Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o.leon knabit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o.leon knabit. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2013

„Szukając Boga” Rozmowa Natalii Świt z o. Leonem Knabitem

"Szukając Boga” to rozmowa z ojcem Leonem Kanbitem autorstwa Natalii Świt. O ile na wstępie mogę powiedzieć, że jest ona przygotowana z sercem i określonym schematem który nadaje książce porządku – nie chciałabym oceniać samych wypowiedzi o. Leona. Trochę się jednak na to pokuszę, bowiem wpływają one na całokształt oceny tej książki. I ile samo przygotowanie a następnie jej zredagowanie mogło być poprawne, jeśli autorka nie otrzymała w wywiadzie odpowiedzi na założone pytania, trudno wyciągnąć z takich wypowiedzi głębszych wniosków.

Sięgając do założeń książki, była to rozmowa osoby poszukującej odpowiedzi na pewne wątpliwości, dylematy związane z zagubieniem się w wierze i roli Kościoła w życiu współczesnego katolika. Odbiorca - mimo nadziei autorki na szersze grono czytelników - jest już tutaj zdefiniowany. Jest ona dla katolików, którzy poszukują, trwają bądź chcą upewnić się, iż „dobrze czynią”.

Książka ta bowiem jest dialogiem człowieka wierzącego, jak najbardziej oczytanego, doświadczonego życiem, niezaprzeczalnie mądrego, lecz mało tolerancyjnego. Wypowiedzi są bardzo stonowane, wręcz PR-owo przemyślane, jednak mimo tego, nie udało się ukryć prawdziwych poglądów o. Leona. Podobnie jak generalizuje się „Kościół”, całą tą wspólnotę którą tworzą ludzie, to w związku z jego demoralizacją poprzez pryzmat złych uczynków małej części przedstawicieli tej wspólnoty (mamy nadzieję, iż jest to mała część), ojciec Leon wrzuca do jednego worka wszystkich ludzi którzy z tego kościoła odeszli. Zapominając iż każdy z nas ma inny bagaż doświadczeń, jest innym człowiekiem i ma prawo inaczej patrzeć na świat.

Jeśli ktoś ma swój rozum, z książki tej przypomni sobie o uniwersalnych prawdach pozwalających być przyzwoitym człowiekiem. O ile o nich zapomniał. W przeciwnym wypadku publikacja ta jako mało obiektywny kult nauki Kościoła, ukierunkowuje swojego odbiorcę. Szerząc pogląd, który przypisuje Kościołowi zasługi przestrzegania zwykłych zasad człowieczeństwa jako tych należących tylko i wyłącznie do niego . Mamy wrażenie jakby tylko chrześcijaństwo miało monopol na dobro. Choć w jednej wypowiedzi ojciec Leon przyznaje, że istnieją też ateiści lepsi od katolików. Nie koniecznie jednak brzmi to jak komplement.

Ojciec Leon w swoich wypowiedziach dotyka uniwersalnych prawd, lecz są one tak oczywiste, że wręcz banalne. Mówi on, iż nie każdy otrzymał dar odczuwania istoty boga która jest możliwa według niego w czasie kontemplacji. Temat braku tego daru nie jest jednak rozwinięty. Nie wiem czy z braku materiału, czy braku takiej potrzeby samej autorki. Uważam, że nie można zapominać iż wegetarianinowi nic nie przyjdzie z przepisu na potrawkę z kurczaka.

Tego właśnie w tej książce mi brakowało. Zrozumienia zagubienia człowieka i pomocy w odnalezieniu tego tytułowego boga. Bądź akceptacji innych wyborów.

Dla kogo jest ta książka? Dla lekko zagubionych katolików, którzy pragną poczuć, że są częścią większej społeczności, która nadal na nich czeka. Oraz uczniami boga w którego wierzą, który nadal oczekuje ich modlitw.

Sylwia Pietryga

poniedziałek, 16 września 2013

Benedyktyni Tynieccy - recenzja

Któż nie pamięta "Krzyżaków"! To chyba pierwsza tak obszerna lektura obowiązkowa, z jaką spotykają się młodzi ludzie w szkole. Podczas czytania zapadła mi szczególnie w pamięć scena rozgrywająca się właśnie w Tyńcu. To tu w gospodzie "Pod Lutym Turem" dochodzi do spotkania dwojga młodych bohaterów powieści.

Oczarowany śpiewem pięknej Danusi Zbyszko ślubuje jej wierność. Gdy następnego dnia udają się na mszę świętą, autor tak opisuje ich odczucia związane z ujrzanym klasztorem: "(.)patrzyli ze zdumieniem na wspaniałe opactwo, na zębate mury biegnące wzdłuż skał nad urwiskami, na gmachy stojące to na zboczach góry, to wewnątrz blanków, spiętrzone, wyniosłe i jaśniejące złotem od wschodzącego słońca."

Niniejszy album jest wyjątkową publikacją pozwalającą poznać opactwo benedyktynów, doświadczyć niezwykłości tego miejsca.

Klasztor umiejscowiony jest na wzniesieniu, bo - jak wyjaśnia w słowie wstępnym O. Leon Knabit - "Benedykt kochał góry". Pierwsze fotografie umieszczone w albumie ukazują jego okazałą bryłę w różnych porach roku, o rozmaitych porach dnia. Ale nie tylko sam klasztor będzie tematem zdjęć. Będziemy mieli możliwość być świadkami codziennych aktywności przebywających tam zakonników.

Zdjęcia pogrupowano zgodnie z fragmentami "Reguły" sformułowanej przez świętego Benedykta. Podstawowy obowiązek to modlitwa, przebywanie w Bogu - zobaczymy zatem fotografie ukazujące zakonników w czasie modlitwy chórowej, wnętrze kościoła.

Niezwykle istotna jest również praca - zaliczają się do niej prace ręczne, działania na rzecz utrzymania porządku w klasztorze, wszelkie rzemiosła, ale też czytanie - tak ważne dla rozwoju duchowego. Na zdjęciach wykonanych przez Wojciecha Stana widać braci pochłoniętych "lectio divina", ale też zajmujących się codziennymi pracami: doglądający drobiu Brat Bartłomiej, zbieranie owoców w sadzie, prace w ogrodzie, zajęcia w kuchni, przygotowywanie posiłków i zapasów na zimę, Ojciec Stanisław ze słojami miodu. Jest też wiele fotografii z "braćmi mniejszymi" - zwierzętami. Zakonnicy prowadzą także działalność naukową, publikują - zatem i przy takich zatrudnieniu ich ujrzymy.

Wiele nastrojowych zdjęć pokazuje zmiany pór roku w ogrodzie, w otoczeniu klasztoru.

Piękne, poruszające fotografie są świadectwem starań zakonników, by jak najdokładniej realizować zasady ustanowione przez założyciela - św. Benedykta. Oglądanie tych zdjęć pozwala odczuć atmosferę tego miejsca. Jest zatem ów album cenną i ciekawą publikacją.

Katarzyna Otłowska