Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ameryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ameryka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 lipca 2013

Wałkowanie Ameryki - Marek Wałkuski


Marek Wałkuski (rocznik 1967) to wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie i dziennikarz radiowej Trójki (1990-2002). Jest autorem licznych reportaży i relacji podróżniczych. Wydana w 2012 roku książka „Wałkowanie Ameryki” jest jego debiutem literackim. To nietypowy reportaż podróżniczy, próbujący wytłumaczyć zachowania Amerykanów niezrozumiałe dla Polaków.

W „Wałkowaniu Ameryki” Marek Wałkuski na nieco ponad 300 stronach przedstawił specyficzny obraz statystycznego Amerykanina, tzw. „Przeciętnego Józka”, jego – czasami dosyć dziwne - zwyczaje, pochodzenie, historię, wyznawaną religię a nawet używany język i podejście do obcokrajowców oraz ludzi innych ras. Wszystko to okraszone zostało opowieściami z życia autora w Stanach Zjednoczonych.

Tytuł nawiązuje bowiem nie tylko do nazwiska dziennikarza i jego przeżyć, ale też Ameryka zostaje naprawdę przez niego „przewałkowana”. Wałkuski dowodzi, że każda nacja ma swoje racje i w życzliwy dla obu stron sposób konfrontuje je ze sobą.

Książkę czytać zaczęłam rano, skończyłam następnego dnia wieczorem – pochłonęła mnie bez reszty. Język jest na tyle przystępny i czasem wręcz dowcipny, że nawet ludzie niezainteresowani socjologią czy Stanami Zjednoczonymi znajdą w „Wałkowaniu Ameryki” coś dla siebie. Warto w ramach porównania przeczytać „Zapiski z wielkiego kraju” Billa Brysona – myślałam, że będzie to podobny typ literatury, i cóż, myliłam się. O dziwo – lepiej czytało mi się książkę Wałkuskiego od zabawnych felietonów Brysona.

„Wałkowanie Ameryki” polecam wszystkim, którzy są otwarci na poznawanie innych kultur, którzy chcą zrozumieć Amerykanów i dowiedzieć się całej masy ciekawostek na temat ich i ich ojczyzny (lub, jakby to lepiej ująć, ich ojczyzny z wyboru). Naprawdę warto.

Recenzje napisała: Karolina Furyk 

Za książkę dziękujemy księgarni internetowej helion

środa, 18 lipca 2012

Usłyszeć Amerykę (Discovering America- a Pole's perspective)-recenzja




         Niepisaną regułą jest, że na blogu Książki Moja Miłość recenzujemy publikacje ogólnie dostępne czyli takie, które możemy nabyć w najbliższej księgarni, czy wypożyczyć w miejscowej bibliotece. Dziś postanowiłem zejść z utartego szlaku i napisać o książce, a właściwie książeczce, która jest już raczej niedostępna. Myślę o króciutkim zbiorze felietonów (108 stron) pt "Usłyszeć Amerykę'' pióra płockiego dziennikarza Leszka Skierskiego. Felietonów jest 24 (po jednym na każdy tydzień pobytu autora w Nowym Świecie). Były one publikowane w roku 2008 na łamach nieistniejącego już Życia Płocka, lokalnego dodatku do Życia Warszawy, a wydanie książkowe ukazało się w roku 2010.

Leszek Skierski odbył podróż wzdłuż Wschodniego Wybrzeża (East Coast) Stanów Zjednoczonych od Nowego Jorku po Miami; nie są to więc całe Stany, ale ich bardzo ważna i reprezentatywna część. Na tyle reprezentatywna , że pozwala ukazać Amerykę w całej jej różnorodności i złożoności, a materiału i doznań wystarczyłoby pewnie na powieść drogi albo rozprawę naukową. Autor poprzestał na krótkiej i lapidarnej formie, która świetnie oddaje błyskotliwą myśl i doskonały humor obserwatora. Bo też świetnym obserwatorem Skierski jest. Dziennikarski pazur i przenikliwość umysłu pozwalają mu na krótkie acz trafne analizy. Swoją uwagę skupił zwłaszcza na starej amerykańskiej Polonii, na którą patrzy z wielkim zaciekawieniem. Nie ma tu wprawdzie głębokiej analizy stosunków wewnątrz polonijnych, czy tych traktujących problemach globalnych. Leszek Skierski uporczywie wraca myślami do rodzinnego Płocka i Radziwia, ukochanego Teatru płockiego i codziennych spraw lokalnych widzianych z oddalenia, boowiem te miejsca są jego odnośnikami i to one go ukształtowały.

Pierwsza myśl jak mi przyszła do głowy po przeczytaniu "Usłyszeć Amerykę" to niedopowiedzenie. Skierski ogranicza się do niezbędnych słów, które jednak okazują się nadzwyczaj wymowne i całkowicie wystarczające. Myśl, impresja, rodzinna retrospekcja- wszystko to składa się na ciekawy obraz Ameryki i Polski roku 2008, a także stanowi ciekawą lekturę. Pewną ciekawostką jest to, że książką jest dwujęzyczna, tj. każdy felieton został przetłumaczony na angielski. Można przećwiczyć znajomość języka. Autorką przekładu jest Monika Fronczak (współpraca: Murdo MacLeod).

