Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patrycja łuczyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patrycja łuczyńska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 sierpnia 2014

"Wirus" Guillermo Del Toro, Chuck Hogan - RECENZJA

Na nowojorskim lotnisku ląduje samolot z Europy. Żaden pasażer jednak go nie opuszcza. Okna pozostają zasłonięte, a drzwi zamknięte. Kontrolerzy nie mogą nawiązać łączności z pilotami. Po kilkunastu minutach ciszy wszyscy zaczynają podejrzewać, że na pokładzie mogła wybuchnąć niebezpieczna choroba, która zdziesiątkowała pasażerów. Na miejsce zostaje wezwany Ephraim Goodweather z Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób. Gdy udaje mu się wreszcie dostać na pokład, odkrywa, że zaledwie czterech z ponad dwustu pasażerów pozostało przy życiu. W "martwym" samolocie nie udaje mu się jednak znaleźć nic, co przybliżyłoby go do rozwiązania zagadki tajemniczych zgonów. Teraz on i jego współpracownicy w rozwiązywaniu zagadki będą musieli jak najszybciej zrozumieć, że prawdziwe zagrożenie – wirus, wciąż krąży po ciałach pasażerów, poddając ich niebezpiecznej metamorfozie.

Wydawać by się mogło, że temat wampirów jest już dawno wyczerpany i niewiele mogłoby nas jeszcze zaskoczyć. Guillermo Del Toro, meksykański reżyser, producent i scenarzysta (Blade: Wieczny Łowca II, Labirynt Fauna, Hellboy) w "Wirusie" udowadnia jednak, że wciąż można stworzyć tu coś nowego, nietypowego, co na pewno nieraz jeszcze zwali nas z nóg. To książka idealna dla tych, którzy zmęczeni są oswajaniem bestii w popkulturze i dla tych, którzy oczekują krwawego zamieszania i niepokojącej tajemnicy. Autorzy nie pozwalają nam oderwać się od powieści, niczym wampir od świeżej krwi. A to dopiero pierwsza część trylogii, którą serwuje nam Del Toro. Na dokładkę dorzuca także serial, który we wrześniu tego roku ruszy na antenie telewizji FOX.

Zacznijmy jednak od początku. Del Toro niemal od razu, zaledwie po krótkim wstępie, rzuca nas w wir wydarzeń. Jak przystało na dobry horror, nasze lęki urastają jednak powoli. Najpierw jest cisza i oczekiwanie. Podejrzenia i rosnący niepokój. A gdzieś tam, w ciałach pasażerów swój żer już rozpoczyna wirus. Przejście z cichej, choć nie do końca spokojnej atmosfery, jest stopniowe i powolne. Kolejne rozdziały to etapy rozwoju wirusa i transformacji jego ofiar. Zanim prawdziwe niebezpieczeństwo nadejdzie będziemy mogli jeszcze spokojnie zastanowić się nad rozwojem wydarzeń, rozkoszować się bardzo dobrze wykreowanymi bohaterami i ciekawie stworzonym światem.

Jeśli myślicie o wampirze jako o eleganckim panu w pelerynie lub – co gorsze – nastoletnim dobrym, lecz zagubionym chłopaku, tutaj wasze wyobrażenia wzbogacą się o kolejne wizerunki. Del Toro wraca do korzeni zachowań tych stworów, jako do niezwykle niebezpiecznych i agresywnych. Dodatkowo wprowadza element świeżości, wyposażając je (zamiast kłów) w... żądła oraz białą jak mleko krew! Takiego rozwiązania na pewno na próżno szukać w innej literaturze. W książce jest też kilka mocnych punktów, jeśli chodzi o pozostałe postaci – trochę wyidealizowany, a jednak wciąż dobry główny bohater, Ephraim, jego współpracownica i bardzo bliska przyjaciółka Nora, Jim Kent – który zwyczajnie nie miał szczęścia czy staruszek ze srebrnym mieczem i ogromną wiedzą o wampirach, która może uratować świat przed apokalipsą.

Myślę jednak, że główną zaletą książki jest to, że czytając, mamy wrażenie, że to wszystko dzieje się naprawdę. W końcu to nic innego tylko wirus, których pełno na świecie, które co jakiś czas budzą się, by zaatakować i wyniszczają duże grupy ludzi. Przecież to mogłoby się zdarzyć! Myślę, że gdyby ów wirus do końca książki nazywany był jedynie chorobą, wypadłoby to dużo lepiej. Słowo „wampir” trochę psuje cały efekt, choć to przecież wciąż ta sama historia. Mocno zaskakuje już od pierwszych stron, utrzymuje napięcie mrocznym klimatem, wciąż karmi atmosferą niepokoju. Pod koniec tomu napięcie trochę się uspokaja, a historia już nie ekscytuje tak bardzo, jednak to wciąż bardzo dobra powieść, przy której trudno się nudzić. Szkoda tylko, że na drugą część „Mrok” trzeba będzie jeszcze trochę poczekać...

Patrycja Łuczyńska


Za książkę dziękujemy:

poniedziałek, 23 czerwca 2014

„Dotyk przeznaczenia. Część 1” Rafał Tomczak - RECENZJA

Eregar ma szesnaście lat i właśnie rozpoczyna naukę w Cesarskiej Akademii Aklorianu. To miejsce niezwykłe, które uczy nie tylko o rozwoju cywilizacji do roku 503, lecz także kształtuje waleczne serce w walce na miecze i rozwija zdolności alchemiczne. Chłopiec czuje się wyobcowany. Nigdy nie miał przyjaciół i teraz także trudno przychodzi mu nawiązywanie znajomości. W Akademii jest parę osób, które próbują zdobyć jego zaufanie, jednak Eregar za każdym razem ich od siebie odpycha. W końcu jednak zaczyna rozumieć, że ich intencje są szczere. Wkrótce razem będą musieli stawić czoła niezwykłym wydarzeniom i przekonają się, że pracując ramię w ramię można osiągnąć najwięcej.

"Dotyk przeznaczenia" to książka, która porusza trudny problem samotności, choć tym razem w dość niecodziennym otoczeniu. Jest to bowiem fantastyka, która ukazuje nam szeroko opisaną historię stworzenia świata i wszelkich efektów działalności elfów i krasnoludów. To tutaj również możemy napotykamy smoki i różnorodne formy nauki w Cesarskiej Akademii Aklorianu, do której trafiają nasi bohaterowie. A jednak to nie nadnaturalne stworzenia i ich czyny stanowią fundament powieści. Eregar to chłopiec dość zwyczajny, typowy dla naszego świata. To jedna z tych osób, których wiele jest w naszym otoczeniu, jednak zwykle nie zwracamy na nich uwagi. To samotnik, wyobcowany w swym otoczeniu chłopiec, bojący się zbliżyć do innych, dlatego, że pewnego dnia zostanie sam na dobre.

Pierwsza część przygód Eregara porusza bardzo ważne zagadnienie kontaktów międzyludzkich, które, zależnie od osobowości, nie dla każdego są taką łatwą sprawą. Nie wszystkim bowiem przychodzi to naturalnie. Eregar czuł się odrzucony, lecz zarazem odrzucał wszystko wokół siebie. Żałował, że nie miał przyjaciela, lecz nie pozwalał nikomu się do siebie zbliżyć, poznać. Chłopiec uważał, że nie dość, że nie zasługuje na bliskość innej osoby, to wszyscy chcą jedynie pastwić się nad nim i go dręczyć. Była to jednak postać męcząca. Ciągłe negatywne podejście Eregara do wszystkiego szybko się nudziło. Początkowo ciekawe było poznawanie uczuć chłopca, jego strachu przed odrzuceniem. Jednak w momencie, kiedy po raz kolejny nie potrafił zrobić kroku naprzód, by przerwać passę swoich nieszczęść, stał się już osobą niezrozumiałą o bezpodstawnym uprzedzeniu do wszystkiego i do wszystkich. Choć rozumiem, co autor chciał przez to pokazać – bo przecież wielu z tych samotnych wokół nas myśli i czyni podobnie – tutaj trwało to zbyt długo, przez co Eregar - główny bohater raczej nie jest osobą, która łatwo zdobędzie sympatię czytelnika.

"Dotyk przeznaczenia" to ciekawy pomysł na książkę, jednak brakowało mi w niej większej ilości wątków fantastycznych. Przez znaczną część powieści poznajemy proces przezwyciężania niechęci Eregara do innych, nawiązywanie przez niego pierwszych przyjaźni. Dopiero pod koniec powieści bohaterowie rzucają się w wir prawdziwej przygody. Wtedy historia rzeczywiście zaczyna zachwycać - coś zaczęło się dziać, akcja była dynamiczna i zupełnie niepodobna do tego, co przedstawiały pierwsze rozdziały. Gdyby tak poprowadzona była reszta powieści, myślę, że efekt byłby dużo lepszy. Zwłaszcza, że autor dużą uwagę poświęcił na stworzenie historii tego niesamowitego świata, zbudował go z ogromną starannością i szczegółowością. Książka Rafała Tomczaka wywołuje jednak mieszane uczucia. Jest to część pierwsza przygód Eregara, dlatego liczę na to, że to jednie fundament niesamowitej historii, którą będziemy poznawać dalej. Póki co mamy tutaj dość monotonną i trochę banalną opowieść o chłopcu, który dopiero uczy się tego, by nie być zawsze na "nie". Mimo to świetne zakończenie pozwala mieć nadzieję, że to niefinezyjny, prosty wstęp do tego, co czeka na nas w kolejnych częściach.

Patrycja Łuczyńska
Za książkę dziękujemy:
http://novaeres.pl/

niedziela, 30 marca 2014

Helen Fielding "Bridget Jones. W pogodni za rozumem" - Recenzja

Bridget Jones do tej pory lepiej znałam jako postać wykreowaną przez Renée Zellweger. Bezbłędnie odgrywała swoją rolę roztrzepanej, pechowej kobiety po trzydziestce, której życie jest istnym pasmem porażek. Nie sposób było jej nie polubić. Po książkę chwyciłam po raz pierwszy, spodziewając się dobrej zabawy. "W pogodni za rozumem" to druga część opowieści o Bridget Jones autorstwa Helen Fielding, w której znów możemy zapoznać się ze wspaniałym, zabawnym spojrzeniem na damsko-męskie relacje, pogonią za marzeniami i z kolejnymi kieliszkami wypijanego wina.

Bridget od nowego roku znów postanawia pisać pamiętnik. Udało jej się stworzyć związek, który ma już kilka tygodni i za nic w świecie nie chce go zrujnować. Mark Darcy jest idealny, a ona chce zrobić wszystko, by być szczęśliwa i wreszcie ułożyć sobie z nim życie. Niestety między nimi zaczynają się pojawiać pewne problemy. Nie kończy się także jej walka z nadwagą i próba rzucenia palenia czy zmniejszenia ilości wypijanego alkoholu. Wszystkie te dane skrupulatnie zapisuje w swoim dzienniku. Opisuje w nim również wszystkie najdrobniejsze, niezwykłe historie, które wydarzają się na jej drodze ku naprostowaniu swojego życia.

Historia jest prosta, lecz przyjemna, bardzo miło spędza się przy niej zarówno słoneczne dni, jak i leniwe wieczory, gdy chce się zwyczajnie odpocząć i zrelaksować. Bridget to postać, która wreszcie nie jest idealna i której nie wszystko się udaje. Jej związki wciąż okazują się wielką klapą, w pracy zalicza kilka wpadek i nawet... trafia do więzienia. Zawirowania w jej życiu nie mają końca, a jednak ona się nie poddaje. To typowo kobiece spojrzenie na świat, którego chyba nie zrozumie żaden mężczyzna.

Dlaczego kobiety lubią Bridget Jones? Może dlatego, że tak łatwo jest się z nią identyfikować. Każda z nas przeżywa w swoim życiu lepsze i gorsze dni, a Bridget pokazuje, że wszystko, co złe, kiedyś się skończy i wszystko wreszcie się ułoży. Nie jesteśmy idealne i nie mamy wiecznie szczęścia. Jak każdy popełniamy błędy, które mają często ogromne, znaczące skutki. Bridget uświadamia nam, że nie jesteśmy same w swoim pokręconym, skomplikowanym życiu. I że nadejdzie taki dzień, kiedy uda nam się wreszcie uporządkować swoje życie.

Lekka literatura kobieca, idealna po nie najlepszym, ciężkim dniu. Poprawia humor, czyta się szybko i z przyjemnością. Polecam!


Patrycja Łuczyńska

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu:



czwartek, 20 marca 2014

Maks Frei "Obcy" - recenzja

Sir Maks, bohater książki, to alter ego samego autora. Pewnego dnia zaczynają nawiedzać go specyficzne sny. One jednak wydawały się lepsze, piękniejsze i bardziej rzeczywiste od świata, w którym przyszło mu żyć. W tych snach nieustannie pojawia się pewien mężczyzna, sir Juffin Halley. Z jego pomocą Maks naprawdę, nie jedynie poprzez senne marzenia, przedostaje się do magicznego miasta Echo, stolicy wielkiego państwa, w którym sir Juffin zaproponował mu pracę. Teraz ma zostać Nocnym Obliczem Najszacowniejszego Zwierzchnika Małego Tajnego Wojska Wywiadowczego Miasta Echo. Krótko mówiąc, jego zadaniem będzie rozwiązywanie zagadek związanych z seriami dziwnych zabójstw nawiedzających Echo.

Za tą książką kryje się wiele niespodzianek. Jak choćby ta, że nazwisko autora to tylko pseudonim, pod którym ukrywa się Swietłana Martynczik, rosyjska pisarka i dziennikarka. "Obcy" to tom pierwszy cyklu "Labirynty Echo", który zapoczątkowuje prawdziwą, rosyjską sensację w magicznym, baśniowym świecie. Książka jest zbudowana w dość niezwykły sposób. Na całą, ponad 600-stronicową książkę składa się siedem dość długich opowiadań, które jednak wzajemnie się uzupełniają. Wszystkie opowiadają o tym samym bohaterze, sir Maksie, który przybył do Echo i próbuje się w nim zaaklimatyzować. Co opowiadanie trafiamy jednak na całkiem inną opowieść, inną część życia Maksa, kolejny etap jego asymilacji wypełniony tajemniczymi, detektywistycznymi przygodami.

Autorka pisze bardzo przyjemnym, prostym językiem. Historia jest jednak dość zawiła, a wciąż ciągłe wprowadzanie nowych wątków sprawia, że przez całą lekturę musimy być niezwykle uważni. Trzeba ją czytać raczej ze skupieniem i przesadną uwagą, by nic ważnego nas nie ominęło. Autorka w ciekawy sposób stworzyła świat bohaterów. Echo jest naprawdę niezwykłe i magiczne. Tu przedmioty mówią, mają duszę. Ludzie żyją kilkaset lat. Istnieje wiele rodzajów magii, a niektóre jej stopnie są zakazane. Wszystkie pojawiające się postacie i miejsca, mają swoje unikatowe nazwy, które uświadamiają, jak wiele pracy i serca zostało włożone w ich stworzenie.

Chociaż konstrukcja samego świata jest stworzona w niepospolity i humorystyczny, niemal bezbłędny sposób, zawiodłam się na samej fabule. Choć co rusz mamy tu do czynienia z nową przygodą, nie są one niczym nowym. To czasem dość typowe detektywistyczne przygody, jedynie wzbogacone o dziwną, lekko pokręconą magię. W książce autorka zmieściła wiele pomysłów, lecz zabrakło w niej jeszcze powiewu świeżości, czegoś, co naprawdę zaskoczyło by czytelnika.

Na okładce „Obcego” czytamy, że cykl powieściowy "Labirynty Echo" liczy już ponad 40 tomów (choć wydaje mi się, że chodziło tu o 40 pojedynczych opowiadań, które składają się dopiero na kolejne tomy). Książka ma duży potencjał i zrodziła się z naprawdę ciekawego pomysłu, lecz nie wyobrażam sobie, bym w rzeczywistości była w stanie przeczytać cały cykl. Spędziłam przy niej miło czas, czyta się ją naprawdę szybko. Po jej skończeniu, nie czekam już jednak na ciąg dalszy.


Patrycja Łuczyńska

Za książkę dziękujemy:

środa, 12 lutego 2014

"Herosi" - Charles Kingsley - recenzja



W "Herosach" Charlesa Kingsley'a odnajdujemy trzy mitologiczne opowieści: o Perseuszu, Argonautach oraz o Tezeuszu. Podzielone na kolejne rozdziały stopniowo wprowadzają nas w świat greckich mitów. Mamy tu wyprawę po złote runo, zabicie Grogony czy poskromienie Minotaura, korzystanie z boskich błogosławieństw i specyficznych atrybutów. Bohaterowie to dzielni wojownicy, którzy dzięki swej niezłomności  i odwadze zdobyli dobre imię i mogli cieszyć się dobrą sławą. Dokonywali rzeczy niemożliwych, niejednokrotnie ryzykując życie. A to wszystko dzięki wielkim, potężnym bogom."

Odkąd pamiętam zawsze uwielbiałam zagłębiać się w mitologie. Nordyckie, słowiańskie, greckie czy rzymskie – wszystkie zawsze potrafiły mnie sobą zainteresować – niepokonanymi bohaterami, niecodziennymi wydarzeniami i czasem wielkim gniewem lub łaską bogów. Świat, który otwierają przed nami mity, wabi swoją niezwykłością, nadludzkimi siłami i barwnymi herosami. Przede wszystkim płynie z nich jednak ogromna wiedza na temat istnienia bogów, potworów i ludzi. Typowy język mitów często może stanowić utrudnienie dla młodszych czytelników. Tutaj wkraczają "Herosi", mity skierowane dla najmłodszych. W prosty i przejrzysty sposób na nowo wprowadzają ich w ten niezwykły świat greckiej mitologii.

To bardzo ciekawa książka, przy której można spędzić przemiłe chwile, przypominając sobie to, czego uczyło się w szkołach. Wreszcie mamy mity, które napisane są przejrzystym językiem, by mogły trafić do wszystkich czytelników, zwłaszcza tych najmłodszych. Przy tym wciąż zachowują swój pierwotny wydźwięk, zachwycają swoją magią i urzekają.

Minus tej książki jest jeden, lecz poważny – to tak naprawdę niewielki wycinek greckiej mitologii, który pozostawia niedosyt i nie odkrywa wszystkich tajemnic tego boskiego świata. Lektura nie pozwala nam poznać wszystkich najciekawszych mitów, więc można ją traktować zaledwie jako wprowadzenie do pozostałych opowieści. Książka jest krótka, przedstawia mity tylko o kilku starciach herosów z potworami i zdecydowanie brakuje w niej bogatszej treści.

Wybierając "Herosów", nie wiedziałam, że jest to pozycja skierowana dla młodych odbiorców, jednak i tak spędziłam przy niej miłe chwile. Pozwoliła mi przypomnieć sobie wybrane teksty mitologii, lecz tym razem w bardziej współczesnej, uproszczonej wersji, dodatkowo wzbogaconej o piękne ryciny. To bardzo krótka, choć przyjemna lektura. Dzieci pokochają tę wersję mitów i na pewno będzie to jedynie wstęp do ich fascynacji grecką mitologią.

Patrycja Łuczyńska

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu:

 

"Ja jestem Halderd"-Elżbieta Cherezińska-recenzja


Cykl Północna droga Elżbieta Cherezińska rozpoczęła Sagą Sigrun, która szybko zdobyła uznanie krytyki i przychylność w oczach czytelników. Składają się na niego cztery części, które przedstawiają nam pasjonującą epokę wikingów i uświadamiają piękno tamtych czasów ukryte za szczękiem miecza. Ja jestem Halderd to druga część cyklu, rozgrywająca się na przestrzeni wielu lat, przez co stanowi bogatą i intrygującą opowieść o X-wiecznej Norwegii.

Czasy wikingów, wojen i męskich potyczek o władzę. Tutaj wkracza Halderd, młoda dziewczyna, która nam wydaje się być dzieckiem, lecz dla tamtych czasów była już kobietą gotową do wydania za mąż. Wkrótce odbywa się jej ślub z jarlem Helgim, a ona zyskuje dość majątku, by zapłacić za niejasne, lecz mroczne czyny swego brata. Zaczyna się jednak jej droga przez mękę. Teraz musi godnie reprezentować swego męża, prostaka, który wciąż pragnie dla niej tylko rodzenia dzieci i niejednokrotnie stosuje wobec niej siłę. Halderd zaciska jednak zęby i wytrzymuje tak wiele lat, czekając, aż los się do niej uśmiechnie.

Długo zastanawiałam się nie "co", lecz "jak" napisać by oddać geniusz tej książki i wrażenie, jakie na mnie wywarła. To wspaniała opowieść, która poruszyła mnie i zajęła na długo. Czytałam ją powoli, chcąc rozkoszować się atmosferą, precyzyjnie zbudowanym światem, losami bohaterów opartymi o historię Norwegii tamtych lat. Książka, która długo żyje w myślach za każdym razem, gdy się ją odłoży. Czy to na chwilę, by wrócić do rzeczywistości, czy już po jej ostatnich stronach i zakończeniu. Wkrada się do snu i wciąż odgrywa na nowo, bohaterowie nadal tam żyją, a historia toczy się dalej.

To świat widziany oczami kobiety, a jednak w tak dużym stopniu o wojnie, męskich nałogach, mężczyznach u władzy, agresji i ich woli, a także o przelewanej krwi. Chyba dzięki temu każdy może tu znaleźć kawałek świata dla siebie, którym się zachwyci i który doceni. To obraz kobiety, która musiała sprostać pewnym zadaniom, postawy, jakiej od niej oczekiwano, lecz też jej walka o wypełnianie losów przeznaczenia i o władzę, która przez lata musiała pozostać uśpiona. Wszystko to wzbogacone o przepowiednie wieszczki z bagien, które wprowadzają do powieści swego rodzaju mistycyzm i tajemnicę. A to także ma tu swój urok. W tle widzimy mroźny kraj Północy, w który bohaterowie tak wspaniale się wtapiają i w którym żyją.

Jedna z lepszych, bardziej wciągających książek, które ostatnio czytałam. Jest dopracowana w każdym calu, bohaterowie tętnią życiem i ciężko po lekturze nie uznać Elżbiety Cherezińskiej za mistrzynię. Peany na cześć tego cyklu są jak najbardziej zasłużone, a ja z radością mogę stwierdzić, że polska literatura wciąż potrafi zaskakiwać swym geniuszem, oferując takie piękno słowa. To niełatwa w odbiorze książka ze względu na bogatą tematykę wojenną i koneksje kolejnych wojowników i rodów, jednak warto zagłębić się w tym świecie, by poznać jego czar.

Czytając tę książkę, rodzi się pytanie, czy na pewno przedstawione czasy wikingów to władza mężczyzn? Czy może też kobiet, które prowadzą swoją własną, małą wojnę z mężem, jego matką, jego przyjaciółmi obserwującymi ją na każdym kroku, tylko po to, by wreszcie mogły osiągnąć więcej niż ktokolwiek mógłby się tego po nich spodziewać. W tej książce można się zakochać, Cherezińskiej składać pokłony i jak najszybciej dotrzeć do pozostałych części cyklu.



Patrycja Łuczyńska

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu:


czwartek, 6 lutego 2014

Trzy młode pieśni - recenzja

Elżbieta Cherezińska w "Trzech młodych pieśniach" doprowadza swoich czytelników na sam koniec „Północnej Drogi”. Po trzech emocjonujących tomach, pełnych przygód, walki i poświęceń, trudno zaakceptować fakt, że ten jest już tym ostatnim. Cherezińska w swoich książkach otwiera wspaniały świat

Norwegii z przełomu X i XI wieku, który nasycony jest życiem i śmiercią, męstwem i strachem. Na przestrzeni lat bohaterowie dorastają, dojrzewają do szlachetnych czynów i decyzji, lecz też do przelewania krwi i demonstracji władzy. W jednej chwili śmieją się, bawią i popijają miód, w drugiej walczą i umierają z mieczem w ręku i oddaniem w sercu.

"Trzy młode pieśni" to opowieść o losach trójki młodych bohaterów – Gudrun, córki Sigrun i Regina, jej brata Bjorna oraz Ragnara, syna Halderd, którego ta oddała na wychowanie Reginowi. Chłopcy na dworze przygotowywani są na wojowników. Muszą szybko stać się mężczyznami, już w wieku kilku lat chwytają za miecze, łuki i oszczepy. Gudrun trudno zaakceptować fakt, że jej brat, z którym do tej pory była nierozłączna, mieszka teraz w innej części dworu. Nie w głowie jej dorastanie i bycie kobietą, a niemal całą swoją uwagę poświęca nieskończonemu uwielbieniu do Bjorna. Z tych trzech całkowicie rożnych perspektyw poznajemy wydarzenia z całego okresu ich dorastania – decyzje, jakie podejmowali, które sprawiały, że czasem wiele zyskiwali, lecz czasem równie wiele tracili...

Powieść rozgrywa się na przestrzeni kilkunastu lat, dzięki czemu widzimy, co dojrzewa w bohaterach przez ten czas i w jaki sposób reagują na zmiany. Różne punkty widzenia zapewniają nam różnorodność treści – to często zawiłe polityczne problemy, misternie opisane sceny walki, pojedynek o władzę i rywalizacja między młodymi wojownikami, lecz nie zabrakło tu też kobiecej strony o niewinności, przywiązaniu i marzeniach. Dzięki starej wieszczce Urd z bagien znów zostajemy wprowadzeni w mistyczny świat przepowiedni i przeznaczenia, lecz teraz dane jest nam poznać dokładniej ją samą. To tutaj, w ostatnim tomie "Północnej drogi" rozwiązują się wszystkie tajemnice i wszystko dobiega końca. Historia jednak nie umiera, a bohaterowie wciąż żyją. Już nie tylko na kolejnych stronach książki, lecz w głowie każdego, kto choć raz miał z nimi do czynienia.

Elżbiecie Cherezińskiej po raz kolejny udało się mnie oczarować. Już odkąd trzymałam tę książkę w rękach, byłam pewna, że się w niej zakocham, jednak po jej przeczytaniu wciąż jestem zdumiona – bohaterami, biegiem wydarzeń i samym zakończeniem. Na tych stronach tak wiele się dzieje, że nie sposób o tym wszystkim zapomnieć i wyrzucić z głowy. Autorka kusi nas humorem i zagadką, rywalizacją wojowników, wyrazistymi zasadami oraz zarówno kobiecym, jak i męskim do cna punktem widzenia. Ten świat, opisany z taką dbałością i pasją, wydaje się być na wyciągnięcie ręki, tuż przed naszymi oczami. 

Cherezińska szybko przywiązuje nas do siebie i wplątuje w uciechy i cierpienie bohaterów. Cykl "Północna droga" to niezwykła, wspaniała przygoda, która w "Trzech młodych pieśniach" ma swoje zakończenie. Trudno żegnać się z tym światem, lecz bez wątpliwości polecam wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji go powitać.

Patrycja Łuczyńska

Za książkę dziękujemy:

czwartek, 31 października 2013

Śmierciowisko - Anna Głomb - recenzja

Śmierciowisko to debiut powieściowy Anny Głomb, w którym autorka skupiła się na postapokaliptycznym świecie, gdzie niewielka społeczność musi zaczynać wszystko od nowa, walczyć o swój byt i o budowanie przyszłości od podstaw. Bardzo klimatyczna powieść we wspaniałym wydaniu, ze świetną okładką, która jest już pierwszym dobrym powodem, by sięgnąć dalej, do kolejnych stron książki. Za niedoskonałym stylem początkującego pisarza, kryje się powieść niezwykła, która pozostawia miłe wspomnienia i pozwala uznać ten debiut za całkiem udany.

Trzydzieści lat po epidemii ludzi na świecie pozostało już niewielu, a tylko nielicznym udało się przetrwać i żyć dalej. W osadzie Bukowsko, znajdującej się gdzieś na skraju lasów, mieszka nieduża społeczność, która próbuje dostosować się do świata. Panuje teraz nowy porządek i nowe zasady, trzeba walczyć o przetrwanie najprostszymi metodami. Pośród tych ludzi napotykamy Dorotę. Młodą dziewczynę, która staje w obliczu niewyjaśnionych morderstw i dziwnych zjawisk. Nie każdy pamięta straszne wydarzenia sprzed lat, lecz po raz kolejny wszyscy czują nadchodzące zagrożenie. Las napawa niepokojem; to w nim kryją się złowrogie stworzenia, które powoli zbliżają się do ludzi i do osady.

Bohaterka to dziewczyna żyjąca trochę na uboczu, niemająca wielu przyjaciół i budząca nieufność w oczach wielu osób, jako ta, która przynosi nieszczęście. Tutaj jednak to od niej zależy jak potoczą się losy mieszkańców Bukowska, to ona musi zajrzeć w oczy swemu strachowi i zmierzyć się z nim jak najszybciej, a potem odbyć podróż w głąb siebie. Z drugiej strony ważną rolę odgrywał tu też las - mroczny, kryjący w sobie wiele tajemnic, rozrastający się nieustannie i owiany opowieściami handlarzy i krążących legend. To te dwie postacie stanowią fundament powieści i to od nich wszystko się zaczyna.

Historia wydaje się być całkiem ciekawym pomysłem, z dużą ilością intrygujących, osobliwych postaci i dobrym przesłaniem. Powieść czytało mi się jednak nie lekko, w tym debiucie widać jeszcze niedopracowany i niezajmujący styl, który często górował nad dobrą ideą. Do pewnego momentu powieść wydaje się chaotyczna, niezrozumiała, nie do końca pasowały do siebie kolejne płaszczyzny powieści, choć potem, wraz z biegiem wydarzeń, nabrały one większego sensu. Potrzeba chwili, by wszystkie wydarzenia ułożyły się w całość, a my byśmy nabrali przekonania, że ta książka rzeczywiście jest niepowtarzalna i atrakcyjna.

Powieść opiera się o elementy fantasy i grozy, wiele jest tu elementów baśniowych, a wszystko razem buduje nam atmosferę niepokoju i oczekiwania. To naprawdę dobry pomysł, którym warto poznać samemu, jeśli ktoś lubi mroczne wizje przyszłości, dystopijną cywilizację wzbogaconą o tajemniczą aurę krążących w osadzie legend, wspomnień i zabobonów. To niewątpliwie powieść niezwykła, ze świeżym, ciekawym pomysłem, choć nie idealna. Śmierciowisko budzi niepokój i trzyma w napięciu, jeśli ktoś tego właśnie szuka, chyba właśnie znalazł coś dla siebie.

Patrycja Łuczyńska

Za książkę dziękujemy:

niedziela, 13 października 2013

Niepotrzebna jak róża. Potrzeba normalności w chorobie psychicznej

Ludzie chorzy psychicznie są milczeniem. Odbiera im się głos, który często nie brzmi poważnie w ustach schizofrenika, zdolności, bo chory z wieloma rzeczami nie potrafi sobie poradzić i ból, bo przecież jest on tylko w głowie. Wielu nie traktuje poważnie ich potrzeb, nie potrafi zrozumieć sposobu myślenia, tego co rozgrywa się w ich myślach i skazuje na trwanie w tym milczeniu przez lata. Niezrozumiani, wyniszczeni, pełni strachu i nieufności - Lauveng w tej psychologicznej rozprawie wyjaśnia, jak wiele błędów popełniali wobec niej lekarze, którzy niejednokrotnie nie potrafili jej pomóc, jak bardzo cierpiała z krzyczącym w jej świadomości Kapitanem i kto z ludzi, którzy znaleźli się dookoła niej, naprawdę potrafił jej pomóc odbić się od dna.

Arnhild Lauveng to kobieta, która przeszła ciężką, długą drogę, by móc wreszcie nazwać siebie zdrowym człowiekiem. Lata spędzone w szpitalach psychiatrycznych przyniosły jej wiele bólu i cierpienia psychicznego, chociaż ostatecznie pozwoliły jej żyć w pełni, być szczęśliwą, śmiać się i rozwijać. Schizofrenia zabrała jej wszystko. Zabiła wszelkie wartości, sprowadziła ją na samo dno, lecz nauczyła też wiele, zbudowała jej świat od nowa. Lauveng udało się wygrać z wyniszczającą chorobą, uciszyć głosy w swojej głowie i spełnić swoje marzenie o zostaniu psychologiem. Dziś wyciąga rękę do wszystkich tych, w których jak kiedyś w nią, wszyscy stracili już nadzieję.

Piękna książka o trudach choroby psychicznej jaką jest schizofrenia. Autorka opowiada o swoim życiu w szpitalach, o ludziach, których spotkała, o innych pacjentach. Dowiadujemy się, dlaczego cięła się odłamkami szkła, nie chciała jeść i czego tak naprawdę potrzebowała. Dla Lauveng schizofrenia to choroba samotności, kiedy czuła się odepchnięta i niezrozumiana, izolowana, gdy pragnęła kontaktu z ludźmi, wrzucana w tłum, gdy chciała spokoju. Choroba nieraz zamykała jej usta, nie pozwalając mówić wprost o swoich potrzebach, a w zamian za to kazała jej cierpieć z bólu, głodować i myśleć, że to właśnie jest życie, na jakie zasługuje.

"Niepotrzebna jak róża" to książka, która zachwyca, choć dotyka trudnego tematu. Czyta się ją niezwykle szybko, ponieważ autorka umiejętnie i subtelnie opisuje swoje lepsze i gorsze dni spędzone w szpitalach. Wspomina ludzi, których spotkała na swojej drodze z punktu widzenia dziś i wszystkiego, czego nauczyła się przez te lata. Teraz Lauveng to wykształcona kobieta, która jednak nie zapomina o swojej przeszłości i potrafi mówić o niej otwarcie, dając nadzieję innym na wyzdrowienie. Książka otwiera oczy, zwłaszcza gdy zna się ludzi cierpiących na tę chorobę i pozwala lepiej spostrzegać ich problemy. Takim osobom polecam ją w pierwszej kolejności, na pewno znajdą tu odpowiedzi na wiele pytań. Choć taka lekcja zrozumienia i wrażliwości nie powinna pozostać obca nikomu.

Patrycja Łuczyńska




                                                      Za książkę dziękujemy:


środa, 11 września 2013

Julian Tuwim Czary i czarty polskie oraz Wypisy czarnoksięskie i Czarna msza - recenzja

Julian Tuwim pewnie większości czytelników kojarzy się z pogodną, humorystyczną twórczością. Niemal każdy zna jego lekkie wiersze dla dzieci, twory nawołujące do pacyfistycznych ruchów przeciwko zbrojnej wojnie czy satyryczne dzieła, które uczyniły go jednym z najpopularniejszych poetów dwudziestolecia międzywojennego. Jego bystry umysł i twórcze spojrzenie na świat, liczne neologizmy i gry słów w jego twórczości uwydatniały jasną, piękną stronę jego pisarstwa.

Autor, który uznawany był za uosobienie radości życia, miał jednak także inne zainteresowania. Niewątpliwie były one zaskoczeniem dla jego czytelników, lecz zarazem nurtującą ciekawostką.

Ta książka to zbiór trzech dzieł Tuwima napisanych w latach 1924-1925. Ujawniają one mroczną stronę zamiłowań autora oraz demonizm przejawiający się w jego twórczości, który nieraz stawiał go w obliczu oskarżeń o diabelskie czy nawet satanistyczne wtajemniczenie w mroczne praktyki.

Książka to zestawienie najciekawszych obrazów historii szeroko rozumianych czarów w Polsce. Jest to obszerne przedstawienie najważniejszych fragmentów i idei wyłaniających się z różnych dzieł o diabłach i czarownicach, które autor wnikliwie zebrał i zestawił ze sobą. Zawarte jest tu wiele odniesień do słynnego "Malleus Maleficarum", z którego autor wybrał najciekawsze fragmenty, lecz również liczne przytoczenia dzieł polskich autorów i księży.

Pierwsza część "Czary i czarty polskie" ilustruje nam dzieje rozwijającego się zabobonu w Polsce, przedstawia nazwy diabłów, które tworzyły się na przełomie lat oraz przypadki obcowania z nimi ludzi. Podobnie w bogaty sposób opisuje wiarę w moc czarów, kobiety, które brały udział w sabatach, zaprzysiężenia diabłu i szkody wyrządzane wobec ludzi. "Wypisy czarnoksięskie" to misterny opis samej historii czarnoksięstwa, opisy czarów pod wodzą Lucyfera oraz liczne nawiązania do wspomnianego już wcześniej "Malleus Maleficarum", czyli podręcznika dla łowców czarownic. Ostatnia część zatytułowana "Czarna msza" prezentuje genezę mrocznej ceremonii, jej rodzaje, przebieg oraz przykłady ludzi uwikłanych w konszachty z diabłem.

Książka ta, jak zaznacza sam autor, nie jest naukowym zbiorem faktów z historii czarnoksięstwa, a jedynie zestawieniem najciekawszych wiadomości opisanych przez bibliofila uwikłanego w tę tematykę. Dla mnie to jednak podsumowanie niemal doskonałe, które zawiera najważniejsze informacje zarówno teoretyczne, wszystkie obowiązujące zasady, specyfikacje, jak i same opowieści prawdziwych ludzi. "Czary i czarty polskie" skutecznie uzupełniły moją wiedzę o najbardziej pożądane informacje i rozbudziły pragnienie na więcej. Tuwim zadbał o bogactwo wiedzy i mnogość tematów. Czytelnicy znajdą tu recepty z zielników, historię tych demonicznych zjawisk w Polsce oraz powody ich rozprzestrzeniania. To zadziwiające fakty, które samemu trudno byłoby odnaleźć i zebrać, jak na przykład wzmianka o krakowskiej nauce alchemii czy wierze w zabobony Zygmunta Augusta, który ponoć brał udział w "schadzkach z czarownicami".

Książka to różnorodny, bogaty zbiór informacji, prawdziwe kompendium wiedzy o czartach, czarnoksięstwie, napojach, ziołach, amuletach i snach. To zabobony przedstawione w swobodnych, rozmaitych formach, jak opisy, cytaty, fragmenty dzieł czy nawet wywiad. Wszystko to opatrzone zostało dużą ilością rycin, które pomagają zagłębić się w mroczną atmosferę i rozbudzić chęć na jej dalsze odkrywanie.

"Czary i czarty polskie" stały się ważną pozycją na mojej półce, czyniąc ze mnie w tym temacie fanatyka na miarę Tuwima. Ten zbiór faktów z dziejów magii w Polsce zaraża zamiłowaniem autora, ilustrując trochę złowrogą i ciemną historię, lecz niezwykle zajmującą i ciekawą. Polecam miłośnikom tematu, którzy nie boją się mrocznych wyzwań.

Recenzję napisała: Patrycja Łuczyńska

Książkę otrzymaliśmy od


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Połamane skrzydła - Khalil Gibran - recenzja

Połamane skrzydła to społeczno-obyczajowa powieść, która powstała w 1912 roku i szybko zyskała miano inspiracji dla powstających na początku XX wieku ruchów emancypacyjnych w krajach arabskich. Autor bestsellerowego Proroka, jednej z najlepiej sprzedających się książek wszech czasów, tym razem skłania do refleksji nad tym, wobec czego człowiek często bywa bezsilny - nad miłością, oddaniem i obowiązkiem.

Salma Karama to piękna dziewczyna, córka bogatego kupca, która stała się ofiarą tradycji obowiązujących w arabskich krajach. Poznaje młodego mężczyznę, syna dawnego przyjaciela swego ojca. Gdy ten pojawia się w jej domu ich oczy spotykają się i oboje od pierwszych chwil wiedzą, że razem tworzą niesamowity i nierozłączny związek dusz. Ręka dziewczyny jest jednak obiecana komuś innemu. Komuś, kto stoi na drodze do jej szczęścia i wolności. Przed Salmą niełatwa droga oznaczona bólem i tęsknotą, która rozdziera jej serce i zamyka w bezwzględnym świecie powinności.

Powieść w barwny choć delikatny sposób porusza problem kobiet w krajach arabskich, które poprzez pozycje swoich ojców, były zmuszane do małżeństw dla celów czysto politycznych i zysku. Tutaj nie ma miejsca na miłość i wolność. Kobieta ma być sługą swojego pana, jak podkreśla to sama bohaterka. To opowieść o miłości, która nie mogła się spełnić, o uczuciu, które nie miało szansy rozkwitnąć, zarazem jednak też o ludziach pogrążonych w niemocy, robiących to, co trzeba, zamiast tego, czego pragnie serce i dusza.

Czytając, zanurzamy się w świecie mocno poetyckim. Tutaj wszystko jest rzeczą niezwykłą. Pierwszym obrazem w oczach ślepca, pierwszym dźwiękiem w uszach głuchoniemego i pierwszym powiewem wolności w życiu wieloletniego więźnia. Świat jest piękny, barwny, niebiańskie są wypowiadane słowa, cudowna jest cisza. Salma porusza się jak anioł, a jej bladość jest cudem. Jej niepewność wdziękiem, a oddanie ideą. Autor używa bardzo wielu epitetów i porównań, którymi stara się oddać słowa tak, by jak najlepiej odzwierciedlały skomplikowane i niełatwe uczucia bohaterów. Są one czystą poezją, choć pisane prozą.

Książka zdecydowanie zbyt szybko przemyka pod palcami. Jest krótka, a zawiera w sobie bardzo wiele ogromnie ważnej treści . Zachwyca i porusza. Autor buduje historię na emocjach i to one odgrywają tu największą rolę. Początkowo trudno było mi przywyknąć; w literaturze współczesnej ciężko spotkać tak urozmaicony i piękny język. Bogactwo figur stylistycznych z początku wydawało mi się odrobinę przytłaczające, gdzieś poza celem powieści, jednak szybko zrozumiałam, że inaczej całego tego bagażu uczuć nie dało się opisać. W efekcie otrzymałam wspaniałą historię ze wzruszającym zakończeniem, opowieść, która uświadamia, że szczęście niestety nie dla wszystkich jest na wyciągniecie ręki.

Spodziewałam się historii odrobinę innej. Oczekiwałam bogatej kultury arabskiej i przedstawiania pozycji kobiet, jak w setkach innych książek. Tutaj jednak dostałam coś całkowicie odmiennego, zaskakującego, co chwyta za serce i zmusza do refleksji nad życiem i hierarchią potrzeb oraz obowiązków człowieka. Zjawiskowa historia, która przedstawia całą gamę uczuć, od tych dobrych dla nas, do tych, których czuć nie chcemy. Wspaniałe wydanie. Przejmująca opowieść. Pozostaje w myślach na długo. Czegóż chcieć więcej?

Recenzję napisała: Patrycja Łuczyńska

Za książkę dziękujemy :

niedziela, 11 sierpnia 2013

Przekleństwo rasy - recenzja

Rafał Górniak to człowiek wielu pasji, na co dzień prawnik zakochany w historii. Pielęgnuje swoje zainteresowania literaturą, biologią ewolucyjną i demografią. Ta wiedza w połączeniu z talentem tworzenia pozwoliła mu napisać powieść fantasy o mocno dopracowanym i skomplikowanym świecie Elfów i Ludzi. Debiut literacki autora już pnie się na szczyt listy bestsellerów Empiku w kategoriach fantasy, a książka nie bez przyczyny powoli zaczyna zbierać same pozytywne recenzje.

Młody chłopak, Adam boryka się ze zdrowotnymi problemami. Dopadły go już anemia, arytmia serca czy bezdechy, przez które ciągle jest o krok od śmierci. Trafia do szpitala, który - jak ma nadzieję - przyniesie mu zdrowie i odpoczynek. Pewnego dnia odwiedza go jednak tajemnicza postać - nieznajomy mężczyzna, który sam budzi zaufanie, choć to co mówi, napawa niepokojem. Przedstawia się jako Elf i zamierza zabrać Adama na spotkanie ze swoją Królową. Chłopak musi wziąć udział w misji, która ma uratować elfią krainę, załagodzić polityczne walki i rozwikłać skomplikowane intrygi.

Powieść w świetny sposób przedstawia morze zawiłych postaci, które starają się walczyć o swoje dobro, choć różnie rozumiane. To cały szereg problemów mieszkańców krainy, którzy nie potrafią żyć razem w zgodzie i ciągle dochodzi między nimi do poważnych spięć. Autor w powieści opisał wiele różnorodnych charakterów, z których każdy ma głęboką, zmienną osobowość i zdolność popełniania błędów, niezależnie od tego, po której stronie stoi. Książka to także bogate opisy historii i ewolucji mieszkańców, a także przejawy niechęci wobec drugiej rasy.

Opowieść już od początku zachwyca prostym i przejrzystym językiem, który doskonale sprawdza się w prezentowaniu zawiłych, skomplikowanych wydarzeń, misternie stworzonego świata i złożonych osobowości. To doskonale stworzony świat, który jest dopracowany w każdym calu i potrafi wciągnąć czytelnika w sam środek konfliktu, oferując kilka godzin przyjemnie spędzonego czasu. Autor zadbał o wszystko - włączając w to nawet elementy elfiego i staroelfiego języka, które często w książce przywołuje.

Przekleństwo rasy to bardzo dobra książka, którą przeczytałam z wielką przyjemnością, choć niezbyt często zdarza mi się sięgać po literaturę fantasy. Tutaj jednak moje czytelnicze wymogi zostały zaspokojone. Nie sposób nie zachwycić się tą historią, bo widać ile wiedzy, serca i czasu autor włożył w jej stworzenie i dopieszczenie każdego szczegółu. Czasem brakowało mi tu bohatera, który zdobywa czytelnicze serca i przejmuje kontrolę nad historią. Losy Adama, elfiego świata i konfliktów są zajmujące, każda rasa intryguje swoją złożonością, jednak wszystkie postacie mają równy udział w całej powieści. Bohaterowie bywają źli i dobrzy, delikatni i brutalni zarazem. Może jednak i to jest zamierzonym, świadomym zabiegiem autora, który ma pokazać, że wobec pragnień wszyscy są równi, niezależnie od swojego pochodzenia i wyglądu.

Fanom fantasy spodoba się na pewno, choć pewnie przypadnie do gustu i czytelnikom lubującym się w dobrych, dopracowanych książkach, gdzie nic nie jest lekkie i nieskomplikowane. Po takie historie warto sięgać, bo nie dość, że wciągają bez reszty to uczą i zachwycają. Bardzo dobry kawał polskiej fantastyki, nad którą warto się zachwycać i warto docenić. Autor pozostawia sobie otwartą furtkę na kontynuację powieści, za która ja będę mocno trzymać kciuki!

Recenzję napisała: Patrycja Łuczyńska
                                                      Za książkę dziękujemy: