Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 kwietnia 2015

„Mroki” – Jarosław Borszewicz RECENZJA

nie ma śmierci
gdy czytam taką książkę
która mi wystarcza
za wszystkie książki świata

[***nie ma śmierci – fragm., „Zezowaty duet”]

„Mroki” to powieść, a raczej poezjowieść (jak określa ją autor) dość specyficzna. Nie potrzebuje recenzji czy rekomendacji. To książka-towarzysz, to odbicie naszych myśli, lęków, pragnień. To pogawędka z dziwnym kumplem, skrywanym gdzieś bardzo głęboko w nas samych.

Od początku Jarosław Borszewicz wciąga nas w mroczne rozważania o śmierci i jej wszechobecności. W takim klimacie buduje swoje opisy (np. „Trupy sosen. Wraki lip”). W tym (bądź co bądź poetyckim) świecie „Mroków” wyraźny nacisk położono na to, co smutne, brzydkie, bliskie śmierci lub już umarłe. Piękna, harmonii i pozytywnych emocji należy szukać, domyślać się, niemal je wyławiać. Bohater/podmiot kroczy przez to życie, które uwypukla przed nim to, co umiera lub jest w opłakanym stanie (drzewa wymordowane, spleśniałe serca jagniąt itp.). Nie dziwi zatem, że Duet odczuwa życiowstręt. Ale on ma jeszcze obsesję samego siebie, cierpi także na amore melancholica.

Autor ma niezwykłą zdolność do widzenia „w głębi”, dociera niemal do trzewi danego zjawiska. Świadomie operuje emocjami, intensyfikuje odczucia (np. przez personifikację), wzmacnia relację bohater-czytelnik (i prowadzi ją na swoich warunkach, na które automatycznie, od pierwszych słów, się zgadzamy). To twórczość zwrócona do wewnątrz „ja” literackiego, ale oddziałująca na otoczenie. Naturalnie, jest to także układ odwrotny – to, co wokół bohatera tworzy go, reżyseruje jego emocje, wybory, poglądy.

W „Mrokach” wiele się wspomina, wiele też kreuje i obserwuje. Obok Thanatosa pojawia się Eros. Miłość jednak nie jest tu wybawieniem (choć może być), ale częściej sprawcą bólu. Bohater w kwestiach sercowych daje się poznać również jako ten sentymentalny, czuły, romantyczny, a z drugiej strony potrafi ranić, ignorować, być katem uczuć. Miłość i seksualność częściej niż przyjemność, zadowolenie, spełnienie dają poczucie zdrady, zawodu, przygnębienia.

Powieść Borszewicza to dla mnie taki swoisty dziennik duszy zagubionej, poszukującej, przede wszystkim siebie prawdziwego. Są tu myśli, fobie, sytuacje, postacie, sceny powracające w pamięci, zapis codzienności, skojarzenia, wyobrażenia, wilki wspomnień, zwierzenia własne i cudze, zasłyszane dialogi, „życiowe prawdy” czy po prostu zmyślenia. Co najważniejsze, to nie są tylko doświadczenia bohatera czy nawet autora, ale bywają też przeżyciami czytelnika. Czynnikami, które decydują o przywłaszczeniu sobie przez odbiorcę „Mroków” jako książki osobistej i jednej z najważniejszych, są humor i ta zadziwiająca umiejętność trafiania w sedno jakiejś kwestii za pomocą kilku zaledwie słów. Na sukces książki niewątpliwie wpłynęło także „życiopisanie” (lub jego kreacja) Borszewicza, naturalność przekazu, być może z lekką manierą (czasem wprawiającą czytelnika w konsternację), ale należy ją złożyć na karb młodości studenta, który „Mroki” popełnił.

Powieść najlepiej czytać razem z „Zezowatym duetem”, oba utwory przenikają się, z siebie wypływają. Czytelnicy, którzy mieli już przyjemność z pierwszą wersją mogą czuć małe rozczarowanie powtórną ingerencją autora w dzieło. Czy uwspółcześnienie tekstu dodaje czy ujmuje utworowi – niech każdy rozstrzygnie indywidualnie. Jedno jest pewne – „Mroki” pozostają (choćby z pierwotnego wydania) książką, którą wszyscy chcieliby przeczytać i pewnie każdy (w swojej wersji) chciałby napisać. Ale tylko Borszewicz miał odwagę ją wydać. I to dwa razy!

Kinga Młynarska


Za książkę dziękujmy:

piątek, 1 sierpnia 2014

Dziedzictwo von Becków - Joanna Jax RECENZJA

Joanna Jax, absolwentka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, pasjonuje się malowaniem na szkle, uwielbia czytać biografie oraz pisać, do tej pory publikowała krótkie opowiadania, „Dziedzictwo von Becków” to jej powieściowy debiut.

„Dziedzictwo von Becków” to przede wszystkim historia o przeznaczeniu w życiu człowieka. O tym, jak bardzo nie mamy wpływu na własny, ale z drugiej strony – jak wielki wpływ możemy mieć na los drugiej osoby. To również przejmująca opowieść o zmaganiu się z samym sobą, ze swoją naturą, ale i z wizerunkiem, jaki budują nam inni. Ta powieść to także hołd oddany uczuciom, przede wszystkim ukazanej na wielu płaszczyznach miłości. I wreszcie – to książka o życiu, o ludziach i naturze człowieka, która jest niezmienna od lat – mimo różnych okoliczności, dziejowych momentów. Głównymi cechami tej fabuły są poszukiwania (w rozmaitych aspektach), ucieczki (z różnych przyczyn) oraz życiowe wybory (i wynikające z nich konsekwencje). Pisarka postawiła wiele trudnych i bolesnych pytań, m.in. czy okoliczności usprawiedliwiają nikczemność? Czy pośród zła można ocalić dobro? Jak bardzo można zatracić się we własnych uczuciach (pozytywnych i negatywnych)? Czytelnik ma ciężkie zadanie, gdyż to on sam musi poszukać odpowiedzi.

Joanna Jax rozpoczyna swoją powieść wątkiem kryminalnym. Przedstawia nam pierwszą ze swoich świetnych kreacji – śledczego Piotra Dragońskiego. Choć finalnie okaże się, że to bohater dość marginalny, autorka buduje tę kreację bardzo dokładnie, przykłada wagę do drobiazgów. To pierwsza cecha prozy Jax -  dbałość o szczegóły. Kolejną jest zaskoczenie. Autorka zadziwia czytelnika wiele razy. Po pierwsze fabułą i jej konstrukcją. By odgadnąć zagadkę ofiary, mordercy, motywu i silnych między nimi powiązań czytelnik gwałtownie zostaje przeniesiony do roku 1934, kiedy to wszystko się zaczęło. To, że zdarzenia z tamtego okresu mają największy wpływ na losy wszystkich pojawiających się potem bohaterów narrator będzie podkreślał jeszcze wiele razy.

Elementy typowe dla kryminału ustępują miejsca m.in. konwencji literatury obyczajowej (z wątkami historycznymi), romansu, sagi. Wykorzystywanie różnych stylów, korzystanie z ich charakterystycznych chwytów będzie kolejną zaletą twórczości Jax. Autorka zadziwia też stylem – intryguje, wyróżnia się humorem, polotem, niezwykłą lekkością. Nie sposób wyczuć tu niepewności, strachu czy pewnej sztuczności, które często towarzyszą debiutantom. „Dziedzictwo…” to powieść wstrząsająca. Napisana tak dobrze, dobitnie przemawia do odbiorcy. Serwuje mu wielkie emocje i pozostawia go z jednej strony niezwykle wzbogaconym, a z drugiej - przyjemnie oczyszczonym.

Pisarstwo Joanny Jax nie ma słabych stron: świetny, intrygujący styl pisarki, autentyczni, emocjonalni bohaterowie, ciekawe i barwnie odmalowane tło, umiejętne połączenie kilku gatunków czy konwencji literackich, wielość ciekawych tematów itd. Największym zaskoczeniem dla czytelnika będącego już po lekturze jest to, że trzyma w rękach pierwszą powieść autorki. Jeśli Jax tak pisze jako debiutantka to z bijącym sercem i drżącymi rękami już wyciągam dłoń po jej kolejną książkę.


Kinga Młynarska

Za książkę dziękujemy:

czwartek, 12 czerwca 2014

"Zdarzyło się pierwszego września [albo kiedy indziej]" - Pavol Rankov RECENZJA

Pavol Rankov zadebiutował jako autor opowiadań, w 1995 za swój pierwszy zbiór „Z perspektywy czasu” został uhonorowany Nagrodą im. Ivana Kraski. 2008 przyniósł pierwszą powieść słowackiego pisarza – „Zdarzyło się pierwszego września [albo kiedy indziej]”, za którą zdobył Europejską Nagrodę Literacką i kilka innych wyróżnień, m.in. Nagrodę Czytelników dziennika „SME”. Książka doczekała się także adaptacji teatralnej. W 2011 napisał „Matki”.

„Zdarzyło się pierwszego września [albo kiedy indziej]” to powieść historyczna, obyczajowa, społeczna, przygodowa. Jest w niej sporo faktów, jeszcze więcej wyobraźni, dużo realizmu i całe bogactwo emocji. Jak na prozę słowacką przystało – zawiera w sobie, pozornie, sprzeczne elementy – dramat ustępuje miejsca humorowi, ironia toruje drogę cierpieniu, absurd pomaga zrozumieć realia.

Osią powieści jest walka trzech przyjaciół (Węgra, Czecha, Żyda) o względy Słowaczki Marii. Corocznie organizowane (lub tylko planowane) zawody pływackie mają wyłonić zwycięzcę, którego nagrodą będzie pierwszeństwo w próbie zdobycia koleżanki. Maria jest tu główną bohaterką tej historii, choć stoi nieco w tle. Ale to za jej przyczyną mężczyźni podejmują swoje decyzje oraz ponoszą ich konsekwencje. Mimo różnych życiowych zawirowań, przez trzydzieści lat każdy z nich będzie nosił obraz słowackiej sympatii w sercu i z zazdrością spoglądał na jej aktualny status. Jak się okaże na przestrzeni całej powieści, wszyscy znajdą swoją szansę, ale kto z niej skorzysta?

W tle Rankov umieścił wielką politykę, zmiany jakie dotykały Europę Środkową na przestrzeni 30 lat. Od 1938, kiedy bohaterowie to dzieciaki, których głównym problemem jest spór, który pierwszy zdobędzie Marię, przez eksterminację Żydów,  idee komunistyczne po ingerencję wojsk Układu Warszawskiego w 1968r,  O tym, jak polityka wciąga w swoje bagno, jak potrafi zniszczyć człowieka, jego relację z najbliższymi, jakich wymaga poświęceń przekonał się każdy z bohaterów.

Czworo przyjaciół, każde z nich to dziecko innego narodu. Rankov na 460 stronach zmieścił nie tylko lekcję historii oraz lekcję życia, ale również naukę wielokulturowości, tolerancji, poszukiwania tożsamości. Z pewnością o powieści słowackiego pisarza nie sposób pisać w tak krótkim tekście, tę historię trzeba poznać.

Tą pozycją Rankov wyrobił sobie opinię pisarza o świetnym warsztacie, szerokiej wiedzy (m.in. historycznej), znajomości ludzkiego wnętrza, który porządnie wykonuje swoją pracę, zbiera materiały, ciężko pracuje. Zaskakuje językiem powieści – mimo trudnych tak naprawdę tematów daje czytelnikowi komfortowy, lekki styl, który nie męczy, nie ciąży, nie nudzi. Wieloaspektowość tej krótkiej (!) powieści jest godna podziwu – jest tu historia, jest obyczajowość, są wreszcie ludzie i wszelkie uczucia, które się w nich rodzą; jest miłość i przyjaźń – wartości, które zwyciężają każdą próbę.

Kinga Młynarska


Za książkę dziękujemy:

czwartek, 24 kwietnia 2014

Julian Tuwim – „Moja miłość” RECENZJA


MIŁOŚĆ. Ach, przedziwne uczucie! Każda z kobiet czuje się szczęśliwa, gdy jest kochana i adorowana. Mężczyźni, z definicji mniej ekspresyjni, powściągają swoje emocje. Ale kiedy zaczynają je już okazywać, wybuchając żarem, są w tym niezrównani. A któż kocha piękniej niż poeta? JulianTuwim, Książę Poetów, swoje serce oddał właściwie tylko jednej kobiecie, która nie dość, że przyjęła jego amory, ale i odwzajemniła głęboką miłość, wierność i lojalność.

„Moja miłość” to podarowany damie serca pamiętnik uczuć, które zawsze mają jedno źródło: miłość. Tuwim, początkowo dość nieśmiały w swoich zalotach, potrafił latami wodzić wzrokiem za obiektem swego pożądania, by wreszcie (!) odważyć się na rozmowę, komplement, bliskość. Okoliczności poznania Juliana i Stefanii, charakterystyka ich związki „z zewnątrz”, a także portrety małżonków świetnie nakreślił w swojej przemowie Tadeusz Januszewski. Natomiast sam obraz wielkich emocji i codziennego życia, które jest tu jedynie tłem, oddaje już twórczość mistrza. Listy, wiersze młodzieńcze, fragmenty prozy poetyckiej „Legenda aurea” oraz dojrzała liryka składają się na wspaniały album – studium miłości mężczyzny.

Wszystko zaczęło się w 1912. Wtedy Julian dopiero zaczynał. Jako poeta i jako mężczyzna. Stefania Marchwiówna, początkowo zupełnie nieświadoma, iż stała się obiektem czyichś westchnieniem, miała na tę wiedzę poczekać około dwóch lat. W tym czasie Tuwim prowadził już ożywioną korespondencję z ukochaną. Niestety, jednostronną i tylko do szuflady. O sile jego niepewności świadczyć może choćby fakt, że swoich pierwszych listów nawet nie wysłał. Wydaje się, że gdy tylko poeta zrobił już pierwszy krok, wszystkie jego opory znikały, granica została przekroczona. Dowodzi tego w swoich listach, skąd z niewinnego, wstydliwego chłopca przeobraża się w mężczyznę-łowcę, który staje się pewny swoich uczuć, walczy o zdobycz, ale tym samym można odnieść wrażenie, że przytłacza ją nieco siłą tych emocji oraz własnej ekspresji, a właściwie jej niekontrolowanych wybuchów. W listach po 1914 Tuwim już całkiem śmiało wyznaje Stefanii miłość, w swoich wierszach zaś widać już zapowiedź znaczenia, jakie będzie dla niego miała przyszła żona. Największą bolączką Juliana był strach przed odrzuceniem czy brakiem wzajemności ze stron wybranki. Ale która kobieta zachowałaby obojętność wobec takich wyznań:

„Moja Stefa będzie zawsze drogowskazem przez całe życie” [s. 26] czy „Bo Ty jesteś Radość” [s.34]?

Korespondencja Tuwima nie kończy się jednak wraz ze zdobyciem ręki Stefanii. Jako mąż także pisywał do niej listy pełne namiętności, obsesyjnej wręcz miłości, w których nierzadko można wyczuć strach przez zobojętnieniem (który chyba będzie go męczył aż do końca) oraz lekką nutę zazdrości.

Ale swoje uczucia, tę głęboką miłość, najpełniej Tuwim wyraził oczywiście w liryce. Nie ma chyba piękniejszych wyznań niż te u niego rymowane, jak czule on tęskni w tych strofach, on nawet w poetycki sposób jest zazdrosny. W „Juweniliach” widać jeszcze tego Juliana-uczniaka, chłopca w okresie inicjacji, tej życiowej, uczuciowej i poetyckiej. Natomiast w późniejszej twórczości Tuwim objawił cały swój kunszt, a jego liryka miłosna stała się jedną z najpiękniejszych w historii polskiej poezji. Znajdziemy tu utwory, które na stałe weszły nie tylko do literatury, ale i do muzyki, teatru czy filmu, jak np. „Wspomnienie”, „Tomaszów” czy „Grand Valse Brillante”.

„Moja Miłość” to kolejny dowód miłości poety, kolejna obowiązkowa pozycja nie tylko dla fanów Księcia Poetów, nie tylko dla miłośników poezji, ale dla wszystkich wrażliwych, otwartych na wielkie emocje, niebanalną twórczość oraz romantyczną aurę wokół. Wydawnictwo Iskry dokonało świetnego wyboru utworów i listów poety, z których wyczytać można nie tylko uczucia, ale i charakter zainteresowanych osób, atmosferę oraz obyczajowość tamtych lat.

Kinga Młynarska

Za książkę dziękujemy:




środa, 2 kwietnia 2014

Dźwięki wspomnień - recenzja

"Dźwięki wspomnień” stanowią udany debiut młodej polskiej bloggerki Katarzyny Meres. Autorka, która do tej pory rozpisywała się na temat nowych doznań literackich na blogu Świat Kasiencjusza, porusza w swej książce bardzo ważny temat, mianowicie przemijanie. Wydana przez Novae Res książeczka jest rodzajem pamiętnika pisanego przystępnym, acz delikatnym i bardzo plastycznym językiem. To opowieść o miłości: tej butnej, nieprzewidywalnej, ale i tej która trwa przez lata.

Kiedyś tematu tego dotykał ks. Jan Twardowski, który pisząc: "spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą", pokazał jak ważne jest być przy drugim człowieku. Dziś to Meres stara się pokazać ulotność ludzkiego życia wraz z jego dramatycznymi i pięknymi chwilami. Chociaż książka dzieli się na dwie opowieści, główną postacią pamiętnika, jest Emilia. Młoda kobieta nie może o sobie powiedzieć: szczęściara, bo chociaż jest piękna i mądra, nie zdołała stworzyć rodziny o jakiej marzyła.

Wychowuje uroczą córeczkę, która właściwie nie zna swojego ojca, ani dziadka, który dość skutecznie odseparował córkę i wnuczkę od ich męża i ojca. Emilia rozpoczyna pisanie pamiętnika w chwili, kiedy dowiaduje się, że cierpi na chorobę krwi, na którą nie ma lekarstwa. Postanawia połączyć swoją córkę z jej ojcem. Nim to jednak nastąpi, opisuje swe potajemne spotkania z ukochanym. Wyjawia jego tajemnice, o który wie…, bo jest kobietą. Chciałaby powiedzieć mu o chorobie, ale on nieoczekiwanie musi wyjechać, bo ktoś zachorował na białaczkę. Dziewczyna wszystko to rozumie, ale obawia się, że ukochany nie zdąży wrócić przed jej odejściem.

W pamiętniku przepełnionym słowami ciepłymi i pełnymi emocji, swe zapiski umieszczą również ojciec i córka, których życie nabierze zupełnie innych barw. Ojciec w swoich wpisach, będzie mówił wprost do Emilii. Rozpoczęty przez nią pamiętnik będzie rodzajem rozmowy i opowieści: o sobie, o Wiktorii, o rodzinie. „Dźwięki wspomnień” to zaledwie jedna setka stron, a miejsce znajdzie się tu także dla żalu: o niezrobione, niewysłuchane i nieprzemyślane. Krótka opowieść Emilii i późniejsze słowa mężczyzny pokażą również, jak bardzo może wydorośleć człowiek, który zrozumie słowo: miłość.

Druga część poświęcona jest miłości dojrzalszej. To historia rozpoczęta prologiem i zakończona epilogiem. To czysta charakterystyka prawdziwego i długiego uczucia, które pielęgnowane nie słabnie. Tutaj postacią główną jest opowiadająca o swej miłości, dojrzała kobieta. Mówi o zakochaniu, wspólnocie chwil oraz o ich muzyce. Nie zapomina także chwil smutniejszych, bo także i one tworzą ich życie.

O miłości pisano od wieków, ale nie jest to uczucie, o którym pisać potrafi każdy. Miłość trzeba czuć, trzeba jej doświadczyć, by potrafić o niej mówić. Pierwsza opowieść to wspomnienia i marzenia, druga zaś prawdziwa spowiedź kobiety spełnionej, która pragnie podzielić się kilkoma wspomnieniami szczęścia. Pierwsza część jest dość chaotyczna, druga bardzo spójna i „pewna swego”.

Nie sposób przejść obojętnie obok „Dźwięków wspomnień”. Także ze względu na okładkę: stare złoto w połączeniu ze szmaragdem… i jak tu nie sięgnąć po Meres?

Katarzyna Słocińska

Za książkę dziękujemy:

czwartek, 27 lutego 2014

Poradniku pozytywnego myślenia - Matthew Quick - recenzja

Przedstawię książkę, w której szklanka jest zawsze do połowy pełna, a nie pusta. Jednak na nieprzerwany widok tej szklanki można popaść w irytację i pragnąć raz na zawsze usunąć ją z pola widzenia. „Poradnik pozytywnego myślenia” próbuje sprzedać czytelnikowi właśnie taką idealną szklankę. Banalną historię miłosną opakowaną w brzmiącą oryginalnie i bardzo optymistycznie fabułę. Wydmuszkę pokolorowaną wieloma barwami.

W „Poradniku pozytywnego myślenia” działania głównego bohatera są powodowane właśnie pozytywnym myśleniem o jego przyszłości. Jednak nie są one oparte na zwalczaniu trudności każdego kolejnego dnia, dostosowywaniu się do rzeczywistości, udowadnianiu samemu sobie, że potrafi się odnaleźć w świecie znajomym, ale nowym po komplikacjach przez pobyt w szpitalu psychiatrycznym. To historia oparta nie na zawziętości i dzielności głównego charakteru, ale na jego naiwności i jeszcze bardziej naiwnym splocie wydarzeń i nieistotnych dla głównego przesłania powieści epizodach - głównie sportowych.

Pat Peoples decyduje doprowadzić swoje życie do happy endu. Takiego happy endu, którego raczej nie lubi się w ambitnych produkcjach, a spodziewa się w banalnych komediach romantycznych – para mimo wszelkich niepowodzeń i trudności, stojących na ich drodze do szczęścia, w końcu osiąga upragniony cel po tych wszystkich zawirowaniach, rozstaniach, „zaskakujących” zwrotach...akcji – mogą już spokojnie pielęgnować swoją miłość.

Niestety to koleje losu do bólu naiwne, przesycone bezwartościowymi fragmentami o rozgrywkach footballowych, które są pasją głównego bohatera, ale tak naprawdę mają minimalny wpływ na fabułę. Wypełnione miernymi scenami, gdzie przekłamania i infantylne traktowanie czuć na kilometr, powtarzalnymi kwestiami do znudzenia, również seryjnymi, nieciekawymi i niejasnymi epizodami jak towarzyskie bieganie w milczeniu z poznaną Tiffany. Wisienką na nieudanym torcie jest irytujące, dziecięce podejście do życia głównego bohatera – który chory psychicznie, jest trzymany pod niezdrowym kloszem nieświadomości przez rodzinę, co wcale nie pomaga mu się odnaleźć i naprawdę wzmocnić psychicznie, a tylko pogarsza sytuację i pozwala mu nadal beztrosko nosić różowe okulary w stanie przekonania o uzasadnionej celowości jego działań.

Historia stałaby się wiarygodną, gdyby rodzina głównego bohatera tworzyła dla niego prawdziwą podporę, a nie sztucznie chroniła przed światem. Nie bała się mu oznajmić pewnych prawd prosto z mostu, obciążając go stopniowo i w sposób wyważony nawet szokującymi dla niego wiadomościami, po czym odważnie go wspierała w walce z przeciwnościami. Tymczasem owa rodzina prezentuje się jako bardziej niestabilna emocjonalnie niż sam bohater, on dowiaduje się o najważniejszych zmianach i kłamstwach przypadkiem. Położenia bohatera nie polepsza amnezja i łatwe popadanie w gniew oraz irracjonalny strach przed tylko jednym utworem muzycznym, co owszem, wzbudza zainteresowanie, ponieważ czytelnik od początku historii nie wie o Pacie za wiele.

Autor zastosował dobry chwyt konstrukcyjny, który polega na utrzymywaniu przeszłości Pata długo w tajemnicy. Pat nie pamięta przeszłości, a nikt z jego otoczenia nie chce o niej mu wprost opowiedzieć. Wokół sekretu narasta zaintrygowanie, jednak jak się okazuje, prawda nie jest na tyle szokująca i brutalna, jaką wydaje się być, aby rodzina Pata musiała ją chronić za wszelką cenę. Rozwiązanie zagadki nie dorównało oczekiwaniom wobec niej.

Z kolei od początku nieudany i karygodny chwyt fabularny autora to streszczanie kilku amerykańskich powieści. Poprzez streszczenia Pat wyraża swoje emocje wobec nich – nie rozumie, jak można kazać czytać młodzieży tak pesymistyczne lektury. Nie zgadzają się one absolutnie z jego przeświadczeniem, że życie może potoczyć się tak, jak optymistyczny film. I kiedy Pat notuje w swoim dzienniku uwagi, czytelnik doświadcza niechcianych spojlerów. Spojler to grzech piszących o książkach, lecz okazuje się, że może być również popełniony przez autora.

Oczywiście „Poradnik pozytywnego myślenia” nie może skończyć się źle. Dlatego wadą powieści nie jest to, że jest w pewnym stopniu przewidywalna. „Poradnik pozytywnego myślenia” to ładna bajka o tym, jak łatwo można zmienić swoje życie i dążyć do celu mimo przeciwności losu, lecz marna powieść. Zajrzenie do umysłu osoby o mentalności dziecka byłoby niezmiernie ciekawym doświadczeniem, gdyby nie skrajnie infantylne traktowanie bohatera, prawie zupełne odarcie go z dorosłości, skupienie się tylko na pozytywnym myśleniu w oderwaniu od racjonalnego postępowania.

Matthew Quick nie stworzył bohatera, który walczy mimo swoich problemów psychicznych. Który w tej walce posiada własne grono bliskich kibiców. Stworzył bohatera, który wbrew swoim pozytywnym działaniom jest bierny wobec rzeczywistości – on nie przyjmuje jej do wiadomości, nie bierze jej na klatę jak ciężaru, lecz tylko odpycha, nieustannie sobie wmawiając, że jego życie nie może podążyć innym torem niż optymistyczny film. Pat Peoples wzbudza współczucie, lecz nie imponuje. Nie imponuje również jego rodzina, która bardziej mu szkodzi niż pomaga.

„Poradnik pozytywnego myślenia” miał pokazać możliwy do osiągnięcia happy end. I pokazał. Lecz po przeczytaniu tej książki należy sobie zadać pytanie, jakie wartości ona właściwie przekazuje? Jakie typy psychologiczne? Jakie możliwości postępowania? Znalazłoby się tutaj kilka świetnych scen, które pokazują różne podejście osób do Pata i zachowanie Pata w momentach agresji czy tęsknoty. Są one bardzo emocjonalne, dobrze rozpisane, budzą współczucie i pokazują, że Pat potrafi sam dojść do logicznych wniosków. Gdyby takie epizody składały się głównie na powieść Quicka, można by powiedzieć, że to powieść zabawna i wzruszająca. Jednak tak nie jest, a po jej przeczytaniu pozostaje tylko zirytowanie stężeniem naiwności i niedopracowania, jaki reprezentuje.

Katarzyna Kupczyk


Za książkę dziękujemy:

środa, 26 lutego 2014

Całkiem dobra książka o miłości - recenzja

Całkiem dobra książka o miłości to naprawdę sympatyczna opowieść, która ucieszy oko i serce niejednego wielbiciela literatury. Powieść Anny Kucharskiej, jest nieskomplikowaną opowieścią nie tylko o zawartej w tytule miłości, ale i o sile prawdziwej przyjaźni.

Kucharska stworzyła całkiem mile czytającą się książkę z niewielką ilością postaci, co sprawiło, że każdy rozpoczęty wątek, można było prowadzić ku jego zakończeniu a jednocześnie żaden z nich nie wybił się znacząco ponad inne. Jak czytamy na okładce, głównymi postaciami są: Elżbieta, Judyta oraz Karina. W życiu każdej z nich pewnego dnia pojawia się upragniony pierścionek zaręczynowy. Dla każdej z nich, ma on jednak nieco inne znaczenie. Elżbieta jest przedstawicielką kobiet 50+ toteż niejako obawia się kolejnego małżeństwa. Wprawdzie jest wdową a jej córka od dawna doskonale radzi sobie samodzielnie, to trochę obawia się czy podjęta decyzja jest właściwa. 

Kobieta kocha swego kochanka, czuje się także kochana, ale nieco jakby martwi ją istniejąca pomiędzy nimi różnica wieku. Dla Judyty z kolei ów pierścionek, jest spełnieniem marzeń. Wraz z chłopakiem tworzą zgrany i ciepły związek już od dekady, dla kobiety jest więc małżeństwo tym, co MUSI nastąpić. Jak wiemy, trzecia z dziewczyn zachodzi w ciążę z przyjacielem gejem, który tak bardzo pragnie przy niej być, że oświadcza się jej. Przez moment bohaterowie zapominają o swoich potrzebach i decydują się być razem dla siebie i dziecka. Uważają, iż nie trzeba miłości, kiedy jest się tak dobrymi przyjaciółmi. 

Pierwszy i trzeci z ukazanych w książce wątków, to bardzo istotne tematy, które w tak niedużej książce porusza Kucharska. Przede wszystkim w bardzo prosty sposób ukazuje, iż w każdym wieku mamy prawo kochać, a także zwraca uwagę na fakt, iż wiek nie musi stanowić przeszkody dla miłości. Narzeczony Elżbiety jest jej prawdziwie oddany. Nie oczekuje od wybranki niczego, poza uczuciem. Także miłością obdarza swe dziecko Igor, homoseksualista, z którym od lat przyjaźni się Karina. Dziewczyna choć podkochuje się w ojcu swej córeczki, pozwala mu żyć własnym życiem. 

Na uwagę zasługuje tu także – a może przede wszystkim – głęboka przyjaźń istniejące pomiędzy Judytą a Kariną. Wprawdzie przez moment Judyta zdaje się być ślepa i głucha na słowa przyjaciółki i wyrzuca ją ze swego serca, ale potęga przyjaźni nie pozwala jej na długo zapomnieć o Karinie. Fakt, iż Judyta „śmiertelnie obrażona”, zjawia się u przyjaciółki zaraz po jej SMS, świadczy o tym, iż prawdziwego uczucia przyjaźni i braterstwa, nic nie potrafi złamać. Nie da się zapomnieć o przyjacielu.

Całkiem dobra książka o miłości, jest dobra na chłodne wieczory. Właściwie można ją polecić każdemu, także osobom nie przepadającym za polską literaturą – by sprawdzili, czy aby na pewno nic ciekawego w rodzimej twórczości się nie wydarza. Jest to też, znakomita powieść dla osób nie przepadających za romansami i miłostkami – tu nie ma ckliwości a i ilość stroniczek nie pozwala się wielce znudzić. Doskonała opowieść dla chcących ugryźć innej, niż zazwyczaj literatury. Prostota języka i przewidywalność niektórych zachowań, wcale nie nużą, ani nie irytują.

Katarzyna Słocińska


                                                              Za książkę dziękujemy:


poniedziałek, 17 lutego 2014

"Ptasi śpiew" - Sebastian Faulks RECENZJA

Za każdym razem, gdy czytam powieść wojenną wydaje mi się, że to już wszystko, co można na temat konfliktów zbrojnych powiedzieć. Jednak wciąż sięgam po kolejne i okazuje się, jak wielką ignorantką wciąż jestem, jak niewiele rozumiem z tych tragicznych wydarzeń, które rozegrały się w historii świata nie raz, nie dwa, a wiele, wiele razy i wciąż na nieszczęście powtarzają się w różnych zakątkach globu. Sebastian Faulks w swojej bestsellerowej powieści "Ptasi śpiew" pokazuje nam wydarzenia I wojny światowej z wielu różnych perspektyw, każda wzruszająca, przemawiająca do głębi.

W roku 1910 Stephen Wraysford przybywa w sprawach zawodowych do Anglii, do domu francuskiego przemysłowca René Azaire'a. Jednak bardziej od fabryki tekstyliów interesuje go jego młoda żona, Isabelle. Historia jej życia u boku męża i jego dwójki dzieci jest pełna cierpień, niespełnionych pragnień i zduszonych ambicji. Romans ze Stephenem przekreśla całe jej dotychczasowe życie, zmusza ją do ucieczki wraz z kochankiem, kiedy wszystko wychodzi na jaw. Pewnego dnia, gdy Isabelle dowiaduje się, że jest w ciąży, znika bez słowa. Tamte dni powracają wielokrotnie do Stephena podczas ciężkich, niebezpiecznych chwil na polu walki podczas I wojny światowej. Pokazują wielki kontrast nie tylko pomiędzy sielanką życia w pokoju a krwawą walką o przetrwanie, ale także ukazują zmiany psychiczne, jakie zaszły w głównym bohaterze. Prawdę o dalszym życiu Stephena odkrywa przed nami także jego wnuczka Elizabeth, która około 40 lat później szuka swoich korzeni w pamiętnikach dziadka.

„Ptasi śpiew” jest powieścią uważaną za genialną i w dużej mierze zgadzam się z tym stwierdzeniem zwłaszcza, jeśli chodzi o sposób pokazania okrucieństwa wojny. Trup ściele się gęsto, brak tu jakichkolwiek ubarwień, a wręcz każda pojedyncza śmierć ukazana jest ze szczegółami budzącymi odrazę i przerażenie. Bardzo ważne jest również ukazanie psychiki żołnierzy, którzy boją się, nie rozumieją sensu swoich działań, cierpią, są samotni i przerażeni zmianami, jakie w nich zachodzą. Stają się nieczuli na śmierć, obojętni prawie niezdolni do zwykłego ludzkiego odczuwania. Każdy z nich radzi sobie na swój sposób, niektórzy nie radzą sobie wcale z samotnością, strachem, okopowym życiem, gdzie brak podstawowych wygód i podstawowych uczuć. Bardzo działające na wyobraźnie są także relacje tzw. szczurów kanałowych, czyli saperów pracujących w głębokich i bardzo wąskich tunelach. Często ich poświęcenie nie jest doceniane, gdyż nie walczyli z bronią w ręku, jednak ich zmagania z brakiem powietrza, klaustrofobią i strachem, że w każdej chwili mogą zostać żywcem pogrzebani na pewno dorównują doświadczeniom żołnierzy piechoty.


Sebastian Faulks miał z góry założony cel: zszokować, wzbudzić mnóstwo emocji, dać świadectwo ludziom, którzy, żyjąc w czasach pokoju, nie są w stanie zrozumieć tamtych krwawych lat. Udało mu się to, choć często odbywało się to kosztem autentyczności. Jak dla mnie zwłaszcza niesamowite historie o tym, jak Stephen unika śmierci od razu przywodziły mi na myśl filmy takie jak „Szklana pułapka” czy „Mission impossible”. Również niezbyt naturalne wydało mi się w zasadzie nieuzasadnione zainteresowanie Elisabeth I wojna światową i dziadkiem, o którym to nie myślała do tej pory wcale i wiele innych zachowań, sytuacji w książce, których opisanie byłoby pewnie spoilerem. Wniosek jest jeden: tę książkę należy czytać sercem, a nie rozumem, ale przeczytać na pewno trzeba. 

Angelika Pisula

Za książkę dziekujemy

piątek, 20 września 2013

Bo we mnie jest ex... - recenzja

Dziś parę słów o kobietach. Mam poczucie, że płeć piękna jest bardzo specyficzna. Moje rozważania powodowane są książką Iwony Skrzypczak "Bo we mnie jest ex" ..czy nie jest tak, że kobieta zwykle szuka powodu do tego, by się choć trochę unieszczęśliwić, by stwierdzić, że w życiu nie jest traktowana jak księżniczka i by wywnioskować, że jej życie nie jest usłane różami i na tym skupia całą swoją uwagę i energię? Chyba tak trochę jest moje drogie Panie.

Książka Iwony Skrzypczak nastroiła mnie dość filozoficzne, choć zapewniam, że to nie jest pozycja, która o tej tematyce traktuje. Sama fabuła jest tak prosta i przewidywalna, że aż trudno doszukiwać się w niej czegoś, co mogłoby zachęcić czytelnika do brnięcia przez kolejne strony, ale uważam, że i takie fabuły są czasem potrzebne. Mnie na przykład skłoniły do przemyśleń związanych z tym, co osiągalne i nieosiągalne.

Główna bohaterka wplątana jest w układ z dwoma mężczyznami, z którego nie potrafi wybrnąć. Będąc z jednym, myśli o drugim. Ciągle próbuje w tych relacjach wybrać tę, która będzie dla niej najlepsza. Okazuje się bowiem, że panowie, choć są samcami alfa, to różnią się wszystkim. Pierwszym jest Piotr, ustatkowany, zamożny, pracujący w Londynie, dobrze ubrany, niezwykle szarmancki i przystojny specjalista od IT. Drugi to Max, muzyk o charyzmatycznym usposobieniu, żyjący z dnia na dzień, prowadzący życie oparte na zabawie. Ten z nich, który jest daleko zwykle wygrywa ze swoim rywalem, ponieważ główna bohaterka go idealizuje. Ten zaś, który jest na wyciągnięcie ręki, staje się nieatrakcyjny, bo posiada wady. No i właśnie główna bohaterka nie potrafi zdecydować, którego z nich kocha. Typowo babski galimatias!

No a jeśli chodzi o mój wywód, od którego zaczęłam. Po przeczytaniu tej banalnej książki mam wrażenie, że inaczej nie można było opisać babskich rozterek, bo przecież one zwykle są takie banalne. Kobiety bardzo często idealizują w swojej głowie świat, który jest dla nich niedostępny. Starają się do niego dotrzeć, dogonić przysłowiowego króliczka, ale chyba właśnie najbardziej atrakcyjny jest sam pościg. Zdobycie celu automatycznie umniejsza jego walory. Podobnie dzieje się w relacjach damsko-męskich.

Kobieta w literaturze często chce, by jej ideał, książę na białym koniu, zauważył ją. Stara się wszystkimi dostępnymi środkami zdobyć jego serce, a gdy już ów mężczyzna jest blisko.. okazuje się, że to nie ideał, bo ma wady! Bardzo często popada wtedy we frustrację i mamy literacką analizę wewnętrzną postaci, wielostronicowymi rozważaniami na temat, co by było gdyby.. albo postanawia poszukać kogoś lepszego, wtedy czytamy książkę z akcją o tzw. kobietach wyzwolonych.

Prawda jednak jest inna. Nikt nie jest idealny! W życiu i w związku należy odnaleźć kompromis i akceptację. Tego zabrakło mi w tej książce, ponieważ czytając, miałam wrażenie, że głównej bohaterce wolno wszystko, a jej mężczyznom - nic. Bardzo żałuję, że treść jest jednowymiarowa i przez to nierzeczywista.

Książkę polecam głównie tym, którzy chcą się przekonać jak trudno wyplątać się z nieudanej relacji damsko-męskiej bez krzywdzenia drugiej strony, a także tym, którzy chcieliby trochę wyciszyć swoje rozbuchane ego.

Olga Kowalczyk


www.retrams.blogspot.com

Za książkę dziękujemy

piątek, 13 września 2013

Krew to nie wszystko - Izabela Degórska - recenzja

"Perspektywa przebywania na słońcu od świtu do zmierzchu, z pewnością przeraziłaby każdego wampira."

Izabela Degórska zadebiutowała w 2002 roku "Bajką o szczęściu", co pozwoliło jej dalej rozwijać swą pasję pisarską, bo cztery lata później pojawiła się jej druga powieść "Najwyższa pora na miłość". Z zawodu jest dziennikarką, udało jej się także wyprodukować kilka teledysków, czy napisać kilka dialogów dla telenoweli "Klan". W 2011 r. na półkach pojawiła się jej powieść fantastyczna "Pamięć krwi". "Krew to nie wszystko" to druga część przygód polskiej dziennikarki Mileny.

Milena Chmielnik to dziennikarka mieszkająca w Polsce, a konkretnie w Szczecinie. Wszystko jednak się zmienia, gdy dziewczyna poznaje Dariusza - ratuje jej życie, ale nie tylko. Milena bowiem ma 25 lat, i zostanie tak już na zawsze. Jej chłopak rozpoczął proces jej przemiany, a dokończył ją drugi człowiek - Fidiasz. Oboje są ojcami Mileny - nowo narodzonego wampira. Sytuacja staje się dziwna, gdy kobieta odkrywa, że słońce jej nie zabija. Po pewnych eksperymentach następuje przełom, Milena jest kluczem do chodzenia za dnia dla ich rasy. Niestety by przygasić nadzieję, na Inicjacji dziewczyna pali się... Słońce w końcu na nią podziałało z lekkim opóźnieniem? Od tej chwili rozpoczyna się krwawa przygoda, w którą została zamieszana wampirzyca. Czy uda się jej przeżyć? I co stanie się z jej "odpornością" na światło?

"Była już więziona, gryziona, palona, i teraz jeszcze ostrzeliwana. Jako dziennikarka mogła co najwyżej zgubić długopis."

Jak nam wiadomo powstało już multum książek o wampirach, które popularność w literaturze zyskały dzięki Stephanie Meyer, czy Anne Rice. Można więc pomyśleć, że już nic więcej nie można wymyślić w tym temacie, że został już nadto wyczerpany. Ale czy na pewno? W końcu wyobraźnia każdego z nas działa zupełnie inaczej...

Autorka napisała powieść, w której miejsce akcji dzieje się w polskich realiach, jak i są polskie wampiry. Świat, w którym owe istoty żyją to podziemne miasta i korytarze, które znajdują się tuż pod ziemią. Gdzie również działa podział społeczeństwa na kasty, dzielone ze względu na umiejętności i charyzmę. Ich gniazda, czasami ukryte, w których mieszkają ich dzieci... Właśnie w takim otoczeniu znajdujemy się, czytając dzieło.

Język, w jakim napisano książkę jest prosty. Znajdują się tu też zdania i wyrażenia z różnych języków, oczywiście przetłumaczone na język polski. Akcja przenosi nas w różne strony świata, przedstawia wampiry różnych narodowości, dlatego wprowadzono owy zabieg literacki. Książka przez to nabiera oryginalności. Co mi się bardzo podobało, wspomnienia, czy retrospekcje (które wzbogacały powieść) wyróżnione były kursywą, co ułatwiało czytelnikowi zrozumienie historii zawartej na stronicach.

"- O - mój - Boo - że - jęknęła.
Mężczyzna otarł usta i liźnięciem zamknął brzegi rany.
- Wystarczy jak mówisz mi Otto - odparł nie kryjąc zadowolenia.
"

Bohaterowie - w większości wampiry - są zestawieni na zasadzie kontrastu, posiadają różne charaktery. Ale co najciekawsze, choć każdy je przedstawia jako istoty idealne, bez skazy - autorka zaprzecza temu i ukazuje wampiry, które mają wady. Można je zabić (nie tylko osikowym kołkiem w serce), które można zranić, a przede wszystkim posiadają dusze, która niekiedy wypala się, prowadząc do upadnięcia psychiki. Ukazany został nawet specjalny psychiatryk dla tej rasy.

Jak w prawie każdej powieści tego gatunku, występuje tu wątek miłosny. Ale co was zaskoczę, jest to czworokącik - Milena ma aż trójkę adoratorów i każdy stara się jakoś przed nią zabłysnąć. Nie powiem, niektóre sceny zazdrości potrafią rozśmieszyć. Miłość nie jest tu jednak wątkiem głównym i nie odgrywa "pierwszych skrzypiec".

"Z depresji można wyjść. Kiedy usycha dusza, cały byt okazuje się pomyłką, zwykłą stratą czasu."

Książka okazała się dla mnie pozytywnym zaskoczeniem - czyta się szybko, a powieść bardzo wciąga. Rozpoczynając ją, myślałam, że będzie to kolejna książka o wampirach. Myliłam się jednak. Świat tej rasy został tu ukazany z zupełnie innej perspektywy, z innym oryginalnym pomysłem. Powiem szczerze, że o tym, iż jest to tom drugi dowiedziałam się zaczynając lekturę, jednak nie przeszkadzała mi nieznajomość części pierwszej, ponieważ wszystko zostaje wytłumaczone, więc taki czytelnik nie powinien się zagubić.

Jest to natomiast kolejna powieść, która dowodzi, że polscy pisarze mają świetne i świeże pomysły, mimo tego, że na rynku literackim jest już tego pełno. Są to nasze polskie perełki, warte dostrzeżenia. Oby takich pisarzy było coraz więcej, a polscy czytelnicy chętnie sięgali po ojczystą literaturę.

Książkę polecam wielbicielom gatunku fantastyki i tym lubujących się w historiach o wampirach. Z pewnością się nie zawiedziecie. Ale radzę zacząć jednak od tomu pierwszego. JA jak tylko wpadnie mi w ręce również się za niego wezmę. Wartą wspomnienia jest również rzecz, że książka nie jest napisana specjalnie dla młodzieży każdy czytelnik odnajdzie się na stronicach powieści, co uważam za ogromny plus.

Marcelina Pomper

Książkę otrzymaliśmy od:

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Połamane skrzydła - Khalil Gibran - recenzja

Połamane skrzydła to społeczno-obyczajowa powieść, która powstała w 1912 roku i szybko zyskała miano inspiracji dla powstających na początku XX wieku ruchów emancypacyjnych w krajach arabskich. Autor bestsellerowego Proroka, jednej z najlepiej sprzedających się książek wszech czasów, tym razem skłania do refleksji nad tym, wobec czego człowiek często bywa bezsilny - nad miłością, oddaniem i obowiązkiem.

Salma Karama to piękna dziewczyna, córka bogatego kupca, która stała się ofiarą tradycji obowiązujących w arabskich krajach. Poznaje młodego mężczyznę, syna dawnego przyjaciela swego ojca. Gdy ten pojawia się w jej domu ich oczy spotykają się i oboje od pierwszych chwil wiedzą, że razem tworzą niesamowity i nierozłączny związek dusz. Ręka dziewczyny jest jednak obiecana komuś innemu. Komuś, kto stoi na drodze do jej szczęścia i wolności. Przed Salmą niełatwa droga oznaczona bólem i tęsknotą, która rozdziera jej serce i zamyka w bezwzględnym świecie powinności.

Powieść w barwny choć delikatny sposób porusza problem kobiet w krajach arabskich, które poprzez pozycje swoich ojców, były zmuszane do małżeństw dla celów czysto politycznych i zysku. Tutaj nie ma miejsca na miłość i wolność. Kobieta ma być sługą swojego pana, jak podkreśla to sama bohaterka. To opowieść o miłości, która nie mogła się spełnić, o uczuciu, które nie miało szansy rozkwitnąć, zarazem jednak też o ludziach pogrążonych w niemocy, robiących to, co trzeba, zamiast tego, czego pragnie serce i dusza.

Czytając, zanurzamy się w świecie mocno poetyckim. Tutaj wszystko jest rzeczą niezwykłą. Pierwszym obrazem w oczach ślepca, pierwszym dźwiękiem w uszach głuchoniemego i pierwszym powiewem wolności w życiu wieloletniego więźnia. Świat jest piękny, barwny, niebiańskie są wypowiadane słowa, cudowna jest cisza. Salma porusza się jak anioł, a jej bladość jest cudem. Jej niepewność wdziękiem, a oddanie ideą. Autor używa bardzo wielu epitetów i porównań, którymi stara się oddać słowa tak, by jak najlepiej odzwierciedlały skomplikowane i niełatwe uczucia bohaterów. Są one czystą poezją, choć pisane prozą.

Książka zdecydowanie zbyt szybko przemyka pod palcami. Jest krótka, a zawiera w sobie bardzo wiele ogromnie ważnej treści . Zachwyca i porusza. Autor buduje historię na emocjach i to one odgrywają tu największą rolę. Początkowo trudno było mi przywyknąć; w literaturze współczesnej ciężko spotkać tak urozmaicony i piękny język. Bogactwo figur stylistycznych z początku wydawało mi się odrobinę przytłaczające, gdzieś poza celem powieści, jednak szybko zrozumiałam, że inaczej całego tego bagażu uczuć nie dało się opisać. W efekcie otrzymałam wspaniałą historię ze wzruszającym zakończeniem, opowieść, która uświadamia, że szczęście niestety nie dla wszystkich jest na wyciągniecie ręki.

Spodziewałam się historii odrobinę innej. Oczekiwałam bogatej kultury arabskiej i przedstawiania pozycji kobiet, jak w setkach innych książek. Tutaj jednak dostałam coś całkowicie odmiennego, zaskakującego, co chwyta za serce i zmusza do refleksji nad życiem i hierarchią potrzeb oraz obowiązków człowieka. Zjawiskowa historia, która przedstawia całą gamę uczuć, od tych dobrych dla nas, do tych, których czuć nie chcemy. Wspaniałe wydanie. Przejmująca opowieść. Pozostaje w myślach na długo. Czegóż chcieć więcej?

Recenzję napisała: Patrycja Łuczyńska

Za książkę dziękujemy :

wtorek, 6 sierpnia 2013

Recenzja tomu wierszy "Alchemia miłości" - David & Sabrineh Fideler

"Alchemia miłości" to idealny wstęp do poznawania mistyki świata islamu, sufickich myślicieli i filozofii. Autorzy, którymi są David & Sabrineh Fideler, zebrali i przełożyli z języka perskiego na angielski wiersze o tematyce skupiającej się przede wszystkim na zbliżeniu się do Boga.

Celebrowaniu miłości i stanu ducha, jaką ta miłość wywołuje. David, od lat zajmujący się kulturoznawstwem, prowadzi prelekcje na temat poezji sufickiej. Sabrineh w swojej karierze przełożyła na język perski wiele książek. Ich wspólna praca skutkowała interesującym wstępem, słowniczkiem i wyjaśnieniami dotyczącym muzyki, struktury i poezji perskiej, którą przytoczyli w dalszej części, co pozwoliło skupić się na niej z należytym zrozumieniem.

"Alchemia miłości" to zbiór wierszy, który pozwala na podróż poprzez świat duchowy z poczuciem wolności i miłości, jakiej czasami brakuje w obecnych świecie. Świecie pełnym konsumpcjonizmu. Poezja ta zachwyca i odpręża. Prostota jej przekazu sprawia, że nie jesteśmy w stanie zaprzeczyć przesłaniu, jakie za sobą niesie. Wiersze mówią o tym, jakie jest źródło miłości. Kim bądź czym się bez niej jest. I o tym, co przemija, a co naprawdę zostaje.

Rumi, Sana', Hafez, Madżd ad - Din Taliba, Attar, Szams Szairazi i inni z tego tomu to poeci, o których warto usłyszeć. Choć niewiele mogę na ich temat powiedzieć, jedno wiem - pragnęli dzielić się swoją miłością do Boga, próbując go odnaleźć.

Prawdopodobnie nie jest to książka dla wszystkich, bowiem nie każdy preferuje tego typu twórczość. Lecz uważam, że gdybyśmy uczyli się religioznawstwa za pomocą lirycznych gatunków, a nie wypraw krzyżowych, mogłoby to w nasze życie wnieść wiele dobrego.

"Alchemia miłości" skłania do refleksji. Mnie, jako agnostykowi, przybliża stan ducha, jaki odczuwają wyznawcy danej (jakiejkolwiek) religii. Ten piękny stan, pełen zaufania i uczuć wyższych. Bez hipokryzji.

Moje serce może być pełne miłości, a umysł pełen zrozumienia dla czyjejś wiary - lecz jeżeli sama nie zostałam obdarzona tym stanem, wiem, że nie odczuję tego spokoju, który towarzyszy wierze w życie pozagrobowe. Odczuję go poprzez inne doznania i refleksje. Miło jednak poznać inny punkt widzenia świata. Tom ten wzbudził we mnie pozytywne emocje.

Polecam.

Recenzję napisała: SYLWIA PIETRYGA



                                      Za książkę dziękujemy Wydawnictwu Barbelo

wtorek, 9 lipca 2013

Krzykacza z Rwandy - Warren FitzGerald - POLECAMY


Krzykacz z Rwandy - Werren FitzGerald

Ta historia biegnie przez Tysiąc Wzgórz
wybijając bosy, przejmujący rytm...
Wsłuchajmy się uważnie w okrutnie prawdziwą baśń o miłości i przyjaźni.

O strachu, który nie paraliżuje odwagi.
O ścięciu człowieczeństwa w myśl przykazań z radia.

O Sebwgugu
Wstrząsająco pięknie opowiada dziesięcioletnia Clementine Habimana z Rwandy, dziewczynka w wisienkowej sukience.

Chodźmy na lekcję śpiewu do Asha Bolta.
Mieszka za czterdzieści funciaków w centrum Londynu.

Walczy z demonami, które przywlekły się za nim z rodzinnego domu.

Kiedy w głowie Asha narasta chaos, tylko rytuał bólu odpędza lęk.
Ale jak długo można liczyć na nóż w kwestii przeżycia?

Ktoś puka do drzwi.








piątek, 5 lipca 2013

Bestseller - Wydawnictwo Święty Wojciech - Suknia Ślubna

Charlotte jest właścicielką eleganckiego salonu mody ślubnej w Birmingham. Wyszukiwanie niezwykłych sukien dla panien młodych to jej pasja. I dar. Ale gdy sama zostaje narzeczoną, nie potrafi znaleźć dla siebie sukni. Nie potrafi czy nie chce? A może rzecz w tym, że zamierza poślubić niewłaściwego mężczyznę?

Szukając odpowiedzi na te pytania, Charlotte nieoczekiwanie dla nie samej kupuje na aukcji charytatywnej stuletni zniszczony kufer. Wewnątrz znajduje suknię ślubną. Skąd się tam wzięła? Dla kogo została uszyta?

Charlotte próbuje zbadać historię sukni. Odnajduje kobiety z nią związane. A to nie pozostaje bez wpływu na jej życie. Emily w 1912 roku. Mary Grace w 1939. Hillary w 1968. I Charlotte w 2012.

Cztery kobiety i jedna suknia. Historia każdej z nich mówi o miłości, wierze, odwadze. O zaufaniu i przeznaczeniu.

Książka wielokrotnie nagradzana:
1 miejsce w kategorii na najbardziej inspirującą powieść roku - Romantic Times Book Club Reviews
1 miejsce — Blue Ridge Christian Writers Conference Selah Award Best Romance
Amazon Kindle Bestseller
CBA Bestseller
EPCA Bestseller
Nominated for Romantic Times Seal of Excellence Award
Overweightbooks Blog 2012 Book of the Year List
LifeWay 2012 Book of the Year List
Inspy 2012


środa, 3 lipca 2013

Dynastia Tudorów. Król, królowa i królewska faworyta - Polemamy

Anglią włada młody Henryk VIII. W kraju szerzą się zamieszki na tle religijnym, a na scenie politycznej bezustannie zmieniają się sojusze. Mimo to król całą swoją uwagę skupia na rozwodzie z Katarzyną Aragońską.

Sprawa ta nie cierpi zwłoki, ponieważ Henryk nade wszystko pragnie mieć syna, a w jego życiu pojawiła się  właśnie piękna Anna Boleyn – kobieta, w której rękach może leżeć przyszłość dynastii.

Kardynał Wolsey, królewski Lord Kanclerz, musi więc odłożyć na bok rację stanu i za wszelką cenę uzyskać zgodę papieża na unieważnienie królewskiego małżeństwa.
Polityczne intrygi, które zawładnęły dworem i narastający konflikt z Kościołem mogą zachwiać tronem. Ale głodny władzy i miłosnych uniesień monarcha rządzi tak, jak żyje – z żywiołowością, pasją i zapamiętaniem… 

Niesłychanie wciągająca powieść oparta na pierwszym sezonie superprodukcji The Tudors, nadawanej w wielu krajach i kilkukrotnie nagrodzonej nagrodą Emmy®, telewizyjnym odpowiednikiem Oscarów®.

Opowiada o ambicji i bezwzględnej walce o władzę młodego Henryka VIII, króla jednego z najpotężniejszych państw ówczesnej Europy, i o jego miłości, która na zawsze zmieni bieg historii...

Książka została wydana przez Wydawnictwo Mira
Fragment książki dostępny na stronie wydawnictwa

czwartek, 27 czerwca 2013

Odmieniec - Philippa Gregory - POLECAMY

Philippa Gregory - "Odmieniec" - POLECAMY


Siedemnastoletnia Izolda zostaje zamknięta w klasztorze, aby nie mogła dochodzić swoich praw do spadku po zmarłym ojcu.

Kiedy zakonnice, nad którymi sprawuje pieczę jako przełożona, zaczynają lunatykować i zdradzać oznaki obłędu, do opactwa Lucretili przybywa młody nowicjusz Luca Vero, by na polecenie samego papieża wyjaśnić sprawę. Luca i Izolda, zmuszeni stawić czoło największym lękom świata średniowiecznego – czarnej magii, wilkołakom, szaleństwu – rozpoczynają poszukiwania prawdy, swojego przeznaczenia, a także miłości.

Pierwszy tom najnowszej serii autorki Kochanic króla.




Polecamy również Fragment książki czytany przez Annę Wendzikowską:






Oficjalny trailer do książki:

Dom na Sycyli - Rosanna Ley - recenzja

Jeśli nie masz planów na wakacyjny urlop, koniecznie musisz przeczytać tę książkę! Dzięki niej, wraz z główną bohaterką Tess, przeniesiesz się do malowniczej Sycylii....

Rosanna Ley, to popularna angielska autorka powieści obyczajowych, cieszących się popularnością w wielu krajach na świecie. Z jej twórczością przyszło mi zmierzyć się po raz pierwszy dzięki tej właśnie lekturze. Zaręczam, jednak, iż na pewno nie ostatni.

Dobiegająca czterdziestki Tess Angels, samotna matka dorastającej Ginny ma dosyć poukładane życie. Kochających rodziców, przyjaciół, dom, pracę, partnera. Jak grom z jasnego nieba, spada na nią wiadomość, iż odziedziczyła w spadku po nieznajomym Edwardzie Westermanie rezydencję Villa Sirena, w Cetarii na Sycylii. Okazuje się, iż tajemniczy spadek związany jest z historią Matki Tess, Flavią, Sycylijką, która w wieku 23 lat opuściła swój kraj i osiedliła się w Anglii. Mimo podeszłego już wieku, Flavia jak dotąd nie wyjaśniła córce powodów, dla których opuściła ojczyznę i rodzinę. Uparcie w tym temacie milczy, a do spadku nastawiona jest sceptycznie. 


Tess postanawia więc wyruszyć na Sycylię, do korzeni swojej rodziny, by tam poznać historię matki. Na miejscu okazuje się jednak, że Cetaria to miasteczko, w którym każdy skrywa jakieś tajemnice, a konflikty i waśnie rodów są nieodłącznym elementem tego świata. Czy podróż odmieni życie Tess? Czy uda jej się odkryć sekret Matki? Czy pomoże jej odzyskać wewnętrzny spokój, ułożyć na nowo relacje z córką, a przede wszystkim, czy znajdzie miłość swojego życia w osobie przystojnego Sycylijczyka? Kto okaże się wrogiem, a kto sprzymierzeńcem Angielki? Odpowiedź na te i inne pytania poznacie wyłącznie czytając „Dom na Sycylii”.

Biorąc do ręki tę książkę, miałam obawy, iż jej fabuła będzie zbliżona do książki „Pod Słońcem Toskanii” Frances Mayes. Nic bardziej mylnego. To całkiem odrębna, piękna historia, w sam raz na wakacyjne popołudnie. Fabuła książki jest bardzo wciągająca, nie można się od niej wręcz oderwać, aż do ostatnich wersów. Malownicze opisy sycylijskich krajobrazów, zwyczajów panujących w tym kraju, a także posiłków, pobudzają czytelnikowi zmysły, sprawiają, mimo woli przenosi się on wraz z główną bohaterką do Cetarii, ma wrażenie, że stoi tuż obok niej i doświadcza wraz z nią niesamowitych przygód. 


Atutem jest, iż autorka wplata co jakiś czas makaronizmy, co dodaje całości uroku. Sama już okładka, na której widzi nadmorską willę, pozwala nam na imaginacje dotyczące przywoływanych w lekturze miejsc. To powieść zarówno dla miłośników historii romantycznych, jak i tych, żądnych przygód i sensacji. Ze swojej strony gorąco polecam. 

Recenzję napisała: Martyna Sitniewska 



 

poniedziałek, 18 marca 2013

Rebecca Serle - Kiedyś byłeś mój - POLECAMY

Romeo, Julia i … Rosaline!
Oto jak dzisiaj potoczyłaby się historia legendarnych kochanków dramatu Szekspira

Każdy z nas zna historię Romea i Julii, kochanków skazanych na potępienie, ale czy ktoś pamięta Rosaline, kuzynkę Julii i pierwszą miłość Romea? To z nią Romeo pragnął spotkać się na przyjęciu u Kapulettich i to właśnie wtedy na scenie pojawiła się Julia. Dla jednych rozpoczął się romans, dla innych – Rosaline – zaczęła się tragedia.

Nieprawda. Julia nie była słodką, niewinną dziewczyną, rozdartą wewnętrznie wyrokiem przeznaczenia. Doskonale wiedziała, co robi. Kłopot w tym, że Szekspir nie miał o tym pojęcia – amerykańska pisarka Rebecca Serle proponuje inną wersję losów kochanków. Jej powieść to trawestacja dramatu Williama Szekspira. Porzucona kobieta przedstawia w niej swoją wersję wydarzeń.

Historia zakochanych zostaje przeniesiona do czasów współczesnych. Rosaline i Rob, bohaterowie powieści Kiedy byłeś mój, to typowi nastolatkowie, którzy uczą się razem w szkole średniej na Zachodnim Wybrzeżu USA. Od zawsze łączy ich przyjaźń, która z czasem przeradza się w znacznie głębsze uczucie. Gdy dochodzi między nimi do pierwszego pocałunku, do miasta wprowadza się Juliet – kuzynka Rosaline, jej dawna przyjaciółka, która teraz staje się jej wrogiem. Robi wszystko, żeby zbliżyć się do Roba. Jest piękna i szalona... Gdy grozi samobójstwem, Rosaline zaczyna się martwić nie tylko o serce Roba, ale też o jego życie.

Prawa do ekranizacji powieści zostały już wykupione. Film – główną rolę ma zagrać Keira Knightley – wkrótce w kinach.

Rebecca Serle - jest pełnoetatową pisarką, co oznacza, że do pracy ubiera się w piżamę. Ukończyła Uniwersytet Południowej Kalifornii, studiowała też na Wydziale Sztuk Pięknych w The New School w Nowym Jorku. (Woli Nowy Jork od Los Angeles, ale nie mówcie tego nikomu). Uwielbia lśniące włosy, kawę, jogę i symulowanie, że jest Brytyjką. Przeżyła zawód miłosny, który na szczęście nie skończył się źle, między innymi dlatego, że swoje doświadczenie przelała na karty książki. Kiedy byłeś mój to jej pierwsza powieść.
Więcej na: www.rebeccaserle.com.

piątek, 27 kwietnia 2012

To nie mogło się zdarzyć - Jessica Stern - recenzja e-booka


Gwałt jest czymś strasznym dla każdej kobiety. Zarówno dla małej dziewczynki, nastolatki czy też dla kobiety dorosłej i dojrzałej. Jest to trauma, która trwa przez całe życie, siedzi głęboko zakorzeniona w psychice i raczej nie ma możliwości żeby całkowicie się jej pozbyć. Dodatkowo takie przeżycie wpływa na inne sfery naszego życia – stosunek do ludzi, miłość, dom, rodzina…

Jessica Stern w wieku 15 lat została zgwałcona. W książce tej opisuje swoją historię. Narracja jest pierwszoosobowa z punktu widzenia głównej bohaterki, która jest zarówno autorką powieści. Daje nam to bardzo dużą możliwość zżycia się z nią i poznania dogłębniej jej uczuć oraz emocji. Mogłabym nawet rzec, że forma trochę przypomina coś w stylu pamiętnika. Mamy tutaj zarówno opisane sytuacje jak i również przemyślenia oraz refleksje pani Stern. Wspomnienia dotyczą nie tylko samego gwałtu, ale także kilku innych rzeczy. Autorka wspomina poszczególnych członków swojej rodziny(z ojcem nawet przeprowadza wywiad), można dostrzec pewne zależności oraz wpływ jej rodziny na jej osobowość oraz charakter.

Język powieści jest bardzo prosty, jednak widać, że jest dojrzalszy niż w niektórych książkach, jakie miałam okazję przeczytać. Książkę czyta się dość szybko, są momenty, które potrafią wciągnąć na dłużej. Książka jest bardzo dobrze dopracowana, zawiera wiele szczegółów oraz dobrych opisów, które idealnie oddają obraz sytuacji. Tak na dobrą sprawę zabrałam się za tą książkę nie pamiętając do końca opisu oraz tego, że jest to swego rodzaju pamiętnik. Jednak bardzo łatwo można zauważyć czy też się domyślić, że główna bohaterka to sama autorka. Myślę, że osobie, która czegoś takiego nie przeżyła byłoby znacznie ciężej i trudniej opisać to wydarzenie, a także pozostałe wspomnienia.

Autorka idealnie opisała wszystkie swoje uczucia i emocje. Widać w nich lekki ból, strach, swego rodzaju siłę, zwątpienie… naprawdę tych odczuć jest całe mnóstwo i są bardzo wyraźnie widoczne. Trzeba by się naprawdę niesamowicie postarać, żeby ich nie zauważyć, o ile jest to w ogóle możliwe. W sumie podziwiam autorkę, że zdobyła się na napisanie tej książki, myślę, że nie przyszło jej to łatwo. Widać wewnętrzne rozdarcie oraz to jak gwałt stopniowo wpłynął na kształtowanie jej charakteru i osobowości.

Książka na pewno nie należy do tych łatwych, które to się czyta, żeby oderwać się od wszystkiego. Nie jest jednak wybitnie ciężka czy trudna do zrozumienia. Porusza ona poważny temat i sama taka jest – poważna. Tak, to dobre słowo. Mimo wszystko można ją nadal pojmować jako zwykłą powieść, ale ciężko zapomnieć o tym, że jest to historia prawdziwa. Myślę, że książka ta może być także poradnikiem dla kobiet, które zostały zgwałcone. Nie zdziwiłoby mnie również to, że samej autorce napisanie tego dzieła przyniosło pewne ukojenie. Pod koniec jest tu wiele przemyśleń, odpowiedzi na ciężkie pytania, niektóre wypowiedzi podchodzą wręcz pod zagadnienia filozoficzne. Naprawdę uważam, że książka ta jest godna uwagi i jest dość ciekawa. Daje sporo do myślenia i zmusza do refleksji.

Historię tę czytało mi się całkiem przyjemnie, była to pewna odmiana od tego, co czytam normalnie. Jestem przekonana, że przypadnie ona do gustu osobom, które lubią powieści oparte na prawdziwych historiach oraz literaturę faktu.

Recenzję napisała: Magdalena Senderowicz


E-book otrzymaliśmy od:

czwartek, 29 marca 2012

„My rotten Valentine” Agnieszki Żak - Romantyzm w świecie zombie


Opowiadanie „My rotten Valentine” Agnieszki Żak –  to romantyzm w świecie zombie!

„My rotten Valentine” to trochę studium szaleństwa, trochę opowieść o miłości i poświęceniu, a to wszystko w stylistyce świata opanowanego przez zombie. Mieszanka gatunkowa, wciągająca i trzymająca w napięciu!
Wirus zamienia ludzi w zombie. Laura i Marek barykadują się w piwnicy swojego domu, licząc, że uda im się przetrwać Apokalipsę. Tylko że jedno z nich już jest zarażone…

Skrócona wersja opowiadania brała udział w akcji Klubu Pisarskiego IKAR pt. “Kochać każdy może”, była publikowana na stronach IKAR-a, Portalu Literackiego Fabrica Librorum (gdzie otrzymała wyróżnienie) oraz Forum Literackiego Inkaustus i zebrała pozytywne komentarze.

Agnieszka Żak – rocznik ’88, Płocczanka. Studentka Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Zainteresowana wszystkim związanym z e-bookami i self-publishingiem, posiadaczka Kindle. „My rotten Valentine” to jej pierwszy płatny utwór i „najukochańsze dziecko”. Prowadzi stronę autorską pod adresem http://agnieszkazak.wordpress.com/ oraz blog z recenzjami książek Votum Separatum.