Leszek Skierski – dziennikarz, prezes i założyciel Płockiego Koła Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Autor książki biograficznej Wspomnienia Jagiellończyka (2007) o prof. Stanisławie Portalskim – polskim emigrancie, wybitnym profesorze Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie w Londynie, zbioru felietonów Usłyszeć Amerykę (2008) oraz przygotowywanej do druku książki Gdyby nie Anna Frank…o płockiej poetce Wandzie Gołębiewskiej; współautor opracowania faktograficznego 190 lat Teatru Płockiego (2002). Autor licznych artykułów dotyczących historii lokalnych mediów oraz problemów społeczno-politycznych regionu. Przez wiele lat zajmował się publicystyką społeczno-polityczną w Katolickim Radiu Płock i Telewizji Płock, w której przez dwa lata był redaktorem naczelnym Programu Lokalnego. Autor licznych wywiadów i felietonów, publikowanych w „Życiu Płocka” ( lokalne wyd. „Życia Warszawy”) i „Płockiej Setce”.
Prywatnie – zapalony podróżnik. Nie potrafi usiedzieć długo w jednym miejscu, stąd częste wyjazdy. Wychodzi z założenia, że nie ma na świecie miejsca lepszego do życia, niż rodzinny Płock.

PS Szczególne podziękowania dla Leszka
Mariusz Bilecki

Autor- Leszek Skierski 
Tytuł- Usłyszeć Amerykę ( Discovering America- a Pole's perspective)
Wydawnictwo- ZNAJ Stowarzyszenie Autorów Polskich - Oddział w Płocku 
rok wydania-2010
liczba stron-108
ISSN 1899-8976
tłumaczenie na angielski- Monika Fronczak

środa, 23 maja 2012

Krwawy południk albo Wieczorna łuna na Zachodzie- recenzja

Po raz pierwszy miałem okazję zetknąć się z pisarstwem Amerykanina Cormaca McCarthy'ego i było to doświadczenie nader ciekawe, bo dawno nie miałem okazji czytać tak bezkompromisowej i szczerej prozy.

Mimo, iż powieść ukazała się w Stanach w latach osiemdziesiątych to stosunkowo niedawno zdobyła uznanie wśród czytników. W Polsce ukazała się z w znakomitym tłumaczeniu Roberta Sudoła nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Akcja powieści toczy się w połowie wieku XIX na pograniczu meksykańsko-amerykańskim tj w Teksasie, Nowym Meksyku, Arizonie i Kalifornii. McCarthy opisuje losy młodego chłopaka nazywanego Dzieciakiem , który dołącza do bandy najemników pod wodzą Johna Glantona. Banda na polecenie władz meksykańskiego miasta Chihuahua ma zwalczać niebezpiecznych dla osadników Indian. Dowodem na zabicie autochtonów ma być ludzki skalp- najemnicy wyruszają w szaleńczą pogoń za skalpami. Wszędzie, gdzie dotrą najemnicy sieją śmierć i zniszczenie- mordują kobiety, dzieci, starców, całe indiańskie społeczności zawsze skalpując swoje ofiary. Dziki zachód staje się krainą niewyobrażalnych zbrodni dokonanych po patronatem władz. Bandyci Glantona są jak biblijni jeźdźcy apokalipsy przed którymi nie ma ani ucieczki ani ratunku. Cały świat broczy krwią i cierpi, a pustynia, która otacza człowieka wkoło zagnieżdża się także w jego sercu i duszy.

Mimo, że autor zaczyna swoja opowieść od historii Dzieciaka, to bardzo szybko na pierwszy plan wychodzi postać demonicznego sędziego Holdena. Kim jest sędzia? Jest wielki, bezwłosy, obdarzony nadzwyczajną intuicją, inteligencją i erudycją, a do tego jest pełen okrucieństwa i bezwzględności. Czy jest człowiekiem czy szatanem w ludzkim ciele- tego czytelnik się nie dowie. Jego złowieszcza postać w finale powieści wykonuje swoiste średniowieczne "danse macabre", gdzie śmierć triumfuje ponad wszystkim co żyje.
McCarthy nie stara się o pogłębienie psychologiczne postaci; znacznie bliżej mu do amerykańskiego behawioryzmu, dlatego też tylko zbrodnicze czyny, a nie myśli stają się jedynymi "pewnikami" pozwalającymi określić bohaterów.

Mnie uderzyło to, że mimo tak ogromnego w powieści nagromadzenia zbrodni i okrucieństwa po pewnym czasie przyjąłem to jako konwencję literacką, brutalną i groteskową, ale jednak konwencję. Co ciekawsze groteskowa wizja świata ocierająca się o koszmar jest nader realna i wcale niezabawna. Czytając tę powieść miałem przez chwile skojarzenie z "Urodzonymi Mordercami" Oliviera Stone'a. Te same odległe przestrzenie pustyni i prerii, podobna wędrówka zbrodniarzy i ten sam amerykański mit często nieczytelny dla europejczyków. Tyko, że film był odbierany jako apoteoza przemocy, a  "Krwawego południka..." McCarthy'ego tak  nie odbieram mimo jego nihilistycznego wydźwięku.

W powieści urzekł mnie jej poetycki nieomal biblijny język, który świetnie pasuje do całości. Być może " Krwawy południk..." nie jest lektura łatwą, ani lekką , ale mimo jej pesymistycznego wydźwięku wartą przeczytania i polecenia. Bo czyż nie taki  właśnie jest świat, który  nas otacza i który sami współtworzymy? Książka- lustro, w którym powinien się przejrzeć każdy z nas.

PS Historia jest oparta na autentycznych wydarzeniach z połowy XIX wieku.

 Mariusz Bilecki
Tytuł: Krwawy południk albo Wieczorna łuna na Zachodzie
Autor: Cormac McCarthy 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2010
ISBN: 9788308044766