Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 lipca 2014

Zbigniew Masternak "Nędzole"

Zbigniew Masternak to człowiek, o którym po raz pierwszy usłyszałam w Teleexpresie. Właśnie wtedy promował książkę "Nędzole" i szczerze przyznam bardzo zainteresowała mnie zawarta w książce tematyka, którą autor potraktował w sposób bezkompromisowy. Problem emigracji zarobkowej to temat często pomijany. Nie liczy się bowiem, jak odnajdują się Polacy za granicą, jakie mają problemy i z czym muszą się codziennie zmagać. Liczą się efekty, którymi mogą się pochwalić wracając do kraju.

Zbigniew Masternak w swojej książce skupia się właśnie na codzienności z jaką zmaga się każdy emigrant. Polaków, którzy wyjechali porównuje do nędzników, ponieważ ich życie dalekie jest od sielanki. Książka jest soczysta, gdyż emigranci są brutalni, wulgarni, pełni wymagań i tak naprawdę niechętni do pracy. To gorzka fabuła, pełna żalu do życia i goryczy niespełnionych marzeń. Mam wrażenie, że tę gorycz przełamuje ironia, którą dostrzegam w opisywanych przez narratora sytuacjach. Z perspektywy czasu niektóre historie wydają się nawet zabawne (ale tylko, gdy się o nich czyta w wygodnym fotelu)..

Co w moim odczuciu istotne? Autor opisuje w książce swoje życiowe przygody. Sam wyjechał za granicę w celach zarobkowych, więc doskonale potrafił stworzyć świat emigrantów, który kieruje się zupełnie innymi prawami.

Jeden wątek skojarzył mi się z filmem, który kilka lat wcześniej oglądałam. Myślę tu o "Francuskim numerze" Wichrowskiego. Choć komedia jest raczej słaba, to wątek, który pojawia się również u Masternaka jest kwintesencją bezradności Polaków. Brak możliwości ingerencji w swój los i naiwne brnięcie przed siebie z nadzieją, że jeszcze wszystko się ułoży. To brutalna prawda, którą ja wyczytałam w tej fabule.

Myślę, że to godna polecenia pozycja. Tym bardziej teraz, gdy mnóstwo młodych ludzi, po skończonych szkołach, zastanawia się, czy nie wyjechać za granicę, by zarobić. To nie takie proste.. Właśnie dlatego polecam tę lekturę, niech będzie przestrogą, bo życie na emigracji nie jest usłane różami.

Olga Łęga
www.retrams.blogspot.com

Za książkę dziękujemy Wydawnictwu:

środa, 5 marca 2014

W krainie obfitości mango - NOWOŚĆ

Książka o trzech wielkich apetytach: na poznawanie świata, wspaniałe jedzenie i niczym nie ograniczoną wolność

"Sami chcielibyśmy to wszystko przeżyć i zobaczyć.
Na tym właśnie polega dobra literatura podróżnicza."
- — Kirkus Reviews

Przy sterze jachtu Ann i Steve przemierzyli ponad siedem tysięcy mil morskich i zwiedzili szesnaście krajów, zabierając czytelników w uroczą podróż
pośród smaków, widoków i dźwięków Karaibów.
Nieważne, czy są to posiłki spożywane w gronie nowych znajomych, uczestnictwo w lokalnych uroczystościach, czy odkrywanie sekretów wysp, Ann notuje wszystkie zalety życia pod gwiazdami, w którym każdy następny dzień jest niespodzianką.
Szczegółowa relacja z podróży jest zarazem intymnym zapisem odkrywania siebie samej. 

Orzeźwiająca, pełna wrażeń podróż, w której na nowo odkrywamy, co tak naprawdę jest w życiu ważne.- — Booklist

Książka znalazła się na liście Top Ten Books of the Year w rankingu Amazon w kategorii literatura podróżnicza.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

„Książka moich wspomnień” - Jarosław Iwaszkiewicz - recenzja

Jarosław Iwaszkiewicz – pisarz, tłumacz, współtwórca Skamandrytów, związany w „Wiadomościami Literackimi” oraz „Twórczością”. Pisał nie tylko poezję, prozę, artykuły ale także wspomnienia, a mianowicie: „Książkę o Sycylii” wydaną w 1956 roku, „Książkę moich wspomnień”, która ukazała się w 1957 roku, „Gniazdo Łabędzi. Szkice z Danii” z 1962 roku oraz wydaną już pośmiertnie w 2004 roku, „Portrety na marginesach”.

To właśnie o „Książce moich wspomnień” chciałabym dziś napisać. O książce, której klimat towarzyszy mi niezmiennie od kilku dni. Wydana przez Wydawnictwo Zysk i S-ka, w przepięknej szacie graficznej, z wieloma fotografiami wykonanymi w sepii, wraz z pięknie opowiedzianą historią życia nakreśloną przez autora sprawiają, że od jej lektury nie można się oderwać.

To książką – podróż, w którą zabiera nas Iwaszkiewicz, snując opowieści od swojego dzieciństwa poprzez młodość do wieku 50 lat. Pokazuje nam, czytelnikom, środowisko w jakim się wychowywał, piękno otaczającego krajobrazu, które niezmiennie go inspirowało oraz ludzi, których spotykał na swojej drodze, i którzy w nie mniejszym stopniu niż otaczająca go przyroda, wpływali na jego styl literacki i twórczość. Taką postacią na pewno był Karol Szymanowski, który był nie tylko krewnym autora, ale również jego krytykiem oraz „motorem do działań” w chwilach zwątpienia. Wszystko to opisywał Iwaszkiewicz na tle niespokojnych lat, w jakich przyszło mu żyć: odzyskiwanie niepodległości, I i II wojna światowa. Według mojej opinii najciekawszy okres to okres międzywojenny, gdyż dowiadujemy się wielu ciekawostek z życia Tuwima, Lechonia, Staffa i wielu jeszcze innych znanych postaci.

Iwaszkiewicz w swych wspomnieniach ukazuje nam również kulisy jego nominacji na sekretarza marszałka Sejmu Macieja Rataja, który to urząd pełnił w latach 1923-1925. Od 1927 roku pracował w dyplomacji jako sekretarz ambasady RP w Kopenhadze i Brukseli.

Kochał podróżować. Co dawały mu te podróże, napisał tak:
„Przede wszystkim w podróżach moich lubiłem odnajdywać kontakt bezpośredni ze światem i ludźmi, wędrując na piechotę. Z plecakiem na ramieniu przedzierzgałem się z urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych w bezpretensjonalnego wędrownika, który najczęściej samotnie błąkał się po wszystkich możliwych i niemożliwych drogach.”
Z „Książki moich wspomnień” wyłania się postać człowieka z jego wadami i zaletami, ale to co bije najbardziej z treści w niej zawartych to postać artysty (Iwaszkiewicz grał dobrze na fortepianie), pisarza, który tworzył polską tradycję literacką na każdej jej płaszczyźnie oraz miłośnika gór i piękna natury.

Książka jest bardzo ciekawa, wciągająca, napisana przepięknym, literackim, ale zarazem zrozumiałym językiem. Obrazy kreślone przez Iwaszkiewicza na długo zapadają w pamięci. Czytając rozdział po rozdziale miałam wrażenie, że oglądam obraz za obrazem. I te obrazy warto poznać dzięki lekturze niniejszego wydania.

Szczególnie polecam tę autobiografię osobom zainteresowanym postacią tego wielkiego pisarza, a także miłośnikom historii okresu I i II wojny światowej oraz varsavianistom z racji ogromu informacji dotyczących Warszawy tego okresu.

Beata Dalla Valle



                                                          Za książkę dziękujemy:

czwartek, 8 sierpnia 2013

Anna Jaklewicz „Niebo w kolorze indygo. Chiny z dala od wielkiego miasta” – recenzja

Coraz więcej osób, które wyruszają w wyprawę w odległe kraje pisze książki stanowiące relację z ich podróży. Na półkach sklepowych nie widnieją już tylko książki Elżbiety Dzikowskiej, Martyny Wojciechowskiej czy Beaty Pawlikowskiej o tej tematyce. Anna Jaklewicz jest debiutantką w tej dziedzinie. Z wykształcenia jest archeologiem. Jej pasją jest podróżowanie, zaś największym marzeniem było zostanie… Indiana Jonesem i poniekąd je spełniła. Przygodę z podróżami zaczynała w Sudanie, gdzie wyruszyła na misję archeologiczną. Potem odkrywała tajemnice starożytnego Egiptu.

Po Afryce zdecydowała poznawać tajniki przyrody, kultury i cywilizacji Azji: Wietnamu, Laosu, Kambodży, Indii i Chin. Ten ostatni kraj na tyle ją zaintrygował, że postanowiła podzielić się z czytelnikami swoim doświadczeniami i spostrzeżeniami. Co nam się kojarzy z tym ogromnym (w każdym tego słowa znaczeniu) państwem? Przede wszystkim wielkie metropolie jak Szanghaj, Hong-Kong czy Pekin, Wielki Mur Chiński oraz Zakazane Miasto.

„Niebo w kolorze indygo” jest zapisem jej wyprawy do Chin. Ania spędziła tam ponad dwa lata, gdzie początkowo pracowała jako lokalny przewodnik. Jednak jej trasa opisana w książce nie jest ani typowym sprawozdaniem, ani turystycznym przewodnikiem z popularnych chińskich miejsc. Wręcz przeciwnie. Autorka opisuje swoją podróż po nieznanych, małych wioskach na południu państwa. Pokazuje ten kraj z innej perspektywy, odkrywa zaskakujące bogactwo etniczne i kulturowe.

Na samym początku swojej książki, Ania opisuje przyjazd do Chin, do tych brudnych, hałaśliwych i zatłoczonych Chin. Nie wspomina tego miło, jednak decyduje się dać im drugą szansę. Wyprawa po małych i nie znanych terenach południowych Chin przynosi jej satysfakcję z odkrywania nowych rzeczy. Ania cieszy się zwykłymi drobnostkami, jakimi przykładowo są miska świeżego ryżu czy rozgwieżdżone nocne niebo w kolorze indygo. Bierze udział w tradycyjnych lokalnych wydarzeniach, jak pogrzeb czy wesele, które zupełnie inaczej obchodzone są niż w Polsce. Bawi się na lokalnych festiwalach, między innymi na ludowym święcie zorganizowanym na cześć… ogórka czy błota (!). To ostatnie polega na tym, że pół nadzy mężczyźni wskakują do wody, by gołymi rękami złapać jak największą rybę. Po ogłoszeniu wyników konkursu, panowie dla rozrywki wskakują do sadzawki i ochlapują się błotem. Na sam koniec w tym samym miejscu odbywa się walka byków, a jej zwycięzca otrzymuje jakże zaszczytny tytuł byczego króla wsi.

Jednym z jej podróżniczych celów są odwiedziny w wiosce położonej nad jeziorem Lugu, w której żyje ludność Mosuo. Co w tej mniejszości narodowej jest takiego niezwykłego, że autorka postanowiła tam dotrzeć? Ano to, że jest to królestwo kobiet i jednocześnie raj dla mężczyzn. Istnieje powszechne przekonanie, że kobiety Mosuo są wyzwolone seksualnie i nie mają stałych życiowych partnerów. Kobiety te cenią sobie luźne związki z dowolna liczbą mężczyzn i nie zwierają związków małżeńskich. Mają też prawo same wybierać swoich kochanków. Maja również gromadkę dzieci i nie koniecznie są świadome, która pociecha jest owocem namiętnej nocy z konkretnym partnerem. Muszę przyznać, że jest to ciekawy wątek . Zdawałam sobie sprawę, że istnieje chińska społeczność , w którym dominują kobiety, jednak nie interesowałam się tym zbytnio, aż do tej pory.

„Niebo w kolorze indygo” czyta się szybko i przyjemnie. Szata graficzna przyciąga oko, a mnóstwo kolorowych zdjęć wklejonych pomiędzy tekst sprawiają, że przyjemność z czytania jest jeszcze większa. Kolor indygo cały czas przeplata w książce, nie tylko na zdjęciach i w szacie graficznej, ale również w samym tekście. Książka Anny Jakielskiej przybliżyła mi odrobinę „innej” i nieznanej chińskiej kultury, co zapewne było celem autorki.

Obecnie Anna przebywa na wyspie Jawa, gdzie pracuje nad kolejna książką oraz kręci film dokumentalny poświęcony życiu osób trans-płciowych. Miejmy nadzieję, że kolejna jej relacja będzie równie dobra i obszerna jak ta o Chinach. Ja z pewnością skusze się na jej kolejne interesujące sprawozdanie z podróży.

