czwartek, 28 lutego 2013

Koci Konkurs z Wydawnictwem Debit

Witajcie!

Dziś mamy Konkurs dla Wszystkich miłośników kocich wybryków.

ZADANIE KONKURSOWE:

Jak wiemy koty chodzą własnymi ścieżkami, jednak dziś będziemy chcieli oczyma wyobraźni pomaszerować wraz z naszymi pupilami w ciekawe miejsca. W komentarzu poniżej napisz w kilku zdaniach (max 15) gdzie chciałbyś wybrać się na przechadzkę wraz ze swoim kotem i co chciałbyś z nim zobaczyć.

CZAS TRWANIA KONKURSU:


Konkurs potrwa od 28.02 - 7.03.2013 r. (do godziny 22:00)
Wyniki ogłosimy po 7.03.2013r. na naszej stronie na FB

NAGRODA:

Nagrodą są dwa egzemplarze książki "Album Przyjaciela - Kot", które rozlosujemy wśród najciekawszych wypowiedzi.

ZASADY:

- W komentarzu poniżej proszę pozostawić swojego maila, by w razie wygranej można było się z Tobą skontaktować.
- Zwycięzców konkursu wybierze administracja bloga.
- Z zwycięzcami konkursu skontaktujemy się mailowo.

SPONSOREM NAGRÓD JEST:

9 komentarzy:

  1. Chciałabym odbyć z moją kicią podróż po miejscach, które zwiedzała przez ten krótki okres życia, kiedy jej nie znałam. Kali jest kochanym dachowcem znalezionym na ulicy, trochę oswojonym (ma już 12 lat!), ale nadal pozostała dzikusem - nie drapie, nie gryzie, tylko nie lubi jak się ją bierze na ręce czy dotyka wtedy, kiedy sama na człowieka nie wlezie :) I chowa się do szafy czy pod łóżko na całe godziny, nie bacząc na posiłki, zwłaszcza, gdy do domu przychodzi ktoś obcy. Chciałabym poznać te ulice, którymi chodziła (własnymi drogami), które ją ukształtowały, sprawiając, ze już jako kociak ustawiała dorosłe koty (bardzo się jej bały!)... I tylko tyle :)
    bozena_itoya@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Mieszkamy z 10-cio miesięczną Sonią w cudnym raju pod lasem. Często wychodzi z nami na spacery, ale nigdy wspólnie nie wraca. Bardzo często zastanawia mnie, dlaczego jej każde pierwsze kroki właśnie skierowane są w las. Gdybym mogła pójść jej kocimi śladami chciałabym odkryć co Ją tam tak pasjonuje, na kogo czeka, gdzie się ukrywa, co zjada, czy się boi ??? Kot jest jak las; pełen tajemnic i własnych labiryntów. Moja kotka to duża psotka.
    Ale przy codziennej dawce mruczenia i usypiania na mojej piersi – jestem w stanie Jej wszystko wybaczyć. Chciałabym poznać jej leśne ścieżki, smakołyki, zabawy, a może i czworonogich przyjaciół. Poczuć emocje związane z porannymi i nocnymi eskapadami.
    jolusia3@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako dziecko mieszkające na spokojnej i malowniczej wsi,mieliśmy w domu ciagle jakieś koty,różne one były,trafiały się małe pręgowane,czarne i białe z jedną łatką a nawet szare w paseczki.A gdy kolejna kotka kociła nam się na strychu albo w stodole czekaliśmy niecierpliwie aż wyprowadzi swoje maluchy do ludzi,jakież były słodkie te koteczki,nosiłam je w koszyku wiklinowym lub woziłam w wózeczku dla lalek.Gdy byłam mała nigdy nie miąłam czasu zastanowić się gdzie całymi dniami wędrują te nasze koty i czemu tak lubią znikać naszej mamie z oczu,bo ona tak bardzo o nie dbała.Wszystko się zmieniło gdy dorosłam i wyprowadziłam się z mojego cudownego domu wychowana wśród zwierząt nie wyobrażałam sobie pustego mieszkania,na początek przygarnęłam jednego kotka kręcącego się koło działek.Powoli uczyliśmy się siebie i swoich zwyczajów,moje dzieciaki gdyby mogły zagłaskałyby kotkę na amen,tak ją pokochały,miłością dozgonną i gorącą.A ja coraz częściej łapałam się na myśli jakie koty są wrażliwe oraz mają usposobienie odludka lubiacego swoje ścieżki.Chętnie wybrałabym się z moją kotką do swojej rodzinnej wsi oddalonej o dwadzieścia kilometrów,żeby zobaczyć to miejsce oczami kota z miasta,ciekawe ile wspomnień z dzieciństwa wróciłoby do mnie na tym spacerze.Czy taki sentymentalny powrót na stare śmieci wywołałby w moim sercu ukłucie żalu za utraconym rajem,a czy moja kotka odnalazłaby zapachy tych wszystkich kotów żyjących z nami przez te lata,gdy tam mieszkałam?Nie wyobrażam sobie życia bez kota i dziękuję swojej mamie za dobry przykład jak bez słowa przygarnąć zwierzę pod swój dach i cieszyć się nim ile sie tylko da.Wspólna podróż do rodzinnego domu,który niestety nie należy już do nas z moim kotem u boku to byłaby naprawdę niezwykła wyprawa,myślę sobie,iż ona dobrze by się tam poczuła,tak jak ja cudownie czułąm się tam jako dziecko i nastolatka,otoczona nieprzeciętnymi kotami...
    ela
    eluchi1974@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Podczas tegorocznej zimy ktoś podrzucił pod mój dom kotkę.Przemarznięta do szpiku kości i wygłodzona z zapadniętym brzuszkiem a przy tym niesamowicie piękna przylgnęła do mojego domostwa po pierwszym poczęstunku i okazaniu ciepła.Dlaczego piękna ?-spytacie.Otóż jest trójkolorowa w śliczne łatki biało-czarno-rude.Koteczka ,po odrobaczeniu,w ciągu kilku dni nie tylko zaprzyjaźniła się ze wszystkimi domownikami ale okazała zdrowe maniery wylegując się na swoim posłaniu w pobliżu grzejnika,miałcząc ,kiedy chce wyjść na dwór za własną potrzebą i radośnie mrucząc kiedy jest najedzona i szczęśliwa.Wdzięczne zwierzątko nie psoci i jednocześnie stara się towarzyszyć mi we wszystkich zajęciach .Robi to jednak z należytym dystansem .Nigdy nie przeszkadza.Zastanawiam się dlaczego ludzie skazują takie miłe zwierzaczki na tak okrutną tułaczkę bądź śmierć.Obserwując jej zachowanie czuję jej strach,pamięć o chłodzie,głodzie,tułaczkę i niepewność jutra.Biorę ją więc na kolana aby ją uspokoić,przytulić,pogłaskać.Aby się upewniła,że już nic jej nie grozi,aby wsłuchać się w jej przyjazne i radosne pomrukiwanie.Nie tęsknimy w tym momencie za spacerami.Oczami naszych dusz różnych(człowieczej i zwierzęcej)wspominamy złe chwile i marzymy o przyjaznym ciepłym słoneczku.Wówczas będziemy hasać po działce,cieszyć się pięknem przyrody i okazywać sobie wzajemną przyjaźń.Ta historia jest świetną lekcją dla dzieci,które w obecnej chwili zastanawiają się jakie imię nadać przygarniętej"Łatce" ;)
    Ewa S
    kotun3@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś nigdy nie byłam kociarą,która szaleje na punkcie każdego porzuconego kotka,ale moja koleżanka zaszła w ciążę i wystraszona przyniosła swoje dwa koty do mnie.Nie chciałam ich i broniłam się jak tylko mogłam,nie miałam zielonego pojęcia co robić z kotami,ale mąż i córka tak błagalnie na mnie patrzyli,a koleżanka wrecz chciała klękać przed moim obliczem.Zgodziłam się i cóż było robić,opiekowałam się nimi,głaskałam i obserwowałam z ciekawością te dwa futrzaste stworzonka,moja córka zakochała sie w nich od pierwszego dnia i już czułam,co będzie sie działo,gdy przyjdzie nam oddać koty właścicielce.Ciąża dobiegła końca i zagrożenie toksoplazmozą minęło,ktoś poradził młodej mamie,aby koty wzięła do domu i oswajała je z nowonarodzonym maleństwem.Tak też się stało ku rozpaczy męża mojego i dziecka,którzy pokochali kociaki i nawet nie chcieli słyszeć,że trzeba je oddać,łzy leciały z naszych oczu jak grochy.Dom zrobił sie taki pusty i nudny,wszedzie był porządek i nie walały się pod nogami zabawki i piórka do zabawy kotków,kolana musiałam grzać poduszką,bo już nie miał kto wskakiwać z nienacka na moje nogi.Wiem gdzie ,,nasze'' koty są teraz i ciągle myślę co porabiją gdy dziecko śpi spokojnie w łożeczku,czy tęsknią za nami tak samo jak moja rodzina za nimi.Ale na wiosnę dostaniemy małego kotka na własność i już nie możemy się doczekać wspólnych zabaw,chciałabym wybrać się z tym naszym przyszłym kotkiem na wycieczkę z kotami koleżanki i poznać mowę zwierząt,żeby dowiedzieć się,czy dobrze im u nas było.Na tej wyprawie chciałabym spotkać magiczne żródełko i pijąc z niego wodę rozumiałabym wszystkie koty i poprosiłabym o zabranie w jakieś szczególne miejsce,gdzie koty lubią przebywać.Jeden taki magiczny i niezwykły dzień otworzyłby mi pewnie oczy na ten koci świat,gdzie króluje chodzenie własnymi ścieżkami i samotnicza natura,być może dowiedziałbym się czy koty przywiązują się do ludzi tak samo jak koty i czy naprawdę są takie inteligentne jak o nich się mówi.Wyobrażam sobie co to byłby za ciekawy dzień i jak zmieniłoby sie moje życie po takiej kociej wspólnej wyprawie,gdybym ktoś rok temu mi o tym powiedziałby,chyba popukałabym się w czoło.No i kto pomyślałby o mnie,iż dzięki koleżance moje poglądy na koty tak radykalnie się zmienią,a moja rodzina tak odchoruje rozstanie z dwoma kotami...
    Kosmos
    kosmosj@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  6. podawanie adresu mailowego publicznie w Internecie to głupota, nie dziwcie się, gdy zaczną Wam przysyłać spamy lub wirusy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zastanawiam się, czy podobna (błędna) interpunkcja w niektórych z powyższych postów wynika z maniery internetowej, czy posty te pisała ta sama osoba, sygnując je innymi adresami?

    OdpowiedzUsuń
  8. Z moim kotkiem poszłabym na koniec świata,bo on czasami sprawia wrażenie jakby własnie stamtąd powracał.Koty mają swoje życie i swoje kocie scieżki i ludzie nie mają do nich raczej dostępu,mój Zdzisio to naprawdę odludek i wiele dałabym za poznanie tych sekretów jego zniknięć.Czy na końcu świata jest więcej kotów wylegujących się z zadowoleniem i mruczących pod nosem?Właśnie tam mogłabym udać się z kotem,który jest moim jedynym zwierzęciem w domu,ale moze niedługo się to zmieni? olivka/olivka1971@o2.pl/

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja mam plan gdzie poszedłbym za swoim kocurem Barnabą,kocham góry i tam czuję się swobodnie i odpoczywam całym ciałem i duszą.W górach ze swoim kotem Miśkiem stanowilibyśmy niezłą parę,zaprawiony piechur i miejski kot,no i pewnie poprowadziłby mnie całkiem innymi trasami niż te którymi chodzą wszyscy.Kocham góry tak samo jak moje zwierzaki,ale w góry nie zabiorę żółwia Tobika i rybek,ale kot nadawałby się na taką wyprawę idealnie,bo koty uwielbiają przestrzeń,więc zgralibyśmy sie wspaniale pośród pagórków i dolinek.Powiedzenie ,,jaki pan taki kram'' byłoby adekwatne do sytuacji,chyba zaczynam się upodabniac do swojego kota i ciagnie mnie do natury.
    jeje1977@o2.pl

    OdpowiedzUsuń