś takiego jak normalne życie istnieje), ale jednocześnie niczym innym się pochwalić nie może.

Tak naprawdę trudno jest mi napisać cokolwiek o tej książce, bo nawet biorąc pod uwagę, że liczy ona sobie prawie 300 stron, to odniosłem wrażenie, że przeczytałem artykuł prasowy w jakimś tabloidzie. Rzeczywiście nie sposób nie zauważyć, że książki nie pisała osoba zawodowo się tym zajmująca. Język jest prosty, nie ma tutaj jakichś bardziej rozbudowanych opisów, postacie się proste i jednowymiarowe, a świat ogólnie czarno-biały. Jak gdybyśmy czytali kolejne rozdziały pamiętnika (choć w tym wypadku to chyba właśnie tak miało wyglądać).

Co do opowiedzianej historii, to trudno mi się do niej odnieść. Ponoć pisana na faktach, ale jak już wspomniałem, faktach widzianych oczami dziecka i na dodatek nie popartych żadnymi innymi dowodami. Niemnie jeśli choć tylko część tej opowieści jest prawdziwa, to obraz zakonnic i klasztornego życia sierot z sierocińca Ubogich Sióstr z Nazaretu dosłownie woła o pomstę o nieba. Niemal każda historia w książce opowiedziana to opis brutalnych sióstr, nieczułych matek, seksualnych dewiantów, okrutnych policjantów, zdrady itd. W pewnym momencie poczułem jakiś przesyt i zacząłem wątpić co do prawdziwości tej historii. Tyle w niej tragedii, że mogłaby on posłużyć do napisania jeszcze kilku powieści. Nie mam oczywiście możliwości zweryfikowania słów autorki, a nawet sam przypominam sobie podobne historie z naszego rodzimego podwórka, ale jak dla mnie cała ta książka jest tylko jednym wielkim pokazem przemocy i okrucieństwa, ale bez jakiejś głębszej refleksji. Oczywiście nie wymagam filozofii na temat jej natury czy przyczyn, ale nie jestem w stanie zrozumieć (prócz tych powodów wspomnianych we wstępie) czemu miało służyć jej wydanie. Choć uświadomiłem sobie jedną rzecz dzięki temu wszystkiemu – że przemoc występuje codziennie w otoczeniu każdego z nas. I może tak jak mi trudno było uwierzyć w nią w tej książce, może taka natura jest natura człowieka – że dzieje się tyle zła, że na tyle okrucieństwa jest przyzwolenie, bo trudno jest nam uwierzyć, że takie historie mogą w ogóle mieć miejsce. Że człowiek (a już nie wspomnę o zakonnicach czy innych duchownych, którzy powinni być wzorem duchowym i moralnym) może drugiemu człowiekowi zgotować piekło na ziemi.

Podsumowując, książka byłaby na pewno o wiele ciekawsza, gdyby zaangażowało się do niej więcej osób, a przy jej powstawaniu choć w minimalnym stopniu postarano się o nagromadzenie jakichś obiektywnych dowodów (może jakieś wycinki prasowe, może opinie psychologów) na potwierdzenie zawartych w niej bardzo poważnych oskarżeń. Jak głosi tekst w środku – wszystkie wydarzenia są prawdziwe. To dobrze, ale ja prawdziwe wydarzenia oglądam na co dzień w dzienniku – od książek wymagam nieco więcej niż tylko suchych faktów. Może będąc bombardowanym na co dzień podobnymi historiami przez telewizję i Internet zrobiłem się trochę nieczuły i podejrzliwy, ale ogólnie książka mnie nie porwała, choć na pewno spodoba się osobom o poglądach antyklerykalnych i anty katolickich. Ale ja się do takich nie zaliczam i podejrzewam, że szybko popadnie ona w zapomnienie.

Autor recenzji: Piotr Śliwiński

Książkę otrzymaliśmy od PWN:

piątek, 23 września 2011

Skarby świata - recenzja

Celem Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO jest ochrona pomników kultury i przyrody znajdujących się na całym świecie. Została założona w 1972 roku i dotąd wpisano na nią 890 miejsc w 148 krajach. Z tego 689 obiektów to obiekty kulturalne, 176-naturalne i 25-kulturalno-przyrodnicze.

O wszystkich tych cennych obiektach naszego świata traktuje wydana przez Wydawnictwo Naukowe PWN książka pt. "Skarby świata". Na jej pięciuset stronach zaprezentowane są unikalne pomniki kulturalne i przyrodnicze, umiejscowione we wszystkich zakątkach naszego świata, począwszy od krajów europejskich takich jak: Szwecja, Finlandia, Czechy, Polska, Niemcy, Hiszpania, przez kraje azjatyckie (Izrael, Jemen, Arabia Saudyjska, Irak, Kazachstan), afrykańskie (Maroko, Ghana, Etiopia, Kenia), amerykańskie (Stany Zjednoczone, Kanada, Meksyk, Kostaryka, Panama, Kuba), po Australię i Oceanię.

Możemy tu obejrzeć piękne fiordy w Zachodniej Norwegii i dowiedzieć się jak powstały, a także rysunki naskalne w mieście Tanum w Szwecji. Chwilę potem jesteśmy już w Wielkiej Brytanii gdzie oglądamy jej najsłynniejsze zabytki i budowle (m.in. Pałac i Opactwo Westminsterskie, Twierdza Tower) oraz neolityczne monumenty w Stonehenge, które zresztą zostały do tego miejsca przetransportowane wiele kilometrów. Parę kartek dalej jesteśmy już w Brukseli gdzie możemy podziwiać Wielki Rynek uważany za jeden z najpiękniejszych placów na świecie. Znów przewracamy kilka kartek po to aby znaleźć się nad brzegami Sekwany w Paryżu. A jak Paryż to wiadomo- wieża Eiffla, Wersal, Pola Elizejskie... Jednak nie samym Paryżem Francja żyje, za moment jesteśmy już nad Loarą gdzie możemy podziwiać przepiękne zamki i opactwa znajdujące się wzdłuż jej brzegów.

Właściwie o samej Europie można by tak pisać bez końca. Ja wspomnę jeszcze tylko o jednych z moich ulubionych miejsc: Kolonia w Niemczech z olbrzymią katedrą św. Piotra i Najświętszej Maryi Panny oraz magiczna Praga z niesamowitym Mostem Karola oraz katedrą św. Wita i malowniczo położonymi Hradczanami. No i o naszej ojczyźnie nie wolno zapominać. W "Skarbach świata" możemy odnaleźć m.in. Zamek Krzyżacki w Malborku, Stare Miasto w Warszawie, Stare Miasto Krakowa oraz kopalnię soli w Wieliczce. W podobny sposób autorzy opisują obiekty znajdujące się na innych kontynentach. Możemy przeczytać m.in. o: Starym Mieście Damaszku, murach miejskich Jerozolimy, Tadź Mahalu, parkach narodowych w Indonezji (Azja), parkach narodowych w Australii, operze w Sydney, Wielkiej Rafie Koralowej Australii, ruinach Kartaginy, Muzułmanskim Kairze, Piramidach Afryka), parkach narodowych leżących po obu stronach granicy Stanów Zjednoczonych i Kanady. To wszystko to zaledwie niewielka część całego albumu. Co jeszcze on w sobie kryje? Aby się tego dowiedzieć zapraszam do zapoznania się z nim osobiście. Zapewniam, że warto.

Nie byłoby tak fascynujące przeglądanie tej książki gdyby nie zdjęcia. Zostały one wykonane w taki sposób aby pokazywały całe piękno przedstawianych obiektów. Każde z nich jest opisane.Przy każdym obiekcie oprócz pięknych zdjęć znajdziemy interesujący opis tego jak powstał, jaką rolę pełnił w przeszłości, a jaką dzisiaj, no i przede wszystkim, co sprawia, że jest tak unikatowy.Dodatkowo na końcu książki znajdują się mapy, przedstawiające poszczególne rejony wszystkich kontynentów świata, także można przy okazji sprawdzić gdzie dane miejsce się znajduje.

Przeglądanie tej książki jest jak fascynująca podróż dokoła świata, w trakcie której można dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy o miejscach znanych nam z ekranów telewizorów lub takich, w których byliśmy. To wspaniały sposób na to by w tych miejscach znowu się znaleźć lub odwiedzić te, o których zawsze marzyliśmy.

"Skarby świata" to książka z rodzaju tych, których nie czyta się od początku do końca. To książka do której wraca się raz po raz po to by coś sprawdzić, czegoś się dowiedzieć, obejrzeć zdjęcia. To książka, która jest cały czas przydatna i nigdy się nie nudzi. Gorąco polecam.


Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa PWN


środa, 21 września 2011

Marguerite van Geldermalsen "Żona Beduina"

W 1978 roku pochodząca z Nowej Zelandii pielęgniarka Marguerite van Geldermalsen została żoną Muhammada, beduińskiego sprzedawcy pamiątek w legendarnej Petrze. Zamieszkała w liczącej dwa tysiące lat jaskini w skalnym, stromym zboczu zboczu i żyła jak rodowita Beduinka. Swoją historię opisała w książce "Żona Beduina".

Z czym kojarzy nam się Petra? Większość osób pewnie stwierdzi, że z islamem, biednymi ludźmi mieszkającymi w jaskiniach. Niektórzy pewnie by się bali tamtejszych mieszkańców. Nie jest to oczywiście prawda. I to od razu zauważyła Marguerite, która wraz z przyjaciółką wybrała się w podróż min. do Perty i pokochała ten kraj. Kobieta zobaczyła, że tamtejsi mieszkańcy to osoby bardzo życzliwie, rodzinne i pełne optymizmu. W przeciwieństwie do ludzi Zachodu potrafią cieszyć się z najmniejszych rzeczy. My pędzimy za pieniędzmi, a dla nich najważniejsza jest rodzina. I to między innymi zafascynowało Marguerite. Jednak głównym powodem, dla którego została w Petrze była miłość. Dla niej totalnie zmieniła swoje życie: zamieszkała z mężem w jaskini, przeszła na islam, nauczyła się arabskiego. Jak widać wielkie uczucie zmusza ludzi do poświęceń. Jednak ta kobieta nie traktuje swojego życia w takich kryteriach. Sama mówi:„Beduini! To słowo niosło w sobie tajemnicę, powiew romantyzmu. Kojarzy się z wolnością, otwartą przestrzenią, swobodą – pomyślałam. To nas zaintrygowało”.  Nigdy nie żałowała swojej decyzji. Tam jest szczęśliwa. Poza rodzicami wszyscy ją krytykowali. Jak mogła wybrać takie życie bez udogodnień, z wielką niewiadomą. Jednak kobieta nie poddaje się.

Właśnie siła i niezłomność Marguerite podobały mi się najbardziej. I to, że ze stoickim spokojem potrafi zaakceptować każdą sytuację. Jednak jeśli chodzi o ważne sprawy jest w stanie walczyć np. nie zgadza się na wszystkie zasady lokalnej społeczności. Jednocześnie nie czyni to w sposób, który mógłby ubliżyć tubylcom, a wręcz stara się zdobyć ich szacunek.

Przyznam, że od początku zafascynowała mnie ta opowieść. Ciekawiło mnie życie Beduinów, ponieważ jest tak inne od naszego stylu bycia. Jednak dla nich to normalne. Ja osobiście podziwiam takie osoby jak Marguerite, które są w stanie tak radykalnie zmienić swoje życie.

"Żonę beduina" przeczytałam z wielką przyjemnością. Pomimo, iż jest to literatura faktu ma się wrażenie, że to najlepsza powieść, którą wciągnie każdego. To wielki plus tej książki. Czytając tego typu lekturę w większości przypadków mam wrażenie, że to encyklopedia. Tymczasem autorka posługuje się prostym i zrozumiałym językiem, wszystkie określenia tłumaczy. Nie wymienia jakiś zabytków itp. tylko opisuje swoje życie i przygody. Może dzięki temu ta powieść jest tak fascynująca. Podobało mi się też, że autorka nie krytykuje bądź nadmiernie chwali tamtejszy świat. Stara się wszystko pokazać tak jak wygląda w rzeczywistości.

Książka została napisana prostym, ale interesującym językiem. Widać, że pisarka kocha świat Beduinów.  Intrygująca jest też grafika. Idealnie pasuje do treści. Miłym dodatkiem są dołączone zdjęcia autorki z rodziną w Petru.

Podsumowując polecam tę książkę miłośnikom egzotycznych krajów.. To idealna pozycja na długi wieczór, która zabierze nas w gorącą i pełną wrażeń i uroków podróż do Petru.



Książka recenzowana dla serwisu Książki Moja Miłość i Wydawnictwa PWN