Recenzję napisała: Klaudia Kwiatkowska




                                                     Za książkę dziękujemy:

czwartek, 27 czerwca 2013

Dom na Sycyli - Rosanna Ley - recenzja

Jeśli nie masz planów na wakacyjny urlop, koniecznie musisz przeczytać tę książkę! Dzięki niej, wraz z główną bohaterką Tess, przeniesiesz się do malowniczej Sycylii....

Rosanna Ley, to popularna angielska autorka powieści obyczajowych, cieszących się popularnością w wielu krajach na świecie. Z jej twórczością przyszło mi zmierzyć się po raz pierwszy dzięki tej właśnie lekturze. Zaręczam, jednak, iż na pewno nie ostatni.

Dobiegająca czterdziestki Tess Angels, samotna matka dorastającej Ginny ma dosyć poukładane życie. Kochających rodziców, przyjaciół, dom, pracę, partnera. Jak grom z jasnego nieba, spada na nią wiadomość, iż odziedziczyła w spadku po nieznajomym Edwardzie Westermanie rezydencję Villa Sirena, w Cetarii na Sycylii. Okazuje się, iż tajemniczy spadek związany jest z historią Matki Tess, Flavią, Sycylijką, która w wieku 23 lat opuściła swój kraj i osiedliła się w Anglii. Mimo podeszłego już wieku, Flavia jak dotąd nie wyjaśniła córce powodów, dla których opuściła ojczyznę i rodzinę. Uparcie w tym temacie milczy, a do spadku nastawiona jest sceptycznie. 


Tess postanawia więc wyruszyć na Sycylię, do korzeni swojej rodziny, by tam poznać historię matki. Na miejscu okazuje się jednak, że Cetaria to miasteczko, w którym każdy skrywa jakieś tajemnice, a konflikty i waśnie rodów są nieodłącznym elementem tego świata. Czy podróż odmieni życie Tess? Czy uda jej się odkryć sekret Matki? Czy pomoże jej odzyskać wewnętrzny spokój, ułożyć na nowo relacje z córką, a przede wszystkim, czy znajdzie miłość swojego życia w osobie przystojnego Sycylijczyka? Kto okaże się wrogiem, a kto sprzymierzeńcem Angielki? Odpowiedź na te i inne pytania poznacie wyłącznie czytając „Dom na Sycylii”.

Biorąc do ręki tę książkę, miałam obawy, iż jej fabuła będzie zbliżona do książki „Pod Słońcem Toskanii” Frances Mayes. Nic bardziej mylnego. To całkiem odrębna, piękna historia, w sam raz na wakacyjne popołudnie. Fabuła książki jest bardzo wciągająca, nie można się od niej wręcz oderwać, aż do ostatnich wersów. Malownicze opisy sycylijskich krajobrazów, zwyczajów panujących w tym kraju, a także posiłków, pobudzają czytelnikowi zmysły, sprawiają, mimo woli przenosi się on wraz z główną bohaterką do Cetarii, ma wrażenie, że stoi tuż obok niej i doświadcza wraz z nią niesamowitych przygód. 


Atutem jest, iż autorka wplata co jakiś czas makaronizmy, co dodaje całości uroku. Sama już okładka, na której widzi nadmorską willę, pozwala nam na imaginacje dotyczące przywoływanych w lekturze miejsc. To powieść zarówno dla miłośników historii romantycznych, jak i tych, żądnych przygód i sensacji. Ze swojej strony gorąco polecam. 

Recenzję napisała: Martyna Sitniewska 



 

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Za Chiny ludowe - Katarzyna Pawlak - recenzja



Książka „Za Chiny ludowe” Katarzyny Pawlak zrodziła się z pasji zmierzającej do poznania wielości kultur i różnorodności Państwa Środka. Z perspektywy obserwatorki i mieszkanki tak ciekawych miast jak Szanghaj i Pekin, a także turystki odwiedzamy dalekie prowincje na południu kraju, a także przy granicy z Birmą, Wietnamem, Koreą Północną i Mongolią.

Spotykając zwykłych ludzi, tak różnych w swoich tradycjach, wychowaniu, kulturze i mentalności, autorka stara się ukazać jak dynamicznie zachodzą zmiany w tym tak szybko rozwijającym się kraju. Portretując chińską rzeczywistość nie bez zdziwienia i dozy ironii komponuje swoistą mozaikę będącą migawkami i wyrywkami codzienności.

Autorka - socjolog, tłumacz i sinolog, musiała niejednokrotnie przebić się przez barierę nieufności i bycia laowajem (cudzoziemcem). Życie w Chinach wyzwalało w niej różnorakie emocje, nierzadko trudne, będące dla niej samej negatywnym zaskoczeniem. Jej udziałem staje się trudna do opisanie samotność, w kraju miliarda trzystu milionów ludzi...

Jak wiele wiemy, a raczej jak niewiele wiemy o Chinach? Na to pytanie musimy sobie sami odpowiedzieć. Książka Katarzyny Pawlak zapewne tę wiedzę pogłębi, a przy okazji wielokrotnie pozwoli szeroko ze zdumienia otworzyć oczy, gdy będziemy przyglądać się obrzędom religijnym, podglądać ludzi w drodze, przy stole zachwycać się nowoczesnością Szanghaju czy Pekinu. 


Mnie najbardziej zainteresował rozdział, w którym autorka odbywa podróż w okolice granicy z Koreą Północną, gdzie bieda widziana z drugiego brzegu rzeki wydaje się być wszechogarniająca miejsce i ludzi, którzy widziani z oddali w jakiś niewyobrażalny sposób pozbawieni są energii życiowej i pełni smutku.

Treść książka wzbogacona została interesującymi zdjęciami i opatrzona słowniczkiem wyrazów i pojęć. Gorąco polecam! 

Recenzję napisała: Beata Solińska

niedziela, 25 grudnia 2011

Równoleżnik zero - Olgierd Budrewicz - recenzja e-booka


Olgierd Budrewicz jest autorem wielu reportaży, książek podróżniczych, scenariuszy do programów telewizyjnych i komentarzy do dokumentów filmowych. Odwiedził i opisał ponad sto sześćdziesiąt krajów. „ Równoleżnik zero“ to reportaż poświęcony Afryce. Swoją podróż odbył w latach 60-tych, kiedy w Polsce panował PRL. Okres szarzyzny i ciągłych niedoborów. Tymczasem autor w podróży przez Czarny Kontynent zachowuje się, jak pretensjonalny wizytator, mający prawo do krytyki, ironii, ciągłych złośliwości i szyderstwa; jakby sam pochodził ze Złotego Miasta.

Poznał Kongo francuskie (Kongo Brazzaville) i belgijskie (Kongo Leopoldville).  Książka jest  podzielona na dwie części. W pierwszej autor zasypuje czytelnika potężną ilością informacji dotyczącej sytuacji politycznej, życia ludzi, o ich mentalności, wszędobylskim lenistwie i bylejakości. Narzeka na Hindusów, którzy w Afryce jego zdaniem stanowią mafię tworzącą własne ubezpieczenia i kasy pożyczkowe dla nowych imigrantów. Nazywa ich naroślą na ciele Czarnej Afryki. Autor twierdzi, że byle łamaga w Afryce dorobi się majątku. Kwitnie tam przemyt, nie ma żadnych restrykcji. Bogacą sie wszyscy z wyjątkiem Afrykańczyków. A bogacić się jest na czym, bo kontynent obfituje w  diamenty, mangan, lasy, bawełnę czy rośliny oleiste.

Informacje zgromadzone w książce są rzetelne, jednak przeszkadza zarozumiały ton narracji. Trudno sie zorientować po czyjej stronie jest autor. Bo krytykuje wszystkich; Murzynów za to, że nie pracują w deszcz, kontynent, że nie jest Europą, białych za pazerność i wyzyskiwanie tubylców, klimat, że jest upalny i wilgotny, a nawet burzę, że bez opadów a tylko z samymi błyskawicami.

Druga część to właściwa wyprawa w głąb Konga Brazzaville; w najdziksze tereny, gdzie nie ma dróg, gdzie żyją Pigmeje. Wyprawę prowadził Stanisław Hempel mistrz w polowaniu na krokodyle. Swoją podróż zaczęli od spływu po rzece Ubangi, będącej wówczas centrum krokodylej populacji środkowej Afryki. Autor uczestniczył w polowaniu na te gady, co na pewno odcisnęło piętno na jego psychice, gdyż skończył tyradę krytyczno-szyderczą, a rozpoczął skamląco-jęczącą. No i ciągle się dziwił. Jak dziecko we mgle.

Najciekawsze fragmenty to te poświęcone Pigmejom. Ich zręczonści, sile, odwadze, pokorze i spokojowi; cechom coraz bardziej  obcym współczesnemu cywilizowanemu człowiekowi. Zaskakuje hierarchia, której podporządkowany jest ten lud. Są niewolnikami Murzynów i co najpiękniejsze mają to w nosie. Są wolni od wielu trapiących współczesnego człowieka „chorób“ typu: presja otoczenia, chęć dominacji, potrzeba poklasku, brak akceptacji starości. Można im pozazdrościć bo na pewno są szczęśliwsi od nas mimo, że patrząc z naszej perspektywy wydawać sie może, że żyją w niesprawiedliwym układzie sytuującym ich w roli sługi, który  jest wiecznie okradany, tyranizowany i popychany.

Wartościowymi fragmentami są również wypowiedzi ludzi, którzy w Afryce odnaleźli osobisty azyl, sposób na życie inne niż oferowane przez nasz świat. Wolność o której mówią, ma w sobie tyle przestrzeni, że można sie od nich zarazić potrzebą jej szukania.

Narracja autora jest nierówna. Gorsza jest w cześci pierwszej, w drugiej pewnie pod wpływem emocji jest wiele lepsza i trafiają sie  naprawdę dobre fragmenty. Przeszkadzało mi żonglowanie czasem narracji. W moim odczuciu nie było ku temu potrzeby, gdyby ujednolicić czas i trzymać sie go konsekwentnie tekst zyskałby na przejrzystości. Miałam wrażenie, że autor na siłę chciał zrobić z tekstu publistycznego tekst literacki co było irytujące. Stosował fatalne porównania typu „aorty ulic“ lub „przegalopowała burza“.

Książka jest bogato ilustrowana czarno-białymi fotografiami przedstawiającymi mieszkańców kontynentu, i podróżników, których spotkał autor. Jest to reportaż starej daty (i to sie czuje), dzisiaj inaczej sie fotografuje, i czego innego oczekuje od zdjęcia niż tylko ilustracji, ale niewątpliwie są potrzebne i uatrakcyjniają opowieść.

Mimo zastrzeżeń książkę polecam ze względu na informacje w niej zebrane, poszerzają wiedzę, ale i nie zachęcają do podróżowania w głąb Afryki.

Recenzję napisała: Agnieszka Czachor



E-book otrzymaliśmy od:




Tytuł: Równoleżnik zero
Autor: Olgierd Budrewicz
Rok wydania: 2010
ISBN: 978-83-01-16444-7
Ilość stron: 230
Wydawnictwo: PWN
E-booka można kupić na: ibuk.pl
Fragment e-booka: dostępny na stronie


poniedziałek, 17 października 2011

Dom Kalifa. Rok w Casablance - zapowiedź wydawnicza


Kto spojrzy w oczy dżinna,
zajrzy w głąb własnej duszy…

Kiedy Tahir Shah, angielski pisarz, podróżnik i filmowiec pochodzący z rodziny o afgańskich korzeniach, postanowił spełnić swoje marzenie i osiąść z żoną i dziećmi w Maroku, nie spodziewał się, że wkroczy prosto do baśni tysiąca i jednej nocy. Nie zabrakło niczego: dżinna, pałacu, starych lamp, czterdziestu rozbójników ani nawet siedmiu chciwych braci - ale wszystko działo się inaczej niż w bajce.

Książka Shaha to fascynująca opowieść o poszukiwaniach wymarzonego domu, trudach renowacji, wspaniałości tradycyjnego marokańskiego rzemiosła, zderzeniu kultur i codziennym życiu w Casablance. To także relacja ze spotkania z innością i z najtrudniejszej ze wszystkich podróży w głąb siebie.







Autor: Tahir Shah
Tytuł: Dom Kalifa. Rok w Casablance
Przełożyła: Małgorzata Glasenapp
Isbn: 978-83-08-04780-4
Liczba stron: 464
Premiera: 19 października
Wydawnictwo: Literackie

Fragment książki: